Gra dzieje się na wyspie, na której nasz bohater ląduje jako rozbitek. Gdy pierwszy raz otworzyłem mapę byłem przekonany, że to tylko skrawek terenu, po którym będę się poruszać. Gdy uswiadomiłem sobie, że oto przde mną leży rozłożona mapa całego swiata gry, to nie kryłem rozczarowania. Wszak Elex oferował ogromny teren, a tu dostajemy małą wyspę z dosłownie jednym miasteczkiem, kilkoma mniejszymi lokacjami oraz rozsianymi ruinami czy jaskiniami. W trakcie grania uświadomiłem sobie jednak, że nie jest to wcale wada. Dzięki takiemu zabiegowi, całość jest fajnie skondensowana, a co najważniejsze bilans eksploracji z akcją został zachowany i przez większość czasu nie czuć znużenia, gdy po raz kolejny musimy udać się na drugi koniec mapy.

      Tak się złożyło, że akurat w momencie, w którym pomyslałem sobie ‘kurcze, nie chce mi się już łazić w tą i z powrotem, żeby oddać questa’ zaczęły wpadać mi kamienie do telportacji. Szybka podróż nie jest tu dostępna od początku. Dopiero po czasie, możemy wejsć w posiadanie wyżej wymienionych kamieni. Częsć z nich dostaniemy od npc zlecających nam kolejne zadania, a część wypadnie z pokonanych wrogów. Na szczęcie ekploracja to jeden z tych elementów gry, który po jej ukonczeniu wspominam najcieplej. Wszystko dzięki zawartym w grze systemom, o których powiem teraz kilka słów.

    

Panie, jaki znowu wóz? Nie rozkręciłem żadnego wozu! 

     Jako że Risen jest przedsawicielem gatunku Action RPG to całość nie odstaje od żelaznych zasad kierujących tym typem gier. Bedziemy eksplorować, rozmawiać, wykonywać zadania oraz walczyć. O ile jednak gatunkowy kręgosłup trzyma się klasyki tak wewnętrzne systemy to już zupełnie inna bajka. Twórcy stosują rozwiązania, których próżno szukać w dzisiejszych grach. Spójrzmy na przykładzie eksploracji. Od lokacji do lokacji poruszamy się wyłącznie pieszo, a dróg do celu jest wiele. Lepiej trzymać się głównej, bezpieczniejszej drogi czy zaryzykować i przebiec się pod lasem, gdzie może czekać ukryty na nas skarb? A może za krzakami ukryte jest wejscie do jaskini, gdzie zakopana jest skrzynka z jakimś kozackim toporkiem? Takich eksploracyjnych dylematów jest tu pełno i wyspa pomimo małych rozmiarów ma dla nas sporo takich niespodzianek.

     Oczywiscie w swiecie Risen’a wszystko ma swoją cenę. Przed wejsciem do jaskini może kręcić się wataha wilków, które momentalnie nas otoczą i zaczną kąsać dopóki nie padniemy martwi na ziemię. Skarbu nie wykopiemy też rękami. Potrzebujemy łopaty, a następnie klucza, zaklęcia lub odpowiednio zręcznych palców, żeby uporać się z zamkiem. Zanim ucieszymy się, że znaleziony w ekwipunek jest już nasz trzeba jeszcze rzucić okiem na statystyki. Może bowiem okazać się, że jestesmy zbyt słabi na dany miecz czy tarczę i potrzebne będzie szkolenie u któregos z trenerów, które wymaga zarówno złota jak i punktów umiejętnosci. I jak się domyslacie o jedno i drugie jest na początku bardzo ciężko.

            Jak widzicie przeszkód jest wiele, ale satysfakcja płynąca z samego planowania swoich poczynać jest ogromna i stanowi o sile tego tytułu. To jak rozwiniemy naszą postać i co dzięki temu osiągniemy to bardzo ważny element Risen’a, dlatego warto już na początku podjąć decyzję czy chcemy bawić sie dwuręcznym toporem, który ma silną ofensywę ale biedną defensywe czy może postawić na miecz, który z łatwoscią będziemy trzymać jedną ręką, a w drugą chwycimy tarczę? Inwestować w strzelanie z łuku czy kuszy? A może parać się magią? To jedna z tych gier, gdzie nie można mieć wszystkiego, a im szybciej podejmiemy decyzję jak będzie wyglądał nasz bohater pod kątem umiejętnosci tym lepiej dla nas.

