PixelOpus to zdecydowanie najmniejsze studio wchodzące w skład SIE Worldwide Studios. Założona przed pięcioma laty firma zatrudnia łącznie osiemnastu pracowników, a ich jedyną wydaną do wczoraj grą było skromniutkie Entwined, wrzucone do PSN w dniu konferencji japońskiego giganta na E3 2014. Pięć wiosen później do graczy należy w końcu najnowsze dzieło amerykańskiego dewelopera pt. Concrete Genie. Jak się okazuje, warto było czekać, gdyż omawiany tytuł - stojący w rozkroku pomiędzy małymi produkcjami niezależnych twórców a pozycjami z segmentu AA - zachwyca nie tylko warstwą artystyczną i mądrym przesłaniem, lecz także rozgrywką oraz śliczną oprawą. Postęp, jaki producent poczynił od swojego konsolowego debiutu, jest prawie tak duży, jak wyobraźnia głównego bohatera gry.

Concrete Genie recenzja 1

Concrete Genie recenzja 2

Concrete Genie - Chodź, pomaluj mój świat

Concrete Genie opowiada historię chłopca imieniem Ash, który zamieszkuje opustoszałe miasteczko Denska. Portowa miejscowość swoje najlepsze czasy ma dawno za sobą, w dodatku niektóre obszary skażone zostały przez dziwną maź, określaną przez Asha jako mrok. Nasz awatar każdą wolną chwilę spędza ze swoim szkicownikiem, będącym dla niego sposobem ucieczki od szarej rzeczywistości. Bohater nie ma lekko, gdyż codziennie "poluje" na niego grupa dzieciaków, które za cel postawiły sobie uprzykrzanie życia Ashowi. Pewnego dnia chłopiec daje się zaskoczyć i zostaje wrzucony przez jednego z prześladowców do kolejki szynowej, która połączona jest z latarnią morską. Według miejskiej legendy zamieszkuje w niej zły duch, co z punktu widzenia dręczycieli jest świetną okazją, by jeszcze mocniej "dotrzeć" uzdolnionego rówieśnika. Ash ostatecznia trafia na wysepkę, na której znajduje się latarnia, na domiar złego tracąc większość stron ze swojego szkicownika. Niedługo potem odkrywa, iż naprawdę żyje tam tajemnicze stworzenie, tyle że jest bardzo przyjacielskie. Luna, gdyż tak bohater nazywa swoją nową przyjaciółkę, sprawia, iż pędzel chłopca zyskuje magiczne właściwości. Od tej pory każdy narysowany na dowolnej powierzchni wzór przekłada się na prawdziwe zjawisko (np. burza czy wyrastające grzyby), jednak nie o zabawę tutaj chodzi. W ten sposób protagonista może powoływać do życia dżinów - magiczne istoty, które namalowane za pomocą wspomnianego pędzla, ożywają. Tylko z pomocą tych stworzeń oraz Luny możliwe jest pozbycie się mroku z miasteczka i przywrócenie go do stanu sprzed serii katastrof. Czy Ash poradzi sobie z tym zadaniem? I jaką rolę odegrają w tym prześladowcy chłopca? Warto poświęcić swój czas, by poznać odpowiedzi.

Z najnowszą produkcją PixelOpus dobrze bawić będą się wszyscy, jednak w pierwszej kolejności tytuł kierowany jest do dzieci. Gra w przystępny sposób pokazuje, jaki wpływ na życie drugiego człowieka mają akty wrogości, że nie wolno nikogo skreślać, jaką wartość mają szczere przeprosiny, a nade wszystko - iż złe uczynki najczęściej wynikają z wewnętrznych demonów, które mogą dręczyć każdego z nas. Concrete Genie opowiada o przyjaźni, zrozumieniu czy sztuce przebaczania i choć deszczu branżowych nagród za scenariusz raczej nie otrzyma, to miło jest doświadczyć gry od wielkiego wydawcy, która chce o czymś opowiedzieć, a jej twórcy wiedzą, jak to zrobić. Z treścią i tonem opowieści znakomicie koresponduje warstwa artystyczna CG. Chcąc sprzężyć stronę formalną gry z jej treścią, jak również obejść ograniczenia budżetowe, autorzy zdecydowali się na stylizowaną oprawę, nasuwającą skojarzenia z animacjami wykonanymi techniką poklatkową, jak np. fenomenalne Kubo i dwie struny. Efekt końcowy jest znakomity. Postaci wyglądają jak żywcem wyjęte ze wspomnianego filmu, otoczenie zachwyca designarskim smakiem, a pięknie animowane, nasycone pastelowymi kolorami malowidła głównego bohatera (zarówno dżinowie, jak i obrazy natury) świetnie kontrastują ze "zwyczajnością" świata przedstawionego. Szeroko pojęta warstwa artystyczna gry jest tak spójna i przemyślana od początku do końca, że w moich oczach PixelOpus z miejsca wskoczyło na krótką listę mniejszych deweloperów, którzy ten aspekt swoich produkcji dopracowują do perfekcji. Myślę, iż autorzy Limbo i Inside, czyli duńskie Playdead, jak również twórcy Cuphead czy producent dyptyku Ori, po ukończeniu rzeczonej pozycji za takie porównania raczej się nie obrażą.

