Mortal Kombat 11: Aftermath nie jest zwykłym dodatkiem, rozszerzenie trafiło na rynek jednocześnie z dużą aktualizacją. Nie tylko dodano nową zawartość w postaci kolejnego rozdziału historii oraz następnych wojowników, ale zdecydowano się rozbudować podstawkę przy pomocy kilku przyjemnych elementów. To właśnie dzięki temu gracze mogą ponownie zapoznać się z nowymi wykończeniami w postaci Stage Fatality oraz Friendship, które zostały dodane do tytułu za darmo. Twórcy dorzucili jeszcze nowe lokacje oraz zadbali o zmiany w balansie, a to wszystko trafiło do wszystkich posiadaczy Mortal Kombat 11.

Z tego bezpłatnego zestawu zdecydowanie najciekawszym elementem jest opcja „przyjaznego” zakończenia starcia, ponieważ Friendshipy zostały zmyślnie stworzone, a deweloperzy dobrze dopasowali sceny do poszczególnych postaci. Kano dbający o grill, jeżdżąca na łyżwach Frost, grający na saksofonie Jax, sprzedający lody Sub-Zero, tańczący Liu Kang, strzelająca selfie Cassie Cage, malująca obraz Skarlet lub Geras budujący zamek z piasku – k ażda scena została przygotowana z pomysłem, a każda pasuje do realiów gry oraz samych wojowników. Bezpłatna zawartość to dopiero początek atrakcji, ponieważ za 169 zł otrzymujemy tytułowy „Aftermath”, w skład którego wchodzą wątek fabularny oraz trzech zawodników. Jak jednak to wszystko wypada i czy warto sięgnąć po rozszerzenie? Nie bez powodu zdania będą mocno podzielone.

Mortal Kombat 11 Aftermath - recenzja 01

Mortal Kombat 11: Aftermath ze świetną fabułą, ale...

Wydarzenia z Mortal Kombat 11: Aftermath to w zasadzie epilog do historii, którą poznaliśmy w ubiegłym roku. Akcja rozpoczyna się w momencie, w którym zakończyła się podstawka i szczerze mówiąc nie można tutaj mówić o wielkiej niespodziance przeładowanej szokującymi wydarzeniami. Jeśli orientujecie się w realiach współczesnego Mortala, to łykniecie tę historię bez popity przy jednym posiedzeniu i rzucicie padem w ścianę krzycząc „WIĘCEJ”. Niestety, opowieść kończy się po zaledwie 150-180 minutach, pozostawiając duży niedosyt, a deweloperzy ponownie potwierdzają jedno: są mistrzami w kreowaniu prostych i zachęcających do pojedynków opowieści. Akcja została świetnie wkomponowana pomiędzy starcia i całość ogląda się niczym dłuższy film, w którym mamy okazję chwycić za kontroler. Dwie z trzech nowych postaci (bez Robocopa) otrzymały swoje wątki, ale trudno w zasadzie nie odnieść wrażenia, że kluczową postacią panującego chaosu jest Shang Tsung. Cary-Hiroyuki Tagawa nie zawodzi, wcielając się ponownie w przebiegłego wojownika. W zasadzie jedynym problemem fabuły jest to, że kończy się zdecydowanie za szybko.

Ponownie kapitalnie wypadły wszystkie przejścia pomiędzy przerywnikami i akcją, nie zapomniano też o wielu krwawych scenach. Gracze zostali uraczeni takimi ikonicznymi bitwami jak Shang Tsung vs. Raiden oraz Shang Tsung vs. Liu Kang, ale tak jak napisałem: wydarzenia zostały zakończone zdecydowanie za szybko i trudno w rezultacie ten dodatek określić inaczej jak świetny, choć skromny, epilog, któremu brakuje okazałego rozbudowania. Opinia na temat wątku fabularnego z Mortal Kombat 11: Aftermath można w zasadzie być jedna: dobrze, ale za mało.

Mortal Kombat 11 Aftermath - recenzja 02

Mortal Kombat 11: Aftermath z mocnymi postaciami, ale...

