Gameplay? Nie tylko dla fanów Gwinta

Wojna Krwi potrafi mocno wymęczyć, bo na najwyższym poziomie trudności trzeba nie tylko umiejętnie wykorzystać swoją talię, ale na początku trzeba ją stworzyć. To właśnie z tego powodu w tytule znajduje się ponad 75 dodatkowych wydarzeń, które pozwalają zdobyć dodatkowe surowce i rozbudować swoją formację. Na mapie znajduje się wiele niefabularnych walk, jednak na dobry początek warto poznawać zagadki, których poziom trudności się nie zmienia – zawsze stajemy oko w oko z tym samym problemem. Decydując się jednak na test umiejętności niezbędny jest rozwój armii, więc trzeba zbierać wspomniane surowce, które następnie inwestujemy w bazie.

W obozie mamy dostęp do sztabu, gdzie układamy talię i tworzymy karty, w namiocie królewskim czytamy listy, raporty, oglądamy mapy, zebrane klucze i fragmenty kart, w kantynie rozmawiamy z bohaterami i zbieramy dodatkowe informacje dotyczące fabuły, plac ćwiczebny pozwala wypróbować zestawy, a warsztat umożliwia rozbudowę bazy. W tym ostatnim miejscu mamy dostęp do rozwoju w zasadzie każdego wymienionego elementu obozowiska, a dzięki zainwestowanym surowcom otrzymujemy dostęp do nowych kart, ulepszamy aktualne, a możemy nawet sprawić, czy nasza armia będzie wypełniała mniej limitu, Meve otrzyma dostęp do większej liczby elementów rynsztunku, a nawet zwiększy prędkość poruszania się po mapie. Opcji jest naprawdę sporo, bo podczas kreowania armii musimy zwracać uwagę na specjalne karty, systematycznie otrzymujemy mocnych sprzymierzeńców i nie ominie nas kombinowanie, by ułożyć odpowiedni układ na kolejne wyzwania. 

Deweloperzy postanowili opowiedzieć wydarzenia za pomocą narratora, który czyta wszystkie listy, przedstawia wydarzenia, a dodatkowo od czasu do czasu mamy okazję spojrzeć na dwuwymiarowe animacje, podczas których Meve rozmawia ze sprzymierzeńcami broni oraz przeciwnikami – w tym wypadku do głosu dochodzą aktorzy, którzy ożywiają postacie i jest to bez wątpienia smakowity kąsek. Bohaterów dobrze się słucha, a pełny dubbing jest dopełnieniem udźwiękowienia – muzyka jest spokojniejsza, odpowiednio dobrana do karcianej rozgrywki, choć podczas przygody natraficie na kilka znanych, żywszych utworów.

Wojna Krwi

Wojna Krwi

Wojna Krwi

Wiedźmin przed Wiedźminem do Wiedźmina? To ma sens

Wojna Krwi: Wiedźmińskie Opowieści to początek zupełnie nowej serii, która choć potrzebuje pewnego ożywienia, to jednak potrafi w wielu miejscach zachwycić. Wiedźmińska atmosfera jest wyczuwalna od początku do końca, fabuła potrafi wielokrotnie zaskoczyć, a gameplay zainteresuje nie tylko fanów Gwinta. Deweloperzy znaleźli sposób na świetne rozbudowanie uniwersum oraz przedstawienie nowych przygód, w których Geralt nie będzie odgrywał pierwszych skrzypiec. Chętnie poznam kolejne opowieści, bo jest to idealna przystawka przed daniem głównym... Na porządnego schabowego od CD Projekt RED w tym uniwersum zaczekamy pewnie kilka lat, ale Wiedźmińskie Opowieści umilą nam to oczekiwanie.

 

Gra recenzowana na GeForce GTX 1080, i7-8700 (3.20 GHz), 8GB ramu – w trakcie przygody nie natrafiłem na błędy, a produkcja działała płynnie. Premiera na konsolach odbędzie się 4 grudnia.