Ekipa Bugbear Entertainment od blisko 20 lat specjalizuje się w wyścigach i niemalże każde ich podejście do tego tematu jest jednocześnie czymś odświeżającym i unikatowym na czasy swojej produkcji. Tak było między innymi z kultowym w naszym kraju FlatOutem, który podbił serca tysięcy graczy swoim bezpardonowym ujęciem motywu zniszczeń, wyczynów kaskaderskich i agresywnego ścigania się.

Destruction Derby kosiarkami

Jego duchowym następcą jest wydany na pecetach w 2018 roku Wreckfest, który po ponad roku nareszcie trafił na konsole. Jeśli zatem znacie twórczość fińskiego studia, doskonale wiecie czego możecie się tu spodziewać. Najnowsze dzieło doświadczonych deweloperów łączy w sobie najlepsze cechy stareńkiego już Destruction Derby z autorskimi innowacjami gatunku wprowadzonymi we FlatOucie. 

Model jazdy zaprojektowany przez Finów bazuje w głównej mierze na relatywnie uproszczonej fizyce, dzięki czemu udało im się uniknąć pójścia za bardzo w stronę symulacji, jednocześnie dając nam małe elementy realizmu w zręcznościowej przygodzie. W nasze ręce oddano równo 60 pojazdów podzielonych tradycyjnie klasami oznaczanymi literami alfabetu. Wśród nich znajdziemy jednak nie tylko zwyczajne samochody, lecz także takie cacuszka jak kosiarka, turystyczny van, kombajn, a nawet... kanapa. Tak w Wreckfest można się ścigać na kanapach.

W specjalnej zakładce Warsztatu projektanci umieścili również opcję zarówno wizualnej jak i technicznej modyfikacji wybranych maszyn. Tutaj niestety może czekać was spore rozczarowanie - wiele współczesnych produkcji przyzwyczaiło nas do szerokiego wachlarza lakierów, wzorów i części do wymiany, dzięki czemu każdy z nas mógł dopasować samochód do własnego stylu. Bugbear Entertainment poszło jednak w staroszkolny model i zaoferowało nam dosłownie kilka predefiniowanych malunków. Ponadto do samochodów dodamy również wzmocnione zderzaki, spoilery, błotniki, czy też całe szkielety, co zwiększy ich żywotność, ale osłabi pozostałe osiągi.

Niestety w przypadku wymiany części odpowiedzialnych za prędkość pojazdów, mamy do czynienia z dosyć dziwną sytuacją - otóż poza samym silnikiem, który zwiększa zarówno przyśpieszenie jak i prędkość maksymalną, wszystkie pozostałe podzespoły zwiększają tylko pierwszy z tych parametrów, pomijając każdy inny.

3 2 1... kombajny start!

Trzeba jednak przyznać, że mimo wszystko daje nam to odczuwalny wpływ na rozgrywkę i znacząco ułatwia wygrywanie - osobiście muszę stwierdzić, że Wreckfest jest odrobinę za łatwe i niemalże każde zawody da się wygrać bez większego problemu, nawet jak się popełni sporo błędów. Całą kampanię podzielono na 5 mistrzostw o rosnącej liczbie różnorodnych zawodów, w jakich będziemy rywalizować nawet z 23 innymi pojazdami na aż 23 bardzo dobrze zaprojektowanych trasach.

To zostały utrzymane w klimatach miejskich oraz offroadowych, ale ich największą zaletą jest przemyślany układ prostych, zakrętów, ósemek i pagórków, przez co naprawdę trzeba uważać jak się jeździ, a nieuważne gamonie na bank wypadną poza trasę i zaliczą kilka figur cyrkowych. Godny następca Destruction Derby i FlatOuta oczywiście nie może obyć się bez porządnej rozpierduchy na arenach - tutaj zawody odbywają się w dwóch formułach. Albo walczymy do ostatniego żywego przeciwnika albo do jak największej liczby zniszczonych oponentów z możliwością odrodzenia się.

Studio Bugbear zasłynęło niegdyś przede wszystkim ze względu na humor jaki zaimplementowało we FlatOucie, który gracze wręcz pokochali. Designerzy postanowili wykorzystać okazję i popuścili trochę wodze wyobraźni. Dzięki temu w Wreckfest możemy uczestniczyć w wyścigach kanap, kombajnów, pozderzamy się na kosiarkach, a nawet staniemy do walki o przetrwanie dysponując delikatnym niczym karton samochodem, mając przeciwko sobie masywne autobusy. Efekt takich starć zobaczycie na moim obrazku powyżej.

Jeśli zaś chodzi o aspekty audiowizualne fińskiej produkcji, możemy uznać, że jest całkiem nieźle, ale na pewno nie są to najładniejsze wyścigi tej generacji. Pojazdy i otoczenie zostały wymodelowane tak, aby nie obciążać sprzętu zbyt mocno, co jest uczciwym komprosimem biorąc pod uwagę, że na trasie mogą być razem nawet 24 maszyny. Podczas całej rozgrywki nie zauważyłem praktycznie żadnych spadków płynności, a zastosowany efekt rozmycia świetnie komponuje się z wizją artystyczną gry. Jedyne do czego mogę się przyczepić, to zbyt cicho grająca muzyka w tle - pomimo wyciszenia pozostałych efektów dźwiękowych, mocne brzmienia zaimplementowanych kawałków nie przebijały się tak wyraźnie jakbym tego chciał. 

Jeśli zatem brakowało wam produkcji w stylu starego dobrego FlatOuta i nudzą was starające się na siłę być symulatorami wyścigi konkurencji, Wreckfest zapewni wam mnóstwo świetnej zabawy!