Wojna Krwi to pierwsza wiedźmińska opowieść, w której główną bohaterką została Meve, królowa Lyrii i Rivii, a krewna Foltesta z Temerii i Calanthe z Cintry. Kobietę poznajemy, gdy wraca do rodzinnych stron, ale zamiast wypoczywać i wziąć kilka gorących kąpieli, nie może nawet w spokoju wrócić do komnaty, bo na jej ziemiach panuje niespotykany wcześniej chaos. Podczas nieobecności na włościach rozpętało się prawdziwe piekło, przez które kobieta została zmuszona do natychmiastowych działań - Meve wyrusza do walki z rabusiami plądrującymi tereny i chędożącymi okoliczne kobiety. Pierwsza godzina w Wojnie Krwi pokazuje, że pierwotnie zarysowany problem to dopiero początek. Królowa ma zdecydowanie dotkliwszy ból głowy, przez który zostanie zmuszona do wielkiej podróży, poszukiwania sprzymierzeńców i walki z kolejnymi siłami Cesarstwa Nilfgaardu.

Zdrada i walka? Typowe trudne sprawy

Słowem kluczowym pierwszej wiedźmińskiej przygody jest „zdrada” - liczne walki stępiły zmysły Meve, która nie potrafi znaleźć w najbliższym otoczeniu prawdziwych szczurów-krętaczy, a uczestnicząc w 12 godzinnej historii kilkukrotnie byłem świadkiem naprawdę interesujących zwrotów akcji, które w dodatku są przeładowane trudnymi wyborami. W trakcie opowieści bardzo często wybieramy pomiędzy „złem a gorszym złem”, choć nie wszystkie konsekwencje są widoczne po zakończeniu rozmowy – czasami z miejsca pogarszają nam się relacje z żołnierzami, ale zdecydowanie częściej pokłosie wydarzeń pojawia się w najmniej oczekiwanym momencie.

Wojna Krwi

Wojna Krwi

Za Wojnę Krwi odpowiadają scenarzyści Wiedźmina 3: Dziki Gon i nie są to wyłącznie nazwiska w napisach końcowych – deweloperzy zapewniają atmosferę znaną z „dużych historii”, a choć od pewnego momentu wiedziałem, jak wszystko się zakończy, to po drodze zostałem jeszcze kilkukrotnie bardzo pozytywnie zaskoczony. Twórcy dobrze manewrują wydarzeniami, potrafią pobudzić wrzucając w wir akcji ciekawych bohaterów niezależnych i w zasadzie jedynie ostatni akt odstaje od całej przygody – miałem wrażenie, że historia powinna zakończyć się w efektowniejszy sposób. Dużym plusem pracy CD Projekt RED jest zaprezentowanie świata Sapkowskiego w odrobinę innych okolicznościach – to nie jest kolejna opowieść Geralta, podczas której wcielamy się w Białego Wilka, a mamy okazję poznać uniwersum z innej strony. Wiedźmin jest przepełniony arcyciekawymi osobistościami, na które zabrakło czasu podczas znanych nam przygód, jednak Wiedźmińskie Opowieści pozwolą poznać nowych bohaterów, których trudno nie polubić. Tak właśnie jest z Meve, gdyż to naprawdę interesująca postać spotykająca na swej drodze wielu protagonistów, którzy w najmniejszym calu pasują do świata Sapkowskiego – przynajmniej trzy postacie mogłyby otrzymać własne „Wiedźmińskie Opowieści”.

Trochę Heroes of Might and Magic? Nie zaszkodzi

Wojna Krwi była pierwotnie zapowiedziana jako dodatek do Gwinta, jednak w ostatnich miesiącach projekt został znacznie rozbudowany, więc w rezultacie CD Projekt RED zdecydowało się na samodzielną przygodę. Nie jest to przypadek, ponieważ produkcja nie jest wyłącznie karcianką. Tytuł oferuje eksplorację rodem z Heroes of Might and Magic, podczas której zbieramy surowce, napotykamy NPC, by następnie za pomocą złota, drewna i żołnierzy móc rozbudowywać swoją bazę oraz armię. Gra jednak nie rezygnuje ze wszystkich elementów karcianki i wszelkie wydarzenia związane z akcją – walka, zagadki, ciekawe miejsca – opierają się już na rozgrywce z użyciem kart. Nie możemy mimo wszystko mówić o wiernym przeniesieniu systemu znanego z Dzikiego Gonu lub sieciowego Gwinta, ponieważ autorzy dosadnie przebudowali zmagania.