Concrete Genie recenzja 3

Concrete Genie - Żadnego ziewania

W przeciwieństwie jednak do krótkich propozycji Duńczyków czy podobnych "doświadczeń narracyjnych", Concrete Genie to pełnoprawa gra przygodowa. Akcję śledzimy zza pleców Asha, który potrafi skakać, wspinać się niczym Nathan Drake, jeździć na magicznym pędzlu jak na deskorolce czy wchodzić w interakcje z przedmiotami. Z czasem pojawia się jeszcze jedna mechanika, o której wolałbym jednak nie pisać, by zostawić kilka niespodzianek dla wszystkich, którzy tę przygodę mają dopiero przed sobą. Przez większą część zabawy naszym głównym celem jest rozpalenie wszystkich żarówek w obrębie danej lokacji, tak aby przegnać mrok i stworzyć arcydzieło, które przywróci życie w mieście. By tego dokonać, rozwiązujemy liczne zagadki środowiskowe z wykorzystaniem prostych mechanizmów (dźwignie, tworzenie drogi do wspinaczki), a nade wszystko - we współpracy z dżinami. Stworki posiadają określone właściwości, jak żywioł ognia, wiatru czy wyładowania elektryczne, lecz przmieszczać mogą się tylko po płaskich powierzchniach. Przy użyciu posiadanych narzędzi musimy w taki sposób manipulować otoczeniem (np. zachęcając czerwonego dżina do spalenia drewnianych drzwi czy przesuwając elementy otoczenia i tworząc przejście dla stworków), by dostać się z grupą namalowanych przyjaciół do kolejnej miejscówki. Świetnie opracowano sam proces powoływania dżinów do życia, gdyż z pozyskanych w trakcie przygody wzorów możemy stworzyć takiego cudaka, jakiego nie spotkamy w przygodzie innego gracza. Wprawdzie ma to znaczenie kosmetyczne, ponieważ gra jest liniowa, a właściwości istot magicznych odgórnie przypisane do wymaganego w danej chwili żywiołu, lecz w ten sposób mamy wrażenie, iż sami piszemy swoją unikatową historię.

Mechanizm malowania sprzężono z większością aktywności w grze. W ten sposób nie tylko ożywiamy dżinów, lecz wchodzimy z nimi w interakcje (np. malując przedmioty, które je interesują), oczyszczamy "zainfekowane" stworki, odkrywamy nowe wzory na ścianach, odnawiamy rozsiane po świecie billboardy, zamalowujemy obraźliwe hasła wypisywane przez dręczycieli czy po prostu upiększamy krajobraz. Co warte podkreślenia, jeśli ktoś postanowi zamalować każdą powierzchnię w grze, to efekty jego pracy będą widoczne przez cały czas, nawet po napisach końcowych! Autorzy zaimplementowali dwa schematy sterowania: za pomocą prawej gałki analogowej oraz z wykorzystaniem czujnika ruchu w kontrolerze. Oba działają bardzo poprawnie i nie ma większego znaczenie, który wybierzemy, gdyż poza jednym momentem nie musimy robić czegokolwiek pod presją czasu. Ogólnie rzecz biorąc PixelOpus to jedno z nielicznych studiów, które jeszcze pamięta o możliwościach DualShocka 4 - Amerykanie "zagonili" do pracy nie tylko czujnik ruchu, lecz również głośniczek w padzie, panel dotykowy oraz Light Bar. Concrete Genie pozostaje przy tym przygodówką w starym, konsolowym stylu, czyli bez elementów RPG, zatrzęsienia umiejętności odzyskiwanych w trakcie zabawy czy kurierskich zadań opcjonalnych. Warto przy tym pamiętać, że tak prosta konstrukcja posiada wprawdzie swój urok, lecz także liczne ograniczenia, jak np. podobny schemat większości zagadek czy bardzo niski poziom trudności. Ukończenie przygody nie powinno zająć nikomu więcej niż siedem godzin, a jeśli ktoś chciałby wycisnąć z gry wszystkie soki (tj. odszukać liczne znajdźki i odkryć pewien sekret), co można zrobić także po zamknięciu wątku fabularnego, być może dobije nawet do dziesięciu godzin.

Concrete Genie recenzja 4