Należę do miłośników gatunku RPG, który nie wytrzymał zalewu pozytywnych tekstów o Divinity: Original Sin II i pod koniec ubiegłego roku złamałem się, nie czekałem na konsolowe wydanie i poznałem historię na PC. Wiązało się to z kilkoma przeszkodami, więc w ostateczności i tak czekałem na poznanie historii na konsole. Belgowie nie kazali nam czekać za długo, bo od pewnego czasu na PlayStation 4 i Xboksach One jest dostępne wydanie zatytułowane Definitive Edition, które poprawia kilka elementów z podstawki, a jednocześnie po prostu pozwala poznać oczekiwaną przez wielu produkcję na kanapie.

Historia warta grzechu

Jeśli ostatnie miesiące spędziliście na Antarktydzie i nie mieliście okazji słyszeć o Divinity: Original Sin 2, to na pewno w kilku słowach warto wspomnieć o samej podstawce. Larian Studios ma w swoich szeregach niezwykle utalentowanych pisarzy, którzy przygotowali bardzo dojrzałą, wciągającą i co najważniejsze przepełnioną ciekawymi dialogami opowieść. Tutaj nikt nie rzuca w gracza znacznikami i nie mówi „idź, zbierz, przynieś, a ja zrobię Ci dobrze i dam odpowiedni klucz”. W produkcji Belgów jest w zasadzie wprost przeciwnie, bo od początku to my musimy kombinować, szukać, starać się i... Myśleć. Od pierwszej lokacji otrzymujemy swobodny dostęp – możemy podejść do postaci niezależnych, porozmawiać z nimi, czasami oni poproszą nas o pomoc, a później rozpocznie się ich opowieść, która pociągnie za sobą kolejne wydarzenia.

Szczerze mówiąc, dopiero drugie podejście do Original Sin 2 utwierdziło mnie w przekonaniu w jak dobry i ciekawy sposób autorzy przedstawiają świat, główny wątek oraz napotkane postacie – wszystko ma swoje miejsce i jest ze sobą świetnie połączone. Deweloperzy potrafią zachęcić do odkrywania, szperania po kolejnych miejscówkach, rozmowy z NPC-ami i słuchania ich. Tutaj nie ma miejsca na przeskakiwanie dialogów i grę „na szybko”, bo pozycja pozwala rozwiązać każdy problem na przynajmniej kilka sposobów, jednak za każdym razem musimy być świadomym członkiem akcji.

Jeszcze Was nie zachęciłem do belgijskiego diamentu? To na pewno warto wspomnieć, że w grze został przygotowany rozbudowany edytor postaci i choć na początku tworzymy wyłącznie jednego herosa, to wystarczy kilka odpowiednich rozmów, by do naszego zespołu dołączyły kolejne postacie. Kreator bohaterów sam w sobie jest świetnie rozbudowany, pozwala wcielić się między innymi w jaszczura czy też nieumarłego, a gdy zdecydujemy się na wybranie jednej ze stworzonych przez twórców postaci, trudno nie docenić ciekawych „bagaży” doświadczeń wymyślonych przez Belgów. Dodajmy do tego wymagającą i niezwykle satysfakcjonującą walkę przepełnioną taktyką, taktyką i jeszcze raz taktyką, a otrzymujemy RPG-a, w którym godziny przed telewizorem dosłownie uciekają. 60 godzin przy pierwszym podejściu? Trudno się zmieścić, bo to jest jeden z tych tytułów, który szczególnie docenia się przy spokojnej rozgrywce, dosłownym grzebaniu w ziemi i czerpaniu garściami ze wszystkim mikro-opowieści stworzonych przez magików.

Jeszce jeden raz

Zdaję sobie mimo wszystko sprawę, że większość naszych czytelników wpadła do tego tekstu, by dowiedzieć się najważniejszego – jak wypada konsolowe wydanie? Posiadacze PlayStation 4 i Xboksów One nie musieli długo czekać na Definitive Edition, ale autorzy znaleźli czas nie tylko na proste przeniesienie gry jeden do jednego na nowe platformy, a potrafili wykorzystać wolne chwile na usprawnienie pierwowzoru. Najważniejszą zmianą jest dopieszczenie trzeciego aktu, który w dniu pierwotnej premiery nie błyszczał – twórcy na szczęście wsłuchali się w opinie fanów i decydując się na kompleksowe zmiany, dorzucili wiele nowych rozmów i potrafili się dopieścić opowieść – według opublikowanych informacji zespół nagrał na nowo 250 000 słów, ale oczywiście trudno zmierzyć to podczas ogrywania tytułu. Jednego możecie być pewni – zmiany powodują, że produkcja jest bardziej spójna. Szczególnie docenią ten fakt osoby, które nie zamierzają lizać każdej ściany. W trzecim akcie zostały dodane niemal wszystkie nowe pojedynki, bo choć do tytułu trafiło osiem kolejnych starć, to w głównej mierze autorzy starali się dopracować właśnie ten fragment opowieści. Jestem przekonany, że wielu graczy również doceni dopracowany dziennik zadań, który pozwala teraz lepiej orientować się w sytuacji i z większą uwagą podchodzić do zadań – nie oznacza to oczywiście, że otrzymujemy dokładną lokalizację każdego zadania, ale przynajmniej wszystko wydawało mi się podczas rozgrywki lepiej ułożone i bardziej przystępne.

