Pamiętacie Kijek Prawdy o jego doskonałe tłumaczenie? Żarty i przekomiczne nazwy własne („ser podnapletkowy spodlaski”) przełożono z polotem i utrzymano w konwencji serialu. Pamiętacie? To musicie żyć wspomnieniami, ponieważ wersja na Switcha polskich napisów nie posiada. Kompletnie niezrozumiała decyzja, tym bardziej, że nawet zawierający dziesiątki tysięcy linii dialogowych Wasteland 2 wrzucił do gry wszystkie wersje językowe. Nie wspominając już o wydanym kilka miesięcy temu The Fractured but Whole

South Park: Kijek Prawdy Switch recenzja #1

Przełykając tę gorzką pigułę przejdźmy do fabuły. Dzieciaki z miasteczka South Park bawią się w LARP-a bazującego na Władcy Pierścieni. Cartman i mieszczące się w jego ogródku królestwo walczą o władzę z prowadzonymi przez Kyle’a Elfami. Szalę przechylić może potężny artefakt zwany Kijkiem Prawdy. Czy jakoś tak…

Wszyscy wiemy, że nie chodzi tutaj o opowiastkę tylko spędzenie kilku godzin w oparach absurdalnego, aczkolwiek często trafnie punktującego naszą rzeczywistość, humoru. I w tym South Park jest niezastąpione. Nad scenariuszem czuwali twórcy serialu Matt Stone i Trey Parker, więc jest przezabawnie i nikt nie ogląda się na poprawność polityczną. Wraz z postępami spotykamy wszystkie postaci regularnie występujące w serialu i wykonujemy dla nich przekomiczne zadania.

South Park: Kijek Prawdy Switch recenzja #2

Sama rozgrywka jest bardzo prosta. Swobodnie poruszamy się po niewielkiej mapie miasteczka, jednak niektóre obszary blokują przeróżne przeszkody. Z czasem otrzymujemy zdolności, które pozwalają pozbyć się blokad i otworzyć zamknięte do tej pory skróty, skrzynki i obszary. Po drodze trafiamy na wszelakiej maści przeciwników, których trzeba sklepać. Tutaj wykonujemy najróżniejsze zlecenia od szukania pogubionych przedszkolaków, przez czyszczenie niebezpiecznych dungeonów (czyt. zapuszczonych piwnic zamieszkałych przez szczury) po rozprawienie się z zalewającą miasteczko falą żuli. Sama esencja South Parka.

System walki to banalny klasyk świata RPG. Czekamy na swoją turę, wybieramy akcję i ją wykonujemy. Podczas ataków dodano element zręcznościowy, który wymaga wciśnięcia przycisku w odpowiednim momencie. Zwiększa to dynamikę na tyle, by nie czuć się znużonym po dziesięciu walkach. Nic odkrywczego, ale pasuje, jak ulał. Do ataków fizycznych dochodzą wszelkiego rodzaju czynności specjalne jak kopniak w klejnoty rzut młotkiem. Znakiem rozpoznawczym tytuły jest dość specyficzny odpowiednik ataków magicznych. Nasz bohater, Nowy Dzieciak vel Dekiel przejawia niebywały talent do… puszczania mocarnych bąków. To właśnie wszelkiego rodzaju pierdy są naszą największą bronią w walce o Kijek Prawdy.

South Park: Kijek Prawdy Switch recenzja #3

Jak to działa na konsolce Nintendo? Szybko i sprawnie, to najważniejsze. Nie zauważyłem żadnych problemów z wydajnością i szybkością wczytywania. Sama gra wygląda jak kolejny odcinek serialu, więc nawet jeśli gdzieś zdecydowano się na cięcia to tego po prostu nie widać. Standardowo dla portowanych gier w trybie przenośnym poszczególne menusy są mało przejrzyste, a dostępnej mapie brakuje czytelności. No i przydałaby się opcja powiększania napisów, bo zaproponowany standard jest mikroskopijny.

Co tu dużo gadać, The Stick of Truth na Switcha to ten sam przekomiczny South Park, jaki poznaliśmy kilka lat temu. Wulgarny i obrazoburczy humor bawi do łez, jeśli oczywiście nie jesteście zbyt wrażliwi na wszelkie tematy tabu. Boli niestety brak języka polskiego i bardzo wysoka cena, jaką przychodzi zapłacić za ten, bądź co bądź, mocno odgrzewany kotlet. Przyjemna zabawa, ale poczekajcie na solidną zniżkę.