Zawiłości trybu fabularnego, poszczególne warianty zabawy, szeroki zestaw wojowników, czy też konkrety dotyczące systemu walki – między innymi te informacje zostały poruszone przeze mnie w pierwszej recenzji Mortal Kombat 11, która powstała na bazie wersji przeznaczonej na PlayStation 4. Shiver Entertainment w tych miejscach nie dokonało większych zmian, więc nie będę zagłębiał się w już przedstawione informacje, a w tym tekście skupie się na najważniejszym mięsku: różnicach względem edycji na Nintendo Switcha.

Mortal Kombat 11 (Nintendo Switch) – brzydkie kaczątko

Braki w mocy Nintendo Switcha względem PlayStation 4 oraz Xboksa One nie są sekretem. Konsola Big N nie może mierzyć się ze starszymi braćmi, więc dostosowanie Mortal Kombat 11 do tej platformy musiało równać się z pewnymi ograniczeniami. Autorzy zdecydowali się zaoferować 60 klatek na sekundę (30 fps w filmikach), więc rozwiązanie było tylko jedno: grafika. To właśnie z tego powodu Scorpion na hybrydowej platformie jest niewyraźny i przeładowany ząbkami, jednak nawet na tym sprzęcie oferuje kapitalne atrakcje. Tutaj od pierwszego chwycenia urządzenia w łapy widzimy znaczące uproszczenia w oprawie i rozdzielczości  – nawet menu jest mniej wyraźne, ale oczywiście największe różnice są dostrzegalne po rozpoczęciu walki. Areny utraciły szczegółowość, często brakuje im elementów, ale na szczęście bohaterowie nie zostali ograbieni ze swojej mocy. Każda z postaci jest rozmyta, zabrakło efektów, całość jest „poszatkowana”, jednak autorzy nie dłubali w animacjach, więc nadal możemy dostrzec znane ruchy, czy też obserwować, jak flaki przeciwników fruwają po całym ekranie Nintendo Switcha. Każdy z trybów oferuje gorszą oprawę – bieganie po Krypcie jest równoznaczne z brakiem nieba, a cała lokacja jest po prostu brzydka. Gdy zdecydujecie się na sprawdzenie fabularnego trybu, to zostaniecie dosłownie uderzeni przez przejście z przerywnika filmowego do rozgrywki. Nie ma tutaj mowy, że zapomnicie o grafice – szczególnie jeśli przez kilkadziesiąt godzin śmigaliście po serwerach edycji na przykładowo PlayStation 4... Ale z takimi ograniczeniami musieliśmy się liczyć. W końcu różnica w mocy poszczególnych platform jest znacząca.

Mortal Kombat 11 Nintendo Switch recenzja 01

Mortal Kombat 11 Nintendo Switch recenzja 02

Mortal Kombat 11 – Lista Fatality

Deweloperzy obcinając oprawę mogli zaoferować płynną rozgrywkę. Mortal Kombat 11 na papierze działa w 60 klatkach na sekundę, jednak nie mogę tutaj mówić o nienaruszonym doświadczeniu. Od czasu do czasu animacja potrafi minimalnie chrupnąć – dość niespodziewanie taki „lag” pojawia się zawsze podczas wczytywania trzeciej fazy walki z Kroniką. Na szczęście spadki zdarzają się głównie w momencie filmików i gameplay jest płynny. Konsola bez najmniejszego problemu odbiera każdy ruch, możemy nawet na d-padzie Joy-Conów wykonać większe combo lub pokusić się o ruchy specjalne. Tytuł oferuje przyjemną zabawę i możliwość walki w każdym miejscu znacząco ubarwia walki. Niestety, w grze nie znalazła się opcja zmagań na pojedynczym kontrolerze Nintendo – niezbędne jest podłączenie drugiego pada.

