Na poważną grę o jeździe na deskorolce musieliśmy czekać co najmniej od czasów Skate'a 3, dlatego wobec wydanego niedawno Skatera XL miłośnicy tej tematyki mieli dość wysokie oczekiwania. Na specjalnym pokazie kilka tygodni temu twórcy chwalili się innowacyjną mechaniką, zżytą społecznością i masą fajnej zawartości. Niestety premierowa wersja gry brutalnie zweryfikowała rzeczywistość.

Skater XL - realizm ponad wszystko?

Głównym założeniem przyświecającym produkcji Easy Day Studios był realizm - zarówno jazdy na deskorolce jak i całej związanej z tym wszystkim otoczki. I o ile śmiało mogę potwierdzić, że z pierwszej części tej obietnicy twórcy wywiązali się bardzo dobrze, tak za realizację tej drugiej powinni dostać do rąk wiosła i galerę. Oparta w 100% na czystej symulacji fizyki mechanika rozgrywki dobrze wykrywa wszystkie tricki jakie wykonujemy podczas zabawy i wyczuwa nawet najdrobniejsze zmiany w położeniu, rotacji czy prędkości deski.

Bez problemu wykonacie tu praktycznie każdy istniejący obecnie deskorolkowy wyczyn świata - od podstawowego Ollie, przez najcięższe manewry jakie można sobie wyobrazić. Szkoda tylko, że nie możemy wykorzystać również naszych rąk, aby wykonywać bardziej efektowne tricki na wysokich rampach - w recenzowanej produkcji brakowało mi na przykład opcji zrobienia Finger Flipa w powietrzu czy też klasycznego Gymnasta. Oba ruchy wymagają dużego zaangażowania rąk i wyginania ciała.

Teoretycznie w swoich założeniach system rozgrywki przygotowany przez deweloperów jest bardzo ciekawy i naprawdę dobrze zrobiony, aczkolwiek do pełnego realizmu jeszcze daleka droga. Skąd wynikają te problemy? Zespół jak ognia unikał implementacji wszelkich skomplikowanych animacji, dlatego o ile sama deska zachowuje się podczas zabawy niemalże idealnie, tak nasz awatar jest zwyczajnym drewnianym manekinem. W Skater XL nie uświadczycie absolutnie żadnych "ludzkich" zachowań naszego awatara - równie dobrze mógłby tu stanąć Mokujin i nie byłoby specjalnej różnicy.

No fajnie, ale o co tu chodzi?

Z wielkim bólem serca stwierdzam, że poza naprawdę świetnie dobraną muzyką, mechanika rozgrywki jest jedynym pozytywnym aspektem całego Skatera XL. Przede wszystkim brakuje tu jakiegokolwiek celu - twórcy nie przygotowali żadnej fabuły, żadnych ciekawych zadań jakie oferuje na przykład Tony Hawk, ani nawet najbardziej prymitywnego systemu punktacji! Ot czeka nas dosłownie jazda dla samej jazdy, którą możemy urozmaicić sobie co najwyżej otwierając listę dostępnych tricków, które możemy wykonywać na zaliczenie.

Przypisane manewrom wyzwania pełnią raczej rolę samouczka niż prawdziwych wyzwań, albowiem podczas ich realizacji zawsze widzimy ducha za którym musimy podążyć i wykonać ten ruch w tym jednym konkretnym miejscu. Przygotowując tę recenzję nie mogłem pozbyć się wrażenia, że całe to rozwiązanie było przygotowane na kolanie, byleby coś pokazać. Dodatkowo deweloperzy chwalili się tym, że każda z map zaimplementowanych w grze jest zainspirowana prawdziwą lokacją, a oprócz dzieł samych projektantów, zwiedzimy także miejscówki stworzone przez graczy. 

No i rzeczywiście mamy do dyspozycji 8 map - 5 od twórców i 3 od fanów. Problem polega jednak na tym, że absolutnie nic się na nich nie dzieje! Ja rozumiem, że w 1999 roku na PlayStation skateparki mogły być puste, bo wynikało to z ograniczeń sprzętowych, ale w 2020 roku no to chciałbym zobaczyć chociaż stojącego w kącie ciecia z miotłą, czy znudzonego ucznia na licealnym podwórku. A tak to czułem się jakbym trafił do świata gdzie wymarła cała ludzkość - no bo wiecie, jakoś można sobie wytłumaczyć, że w wakacje nie znajdziemy tłumów w zamkniętej szkole, ale żeby w centrum Los Angeles nie było żywego ducha, to już lekka przesada.

Skater XL nie powinien (jeszcze) trafić na rynek!

Czasami bywa tak, że recenzja musi być po prostu brutalnie szczera i moją rolą jako recenzenta jest piętnowanie takich praktyk, z jakimi mamy do czynienia właśnie w produkcji Easy Day Studios. Deweloperzy wydali swój tytuł w ramach Wczesnego dostępu na Steam ponad półtora roku temu, dlatego dziś powinniśmy otrzymać pełnoprawny produkt, za który naprawdę warto jest zapłacić te 71,99 złotego.

Zamiast tego dostajemy "coś", czego definitywnie nie nazwałbym finalną premierową wersją, na jaką zasługiwali fani skateboardingu. Skater XL wygląda jak technologiczne demo z czasów PlayStation 3 i Xboksa 360, do tego pełne jest niechlujnych wręcz błędów pokroju tego, że bez problemu mogę wbić się w środek pustego budynku, czy też pod odpowiednim kątem kamery jestem w stanie ujrzeć skybox i makiety assetów postawione w tle. No sorry, ale takie rzeczy to mogą się znaleźć co najwyżej w pre-alphie, gdzie deweloperzy bawią się w psucie swojej gierki i szukanie bugów.

No i ten ragdoll postaci - jak wywalimy się podczas tricku, nasza kukiełka bezwładnie opadnie na ziemię niczym zażenowany swoją egzystencją NPC w MMORPG-ach. Z resztą możecie zobaczyć powyżej, jak czuje się mój skater po paru godzinach jazdy. Naprawdę to jest wprost oburzające, że producenci mają czelność wypuścić na rynek taki pół-produkt, chwalebnie nazywając go jeszcze wersją 1.0 - nie drogie Easy Day Studios, daliście nam tech-demo tego co chcieliście osiągnąć. Teraz weźcie się do roboty i zapełnijcie Skatera XL porządną zawartością!