Golf z boku wydaje się grą prostą, a w tym przypadku - z akcentem humorystycznym - wręcz infantylną. Stoimy, uderzamy i wbijamy piłeczkę do dołka. Proste. Gdyby jednak przyjrzeć się bliżej, zaczynają się schody. Nieznana nam terminologia, czynniki wpływające na trajektorię lotu piłki, odpowiednie zastosowanie posiadanego zestawu kijów, czy wyczucie odległości do dołka.
To wszystko składa się na ,,easy to learn, hard to master''. I tak w gruncie rzeczy jest z niemal każdą wydaną wersją EG. Pod otoczką mii-simsowych postaci i komiksowych wstawek, gra skrywa niemalże symulacyjne podejście.   
Wystarczy rozwiązać Quiz u wąsatego profesora Koenji'ego, aby dowiedzieć się, że Albatros to nie tylko ptak, a zamierzony slice określa się mianem fade'a, zaś umyślny hook to draw.
Dochodzą do tego pojęcia chip, putt, rough, kije typu Iron, Wedge, a także dodatkowe zasady gry Stroke/Match play i można złapać się za głowę.  
Pomimo tego, że golf jest łatwy do przyswojenia w klawiszologii, to ciężej opanować terminologię, wraz z wieloma czynnikami, które wpływają na to, jak poleci lub potoczy się uderzona piłka.
Dość jednak przynudzania, bo najważniejsza jest rozgrywka. A ta prezentuje się wybornie.
Grę rozpoczynamy od kustomizacji postaci, co samo w sobie jest odejściem od wcześniejszego sposobu podbierania wyglądu pokonanych zawodników. Jeżeli twoje rodzeństwo ogrywało Simsy, a ty byłeś/aś mimowolnym obserwatorem, to wiesz czego się spodziewać. Fajna zabawa dla osób lubującymi się w przebieranki, tym bardziej, że im dalej w las, tym więcej ciuszków do wyboru i nie tylko.
Miejscem startowym jest Wyspa Golfa - miniaturowa wysepka zastępująca niejako interaktywny hub i odchodząca od standardowego menu wyboru. Nie dosyć, że możemy na niej hasać do woli, to po pewnym czasie dochodzi swobodna jazda wózkiem golfowym i dodatkowa aktywność łowienia ryb. Głównym daniem są zawody turniejowe, zarówno dla samotnego gracza, jak i podłączonego do sieci, rozgrywające się online.
Zacznijmy od singla, który po części został tu potraktowany jako rozgrzewkę przed rozgrywkami sieciowymi - co dotarło do mnie po dłuższym czasie (ale o tym za chwilę).
Jest on podzielony na 7 poziomów, a w każdym z nich robimy dokładnie to samo. Wybieramy jeden z dwóch dostępnych (nie)oficjalnych zawodów, oferujące zarówno monety, jak i doświadczenie za wskoczenie na ,,pudło'' wygranych. Zdobyte PD zapełnia odpowiedni pasek postępu, aby w pewnym momencie wyznaczyć nam postać pojedynkową, lub jak kto woli, bossa.  
Po pokonaniu trzech gigusiów, mamy dostęp do następnego w kolejce poziomu, nowe pole golfowe stoi otworem, a my szlifujemy swoje umiejętności na coraz to trudniejszym terenie, z coraz to lepszymi przeciwnikami.

 

Magia, która znana jest osobom odpalającym gry pokroju Tony Hawk's Pro Skater, czy SSX, zamknięta jest również w Everybody's Golf. Co z tego, że nie trzymałem kija w ręku i nie czesałem trick'ów na desce? Jak chcę w to grać!


