NieR Automata to kontynuacja kultowej gry wydanej na poprzednią generację. W tamtym przypadku trudno było jednak mówić o genialności produkcji jako całości, bo tylko muzyka i fabuła wybijała się ponad przeciętność. Brakowało budżetu, więc sporo elementów na tym ucierpiało. Gra oferowała grafikę przestarzałą nawet na tamte czasy, odrzucając topornymi i archaicznymi rozwiązaniami w rozgrywce. Dlatego tak bardzo byłem zaskoczony tym, że kontynuacja faktycznie powstaje i to jeszcze z takim rozmachem. Martwiłem się, że przez to najnowsze dzieło Taro Yoko zostanie spłycone, bo wiadomo, jak to jest z dobrze opłaconymi projektami. Moje obawy okazały się nietrafione, gdyż NieR Automata to produkcja, która jest jednocześnie wierna oryginałowi i innym grom z uniwersum, a przy okazji przewyższa je pod kątem wykonania.

NieR Automata kontynuuje wydarzenia z pierwszej części NieRa i późniejszych opowiadań, które pojawiły się w artbooku i Drama CD wydanych tylko w Japonii. Co ciekawe fabuła jest przedłużeniem jednego z żartobliwych opowiadań. Przy pierwszych podejrzeniach, że szalony Taro Yoko właśnie to wybierze jako podstawę nowej opowieści, byłem trochę sceptyczny. Znów okazało się jednak, że niepotrzebnie, bo to, co dzieje się w scenariuszu, przekroczyło moje najśmielsze oczekiwania. Trudno powiedzieć tutaj cokolwiek więcej. Każde słowo może zepsuć zabawę spostrzegawczym graczom. Wspomnę więc tylko, że fabuła jest jednocześnie czymś, w co każdy może się wciągnąć bez znajomości poprzedników, ale fani zrozumieją ją lepiej. Całość jest bardzo zmyślnie napisana, potrafi zszokować i wzruszyć, a ponadto dać do myślenia.

Wszystkie wątki w NieR Automata idealnie się łączą i uzupełniają, ale tak naprawdę dopiero trzykrotne ukończenie gry pozwala zrozumieć ją w całości. Po pierwszym przejściu miałem więcej pytań niż odpowiedzi, a dopiero przy drugim poznałem jedne z najważniejszych szczegółów i zobaczyłem zapowiedź kolejnych wydarzeń, które nie pozwoliły mi odejść od konsoli i przestać myśleć o grze. Tak, dobrze przeczytaliście. Tytuł trzeba ukończyć co najmniej trzy razy, żeby poznać cały scenariusz. Najlepiej jeszcze końcówkę powtórzyć na inny sposób, tym bardziej że później pojawia się możliwość wyboru rozdziałów. Nie obawiajcie się też tego, że będziecie musieli powtarzać coś, co dobrze znacie – już drugie przejście znacząco różni się od pierwszego. Nie dość, że pojawiają się nowe wątki, to i rozgrywka jest znacząco zmieniona. To jednak pozostawię Wam do odkrycia, bo dla mnie było to bardzo miłym zaskoczeniem. Podczas poznawania tej wspaniałej historii trafiłem na wiele smaczków oraz nawiązań do poprzednich odsłon i niejednokrotnie łezka zakręciła mi się w oku. Jako fan czułem się naprawdę usatysfakcjonowany, bo uwielbiam takie zabiegi.

NieR Automata łączy w sobie wiele różnych gatunków, robiąc to na tyle świetnie, że gra się w to po prostu wyśmienicie i nie ma ani chwili na nudę. W rozgrywce przeważają elementy RPG i gier akcji – tutaj PlatinumGames popisało się swoim niesamowicie szybkim i dynamicznym systemem walki, w tworzeniu którego osiągnęli poziom mistrzowski. Sterowanie jest bardzo intuicyjne, a walki niesamowicie widowiskowe. Nasza bohaterka porusza się bardzo szybko, nawet zdarza się jej teleportować przy prawidłowym wykonaniu uniku, a wszystko to wypada z niesamowitą gracją. Towarzyszy jej Pod – mały robot, który służy informacją i pomaga w starciach. Możemy więc jednocześnie walczyć z użyciem broni białej i wspomagać się jego strzelaniem. Z początku będą to zwykłe pociski, ale możemy znaleźć lepszy sprzęt, pozwalający nam m. in. na wystrzeliwanie samonaprowadzających rakiet. Wtedy dopiero zaczyna się prawdziwa zadyma – wybuchy, iskry, rakiety, kawałki pokonanych przeciwników i efekty cząsteczkowe towarzyszące unikom. Najlepsze w tym wszystkim jest to, że gra nie zwalnia ani na chwilę, nawet podczas najbardziej widowiskowych akcji. Dzięki temu walka to czysta poezja. Nie da się jednak ukryć, że kilka razy zdarzyły mi się małe spadki animacji podczas eksploracji, ale działo się to na tyle rzadko, że problem uważam za marginalny i w żadnym stopniu nie zepsuło mi to zabawy.

Ciekawym rozwiązaniem jest system umierania i odzyskiwania ciała. Jeśli nasz android polegnie w walce, możemy wrócić się po ciało i odzyskać utracone przedmioty. Nic nie stoi też na przeszkodzie, aby zrobić z martwego androida naszego sojusznika. Ten jednak długo nie pożyje i zdecydowanie lepiej jest odzyskać przedmioty, tym bardziej że podczas ożywiania ciała istnieje ryzyko, że stanie z nami do walki. Jeśli zaś połączymy się z serwerem gry, do dyspozycji będą również truchła innych graczy z pozostawionymi przez nich wiadomościami. Tutaj wybór mamy podobny z tą różnicą, że za poległego w walce możemy się pomodlić i w ten sposób przysłużyć się graczowi, do którego należał android. Zdecydowanie lepiej jest zdobywać przedmioty z napotykanych trupów aniżeli robić z nich sojuszników, bo i tak możemy mieć tylko jednego naraz. Podczas trudniejszej walki taki sojusznik może okazać się jednak bardzo przydatny.

