Przygody Hatsune Miku w showbiznesie doczekały się już całej masy gier, które wychodzą od czasów PlayStation Portable. Mimo wszystko wciąż były to produkcje głównie dla pasjonatów Vocaloidów i najbardziej hardcore'owych miłośników gier muzycznych, albowiem poziom trudności nawet w fazach początkowych mógł odstraszyć znaczną część graczy.

Pstryk i dobra zmiana

Najnowsza odsłona marki po raz pierwszy od lat debiutuje na konsoli Nintendo i od razu robi to w naprawdę bardzo dobrym stylu - w odróżnieniu do edycji na NDS-a, które były lekko mówiąc biedne, tym razem Sega nie zamierzała oszczędzać na fanach Big N. Hatsune Miku: Project Diva MegaMix oferuje posiadaczom Nintendo Switch wrażenia wizualne podobne do tych, jakich mogliśmy wcześniej doświadczyć na PlayStation Vita i PlayStation 3, więc pod kątem warstwy wizualnej naprawdę nie ma na co narzekać.

Ponadto jak sama nazwa wskazuje, dostajemy wielką paczkę najróżniejszych piosenek nie tylko od Hatsune Miku, lecz również i innych vocaloidów pokroju rodzeństwa Kagamine, Megurine, Meiko oraz Kaito. Łącznie daje to nam aż 101 utworów do rozegrania, z czego 91 to doskonale znane już kawałki, a 10 to świeżutkie nowości, ekskluzywne na razie dla tej odsłony serii. Choć liczba ta jest naprawdę imponująca, do rekordu marki w postaci 238 piosenek jakie zawiera Hatsune Miku: Project DIVA Future Tone DX, jeszcze daleka droga.

Jednakże to nie pokaźna playlista świadczy o nowej jakości jaką niesie ze sobą MegaMix, ponieważ cała powiedzmy rewolucja leży w innowacyjnej formie rozgrywki, możliwej wyłącznie dzięki Joy-Conom.

Machaj z radości razem ze mną

Sega postanowiła tym razem upewnić się, że nawet ci najmniej doświadczeni gracze nie uciekną od Hatsune Miku z okrzykiem frustracji wynikającej z wysokiego progu wejścia. Dlatego właśnie całą grę możemy przejść na dwa sposoby - tradycyjny dla masochistów w trybie Arcade oraz nowy bazujący na zabawie ruchowej.

W oryginalnej formule rozgrywki absolutnie nic się nie zmieniło względem poprzednich odsłon, więc nie ma się co nad tym rozwodzić. Ot puszczamy sobie piosenkę i po wzięciu 15 kg dragów staramy się nadążyć za zasuwającymi sekwencjami przycisków jakie należy wciskać, by osiągać jak najlepsze rezultaty. Jeśli kochacie ten aspekt cyklu o vocaloidach na pewno będziecie zachwyceni.

Cała reszta zaś powinna zacząć swoja przygodę od trybu Mix, czyli jak już wspominałem nowej formule zabawy łączącej w sobie poruszanie Joy-Conami z wciskaniem przycisków w odpowiednim momencie. Zasady są tutaj w sumie banalnie proste i powinien je zrozumieć gracz w absolutnie każdym wieku - niezależnie czy to 5 latek po raz pierwszy dotykający konsoli, czy emeryt zaciekawiony tymi całymi "chińskimi bajami", jakimi interesuje się młodzież. 

Podczas gdy wokaliści śpiewają na bajeranckich teledyskach, naszym zadaniem jest poruszenie kontrolerami w górę bądź dół tak, aby sterowany przez nas wskaźnik przesuwał się po dolnej części ekranu. Lecące w naszą stronę paski rytmu mogą być różnej wielkości, co ułatwia zabawę na samym starcie, ale stawia fajne wyzwanie na hardzie, gdzie niekiedy są one wręcz miniaturowe. Jeśli zatem choć kawałkiem naszego wskaźnika znajdziemy się w obszarze naciągającego paska rytmu, w zależności od koloru, musimy wcisnąć ZL lub ZR, czym wpasujemy się w muzykę. 

Cały proces jest całkiem intuicyjny i potrafi sprawić naprawdę mnóstwo radości - sam dałem się wciągnąć w zabawę do tego stopnia, że chyba jakieś 15 razy z rzędu mówiłem sobie co wieczór "no, to ostatnia piosenka i lecę spać". "Nie no, teraz już naprawdę, naprawdę ostatnia, serio, bo jest 2 w nocy". 

Chciałoby się nieco więcej

Mimo tego, że gameplay jest szalenie wciągający, muzyka rewelacyjna, a całość wygląda bardzo przyzwoicie, bardzo brakuje tu jakichś dodatkowych trybów i fajniejszego systemu progresji. Niby za każdy utwór dostajemy punkty VP, które możemy wydać na nowe stroje dla vocaloidów, lecz to zdecydowanie za mało, aby gracz poczuł, że jest realnie nagradzany za wskoczenie na wyższy poziom doświadczenia.

Niby jest galeria i skromny edytor nadruków na koszulki naszych artystów, ale no brakuje tutaj tego czegoś. Czegoś co pozwoliłoby zostać przy grze na dłużej niż te 101 piosenek, które co prawda można masterować, ale bez większej satysfakcji wynikającej z braku fajnych nagród. No i jest jeszcze jeden aspekt, który naprawdę mi się nie spodobał. Hatsune Miku: Project Diva MegaMix kosztuje przeszło 160 złotych, a i tak twórcy już na dzień dobry wrzucili do sklepu 6 paczek piosenek w cenie po 29 zł każda. Oj nie ładnie Sego, nie ładnie.

Niemniej jednak, jeśli od zawsze ciekawił was fenomen vocaloidów, ale baliście się zakupić którąkolwiek z poprzednich odsłon Hatsune Miku ze względu na ciężki poziom trudności, najnowszej odsłonie śmiało możecie dać szansę - może nie teraz, ale przy pierwszej promocji zdecydowanie będzie warto.