Belgów na pewno trzeba pochwalić za wsłuchanie się w opinie sympatyków oraz dobre podejście do konsolowego wydania – tutaj na samym starcie otrzymujemy nową lokację, która pozwala w łatwy sposób zrozumieć poruszanie się i wszystkie podstawy. Pokład statku jest typowym samouczkiem, który nie przedstawia wszystkiego w nachalny sposób, bo twórcy ubrali naukę we wstęp do fabuły. Dobrze została przygotowana także kontrola bohaterów oraz całej akcji – nie można oczywiście mówić o precyzji myszki, jednak podczas rozgrywki nie natrafiłem na moment, w którym chciałbym przesadnie ponarzekać na pada. Deweloperzy ułatwiają nawet korzystanie z ekwipunku drużyny, pozwalają w ekspresowym tempie wysyłać kilka przedmiotów jednocześnie pomiędzy postaciami i wyraźnie widać tutaj jedno – Larian Studios odrobiło zadanie domowe.

Jeśli natomiast nie jesteście największymi fanami gatunku, którzy mogą godzinami zagłębiać się w niuanse systemów i szukać odpowiednich strategii na przeciwników, to na pewno zainteresuje Was łatwiejszy poziom trudności. Nie zrezygnowano w tym wypadku z pojedynków – niektóre studia korzystają z takiego pomysłu – ale weźmiecie udział w banalnych starciach, które są w zasadzie formalnością. Czy takie ułatwienie jest potrzebne? Pewnie nie dla każdego, ale najwidoczniej zespół otrzymał informacje zwrotne, które postanowił wykorzystać i pomóc niektórym klientom, bo powiedzmy sobie to głośno – Divinity: Original Sin 2 jest wymagającą opowieścią. Każde zwycięstwo cieszy, każda porażka boli, ale ja akurat doceniam poziom wyzwań zaserwowanych przez deweloperów. Wśród wartych wspomnienia nowości znajduje się jeszcze usprawniona Arena – tryb oferujący 16 zróżnicowanych postaci. Gracze mogą wziąć udział w taktycznych pojedynkach na 13 mapach (w tym 5 zupełnie nowych miejscówkach), a bawić możemy się w pojedynkę, ze znajomymi w Sieci lub po prostu w klasycznym „ Hot Seat”. Nie możemy tutaj mówić o wielkiej rewolucji, ale bez wątpienia jest to miły dodatek... Szkoda jedynie, że konsolowe wydanie jednocześnie straciło Game Master – twórcy nie zdecydowali się wrzucić „Mistrza Gry” nawet w ograniczonej wersji na PlayStation 4 i Xboksa One.

W Divinity: Original Sin 2 możemy grać ze znajomymi – szczególnie ciekawie wypada kooperacja dwóch graczy przy jednym telewizorze – jednak niezależnie od liczby postaci na ekranie Larian Studios nie uniknęło problemów. Podczas rozgrywki na PlayStation 4 Pro trafiłem w kilku miejscach na spore spadki animacji, a kilkukrotnie przywitał mnie „niebieski ekran” konsoli z informacją o błędzie gry. Wpadki nie były nagminne, jednak na pewno warto o nich wspomnieć, bo przynajmniej do momentu kolejnej aktualizacji zachęcam do częstego zapisywania rozgrywki – miałem okazję powtórzyć kilka wymagających walk i jest to naprawdę męczące.

Perła w konsolowym wydaniu

Larian Studios to bez wątpienia jeden z deweloperów, którego produkcje można brać w ciemno. Belgowie od dawna nie zawodzą i stale rozwijają swój kunszt. Divinity: Original Sin 2 jest tego najlepszym przykładem, bo jest to świetnie ułożone domino, którego skalę docenia się dopiero po kilkunastu pierwszych godzinach – bardzo żałuję kilku napotkanych błędów, które mnie mocno poirytowały oraz wyciętego trybu Mistrza Gry.

Podczas rozgrywki nie śpieszcie się, nie biegajcie, a szukajcie, cieszcie się każdym zwycięstwem i czytajcie. To jeden z tych tytułów, który zasługuje na uwagę, bo Larian Studios nie zawiodło doprowadzając swoją epicką produkcję na konsole. Twórcy oferują kapitalną opowieść przepełnioną taktyczną walką.