Otwórz pazczę, leci samolocik! No co? Na mojego trzymiesięcznego siostrzeńca zawsze działa i tu też sie zprawdziło.

     W Risenie nie wszystkie spory rozwiążemy siłą. Możemy krasć, przekupić naszego rozmówce lub knuć za jego plecami z innym osobnikiem. Questy bardzo często da się rozqwiązać na dwa sposoby, bo zazwyczaj strony konfliktu sa dwie (dotyczy to głównego wątku i jak i wielu misji pobocznych) i tylko od nas zależy po której staniemy stronie. A może wzorem powiedzenia ‘gdzie dwóch się bije...’ zdecydujemy zagarnąc przedmiot sporu dla siebie? Jest i taka możliwosć, jesli nie boimy się podpasć, bo potem musimy się liczyc z konsekwencjami. Podpowiem Wam jednak, że Risen to jedna z tych gier, gdzie nie warto być zawsze tym dobrym chłopcem na posyłki. Im szybciej nauczymy sie krasć, tym lepiej dla nas. Tym bardziej, że w grze nie ma systemu karmy, gdzie rozliczani jestesmy przez nasze wirtualne sumienie. Nie ma swiadka więc nie ma przestępstwa, a to czy będzie nam źle na duszy zależy juz tylko od naszego sumienia, tego prawdziwego.

     Wiemy już, że gra odbywa się na wyspie i że wędrujemy od lokacji do lokacji wypełniając questy lub snujemy się na własną rękę szukając przygód. Pozostał mi do opisania ostatni kawałek ukłdanki – Walka. Jak wyglądają starcia w Risenie? Klasycznie. Walka odbywa się w czasie rzeczywistym i korzysta ze sprawdzonego schematu. Możemy atakować lub blokować oraz robic uniki, a także parrować i wyprowadzać kontry. Do wyprowadzania ataków służy nam tylko jeden przycisk, ale im bardziej rozwijamy nasze zdolnosci u jednego z trenerów, tym bardziej poszerza się nasz repertuar ciosów. Na przykład przytrzymując atak zadamy mocniejsze uderzenie, a wciskając kierunek podczas ciosu nasze ostrze będzie ciąć w poziomie zamiast w pionie.

      Pomimo dostępnego w grze skradania, nie ma możliwosci wykańczania wrogów po cichu. Ta opcja służy nam tylko do bezszelestnego poruszania się po terenach w których chcemy pozostać niewykryci, na przykład podczas czyszczenia piwnicy lokalnemu kowalowi. Gdy nie chcemy walczyć w zwarciu możemy skorzystać z czarów lub broni dystansowej. Żeby rzucać potężne zaklęcia siejąc panikę u naszych przeciwników, musimy wybrać odpowiednią frakcję, a potem inwestować w konkretne statystyki. Fajne jest jednak to, że ze zwojów posiadających proste zaklecia może korzystać każdy i jedyne czego potrzebujemy to odrobina many.

     Zwoje co prawda nie pomogą nam w starciach bezposrednio, ale gdy zamienimy się w slimaka, to możemy niezauważeni prześlizgnąć się obok czyhającego za rogiem jaszczura. Oczywiscie poruszanie się w takiej formie jest mocno ograniczone, bo powstrzyma nas pierwsza lepsza nierównosć, ale główną zaleta tego zaklęcia jest fakt, że przez dziury  w scianach dostaniemy się do ukrytych komnat i zgarniemy kryjący się tam łup. Zaklęć, które pomagają nam w eksploracji jest więcej. Kula swiatła rozjasni nam drogę, dzięki czemu zamiast trzymać w rękach pochodnie będziemy mogli nieść tarczę, zwiększając nasze szanse w starciach. Dźwignię pozwalająca nam otworzyć bramę znajdujcą się za zasięgiem naszych dłoni, potraktujemy czarem telekinezy, a czar lewitacji pozwoli dostać się na wysoko osadzoną półkę itd.  Jest to ciekawe rozwiązanie, dodające smaczku podczas ekploracji lochów. Czasem trzeba pokombinować, żeby dostać się tam gdzie chcemy i to jest oczywiscie na plus. Staroszkolne, ale satysfakcjonujące rozwiązanie, którego próżno szukać w grach na obecnej generacji konsol.

