Wydawcy gier ostatnio na potęgę pakują marketingowo chwytliwe słowo „Remastered”, obowiązkowo przez duże „R”, niemal do każdej odnowionej, bądź na nowo wydawanej produkcji. Wiadomo dobra reklama dźwignią handlu, ale uważam, że to celowe nadużycie. Final Fantasy VIII jest dobrym tego przykładem, iż naciąganie rzeczywistości nie zawsze pomaga, a najczęściej szkodzi. FF VIII upodobałem sobie najbardziej z całej głównej trójcy fajnali wydanych za czasów PSX-a i w sumie po ukazaniu się „odnowionych” części siódmej i dziewiątej na PS4 wypatrywałem również ósemki, by po latach ponownie w nią zagrać. W sumie bawiłem się całkiem dobrze, ale ta cała pseudoremasteryzacja tego tytułu wywołuje z punktu widzenia recenzenta zagwozdkę jak go ocenić, ale idźmy po kolei.

FINAL FANTASY VIII Remastered recenzja 1

FINAL FANTASY VIII Remastered recenzja 2

Final Fantasy VIII Remastered - Stara miłość nie rdzewieje

Zacznijmy może od elementu, wobec którego trudno mieć jakiekolwiek obiekcje, czyli fabuły. Ta jak dobre wino chociaż się zestarzała to jednak zyskała na wartości. Dzisiaj kanwą historii często są losy zakompleksionego młodego chłopaka, który z czasem staje się mężczyzną, bądź lolitek chcących poznawać świat, a tutaj mamy coś (czego kiedyś byśmy pewnie tak nie nazwali) w rodzaju wojennego romansu. Squall, obiecujący najemnik jako protagonista należy już do zapomnianego gatunku buntowniczych i mrukliwych charakterów, ale o złotym sercu. Jak prawdziwy facet nie waha się przyłożyć piąchą, kiedy uważa to za stosowne, nawet wbrew panującym zasadom. Dzisiaj, gdy z młodych mężczyzn ruguje się naturalne pragnienie rywalizacji postać ta z pewnością nie byłaby dobrym przykładem, jednak gdy gra wychodziła, fakt że chłopaki lubią się czasem poprać po mordach nikogo jeszcze nie raził. Podobnie zresztą jak to, że dziewczyny kochają kuse wdzianka i lubią zachowywać się jak.. dziewczyny. Okruchy życia szkolnego, czy świat alternatywny gdzie magia miesza się ze współczesną, lub z lekka futurystyczną techniką, wprawdzie nie stanowią już nowości, ale wciąż posiadają swój urok. Historia miłosna pomiędzy Squallem a Rinoą, pomimo sprawiającej obecnie wrażenie teatralności nadal potrafi wzbudzić żywsze uczucia, a nie tylko wzruszenie ramion. Chociaż początkowo opowieść rozwija się powoli, po kilku wątkach nabiera tempa, gdy Galbaldia pod wpływem czarodziejki Edei chce podbić cały świat, a na jej drodze stanie grupka naszych nastolatków. Po dwudziestu latach wiele innych gier jRPG strywializowało tą konwencję, warto więc sięgnąć do źródła i poznać ją w pełni chwały oraz głębokich uczuć. Dodatkowo scenariusz urozmaicają liczne zadania poboczne i ukryte sekrety

Final Fantasy VIII Remastered - Dwadzieścia lat minęło tak w jeden dzień...

Natomiast do samej rozgrywki, można już różnie podchodzić, zależnie czy ktoś lubi staroszkolne niespodziewane walki, spacery po mapie świata, grindowanie postaci czy magię bez punktów MP, co już w chwili oryginalnej premiery rodziło kontrowersje. W 2019 roku wciąż jednak sporo satysfakcji daje opcja Juction z przypisywaniem GF-ów (summony) do postaci, dającej często aż do przesady, wolność w doborze umiejętności. Można je dowolnie odpinać i przydzielać postaciom w drużynie według uznania. Owszem lata poszły do przodu i wprawdzie bez problemu wskażemy gry z podobną opcją, ale trzeba przyznać, że nie ma ich znowu aż tak wiele. GF-y jako potężne istoty, często są naszą ostatnią deską ratunku, ale wciąż irytuje mnie fakt, że napuszczanie ich na bossów blokuje zdobywanie punktów doświadczenia, gdy już ich pokonamy.

