Być może zabrzmi to nieco górnolotnie, ale uważam, że Dragon Ball - a szczególnie seria Z - ukształtował co najmniej setki tysięcy Polaków. To właśnie za sprawą japońskiego serialu animowanego, który dotarł do naszego kraju w wersji z francuskim dubbingiem i amerykańską cenzurą, wielu młodych ludzi mogło zdefiniować sobie takie terminy, jak przyjaźń, poświęcenie, nadzieja, duma, buta czy współzawodnictwo, jak również dowiedzieć się czegoś o sobie, np. tego, że dla drugiej osoby możemy zdobyć się na czyny, o które nawet byśmy siebie nie podejrzewali. Za szczytowe osiągnięcie Akiry Toriyamy, twórcy mangi pod tym samym tytułem, fani zgodnie uważają Dragon Ball Z. Przemyślany świat, wciągająca historia rozpisana na wiele lat, atmosfera wielkiej przygody, plejada wyrazistych i zapadających w pamięć bohaterów, a nade wszystko pełne dramatyzmu, zwrotów akcji i znakomitej choreografii sekwencje walk, wyniosły rzeczone dzieło na poziom, do jakiego nawet nie zbliżyła się żadna z kontynuacji.

Przygody Son Goku i spółki w wersji zerojedynkowej od samego początku cieszyły się dużym zainteresowaniem, a wśród wydanych tytułów znajdziemy nie tylko udane bijatyki, lecz także solidne gry RPG. Pierwszym udanym role-playem z Dragon Ball w tytule było Legend of The Super Saiyan na Super Nintendo z 1992 roku, choć wydane tylko w Japonii. Gracze władający językiem angielskim mogli się za to zapoznać z ciekawymi produkcjami na urządzenia przenośne, takimi jak Legendary Super Warriors na handheldy z rodziny Game Boy, The Legacy of Goku I i II oraz Buu's Fury na Advance, a przede wszystkim z dedykowanym DS-owi Attack of the Saiyans spod dłuta Monolith Soft - twórców serii Xenoblade. Jeśli chodzi o konsole stacjonarne, dopiero na obecnej generacji otrzymaliśmy udaną fuzję prostej bijatyki 3D z RPG-iem w postaci cyklu Xenoverse, z dużym naciskiem na drugą, znacznie lepszą odsłonę. W przypadku Kakarot studio CyberConnect2 zdecydowało się pójść o krok dalej, tworząc pełnoprawnego RPG-a, w dodatku obejmującego całą sagę Z. Wyszło im to naprawdę dobrze.

Dragon Ball Z: Kakarot, czyli Od Raditza do Majin Buu

Dragon Ball Z Kakarot Frezer

Na pełną historię DBZ składają się cztery główne rozdziały: Saiyan Saga, Freezer Saga, Cell Saga oraz Majin Buu Saga. Oczywiście wśród fanów istnieje jeszcze bardziej szczegółowy plan wydarzeń, uwzględniający nawet fillery w formie Garlic Jr. czy Great Saiyaman, lecz ogólnie rzecz biorąc serię Z można podzielić na wspomniane okresy. Co nas interesuje najbardziej, to fakt, że najnowsza produkcja autorów Naruto Shippuden: Ultimate Ninja Storm obejmuje wszystkie kluczowe wydarzenia z mangi i serialu, dopowiadając także nieco od siebie. Akcja gry rozpoczyna się zatem pięć lat po zwycięstwie Goku na turnieju Budokai Tenkaichi, w którym pokonał Piccolo. Młody wojownik wiedzie spokojne życie u boku żony Chichi i synka Son Gohana, aż pewnego dnia wizytę składa mu Raditz. Przybysz twierdzi, iż jest bratem Goku, a obaj należą do rasy Saiyan, która podbija kolejne planety. Okrutny wojownik porywa małego Gohana, grożąc że nie odda malca, jeśli Son Goku nie zgładzi mieszkańców Ziemi. Bohater odrzuca propozycję brata i wraz z nowym sojusznikiem w postaci Piccolo, rusza synowi na pomoc. Tak rozpoczyna się manga autorstwa Akiry Toriyamy, anime studia Toei Animation, a co za tym idzie - także recenzowana gra. Zamysłem twórców było, aby gracz wziął udział we wszystkich wydarzeniach, od ataku Saiyan, po finałową konfrontację z Buu. Uczestniczymy zatem w obronie planety przed Vegetą i Nappą, próbujemy ubiec Freezera i jego armię przed zdobyciem smoczych kul na Namek, rozwiązujemy zagadkę androidów, walczymy w Cell Game z potężną genetyczną hybrydą czy ratujemy wszechświat przed niezwyciężonym demonem. A wszystko to w zgodzie z kanonem, polane sosem z anime i świetnie zainscenizowane, czyli tak, jak widzowie kultowego RTL 7 i fani Dragon Balla na całym świecie lubią najbardziej.

