Świat jest nadal pogrążony w ogromnym chaosie. Agenci po perypetiach z Nowego Jorku muszą ratować Waszyngton i walczyć o lepsze jutro dla wszystkich Amerykanów. Ubisoft już w drugim The Division postanowił osadzić akcję w stolicy Stanów Zjednoczonych i choć była to jedna z najlepszych decyzji ekipy odpowiedzialnej za rozwój marki, to po zakończeniu głównego wątku trudno nie odnieść wrażenia, że deweloperzy nie wykorzystali potencjału tego ikonicznego miejsca.

The Division 2 recenzja 01

The Division 2 recenzja 02

Nowy świat, nowe możliwości

Pierwsze The Division zaprowadziło agentów do urokliwego i zmarzniętego Nowego Jorku. Deweloperzy nie zdecydowali się na kontynuację wątku w tych przepełnionych drapaczami chmur okolicach, a zamiast tego lądujemy na bardziej zróżnicowanej mapie, w której choć brakuje ogromnych budynków, to jednak możemy natrafić na wiele monumentalnych i świetnie wyglądających miejsc znanych z blockbusterowych filmów. Naszą bazą wypadową jest teraz Biały Dom, o który już na samym początku musimy zawalczyć, co jest sprawnym wprowadzeniem gracza w główny wątek: agent otrzymuje wezwanie do walki o ten ikoniczny budynek, który mamy okazję rozbudowywać dbając o nowych specjalistów.

Świat ponownie został podzielony na dzielnice, które bez problemów odkrywamy po zdobyciu odpowiedniego poziomu doświadczenia, ale wyraźnie widać, że autorzy wykorzystali sugestie społeczności i tereny są teraz ciekawsze. To nadal upadająca Ameryka, mamy okazję obserwować zniszczone budynki, mijamy dziesiątki porzuconych samochodów i systematycznie wpadamy na oddziały wrogo nastawionych frakcji. Twórcom udało się pokazać, jak wyglądałaby Ameryka w obliczu ogromnego kryzysu i to właśnie miejscówki są jednym z elementów, dzięki którym gra Ubisoftu nie męczy. Nie ma tutaj znanej z pierwszej odsłony nużącej monotonii, a na każdym kroku obserwujemy świat pogrążony w chaosie. Tajemniczy wirus spustoszył miasta, pobudził do życia grupy żądnych władzy psychopatów, natomiast my mamy okazję odwiedzać wielopoziomowe lokacje, które zachęcają do ogrywania kolejnych misji. Na każdym kroku wpadamy do innych, bardzo ciekawych miejsc. Nie sądziłem, że to właśnie świat może odegrać w The Division 2 tak ważną rolę, jednak podczas ogrywania kampanii złapałem się na tym, że chciałem jak najszybciej rozpocząć kolejne zadanie, by przekonać się, gdzie tym razem zaprowadzą mnie deweloperzy. Dobrze na pewno wypada oprawa, bo choć Szwedzi nie oferują najpiękniejszej gry tej generacji, to jednak zmienna pora dnia oraz dynamiczne warunki pogodowe wpływają na wydarzenia, a aura potrafi oczarować – szczególnie wschody słońca i rozchodzące się promienie światła prezentują się świetnie.

Twórcy ponownie stawiają na ogromny, otwarty świat, który nie został oszpecony niepotrzebnymi ekranami wczytywania. Ponownie w każdej dzielnicy odwiedzamy specjalne kryjówki, gdzie możemy przygotować sprzęt oraz spotkać innych graczy, ale gdy już wyjdziemy na ulice, widzimy wyłącznie agentów, którzy towarzyszą nam w wykonywaniu misji. Nadal potrafię zachwycić się jednym – płynnym przejściem z HUB-a do świata, ponieważ studio oddało w nasze łapy ogromne tereny, po których możemy się przechadzać. Mam przy tym pewność, że sama eksploracja jest trudniejsza, ponieważ w The Division 2 zdecydowanie częściej wpadamy na patrolujące grupy przeciwników, które od pewnego czasu potrafią wymęczyć. W  dodatku ponownie nie brakuje licznych aktywności dodatkowych, więc w trakcie biegania po terenach pomagamy cywilom, odbijamy kluczowe miejscówki lub po prostu staramy się zepsuć plany wrogim oddziałom.