Co do pozyskiwania samej magii, wiem, że wielu narzeka na ten archaizm, ale mnie on wcale nie przeszkadzał. W sumie, co to za różnica, czy zużywamy pojedyncze ilości pozyskanych zaklęć, czy stereotypową manę, zresztą w razie potrzeby można podkraść je wrogowi poleceniem „Draw”, zamiast zbierać rozrzucone tu i ówdzie po świecie. Poza tym im więcej magii posiadamy tym bardziej wzmacniamy nasze statystyki i do gracza należy decyzja: używać czy lepiej gromadzić. Ponadto powrót do walk z paskiem ATB, był dla mnie bardzo miłym przeżyciem, bowiem stęskniłem się nieco za tym antycznym już rozwiązaniem. Ponownie rzecz jasna dla szerokiej gawiedzi dostępna jest także gra karciana Triple Triad, ale powiem szczerze tak jak dawniej podchodziłem do niej z rezerwą tak i w „zremasterowanej” edycji również nie chciało mi się biegać po lokacjach i wyzywać NPC-ów na karciankowy pojedynek, pomimo sporych korzyści. Wiem jednak, że znaczna część fanów ósemki za takowymi przepadała, więc nadal powinni się dobrze bawić. Square-Enix zauważyło również, że po 20 latach styl rozgrywki nie wszystkim młodszym graczom sprawi przyjemność, więc zaimplementowało kilka usprawnień jak chociażby przyśpieszenie tempa akcji, wyłączenie losowych walk, czy wzmocnienie postaci w drużynie. W sumie nigdy nie widziałem sensu grania z zastosowanymi kodami, ale przyda się osobie, której zależy jedynie na zaliczeniu zaległości fabularnych.

FINAL FANTASY VIII Remastered recenzja 3

FINAL FANTASY VIII Remastered recenzja 5

Final Fantasy VIII Remastered - Dlaczego jest tak dobrze, skoro jest tak źle?

Przyszłą pora przejść tam gdzie leży pies pogrzebany czyli oprawy wizualnej. Gdyby SE nie użyło słowa „remaster” z pewnością nie byłoby podstaw do krytyki grafiki mającej szmat czasu na karku. Jednak skoro się pojawiło, nie ma wyjścia tylko za oszustwo należy się nad nią trochę popastwić. Jedyną dobrą rzeczą są poprawione modele postaci w wysokiej rozdzielczości, bo te wyglądają naprawdę świetnie, natomiast oglądanie pre-renderowanych teł na dużym ekranie TV sprawia niemal fizyczny ból. Jeszcze gorzej jest gdy przechodzimy na mapę świata, bowiem uruchamia to od razu odruch wymiotny Nawet okrojenie widoku do proporcji 4:3 sytuacji wiele nie poprawia. Niestety, chociaż na dostępnych obrazkach tytuł prezentuje się całkiem znośnie, ale rzeczywistość burzy to wrażenie. Mamy tutaj do czynienia po prostu ze zwykłą emulacją, o czym świadczą numery płyt oraz wirtualne karty pamięci, gdzie zapisujemy grę. Co ciekawe nie usunięto błędów technicznych trapiących oryginał, bo gra potrafi zawiesić się dokładnie w tych samych miejscach/sytuacjach, co wersja PSX. Również przerywniki wideo pomimo podniesionej rozdzielczości także nie wyładniały. Na szczęście chociaż udźwiękowienie utrzymało poziom i nadal poszczególnych kawałków muzycznych świetnie się słucha, zwłaszcza tego z czołówki gry. Niestety wydanie tytułu w takiej formie sprawdziłoby się lepiej na sprzęcie przenośnym niźli dużej konsoli. Na koniec chciałbym odnieść się do sprawy cenzury, owszem prawdą jest, iż się pojawiła, ale chyba nie będziemy rwać włosów z głowy o ciut mniejszy dekolt Rinoy, czy przysłonięte łona żeńskich GF-ów.

Wbrew nazwie Final Fantasy VIII Remastered to po prostu usprawniony port, a nie żaden remaster i tak najlepiej do niej podejść, bowiem przez jedno marketingowe słówko można niepotrzebnie świetną grę skrzywdzić. To wciąż cudowny tytuł z zamierzchłej ery pierwszego PlayStation warty poznania, nie tylko przez retro-fanów, ale również przez graczy nie mających z nim wcześniej styczności, ale chcący poznać klasykę gatunku jRPG. Wprawdzie „remaster” w tytule to tylko chwyt reklamowy, lecz niestety musi znaleźć to swoje odbicie w ocenie.