Deck 13 próbuje swoich sił z grami typu souls-like już od 2014 roku, kiedy to wraz z CI Games wypuścili na rynek całkiem udane, choć zdecydowanie przeciętnie wykonane, Lords of the Fallen. Po tym studio odbiło się szerszym echem wśród społeczności fanów gatunku za sprawą The Surge, które już pokazywało pewien pazur i potencjał tkwiący w niemieckim zespole.

Witaj w Jericho!

Przyznam szczerze, że po trzeciej już grze typu souls-like od naszych zachodnich sąsiadów, spodziewałem się interesującej, niebanalnej i tajemniczo zrealizowanej linii fabularnej - w pierwszej "Operacji" wyszło im to całkiem znośnie, więc tutaj mogło być tylko lepiej, nieprawdaż? Swoją przygodę w post-apokaliptycznym świecie zaczynamy tym razem od stworzenia własnej postaci, albowiem twórcy zrezygnowali z kreacji własnego bohatera - z całym szacunkiem, ale Warren charyzmatyczny to nie był.

Zaserwowany edytor jest dosyć bogaty w opcje, więc każdy będzie mógł stworzyć tu mniej więcej takiego awatara, jakiego pragnie - choć swoboda w dobieraniu takich rzeczy jak kolor, fryzura, czy ubiór powinny być znacząco rozbudowane. Gdy już przebrniemy przez ten etap dowiadujemy się, że jesteśmy jedyną ocalałą osobą z katastrofy pewnego samolotu, a co za tym idzie wpadliśmy w śpiączkę i obudziliśmy się więziennej sali operacyjnej. Tutaj od razu rodzą się dziesiątki pytań. Co się dzieje? Dlaczego jako ocalały jestem w więzieniu? Gdzie są lekarze? Co to za chaos słychać za ścianami?

Znalezienie na nie odpowiedzi wcale nie będzie takie łatwe i jak się domyślacie, cała afera rozkręca się znacznie bardziej wraz z biegiem wydarzeń. Dowiadujemy się, że w mieście panuje stan wyjątkowy, a ludzie pacyfikowani są przez armię, która stara się chronić Jericho przed osobami zarażonymi tajemniczą chorobą znaną jako "defrag". Jaka jest w tym wszystkim nasza rola? Podczas snu jaki przyczynił się do naszego wybudzenia widzieliśmy tajemniczą dziewczynkę, którą postanawiamy odszukać, albowiem być może ona będzie kluczem do wyjaśnienia naszej historii - więcej zdradzać nie będę, aby nie psuć wam zabawy.

Napiszę tylko tyle, że w ogólnym rozrachunku cała historia wypada dosyć słabo i jest mocno naciągana, a niektóre zwroty akcji są tak przewidywalne, że aż obejmowało mnie zażenowanie - na przykład na samym początku tak zwany Brat Eli zleca nam zabicie własnego brata. Idziemy, rozwalamy grubaska, a w drodze powrotnej stoi sam zleceniodawca i wita nas tekstem pokroju "usunąłeś mi ostatnią przeszkodę, więc muszę wypaść ładnie i cię zabić, bo zabiłeś mego brata" - normalnie aż spadłem z krzesła.

Poczucie lekkości

Deck 13 bardzo dobrze uczy się na błędach, co widać szczególnie gdy spojrzymy na dwie poprzednie gry niemieckiego studia - pierwsze The Surge wyciągnęło ważną lekcję z najważniejszych wpadek Lords of the Fallen, a teraz The Surge 2 świetnie udoskonaliło formułę znaną z "jedynki".

Główna tendencja jaką osobiście zauważyłem po ogrywaniu wszystkich trzech produkcji jest taka, że deweloperzy idą podobną drogą co From Software - dynamizują system walki. Lords było bardzo ociężałe, powolne i miejscami po prostu tym bardzo męczyło, The Surge z kolei nieco przyśpieszyło, ale wciąż czuć było, że twórcy chcą oddać toporność poruszania się w metalowym szkielecie.

"Dwójka" stawia zaś na lekkość, prędkość i zwinność podczas walki, dzięki czemu starcia są teraz znacznie bardziej emocjonujące, dają większą frajdę niż w "jedynce", a na dodatek nie zatracono tu tego "maszynowego" ducha serii - zamiast czuć się jak przestarzały grat, mamy wrażenie jakbyśmy nosili super nowoczesną technologię. Moim zdaniem to bardzo ważny i dobry krok w stronę konkurencji i dowód na to, że Niemcy mogą zaserwować nam jeszcze niejeden hicior. 

Projektanci zdecydowali się ponadto na zaimplementowanie nowego, bardziej intuicyjnego interfejsu oraz systemu sterowania. Obecnie paski zdrowia, staminy i energii skierowane zostały na środkowo-dolną część ekranu, abyśmy podczas starć nie musieli nerwowo spoglądać w górne krawędzie ekranu w poszukiwaniu potrzebnych dla nas informacji - dzięki temu doskonale poprawiono przejrzystość i użyteczność UI. A jakby tego było mało, po bokach dodano przedmioty podręczne takie jak wyposażenie drona bojowego oraz wszczepiane implanty o natychmiastowym działaniu.