Wszystkie starcia odbywają się w czterech rzędach (po dwa dla gracza) i choć nadal obowiązuje zasada do dwóch wygranych rund, to jednak bardzo często napotykamy na skrócone pojedynki, w których widnieje stan jeden do jednego, a my musimy zwyciężyć w decydującym starciu. Niejednokrotnie nie możemy opierać się na swojej talii, ponieważ przykładowo w zagadkach otrzymujemy „predefiniowany” zestaw kart – przykładowo zaledwie 7 żołnierzy - i za ich pomocą musimy rozwiązać problem. Nie zawsze trzeba pokonać rywala, bo deweloperzy wpadli na fantastyczne pomysły: od czasu do czasu musimy przepchać postać na wybrane pole, wyeliminować tylko jedną z kilku kart, zniszczyć zaporę... Pomysłowość twórców zaskakiwała mnie niemal do końca. Należy tutaj na pewno podkreślić jedno – nawet najwięksi fani Gwinta będą zmuszeni do nauczenia się nowych zasad rozgrywki, bo dodano lub zmieniono ponad 250 kart. To niezbędne działanie, by zachować zdrowy balans i nie pojawiły się zestawy, które potrafią zmiażdżyć każdy układ na planszy.

Wojna Krwi

Wojna Krwi

Podczas całej opowieści odwiedzamy sześć miejscówek – Lyria, Aedirn, Mahakam, Angren, Rivia, Aldersberg – i zawsze możemy liczyć nie tylko na świeże zagadki, skarby do odnalezienia, ale również kolejnych przeciwników do pokonania oraz nowych sprzymierzeńców. Najbardziej spodobała mi się część w pasmie górskim zamieszkiwanym przez krasnoludy – nie tylko pod względem fabularnym zimowa kraina potrafi zaskoczyć, lecz prezentuje się po prostu świetnie. W zasadzie każdy teren ma „to coś” - twórcy doskonale potrafią zaprezentować atuty oraz aurę miejsca. Za każdym razem wchodząc do nowej miejscówki możemy spojrzeć na panoramę. Nie jest to oczywiście oprawa godna Dzikiego Gonu, jednak bez wątpienia pasuje do całej koncepcji. Pewnym nie do końca przemyślanym działaniem jest dla mnie problem z czyszczeniem terenów, bo deweloperzy dość niespodziewanie usunęli możliwość powracania do wcześniej wyczyszczonych krain. Ma to sens pod względem fabularnym, jednak nawet po zakończeniu opowieści nie możemy swobodnie skakać pomiędzy rejonami. W rezultacie choć moją przygodę z Wojną Krwi zakończyłem po 12 godzinach, to wiem doskonale, że poznanie tytułu na 100% zajmie dobre 20... A może nawet 30-35 godzin? Trzeba oczywiście w tym wypadku wziąć pod uwagę jeden ważny czynnik – CD Projekt RED stworzyło karciankę, w której sporo zależy od naszych kart lub rozgryzienia łamigłówki, więc trudno tak naprawdę stwierdzić ile godzin zajmie ukończenie wszystkich zadań.

Muszę w tym miejscu wspomnieć, że CD Projekt RED słucha opinii o swoim produkcie i jeszcze miesiąc temu gra posiadała wyłącznie dwa poziomy trudności. Teraz przed rozpoczęciem historii wybieramy spośród trzech poziomów, a dodatkowo stale możemy w opcjach dopasować wyzwania do swoich potrzeb. Gracze pragnący poznać wyłącznie historię bez problemu mogą skupić się wyłącznie na fabule, choć nawet wtedy należy podejść do walki, w której przeciwnik może nas zaskoczyć – po porażce można jednak minąć starcie i kontynuować poznawanie historii.