 

     Po lewej wersja po trzech piwach, po prawej na trzeźwo. A tak serio gra na konsolach wygląda szkaradnie i ma jeszcze więcej błędów.

     Ciężko jest mi wypowiedziec się o warstwie wizualnej tego tytułu, wszak gra ma już swoje lata. Grałem na PC, na maksymalnych ustawieniach graficznych i całosć prezentowała się dobrze. Jest kilka ładnych, choć prostych widoczków, falująca roslinnosć podczas wiatru i w miarę naturalnie wyglądająca woda. To co najbardziej kłuje w oczy to animacje. Są dosć sztywne, wręcz toporne. Zwłaszcza animacja skoku, nienaturalnie wysokiego, wygląda wyjątkowo pokracznie. Podczas biegania po wyspie przygrywa nam miła dla ucha melodia. Muzyka, podobnie jak głosy postaci nie wyróżnia się na tle całosci, lub przynajmniej ja nie przykładałem do niej zbyt dużej wagi. Jako całosć warstwa dźwiękowa wypada poprawnie, nie mam z nią żadnego problemu.

     Są jednak pewne rzeczy w tym tytule, z którymi mam mały problem. Przede wszystkim w grze występuje błąd, przez który zamiast wspiąc się na skarpę lub skałę, nasz bohater leci w kosmos i jedyne co nam zostaje to wczytać zapisany stan gry. I o ile pierwsze dwa rozdziały (całosć posiada cztery) to głównie eksploracja wyspy oraz rozmowy z jej mieszkańcami tak trzeci oraz czwarty to w większosci lochy. Wielopiętrowe, trzeba dodać, a to oznacza, że wiele razy będziecie chcieli, żeby bezimienny się gdzies wdrapał. Nie raz zgrzytałem zębami gdy po raz kolejny zawieszała mi się gra, na szczęscie dzięki opcji quick save nie było to aż tak upierdliwe, bo zapisane stany rozgrywki ładują się bardzo szybko. Czasem zdarzały mi się też zawiechy, gdy skakałem z wyższej pólki na niższą, ale te występowały o wiele rzadziej. Raz też zdarzyło mi się ‘przeteleportować’ do innej lokacji tylko dlatego, że wykonałem skok w ciasnym pomieszczeniu.

     Kolejną rzeczą, jaką podpadł mi Risen to questy, a mianowicie to jak niejasna jest częsć z nich. Niektóre zadania są tak skonstruowane, że nie tylko nie są oznaczona na mapie, ale nie mamy  żadnych wskazówek co należy zrobić. Zazwyczaj w takich przypadkach wcale nie chodzi o to, że trzeba pogłówkować i zebrać fakty do kupy. Po prostu musimy wykonać jakies inne zadanie, lub wrócić w dane miejsce nieokreslony czas poźniej. Dla osób, które nie lubią opuszczać miasta zanim nie zrobią wszystkiego lub chcą porobić misje poboczne zanim zabiorą się za quest główny będzie to irytujące, bo zadania będą mu wisieć na liscie, a gracz będzie bezradny jak dziecko we mgle. Czasem prowadziło to do sytuacji, że zastanawiałem się czy w grze nie wystąpił bląd, bo pomimo że poszedłem do oznaczonego na mapie npc, on nie miał mi nic do powiedzenia. Tak więc starajcie się nie przejmować takimi rzeczami, bo prędzej czy poźniej questy znajdą swoje zakończenie. Częsć z nich jest po prostu rozbudowana i połączona z innymi zadaniami, tyle że gracz nie ma o niczym pojecia.

 

   Widzę, że nie tylko ja byłem wczoraj u Patty na domówce.

Przy Risenie bawiłem się doskonale. Musicie jednak wiedzieć, że uwielbiam RPG akcji i jestem fanem zbierania żelastwa w grach, wymagających starć oraz niespiesznej eksploracji. Jesli macie podobnie, a Risen Was ominął, to smiało dopiszcie ten tytuł do kupki wstydu. Mnie ten wyspiarski klimat kupił z miejsca i te 25h jakie spędziłem z grą minęly bardzo szybko.

Recenzja zajęła ex aequo trzecie miejsce w głosowaniu na najlepsze recenzje użytkowników PPE.