I tutaj dochodzimy do największego zawodu. Everybody's Golf w takiej postaci, wspinania się po szczeblach kariery - nie jest wyzwaniem. Z początku myślałem, że wraz z kolejnymi zawodami, będą zwiększały się wymagania, pojedynki ,,na liczby'' z innymi golfistami będą wyrównane, a warunki terenowe nowo odkrytych pól, kosmiczne. Nic z tych rzeczy. Niemal od początku do końca walczymy samym z sobą, żyłując własne rekordy, a ciekawe/trudne starcia można policzyć na palcach jednej ręki.
Większym wyzwaniem mogą okazać się specjalne dodatkowe zasady lub zdradliwe ukształtowanie terenowe pola golfowego, niźli wyniki wirtualnych oponentów, różniące się średnio 3-6 wbiciami na 9 partii. Co jest dość sporą różnicą.   
Ja wiem, że gra w golfa powinna działać relaksacyjnie i zdaję sobie z tego sprawę, że to nie czysty symulator. Jednak w duchu podnoszenia swoich wyników, oczekiwałem większej próby sił, a nie odblokowania po pewnym czasie (jak na złość) łatwiejszego trybu. Rozwiązaniem, byłoby wprowadzenie od początku rozgrywki trudniejszego poziomu do wyboru, jednak twórcy na taki pomysł nie wpadli.
Warto wspomnieć o paru kluczowych aspektach, jak właściwości pola, wybór sprzętu i dodatkowe zasady, wpływające przecież na przebieg gry.
Kierunek wiatru, a ukształtowanie terenu to jedno, a rodzaj dołka i długość tee, to drugie. Możemy natrafić na tee krótkie, wtedy droga do dołka jest krótsza, lub mistrzowskie, sprawiające, że pole znacznie się wydłuża. Przed meczem wybieramy odpowiedni kij i piłeczkę, zmieniającą dynamicznie statystyki naszych umiejętności. Od kijów wzmacniających siłę, po piłeczki lekceważące wiatr. Ogólnie wariacji na temat samych zasad jest dość sporo. Wersja lustrzana pola golfowego, pogoda, wielkość dołka z nałożonymi efektami m.in. tornado zasysające piłkę, znajdującą się w pobliżu i typy rozgrywki w stylu match play, który daję punkt za każdy wygrany pojedynek - jeżeli zdobędziemy przewagę trzech, automatycznie wygrywamy.   
A wspomniałem o utrudnieniach? Typu, kara za trafienie piłeczką do ,,piaskownicy'' bunkra, czy 15-sekundowy ogranicznik czasowy na wykonanie uderzenia?
Powyższe atrakcje ubarwiają rozgrywkę i niejako wymazują z pamięci bezpłciową rywalizację z turniejowymi uczestnikami.

 

 

Rozgrywka sieciowa podzielona jest na 3 sekcje: pole otwarte, turniej międzynarodowy i bitwa golfowa. Pole otwarte to nic innego, jak wyłożenie do dyspozycji zestawu kilkunastu mini pól golfowych w sandboksowym terenie, po którym jeździmy beztrosko wózkiem, rozbijamy się po krzakach, zagadujemy mii ludków i staramy uzyskać jak najlepszy wynik wirtualnych rekordów każdego z dostępnych pól. Turniej międzynarodowy to kwalifikacje na najtrudniejszym technicznie terenie, aby później rozegrać finałowe starcie, zaś ostatnia bitwa golfowa to tworzenie własnego pokoju z indywidualnymi zasadami dla czterech graczy.   
Online cechuje się wysokim poziomem niemal wszystkich uczestniczących graczy, niejako jest - w zależności od punktu siedzenia - wisienką na torcie dla wymagających, lub zbędnym dodatkiem dla niedzielnych Krystyn.
Można dojść do wniosku, że nie ma tutaj miejsca na wyważoną rozgrywkę, z racji zbyt lamerskiego poziomu uczestników AI w karierze i wszędobylskiego hardcore'u w sieci.
Moje narzekanie ma na celu uzmysłowić przyszłych nabywców, z czym będą mieli do czynienia, jednak nie wspomniałem o najważniejszym. Feeling z gry.
Uczucie towarzyszące niezmiennie od wielu lat w każdej produkcji z tytułem Everybody's Golf jest relaksacyjne i jedyne w swoim rodzaju.
Niekończąca się przyjemność we wbijaniu Birdie, hipnotyzująca otoczka wizualno-dźwiękowa i wciąż unoszący się zapach gier tamtych lat, które budowały swoją pozycję na rynku zarówno klimatem, jak i wciągającą rozgrywką.   
Doprawdy, moje marudzenie na iluzoryczne wyzwanie, jest niczym w porównaniu z morzem niekończącego się pokładu wylewającego się miodu. To specyficzny twór, jeśli jednak trafi w gusta gracza - jest do pokochania na całe życie.
Gdy dawno temu pożyczyłem od wujka PlayStation 2 w zestawie z Devil May Cry i Hot Shots Golf 3 (amerykańska wersja tytułu), nie spodziewałem się, że ten drugi tytuł będzie częściej gościł w czytniku konsoli. Od tamtego czasu magiczny golf gościł u mnie zarówno w wersji na PSP, jak i obecnej nextgenowej.  
Cała ta wesoła otoczka w połączeniu z profesjonalizmem zasad w golfa, sprawiają, że grający przed ekranem telewizora chłonie ten sport, bez wcześniejszego zainteresowania. Magia, która znana jest osobom odpalającym gry pokroju Tony Hawk's Pro Skater, czy SSX, zamknięta jest również w Everybody's Golf.
Co z tego, że nie trzymałem kija w ręku i nie czesałem trick'ów na desce? Jak chcę w to grać!
Tak właśnie jest z prezentowaną pozycją.