The Division 2 recenzja 03

The Division 2 recenzja 04

Chaos na ulicach, chaos w scenariuszu

Jednego w całym waszyngtońskim zamęcie brakuje – porządnej fabuły. Wszystko rozpoczyna się z wysokiego C, ponieważ otrzymujemy wiadomość o ataku na stolicę, bez zastanowienia ruszamy do walki, później oglądamy kilka wstawek, by już po kilku godzinach zrozumieć, że Ubisoft pokpił sprawę i w zasadzie oddał bez walki opowieść. Jesteśmy jednym z agentów, otrzymujemy kolejne misje, rozbudowujemy kryjówki, ale w całym chaosie brakuje interesujących postaci, ciekawych wątków czy porządnych dialogów. Nawet ratowanie prezydenta Stanów Zjednoczonych to bezbarwne zadanie, które jest zakończone niemal jednym zdaniem wypowiedzianym przez amerykańskiego przywódcę i wysłaniem nas w kolejne miejsce. Wszyscy napotkani bohaterowie niezależni pozbawieni są odpowiedniej charyzmy, zabrakło im przysłowiowej duszy, a na całe nieszczęście w tym gronie źle napisanych postaci jest również nasza postać, która jest kolejnym niemym herosem.

Zmarnowano ogromny potencjał przedstawienia porządnej przygody związanej właśnie z miejscówką. Podczas tej ponad trzydziestogodzinnej rozgrywki miałem wrażenie, że autorzy w pewnym momencie po prostu odpuścili. Od czasu do czasu pojawiają się ciekawe wątki, jednak wszystko kończy się zdecydowanie za szybko. Ubisoft stawia na akcję i nawet echa, czyli rozrzucone po świecie dodatkowe informacje w postaci audiowizualnych wstawek, nie przedstawiają interesujących wydarzeń.

Na domiar złego deweloperzy ponownie zmuszają do podejmowania dodatkowych aktywności – chcąc kontynuować główny wątek musimy posiadać odpowiedni poziom agenta, który zdecydowanie za często jest zbyt niski przy normalnej rozgrywce, więc systematycznie przed rozpoczęciem fabuły trzeba odwiedzić dwa, trzy miejsca, wykonać zadania poboczne i dopiero później można biegać do tych ważniejszych lokacjach. Jest to też jeden z killerów scenariusza, ponieważ trudno skupić się na wydarzeniach, gdy stale jesteśmy zmuszani do przerywania opowieści, by przynajmniej na godzinkę odwiedzić kilka lokacji. Misje z fabuły są przy tym również znacznie ciekawsze, autorzy często zaskakują sceneriami i nietrudno docenić rozbudowania wszystkich podstawowych questów. Natomiast dodatkowe są krótsze, a na domiar złego Ubisoft nie pozwala na automatyczne szukanie współtowarzyszy broni dla wybranych misji pobocznych.

The Division 2 recenzja 05

The Division 2 recenzja 06

Esencja looter shooterów

Niezależnie od podjętych aktywności – główny wątek, zadania poboczne, walka na ulicach, odbijanie terenów – w The Division 2 nie zawodzi system strzelania. Wydarzenia sprowadzają się do dotarcia do lokacji, eliminowania po drodze grup przeciwników, by na końcu zawalczyć z tłumem rywali i pokusić się o kilka prostych aktywności pokroju zebrania danych w komputerze, uratowania zakładnika, zniszczenia wyznaczonej rzeczy lub pozbierania rzeczy. Wszystko wykonujemy mechanicznie, nie ma tutaj jakiejkolwiek filozofii, ale nawet w tej sytuacji gameplay w najnowszej grze Ubisoftu nie zawodzi, gdyż zadbano o naprawdę satysfakcjonujące strzelanie.

Tytuł w momencie sięgnięcia po broń nie oferuje najmniejszej rewolucji względem poprzednika, ponieważ w głównej mierze przylegamy do ściany i wykorzystujemy dostępny arsenał by przebić się przez kolejne fale, a na końcu zgarnąć kilka nowych fantów. Mimo to twórcy potrafią zarzucić kilkoma marchewkami, za którymi dobrze się biega - w grze systematycznie otrzymujemy lepszy sprzęt, bierzemy w łapy potężniejszą giwerę i ta samonapędzająca się machina działa od początku do samego końca. To właśnie podstawy gatunku zostały w The Division 2 dopieszczone do granic możliwości, więc każda misja choć opiera się na schemacie, a fabuły tutaj brakuje, to jednak system strzelania oraz potencjalne nagrody sprawiają, że od produkcji Ubisoftu trudno się oderwać.