Mortal Kombat 11 (Nintendo Switch) – zawsze pod górkę

Szczerze mówiąc oprawa Mortal Kombat 11 na Nintendo Switch nie jest dużym problemem. Najważniejszy jest gameplay, który w grze Netherrealm Studios nie zawodzi, ale niestety ekipa odpowiedzialna za port nie dopilnowała zarazy zwanej „always-online”. Gdy spędzałem godziny na serwerach wersji na PlayStation 4, to nie był to dla mnie najmniejszy problem – w domu mam stabilne połączenie. Sytuacja gorzej wypada w przykładowo ogródku, ponieważ nawet drobne zawahanie Sieci sprawia, że zostajemy odesłani do tytułowego menu. W dosłownie sekundę możemy utracić dorobek z dużej Wieży Czasu, a tryb podobnie jak Krypta nie jest dostępny bez połączenia. Nie ma to głębszego sensu, bo raczej nic nie stoi na przeszkodzie, by odblokować sobie skórki, a wracając do domu zająć się synchronizacją danych lub przynajmniej pobrać kilka wyzwań (Wież) przed wyruszeniem w teren. Twórcy nie wpadli na ten pomysł, ale możemy mieć nadzieję, że jeszcze naprawią swoje błędy za pomocą jednej z łatek.

W Mortal Kombat 11 na Nintendo Switch możemy przejść całą kampanię, spróbować klasycznych Wież, wypróbować te oparte na dodatkowych wyzwaniach, sprawdzić samouczki, pobiegać po wspomnianej wcześniej krypcie, ale nic nie stoi na przeszkodzie, by spróbować swoich sił w meczach Online. W tym ostatnim wypadku niezbędny jest oczywiście abonament Nintendo Switch Online, ale sam gameplay jest pozbawiony jakichkolwiek problemów. Zmagania są płynne, przyjemne i piekielnie satysfakcjonujące.

Największym atutem gry na sprzęcie Nintendo jest świetne działanie w trzech trybach – przez ostatni weekend rozegrałem mnóstwo „szybkich pojedynków”, bo akurat miałem kilka minut wolnego, więc zamiast włączać dużą konsolę, chwyciłem hybrydę w łapę i wziąłem udział w kilku bitwach. Gdy wpadłem do znajomych, to rozstawiliśmy sprzęt w ogrodzie, podzieliliśmy się kontrolerami i wzięliśmy udział w prowizorycznym turnieju... A wieczorem, w domowym zaciszu, sprawdziłem arcade stick HORI, podłączyłem urządzenie do telewizora i... Było nieźle. Oczywiście nadal mając okazję zorganizować „nockę” ze znajomymi, wybiorę wersję na PlayStation 4, bo mamy lepsze kontrolery, a też gra prezentuje się znacznie (znacznie!) lepiej na konsoli Sony, ale... W każdym innym wypadku w ostatnich dniach sięgam po Nintendo Switcha.

Mortal Kombat 11 Nintendo Switch recenzja 03

Mortal Kombat 11 Nintendo Switch recenzja 04

Mortal Kombat 11 – lista postaci

Tutaj na pewno muszę podkreślić jedno – gameplay został przeniesiony do produkcji jeden do jednego, więc bez problemu można uczyć się combosów leżąc na kanapie, a później wpadając do znajomych, prezentując swojego skilla trzymając już w dłoniach Dualshocka 4. To kapitalne, że w zasadzie otrzymujemy mniejszą wersję tak świetnej gry na Nintendo Switcha – tak, wiem, nie jest to pierwszy udany port, ale Mortal Kombat 11 działa naprawdę dobrze... Gdyby tylko całość prezentowała się lepiej.

Mortal Kombat 11 (Nintendo Switch) – pozytywne zaskoczenie

Rozgrywka w Mortal Kombat 11 na Nintendo Switchu jest dla mnie wielkim i zarazem pozytywnym zaskoczeniem. Tytuł wygląda źle, brakuje mu polskiego tłumaczenia, męczy ciągłe podłączenie do Sieci, ale nawet pomimo tych problemów gameplay jest obłędnie krwisty i przyjemny. Twórcy przerzucając produkcję na czwartą platformę nie zniszczyli podstaw, które tak bardzo wychwalałem w recenzji na PlayStation 4. Do pełni szczęścia brakuje mi jedynie cross-progresji, dzięki której mógłbym wspólnie na wszystkich sprzętach odblokowywać krypty.

Mimo pewnych wyraźnie zauważonych i wypunktowanych wad, trudno mi nie polecić Mortal Kombat 11 na hybrydę Nintendo. To genialny „dodatek”, który pozwala kontynuować zabawę w terenie i cieszyć się tym fantastycznym tytułem w dosłownie każdym miejscu.