 

Wystarczy przejść trening u wąsatego profesora Koenji'ego, aby dowiedzieć się, że Albatros to nie tylko ptak, a zamierzony slice określa się mianem fade'a, zaś umyślny hook to draw. Dochodzą do tego pojęcia chip, putt, rough, kije typu Iron, Wedge, a także dodatkowe zasady gry Stroke/Match play i można złapać się za głowę.


Strona graficzna, specyficzne, barwne postaci i animacje, przepiękna ,,Simsowa'' muzyka i słowno-sytuacyjne gagi to wizytówka każdej z odsłon ekipy Clap Hanz. W tej części dochodzi otoczka społecznościowa, budująca hasło ,,każdy z nas może grać w golfa!''.  
Nasz ludek nie dość, że może korzystać z gamy przypisanych gestów (przywitanie, złość) podczas swobodnej przechadzki, to podczas rozgrywki automatycznie gestykuluje na zaistniałą sytuację. Dodatkowo możemy podejść do kibica i pobrać gotowego awatara, pościgać się na wózkach golfowych i prostymi gestami pozdrowić innego gracza.
Wizualnie dochodzą do tego wielkie kolorowe napisy, rozmowy w chmurkach, kreskówkowe odpowiedniki dźwiękowe 'ding!', żyłowiowe komentarze Caddie, ogniste piłki zapalające trawę i wystrzeliwane fajerwerki po trudnym zagraniu.
Jest cukierkowo, ale nie za słodko. Rozgrywka symulacyjno-arcade'owa z idealnie odwzorowaną fizyką piłki, zdradliwymi nachyleniami terenu, czy trylionem innych czynników, wypierają młodzieżową otoczkę po kilku pierwszych partiach.
Wizualnie jest więcej niż poprawnie, zwłaszcza jak rozgrywamy pierwsze uderzenie. Rozpościerający się widok dalszego otoczenia w postaci kanionów, wysepek, czy szczytów górskich są urokliwe. Dochodzi do tego świetne wykonanie trawy (tu nie mogło być zaskoczenia), odbijające się otoczenie w tafli wody, przelatujące samoloty z widocznym cieniem na podłożu i drobne wizualia, jak zapalająca się trawa, czy bujające się korony drzew. Jedyne co boli to animacja golfisty, która pewnie pamięta czasy pierwszego PlayStation. Również przydałoby się więcej animacji podejścia do uderzanych piłek, ale możliwe, że jest to moje 'widzimisię'.
Ścieżka dźwiękowa jest miła dla ucha, relaksuje, nie denerwuje po dłuższym czasie i w sumie jak w każdej części, jest jedną z ważniejszych składników do nadania klimatu produkcji. Kojąca gitara, magiczny flet i powiew wiatru, sprawiają, że wszystko dookoła nas zwalnia.
Dopełnieniem są wszystkie nagrane dźwięki, odgłosy zawodników i kreskówkowe dżingle. A, no i polonizacja niczego sobie.

 

 

 


Everybody's Golf to seria, która nie zmienia się od lat. Jeżeli grałeś w jedną część...grałeś we wszystkie. Nie inaczej jest tutaj. Wersja z 2017 roku jest tym czym powinna - starym, dobrym EG od Clap Hanz. Z zestawem nowości w postaci społecznościowej otoczki i rozgrywek sieciowych, dochodzi masa niekończącej się zabawy w pojedynkę, z możliwością grania ze znajomymi przy jednej konsoli. Dla kogo jest gra? Dla wszystkich tych, którzy chcą się zrelaksować i przy tym doskonale bawić, bez względu na to, czy lubi golf, czy nie.
Dla mnie Everybody's Golf jest najlepszą pozytywną odskocznią od tych wszystkich wysokobudżetowych produkcji AAA, pochłoniętymi branżowymi trendami. Całe szczęście filozofia tworzenia golfa na wesoło u zdolnej ekipy, nie zmieniła się od lat. 

 

                                                                                                                  Tomek Woźniak

 

P.S. Screeny są mojego autorstwa.