Gra zachęca do zabawy z jeszcze jednego powodu – do wszystkich zadań możemy podejść w czteroosobowych zespołach i choć jednocześnie rośnie poziom trudności wydarzenia, to współpraca z innymi agentami jest fantastyczna. Każdy gracz może jednocześnie korzystać z dwóch umiejętności, a do naszej dyspozycji oddano impuls nakładający na wrogów odpowiedni status, atakującą wieżyczkę, specjalny UI zapewniający wyznaczone efekty, chemiczną wyrzutnię, taktyczną ćmę zdolną między innymi oślepiać wrogów, minę poszukującą, potężną tarczę lub drona odpowiedzialnego przykładowo za ostrzeliwanie oponentów. Dobór zdolności i ich odpowiednie wykorzystanie jest niezwykle ważne, ponieważ rywale często potrafią zaskoczyć, a podczas wymiany ognia nie możemy w sekundzie skorzystać z kolejnej apteczki – zamiast tego dbamy teraz o pancerz, jednak taka akcja kosztuje dodatkowe sekundy. Deweloperzy przygotowali kilka frakcji, w których widzimy różne klasy rywali i przykładowo medyk potrafi w odpowiednim momencie wspomóc kumpli, inżynier chętnie stawia potężne wieżyczki, snajper wychyla się w idealnej chwili, a sztuczna inteligencja potrafi często bardzo pozytywnie zaskoczyć… By po chwili wykonać totalnie bezsensowny ruch polegający na przebiegnięciu przez pełną salę obok czterech nabuzowanych agentów. Pomimo kilku wpadek, SI wypada lepiej względem pierwszej odsłony, a zróżnicowani oponenci sprawiają, że wszystkie starcia są angażujące.

Kapitalnie czuje się wszystkie momenty, podczas których czwórka agentów wpada do lokacji, przywódca układa oddział i rozpoczyna się akcja. Rozstawiamy wieżyczki, lecą pierwsze granaty, po chwili do działania ruszają drony ostrzeliwujące oponentów, a jeden ziomek biega i stara się leczyć kumpli. Po kilku sekundach otwierają się drzwi i wpada opancerzony grubas z wielką spluwą – teraz dwóch musi skupić się na eliminowaniu pomocników bossa, a snajperzy ostrzeliwują jeden wyznaczony punkt na pancerzu szefa. W grze ponownie nie brakuje akcji, podczas których czwórka agentów z uporem maniaka strzela do jednego badassa, ale teraz wszystko zależy od naszej celności – przeciwnicy posiadają pancerze, więc na początku musimy zniszczyć daną płytkę, by móc trafić w przeciwnika. Wypada to naprawdę dobrze, bo teraz rywalizacja opiera się bardziej na naszych umiejętnościach i odpowiednim strzelaniu. Z tego powodu dobrze posiadać w zespole lidera, który będzie zarządzał siłami i decydował o odpowiednich ruchach.

Za wszystkie wykonane zadania zgarniamy punkty doświadczenia, które przeradzają się w poziomy, a następnie otrzymujemy punkty umiejętności oraz atuty. Te drugie pozwalają przykładowo nosić drugą broń podstawową, zwiększają pancerz, liczbę granatów, limit wyposażenia, pozwalają ulepszać bronie, szybciej gromadzić, a daje to przyjemność zadbania o swoją postać. W przypadku sprzętu zbieramy maskę, plecak, kamizelkę, rękawice kaburę i nakolanniki – przedmioty posiadają poziom rzadkości określany kolorem, gnaty możemy ulepszać, wykorzystywać modyfikację, tworzyć nowe ze specjalnych projektów lub po prostu rozbierać na części. Twórcy nie zapomnieli o zwykłych ubraniach, które choć nie posiadają konkretnych statystyk, to pozwalają zadbać o wygląd bohaterów – w tym miejscu pojawiają się mikrotransakacje oraz lootboxy, ale na szczęście system jest nieinwazyjny, ponieważ nie wpływa na możliwości bohaterów. W The Division 2 nie brakuje zbieractwa, agenci muszą nie tylko celnie strzelać, ale również pomagać społeczności, więc często wpadamy przykładowo na jedzenie, które możemy podarować potrzebującym.