Już w samej historii mamy okazję poznać dwóch z trzech nowych wojowników. Fujin wraca do Mortal Kombat po wielkiej nieobecności. Bóg wiatru zawitał do serii w pamiętnym Mortal Kombat Mythologies: Sub-Zero, ale szczerze mówiąc najbardziej pamiętam go z Mortal Kombat 4. Później miał jeszcze kilka występów, tymczasem od lat nie mieliśmy już okazji wcielić się w tego zawodnika. W najnowszym dodatku MK, Fujin jest zdecydowanie najciekawszych charakterem – fantastycznie dysponuje możliwościami wiatru, combosy w jego wykonaniu są niezwykle okazałe, a mając odrobinę wprawy, można szybko wykorzystywać efektowny specjalny atak, pozwalający pobiegać trochę w powietrzu. Fujin efektownie przerywa ataki rywali i z trójki „świeżaków” to właśnie on przemawia do mnie najbardziej.

W fabule przewija się także Sheeva, która również powraca z dalekiej podróży. Ostatni raz grywalną bohaterką była w Mortal Kombat w 2011 roku, a wcielając się w nią miałem dziwne uczucie déjà vu. Nadal najchętniej korzystam z jej umiejętności skakania przeciwnikom na głowę, doceniając jednocześnie mocne ciosy. Szczerze mówiąc, od zawsze mam problem z wcielaniem się w takie „klocki”. Preferuję bardziej zwinnych fighterów, a do takich Sheeva zdecydowanie nie należy. Na plus na pewno w tym wypadku można zaliczyć fakt, że została dobrze wprowadzona w realia gry i jej pierwsze fatality polegające na skakaniu po przeciwniku wypada niesamowicie... W zasadzie drugie nie jest gorsze.

Trzecim i zarazem ostatnim wojownikiem dostępnym dzięki Mortal Kombat 11: Aftermath jest Robocop. Mam z nim pewien problem: choć dość szybko opanowałem proste combo i chętnie korzystałem z jego gadżetów, szczerze mówiąc nie jest to mój ulubieniec. Nie jestem przeciwnikiem takich gościnnych występów, ale tutaj do pełni satysfakcji nieco brakuje. Twórcy naprawdę starali się, by jego ataki czy też fatality pasowały do uniwersum, ale szczerze mówiąc to chyba najgorszy gość w całym Mortal Kombat 11. Na plus można na pewno zaliczyć, że w postać wciela się Peter Weller czyli aktor, który miał okazję biegać w stroju Robocopa w dwóch pierwszych filmach z serii (w 1987 i 1990 roku).

Mortal Kombat 11: Aftermath wprowadza tym samym trzech wojowników, z których w zasadzie tylko jeden do mnie przemawia. Fujin jest jednak na tyle ciekawy, że chętnie będę eksplorował jego ruchy w kolejnych tygodniach i może nawet stanie się jednym z moich „głównych” wojowników, których chętnie będę wykorzystywał podczas lokalnej zabawy. Trudno mi jednak nie odnieść wrażenia, że w rozszerzeniu brakuje przynajmniej 2-3 dodatkowych wojowników. Mając świadomość, że Mortal Kombat 12 to melodia dalekiej przyszłości, szkoda, że deweloperzy nie pokusili się o większą rozbudowę listy zawodników. Aftermath byłby do tego idealną okazją.

Mortal Kombat 11 Aftermath - recenzja 03

Czy warto sięgnąć po Mortal Kombat 11: Aftermath?

Ocena Mortal Kombat 11: Aftermath nie jest łatwa. Mamy tutaj kawał ciekawego wątku fabularnego, jedną świetną postać oraz dwa mniej ciekawe charaktery. Brakuje mi tutaj jednego: zawartości. Miłym gestem jest na pewno darmowe rozbudowanie podstawki, jednak przynajmniej aktualnie (za pełną cenę) trudno polecić dodatek. Przy pierwszej większej promocji? Bierzcie i grajcie! Najlepiej jednak sytuacja wygląda dla osób, które chcą kupić Mortal Kombat 11 – teraz otrzymacie w zestawie podstawkę, wcześniejszy Kombat Pass oraz Aftermath.

Ed Boon zapowiedział wielką niespodziankę i... Zdecydowanie mogliśmy liczyć na więcej. Z jednej strony jest tutaj „wszystko”, ale z drugiej każdy element powinno się znacząco rozbudować.