Kolejne rozdziały DBZ ogrywaliśmy już wielokrotnie, jednak prawie zawsze w formie następujących po sobie pojedynków, co najlepiej zrealizowano w bijatyce Budokai Tenkaichi 3 na PS2 i Wii. Niektórzy mogą więc złośliwie powiedzieć, iż po raz n-ty płacimy za ukończenie tej samej historii, mimo wszystko konwencja RPG i mnogość systemów czynią całe doświadczenie odmiennym od starszych gier Bandai Namco. Autorzy oddali nam do dyspozycji sporych rozmiarów świat podzielony na strefy, między którymi przemieszczamy się zgodnie z rozwojem fabuły. Każdy taki fragment nawiązuje nie tylko do wydarzeń z serii Z, lecz oferuje także po kilka misji pobocznych. Odwiedzając Kame House, możemy być pewni, że Kamesennin zleci nam poszukiwanie zaginionych świerszczyków. Eksplorując kanion spotkamy przyjaznego Androida 8, który szuka pomocy w walce z pozostałościami Red Ribbon Army, jak również znanego z oryginalnego Dragon Balla wojownika Nama, próbującego uratować swoją wioskę przed głodem. Dodatkowych historii jest znacznie więcej, rozgrywają się zarówno na Ziemi, jak i na innych światach, przed oraz w trakcie wydarzeń znanych z serialu. Smaczków dla fanów uniwersum jest mnóstwo, choć daniem głównym pozostaje wątek główny, w którym przejmujemy kontrolę nad wieloma postaciami. Po raz pierwszy więc skonfrontujemy się z Raditzem w zielonej skórze Piccolo, w obronie Ziemi przed Nappą asystują nam Tenshinhan, Kuririn i Yamucha, ostateczną walkę z Freezerem stoczymy jako Future Trunks, a szkolne lata Son Gohana spędzimy w przebraniu Great Saiyamana. To tylko pierwsze z wierzchu przykłady, jednak na każdym kroku czuć, że producent dołożył wielu starań, by znane z mangi i anime wydarzenia jak najlepiej przełożyć na język gry wideo. Znalazło się też coś dla graczy mających za sobą Xenoverse, ale o tym sza!

Dragon Ball Z: Kakarot, czyli "Action RPG"

Dragon Ball Z Kakarot Przemiana

Kakarot to napisany z myślą o samotnym graczu przystępny erpeg akcji, skierowany przede wszystkim do fanów uniwersum. Historia podana jest wprawdzie w taki sposób, że każdy zrozumie następujące po sobie wydarzenia, jednak to miłośnicy mangowego oryginału i serialu anime czerpać będą najwięcej przyjemności. I właśnie z perspektywy starego fana oceniam rzeczone wydawnictwo, które - choć nierówne - potrafiło na powrót przykuć mnie do konsoli na kilkadziesiąt godzin. Dragon Ball Z od CyberConnect2 jest bowiem tytułem obszernym, z wątkiem głównym rozpisanym na co najmniej trzydzieści pięć godzin oraz bardzo dużą liczbą aktywności dodatkowych. Po świecie gry przemieszczamy się pieszo lub w powietrzu (przyjemna eksploracja), wypełniając misje symbolizowane przez snop światła, czerwony dla zadań fabularnych i niebieski przypisany do tzw. opowieści dodatkowych. Starcia z potężnymi przeciwnikami są w tym wypadku wisienką na torcie, gdyż po drodze wykonujemy szereg innych aktywności. Oczekując na przybycie Saiyan, w butach Son Gohana musimy nauczyć się sztuki przetrwania i podstawowych technik walki pod czujnym okiem Piccolo. Jako Vegeta próbujmy ubiec Freezera przed zebraniem smoczych kul na Namek czy trenujemy w oczekiwaniu na przybycie zabójczych androidów. Wcielając się w Goku musimy m.in. poprawić humor Chichi, zbierając składniki na obiad czy biorąc udział w kursie nauki jazdy. Tempo nieco spada, gdy autorzy próbują dopowiadać coś od siebie w przerywnikach, czyli okresach pomiędzy głównymi rozdziałami, zwłaszcza że pojawiają się one kosztem niektórych wydarzeń z pierwowzoru. Zdecydowanie bardziej wolałbym udać się do linii czasowej Future Trunksa i zrobić "porządki" z androidami Dr Gero niż jako Gohan szukać rady u Vegety po zwycięstwie nad Cellem, ale mówi się trudno i walczy dalej.