The Division 2 recenzja 9

The Division 2 recenzja 10

Agenci przepełnieni mrokiem i walką

Nowy Jork oczarował mnie Strefą Mroku, więc z niecierpliwością wyczekiwałem na ten element w kontynuacji. Twórcy teraz zdecydowali się na trzy mniejsze lokacje, w których może jednocześnie przebywać tylko 12 graczy i bez wątpienia była to świetna decyzja. Tutaj ponownie nie ma reguł, możemy ubijać wszystkich, a najlepiej wypadają wszystkie akcje, gdy jeden z agentów próbuje ze wszystkich sił zdobyć potężny sprzęt, a my mamy okazję pokazać mu swoje strzeleckie umiejętności w tym najmniej (dla niego!) odpowiednim momencie. Szybka salwa, celny headshot, zbieramy sprzęt i teraz my próbujemy się ewakuować – tutaj ponownie musimy wezwać helikopter, więc wszyscy wiedzą o naszym sukcesie i chcą nam przeszkodzić. Już teraz – a to dopiero początek – miałem okazję uczestniczyć w kilku akcjach, które sprawiają, że przez kolejne tygodnie będą eksplorował Strefy Mroku walcząc z kolejnymi agentami.

Deweloperzy niemal od początku pozwalają również zapoznawać się z Potyczkami – jest to specjalny tryb PVP, w którym aktualnie są dostępne zmagania typu Team Deathmatch. Gameplay nie jest tutaj specjalnie rozbudowany, ale na szczęście nie wykorzystano map dostępnych w głównym wątku, a przygotowano lokacje wzorując się na znanych terenach. Pozwala to zachować balans… Choć należy wspomnieć, że twórcy w mocny sposób „normują” nasze możliwości, by mieć pewność, że w PVP najważniejsze będą umiejętności. Czy tak jest? Po pierwszych kilkunastu spotkaniach trudno powiedzieć, ale na pewno ta rywalizacja może zachęcić do zabawy.

Świetnie również wypada system klanów, ponieważ twórcy pozwalają znaleźć odpowiednią ekipę lub stworzyć zespół. Następnie bez problemu korzystamy z kanałów komunikacji, wysyłamy wiadomości, zbieramy się w Białym Domu (klany posiadają swój własny pokój do spotkań) czy po prostu zbieramy punkty dla drużyny. Jest to na pewno dobra wiadomość dla graczy, którzy często gromadzą się ze znajomymi w różnych tytułach, ponieważ w The Division 2 ma to bardziej formalny wydźwięk, a sama mechanika została przygotowana z głową. Na pierwszy rzut oka niczego tutaj nie brakuje, a mam świadomość, że deweloperzy czuwają i mogą zadbać o dodatkowe, potrzebne i zgłoszone przez społeczność funkcje.  

Ważnym wątkiem w przypadku looter shooterów jest endgame. W The Division 2 zdobycie maksymalnego poziomu doświadczenia to dopiero początek, ponieważ pod koniec wydarzeń w Waszyngtonie możemy wyruszać na potężne fortyfikacje, a stolicę nawiedza nowa, potężna frakcja – Czarne Kły – którą aktywują nowe, losowe wydarzenia. Przeciwnicy mogą przypadkowo okupować Strefę Mroku, tworzyć blokady lub decydować się na inwazję… Niby w tym wypadku wykonujemy znane aktywności lub bierzemy udział we wcześniej podjętych misjach, jednak dodatkowy „czynnik” sprawia, że trudno w tym wypadku narzekać. Twórcy nie zapomnieli także o rozwoju bohatera, więc gracze otrzymują dostęp do trzech nowych specjalizacji – surwiwalowiec (kusza), burzyciel (granatnik) lub snajper (karabin wyborowy) zapewniają różne możliwości w ataku i znacząco ubarwiają rozgrywkę. Ostateczne klasy posiadają własne drzewka rozwoju, więc trudno się nudzić po osiągnięciu 30 lvl. Już teraz przekonałem się, że Ubisoft znacząco rozszerzył ten element względem pierwowzoru, ponieważ szczerze mówiąc po zakończeniu głównego wątku mam jeszcze większą ochotę wracać do gry niż w trakcie wykonywania fabularnych misji. Tych wszystkich zadań zawsze może być więcej, jednak jestem przekonany, że endgame już teraz prezentuje dobrą jakość i mam świadomość jednego: to dopiero początek.