DiRT Rally 2.0 miało niełatwe zadanie. Poprzednia odsłona, która początkowo zadebiutowała we wczesnym dostępnie, nieśmiało badała grunt, sprawdzając, czy na rynku jest jeszcze miejsce na symulacyjne rajdy. Wielki sukces pierwszego DiRT Rally uświadomił Codemasters, że nie dość, że gracze chcą trudnej rajdówki, to jeszcze chętnie sięgają po oferowany przez nią tryb wirtualnej rzeczywistości. Jeśliby nowa odsłona nie była co najmniej tak dobra, jak poprzednia część, to mogliśmy mieć do czynienia z małą katastrofą, ponieważ gracze mieli naprawdę wysokie oczekiwania. Czy zatem DiRT Rally 2.0 podołało?

Mieszane uczucia

Powiedzmy to już na samym początku. DiRT Rally 2.0 jak najbardziej jest świetną symulacją. Jeśli jednak zerknęliście najpierw na ocenę gry, to zapewne domyślacie się, że coś poszło tutaj nie do końca tak, jak miało. Nowa odsłona Dirta zalicza bowiem masę drobnych wpadek, a polityka wydawnicza twórców nie pomaga tej sytuacji. Prześledźmy zatem całą sprawę od początku.

DiRT Rally 2.0 recenzja PS4 #1

Grałem zarówno w pierwszą część DiRT Rally, jak i ostatnie DiRT 4 skierowane do szerszej publiczności. W nowy tytuł grałem bez włączonych asyst i gdybym miał określić, gdzie znajduje się poziom trudności DiRT Rally 2.0, to byłoby to coś znacznie trudniejszego niż czwórka, ale… lekko łatwiejszego od pierwszego DiRT Rally. Żeby nie było niedopowiedzeń – model jazdy jest jeszcze lepszy i o ile początkowe pojazdy prowadzą się w miarę łatwo (czytaj – wypadniemy z trasy tylko kilka razy), tak późniejsze etapy dosłownie wycierają sobie nami podłogę. Zmiana za to zaszła jednak w sztucznej inteligencji innych kierowców. Jeśli sami nie podniesiemy sobie poziomu trudności, to pierwsze wyścigi będziemy wygrywać jeden za drugim.

Doskonała symulacja

DiRT Rally 2.0 sprawia masę frajdy z samej walki z pojazdem. Gdy już uda nam się go opanować, to zaczynamy starać się wyrwać kolejne setne sekund na danych etapach. Czy gramy w klasycznych rajdach, czy w Rallycrossie – wszędzie zabawa jest przednia. To nie jest tytuł dla niedzielnych graczy. Gdy specjalnie na próbę uruchomiłem wszystkie asysty, to i tak odczuwałem tylko delikatną pomoc. Jeśli ktoś czuł zawód po „symulacyjnym” modelu jazdy DiRT 4, to tutaj nie będzie mógł narzekać. Jest doskonale. Wszelkie nierówności drogi czy problemy techniczne pojazdy odczujemy od razu.

DiRT Rally 2.0 recenzja PS4 #2

Pojazdy możemy oczywiście dodatkowo konfigurować pomiędzy poszczególnymi etapami, bawiąc się w tuning. W trybie „kariery” za przejechane kilometry odblokowujemy specjalne ulepszenia dla rajdówek. Nawet tutaj nie jest jednak tak, że zmieniamy część i jedzie się nam lepiej. Lepsza wydajność samochodu, zawsze jest obarczona większym zużyciem poszczególnych elementów. Później przekłada się to na czas naprawy pojazdu, który również jest ograniczony. A gdy jeszcze do tego zrobimy kilka bączków w powietrzu i nasza karoseria się zniszczy lub wjedziemy w publiczność, co naliczy nam karę czasową, to już jesteśmy zagubieni. Nie ma tutaj opcji „cofania czasu”, a nawet liczba powtórzeń rajdów jest ograniczona.

Wypadliśmy z trasy

Co jednak w DiRT Rally 2.0 nie wyszło? W końcu mamy parędziesiąt pojazdów, kilka państw, po których przyjdzie nam się ścigać oraz doskonały model jazdy! Ano mam wrażenie, że twórcom nie starcza mocy zwykłej konsoli, a dodatkowo w kodzie gry pozostało sporo błędów. Całość dopełniają złe decyzje designerskie. Mój pierwszy zarzut dotyczy oprawy graficznej na zwykłym PlayStation 4. W pełni popieram cięcia graficzne, aby utrzymać 60 klatek na sekundę. Problem jednak w tym, że Codemasters stosuje tutaj płynną rozdzielczość. Etapy, w których pędzimy przez zalesione tereny, wyciskają ze sprzętu siódme poty, a oprawa staje się mętna i męcząca dla oczu. Mnóstwo etapów w USA to właśnie tego typu trasy, a rozmyty obraz utrudnia jazdę, w której liczą się sekundy. No i ten blur… Same trasy też nie mogą pochwalić się jakimiś cudownymi widokami. Pierwszy DiRT Rally czy DiRT 4 posiadały naprawdę ciekawe trasy (nawet te wygenerowane automatycznie w czwórce), a tutaj jest pusto i brzydko. Wcześniej się dało, a teraz nie? Nawet mimo takich cięć graficznych – nie zawsze gra utrzymuje stałą płynność. Na szczęście, dźwięk sprawuje się bez zarzutów i cieszy ucho.

