Lubię, gdy deweloper nie wymyśla koła na nowo i po prostu ulepsza (albo nie psuje!) to, co działało wcześniej. Ktoś powie, że to pójście po linii najmniejszego oporu, ja jednak uważam to za rozsądne podejście. Guacamelee! 2 poszło właśnie drogą usprawnienia tego, co lekko odstawało poziomem w poprzedniczce. Nadal mamy więc do czynienia z metroidvanią, która żartami, memami i nawiązaniami do popkultury zalewa nas co krok. Z tym, że tutaj robi to jeszcze częściej i mocniej, jednocześnie przy tym nie zbliżając się nawet na moment do granicy cringe'u.

Guacamelee! 2 #1

Już sam początek gry pokazuje nam, że DrinkBox Studios nie odpuszcza. Guacamelee! 2 rozpoczyna się w ten sam sposób co klasyka gatunku - Castlevania: Symphony of the Night. Raz jeszcze przeżywamy walkę z ostatnim bossem - Calacą. Po krótkim wprowadzeniu do gry, które pozwala nam przypomnieć wydarzenia z pierwszej części, lądujemy w prawdziwej kontynuacji. Juan po pokonaniu Calaci założył rodzinę, spłodził dwójkę dzieci i po prostu się spasł, powracając do życia farmera. Nasz ex-heros jednak nie cieszy się za długo spokojem. Okazuje się, że Mexicoverse jest zagrożone przez Salvadora, luchadora, który pragnie znaleźć trzy relikty by te pomogły posiąść mu ogromną moc. Jeśli od razu wyczuliście tutaj Marvela - trop perfekcyjny. W ten oto sposób Juan raz jeszcze uratuje Meksyk. Znaczy się - Meksyk z jednego uniwersum, przy pomocy postaci z pozostałych uniwersów.

Guacamelee! 2 #2

Rozgrywka również nie doczekała się większych zmian. Ale skoro nie były potrzebne, to po co psuć to, co działa wyjątkowo dobrze? Ponownie więc będziemy biegać po dostępnych lokacjach, nierzadko wracając się by wraz ze zdobytymi umiejętnościami eksplorować niedostępne wcześniej pomieszczenia. A w nich - sekrety, ulepszenia lub nowe umiejętności. Całość została tak zgrana, by backtracking będący trzonem tego gatunku, ani przez moment nas nie męczył. W połączeniu z 7-godzinnym czasem ukończenia gry dostajemy idealnie skrojoną grę w której dodatkowo jeszcze popracowano nad elementami platformowymi, zmuszając nas nierzadko do prawdziwej gimnastyki.

Oczywiście to też nie tak, że DrinkBox nie dodało niczego nowego do Guacamelee! 2. Największa nowością jest czteroosobowa kooperacja, którą możemy odpalić w każdej chwili. Wystarczy podpiąć pada, wcisnąć Start i można grać. Do tego w grze pojawili się nauczyciele, którzy uczą nas nowych technik walki, wzmacniając te dostępne. Zwiększono także znaczenie przemiany w kurczaka. Po pierwsze - pojawiły się świątynie w których poznajemy dawno zapomniane techniki, dzięki czemu kurczak staje się kurakiem bojowym będącym w stanie spuścić oklep każdemu. Po drugie - jako kura odkryjemy sekrety prowadzące do prawdziwego zakończenia.

Guacamelee! 2 #3

Poprawie, choć nieznacznej, uległa także grafika, która jest teraz milsza dla oka i korzysta z nowych technik renderingu. Poszerzono także różnorodność przeciwników. To czego nie zmieniono to fantastyczna ścieżka dźwiękowa oraz... humor, a raczej mamy i nawiązania do popkultury wylewające się w każdej minucie gry. Im lepsza wasza wiedza w tym aspekcie, tym bardziej docenicie jak zgrabnie DrinkBox wplotło poszczególne żarty. A gdy dotrzecie do lokacji The Heart of Dankness, to padniecie ze śmiechu czytając... prawdziwe komentarze dotyczące poprzedniej odsłony.

Guacamelee! 2 #4

 

Guacamelee! 2 to gra niebezpiecznie zbliżająca się do ideału. Jeśli mieliście do czynienia z jedynką, to nawet was nie muszę przekonywać, że w dwójkę powinniście zagrać. Jeśli jednak Guacamelee! 2 miałoby być waszym pierwszym kontaktem, to radzę zrobić krok w tył, zagrać w Guacamelee!, a później wrócić i delektować się tym indyczym hitem.

Gra recenzowana była na PS4 Pro

Kod do recenzji dostarczył deweloper - DrinkBox Studios.