Dynamizacja walki wymusiła na twórcach jeszcze jedną, niezwykle umilającą rozgrywkę opcję - teraz zwykłe kliknięcie spowoduje użycie implantu, a więc w niepamięć odeszło frustrujące przytrzymywanie odpowiedniego przycisku. Największą nowością jest tu zdecydowanie wspomniany już dron, który służy nam nie tylko jako sojusznik podczas każdej walki, ale jest również cennym kompanem ułatwiającym eksplorację. Za jego pomocą ostrzelacie przeciwnika z karabinu, spowolnicie bombą magnetyczną, otworzycie zablokowane drzwi, a nawet postawicie swoje graffiti z wiadomościami dla innych graczy.

Jeśli zaś chodzi o bronie, crafting i rozwój postaci, ten jest bardzo podobny do tego, co widzieliśmy w pierwszej odsłonie "Operacji". Za pokonanych wrogów otrzymujemy złom, za który modyfikujemy broń i pancerz bądź zwiększamy moc rdzenia - tutaj przydatną nowością jest samodzielnie rozdawanie punktów umiejętności w statystyki zdrowia, staminy oraz energii.

(Nie)Wyraźne potknięcia

Pod kątem rozgrywki The Surge 2 jest grą świetną, a towarzysząca zabawie fabuła jest na tyle znośna, że nie wyprowadza z immersji, pozwalając na pełne wczucie się w postać i nasze zadanie. Niestety jak głosi przysłowie "nie ma róży bez kolców", a tymi kolcami jest tu kiepski stan techniczny konsolowej wersji gry. O ile podczas całej przygody raczej nie uświadczycie błędów psujących samą rozgrywkę, tak tym co najbardziej będzie wytrącało wasze myśli z Jericho będą błędy graficzne oraz niestabilny frame-rate.

Sam ogrywałem dzieło Deck 13 na podstawowym modelu PlayStation 4 jaki posiadam i szczerze przyznam, że miejscami byłem wręcz zaszokowany tym, jak źle może wyglądać świat wykreowany przez niemieckich artystów. Problem ten wynika przede wszystkim z tego, że gra wyrzuca z pamięci podręcznej wszystkie elementy otoczenia za każdym razem, gdy spędzimy nieco więcej czasu w menu bądź po prostu odwiedzimy punkt medyczny.

Doprowadza to do kuriozalnych sytuacji, w których zwykłe zdeponowanie złomu w miejscu odrodzenia i następny powrót do rozgrywki, w krótkim czasie oczyszczają i ponownie zapychają pamięć tymi samymi assetami, a co za tym idzie, wszystko musi wgrywać się na nowo. Właśnie przez takie dosyć niezrozumiałe, moim zdaniem, decyzje programistów, często będziecie patrzeć jak na waszych oczach doładowują się absolutnie wszystkie elementy otoczenia!

Ba, gdy sam trochę zacząłem przesadzać z liczbą powrotów do stacji medycznej w celu respawnu wrogów, by na nich wyfarmić nieco złomu, gra zdaje się zaczęła wariować, przez co w ogóle przestała ładować dopracowane elementy stroju mojej postaci, przez co chodziłem w łachmanach przypominających erę PSX'a.

Ponadto każda interakcja z obiektami podatnymi na działanie fizyki kończyła się niezwykle bolesnym dla oczu krótkotrwałym spadkiem płynności - nie jest to tak dotkliwe gdy na przykład szukamy lootu pomiędzy pustymi beczkami, ale gdy nie daj boże, podczas intensywnej walki zdarzy nam się uderzyć długą bronią o choćby jeden taki obiekt, zwiecha murowana - a z nią przychodzi wysoce prawdopodobna klęska. 

Obiecujący potencjał

Aby jednak nie wyjść na totalnego zrzędę i zgreda, muszę pochwalić świeży kierunek artystyczny jaki obrali projektanci - Jericho jest surową, aczkolwiek barwną mieściną, w której ujrzycie sporo wyrazistych barw kontrastujących z post-apokaliptycznymi sceneriami. Ponadto różnorodność lokacji - na przykład więzienie, centrum, las, port i klub - daje sporą ulgę względem przytłaczającej i niestety nudnej stylizacji kompleksu CREO jaki mogliśmy zwiedzać w "jedynce". Warstwa audio również jest całkiem zgrabnie dobrana do danych lokacji, dzięki czemu dodatkowo pozwala poczuć klimat Jericho i drzemiącego w nim niebezpieczeństwa.

Jeśli zatem lubicie gry typu souls-like, a w szczególności markę The Surge, śmiało możecie dać "dwójce" spory kredyt zaufania - z pewnością nie poczujecie się zawiedzeni! Dodatkowo tytuł może przypaść do gustu tym, którzy nie są w stanie przekonać się do konkurencyjnego, ociekającego wręcz "japońszczyzną" Code Vein.