DiRT Rally 2.0 recenzja PS4 #3

DiRT Rally 2.0 to również mnóstwo drobnych błędów, które może i w małej ilości nie wypływają na rozgrywkę, ale po dłuższym czasie zaczynają irytować. Podczas rajdów zdarza się, że nasze światła w pojeździe po prostu zaczynają lekko gasnąć. Fajny ficzer (tak samo, jak drony podlatujące blisko samochodów czy symulowane wypadki innych kierowców), ale jest on nadużywany. Żeby na prostej trasie, jadąc po asfalcie, zaczynało wariować oświetlenie, to już lekka przesada, nawet jak na realia gry wideo. Sprawia to wrażenie, że w pewnym momencie zacząłem się zastanawiać, czy nie jest to przypadkiem po prostu błąd gry. Szczególnie że obracając kamerę na przód pojazdu – światła paliły się cały czas bez zarzutu.

Inna irytująca drobnostka – model zniszczeń jest nierówny. Raz pewna sytuacja zniszczy nasze auto, a innym razem okaże się, że nic nam nie jest. To w końcu symulacja, czy nie? Przemilczę już drobne artefakty graficzne. Problemy występują również w przypadku naszego pilota. Po prostu podaje on błędne informacje. Czasem np. zakręt „6 lewy” okazuje się „3 lewy”, a my wylatujemy na pobocze. No i polskie tłumaczenie… Jak zwykle w grach Codemasters spolszczeniem zajęli się autorzy gry i tym razem naprawdę już przegięli. O ile nazwanie samochodu „wykorzystanym” zamiast „używanym” mnie jeszcze bawiło, tak „udeżenie” (sic!) mnie załamało. A błędów jest więcej…

DiRT Rally 2.0 recenzja PS4 #4

Kilka decyzji twórców uważam również za kompletnie nietrafionych. Dla przykładu – jeśli używamy danego samochodu w rozpoczętym już rajdzie, a następnie zechcemy ukończyć nim jedno z limitowanych czasowo wydarzeń, to gra poinformuje nas, że nie możemy tego zrobić. Powód? Bo już go używamy. Przepraszam, ale to jest już zbytnie pójście w symulację i całkowite zapomnienie, że ta gra wideo ma bawić. Tak samo kompletną bzdurą jest to, że samochody, które możemy kupić, cały czas rotują. Pal licho to, jeśliby to dotyczyła tańszych, używanych pojazdów lub rotacja odbywała się co np. minutę. Tutaj musimy czekać np. całe osiem godzin, aby gra pozwoliła nam kupić pojazd, który akurat zniknął, gdy chcieliśmy go kupić! No i to przycinające się menu…

Gdzie moje trasy?!

Na koniec, trochę o samej zawartości. Tytuł na pierwszy rzut oka produkcja wydaje się oferować naprawdę dużo. Codemasters postanowiło jednak o podzieleniu dodatkowej zawartości gry na dwa, dodatkowo płatne sezony. No i coś trzeba było w nich umieścić prawda? Co wymyślono? Twórcy stwierdzili, że dodadzą tam etapy Monte Carlo, Szwecji oraz Niemiec. Tak, oznacza to, że w DiRT Rally 2.0 nie pojeździmy na ten moment w śniegu. Było to w poprzedniej części? Było. A Monte Carlo i Niemcy? Były. Teraz powrócą one za dodatkową opłatą, ale nie jako nowe trasy, a odświeżone, dokładnie te same lokacje… Oby powrócił również hill climb, które też w tej kontynuacji nagle wyparował.

DiRT Rally 2.0 recenzja PS4 #5

DiRT Rally 2.0 to mały problem, który trzeba sprawiedliwie ocenić. Wszystko przez to, że gdy myślę o tej grze, to pamiętam fantastyczne godziny spędzone na emocjonującej walce z trasami i pojazdem. Wszystko to oprawione w genialną fizykę jazdy. Z drugiej strony dość mocno przeszkadzają drobne niedoróbki, a wycięcie z gry zawartości (brak rajdów w śniegu, to naprawdę niepoważny pomysł) pozostawia pewną skazę. Ostatecznie dobrze się bawiłem, ale nie tak dobrze, jak w DiRT Rally. Polecam zaczekać na wydanie wszystkich dodatków i aktualizacji, a następnie kupić grę w niższej cenie. Wtedy będziemy mówili o prawdziwej kontynuacji, a nie czymś, co czasem trąci krokiem wstecz.