W dzisiejszych czasach nasza branża zyskuje coraz więcej tak zwanych gier artystycznych, czyli produkcji będących przede wszystkim formą jakiejś opowieści, jaką chcą nam przekazać twórcy - mniej mamy w takim dziele zatem czystej rozgrywki, a więcej emocji i poetyckich metafor.

Co tam do mnie mówiłeś?

Takim dziełem sztuki jest właśnie Sea of Solitude, którym zdecydowało się zaopiekować Electronic Arts. W produkcji Jo-Mei Games poznajemy historię z prywatnego życia autorki gry, jaką jest Cornelia Geppert. Kobieta postanowiła wyrazić swoje uczucia poprzez pokazanie nam swoich nastoletnich błędów oraz tego, czego ją to wszystko nauczyło.

Postaram się wam tutaj nie zaspoilerować czekającej na was opowieści, więc będę opisywał założenia fabularne dosyć ogólnikowo. Jako gracze wcielamy się tu w młodą dziewczynę imieniem Kay, która to na swojej wiernej łódce przemierza tytułowe "Morze samotności", a na swojej drodze spotyka kilka przerażających potworów. Każdy z nich reprezentuje inną ważną osobę z jej realnego życia i poprzez swój wygląd oraz zachowanie odzwierciedla to jak nasza bohaterka widziała ich w swojej głowie. Natraficie tu zatem na zaszytą w skorupie okropną dziewczynkę wytykającą Kay wszystko co robiła w swoim życiu źle, a między innymi także tajemniczego ptaka czy też wilka.

Cała opowieść została podzielona na trzy główne etapy, gdzie każdy z nich poświęcony jest wyłącznie pewnemu wąskiemu wycinkowi z życia zagubionej Kay. Głównym celem dramatu, w jaki zostaliśmy tu wrzuceni jest zwrócenie uwagi na dwa szalenie istotne problemy, jakie mogą dotyczyć nas wszystkich - co do jednego!

Ignorowanie osób jakie na nas liczą i ślepota na ich problemy mogą doprowadzić do naprawdę traumatycznych wydarzeń, lecz z drugiej strony chęć uszczęśliwienia kogoś lub udzielenia pomocy wręcz na siłę, również doprowadza do tragedii. Konkluzja jest zatem taka, że we wszystkim należy zachować umiar i trzeba tak naprawdę słuchać, a nie tylko słyszeć, tego co mówią inni.

Wirtualne miasteczko jakie zwiedzamy w Sea of Solitude zostało skonstruowane w oparciu o architekturę Berlina, lecz umieszczono tu przede wszystkim lokacje istotne dla prezentowanej historii. Znajdziecie tu więc trakt kolejowy, salę gimnastyczną, biurowiec oraz parę pomniejszych ciekawych miejscówek. 

Ale ja chce ci pomóc!

Założenia rozgrywki w tytule Jo-Mei Games są banalnie proste, albowiem projektanci musieli zrobić najwięcej jak się da, aby znaleźć konsensus pomiędzy utrzymaniem interaktywnej formy zabawy a nieodrywaniem graczy od tego, co najważniejsze. Kay może zatem pływać na łodzi, wskakiwać do wody kiedy w pobliżu nie ma groźnego potwora, a także wspinać się i wystrzeliwać jaskrawą flarę z dłoni. Co jakiś czas na swojej drodze natkniecie się na punkty, przy których dziewczynka musi połączyć się ze swoją duszą uwięzioną w bańce mrocznych myśli, aby następnie skierować swój promień nadziei (tak to można zinterpretować) w stronę blokującego przejście potwora. 

Dosyć ciekawym posunięciem w jednym z etapów jest to, że abyśmy mogli przejść dalej, czasem dosłownie musimy stanąć na kratkach wentylacyjnych ziejących ogniem - zazwyczaj gry robione są tak, aby takich obiektów unikać, więc szczerze doceniam odważny ruch ze strony projektantów. 

Jeśli zaś chodzi o warstwę artystyczną, Sea of Solitude prezentuje się naprawdę fantastycznie! Gdy jesteśmy w etapach mających dać nam oddech, chwilę swobody i nadzieję, wszystko dookoła jest bardzo jaskrawe, mocno nasycone przyjemnymi dla oka barwami i okraszone kojącą melodyjką. Gdy robi się trochę groźnie i powinniśmy odczuwać lekki niepokój, tonacja kolorów znacząco spada i otoczenie staje się tak jakby "szaro-bure". 

Najciekawiej robi się jednak w momentach prawdziwej grozy! Etapy robią się wtedy dosłownie czarno-białe, wszędzie panuje budzący lęk mrok, zaś krążący w wodzie potwór zerka na nas swymi czerwonymi ślepiami. W pewnym momencie znajdziecie się również w takim miejscu, gdzie w ogóle nie będziecie mogli nic dojrzeć, a jednak będziecie musieli uciekać niczym w rasowym horrorze, gdzie waszym jedynym światłem będą wrogie spojrzenia dziesiątek potworów.

Czasem musisz odpuścić...

Reasumując Sea of Solitude jest bardzo osobistą opowieścią, rzekłbym nawet, że jest swego rodzaju spowiedzią zarówno przed samym sobą jak i przed całym światem, a zarazem wyrazem skruchy, bólu i cierpienia. Już na samym początku Cornelia Geppert pisze, że jej dzieło mimo iż pokazuje jak można poradzić sobie z tego typu problemami, jakie ona spotkała na swojej drodze, gra nie stanowi poradnika i każdy kłopot wymaga indywidualnego podejścia.

Niemniej jednak jeśli czujecie się samotni, nie możecie dogadać się z bliskimi wam osobami, bądź po prostu ktoś zwraca wam uwagę na to, że jesteście za bardzo zapatrzeni we własne problemy, powinniście zapoznać się z historią Kay i być może wyciągniecie z niej właściwe wnioski.