W NieR Automata nie będziemy tylko machać mieczem i strzelać pociskami. Już sam początek gry pokazuje nam, że podobnie jak w poprzedniczce będziemy mieć do czynienia z miszmaszem gatunkowym. Przygodę zaczynamy od czegoś, co można określić mianem twin-stick shootera, w połączeniu z tym, co znamy z Zone of Enders, czyli walką w powietrzu na bliski dystans z użyciem mechów. Podobne momenty przewijają się na przestrzeni całej gry dość często i muszę przyznać, że jest to nie tylko świetne urozmaicenie, ale samo w sobie daje sporo frajdy. Gdyby te etapy miały służyć za podstawę do mniejszej produkcji, chętnie bym po nią sięgnął. W tym miejscu poruszę też sprawę kamery, która działała zadziwiająco dobrze. Nawet jeśli coś mi się nie podobało, to do dyspozycji miałem wiele opcji dostosowania jej do własnych potrzeb. Kamerę można swobodnie oddalić, przybliżyć i ogólnie umiejscowić w dogodnym miejscu. Co więcej, perspektywy można przypisać do różnych sytuacji – jeśli chcemy podczas walki patrzeć na akcję z góry, nic nie stoi na przeszkodzie, aby tak ją ustawić, a po walce i tak nasz punkt widzenia wraca do pozycji zaplanowanej na eksplorację. Znika więc tak częsty w japońskich produkcjach problem źle działającej kamery.

Jest to pierwszy raz, kiedy „Platynowi” dostarczyli grę z otwartym światem. Połączenie oryginalne, bo dotychczas gry akcji miały korytarzowe lokacje, szczególnie jeśli chodzi o tego dewelopera. Tu jednak mamy do czynienia z obszernymi lokacjami, podczas przemierzania których nie uświadczymy ekranów ładowania. W tym momencie dochodzimy też do tego, co tak naprawdę definiuje NieR Automata jako RPG – poza wątkiem fabularnym, możemy na chwilę odbić w bok i zająć się zadaniami pobocznymi. Jest to kolejny element, który sprawia, że oceniana tu produkcja wybija się ponad przeciętność. Misje poboczne to nie tylko aktywność dodatkowa mająca nam wydłużyć zabawę, ale coś, co faktycznie robi się z przyjemnością. Ponadto każde z nich ma znaczącą rolę w wątku głównym, bo swoją treścią wzbogaca naszą wiedzę o kolejne szczegóły pomagające zrozumieć świat gry. Same w sobie są ciekawe, zróżnicowane i nie polegają na zwykłym bieganiu za ikonkami na mapie, dając znaczne korzyści. Nie dość, że dostajemy sporo doświadczenia i waluty, to jeszcze otrzymujemy pomagające w walce nowe uzbrojenie. Nie zabrakło również świetnych zadań, które w całości są ukłonem w stronę fanów. Warto dodać, że nawet jeśli któreś z nich zepsujemy albo stracimy ważne przedmioty, to bez problemów możemy przywrócić poprzedni status, bo to od gracza zależy, kiedy zapisze stan gry. Od zawsze byłem wielkim przeciwnikiem automatycznych zapisów i bardzo ucieszył mnie brak podobnego rozwiązania. Dzięki temu sam mogłem w pełni kontrolować swój postęp, tym bardziej że można go zachować niemal na każdym kroku.

W tym miejscu poruszę temat oprawy audiowizualnej NieR Automata. Grywalna demonstracja dostępna w PlayStation Store mogła zasugerować, że będziemy mieć do czynienia z pustymi i bliźniaczo podobnymi do siebie lokacjami. Nie do końca jest to prawdą, bo trafimy do różnych miejsc. Będą to miasta zarośnięte roślinnością, zasypane piachem czy zalane wodą. Świat gry jest opustoszały z uwagi na tło fabularne, więc design musi temu odpowiadać. Uważam, że artyści odwalili w tej kwestii kawał świetnej roboty. Świat gry jest urzekający i piękny, a cała melancholia, jaką charakteryzują się miejscówki, mocno na mnie wpłynęła i tylko wzmocniła emocje płynące z poznawania scenariusza.

Wszystko to oddziałuje na gracza jeszcze bardziej, jeśli do wykreowanego świata dodamy przepiękną muzykę, która przygrywa podczas eksploracji i walk. W zależności od sytuacji posłuchamy utworów spokojnych i nastrojowych, aż po wzruszające i wzniosłe. Spodobał mi się też sposób, w jaki zgrano muzykę z akcją. Każdy z utworów rozbudowuje się w zależności od sytuacji. Jeśli przemierzamy lokację, towarzyszyć nam będzie spokojna wersja utworu. Podczas walki rozwija się do dynamicznej wersji, a w kluczowych momentach zostaje wzbogacona o wokal. Jestem ogromnym fanem muzyki z pierwszej części i nie sądziłem, że Keichii Okabe wraz z Emi Evans dorównają temu, co zrobili w kultowym dziele z 2010 roku. Muzyka jest co prawda inna, ale tak samo piękna i poruszająca. Już teraz jestem od niej uzależniony i na szczęście można jej odsłuchiwać w grze w przeznaczonym do tego miejscu. A skoro jesteśmy przy udźwiękowieniu, to zaznaczę, że świetną opcją jest zmiana wersji językowej z angielskiej na japońską. Obie prezentują się bardzo dobrze, ale mi odpowiadała angielska wersja z uwagi na głos bohaterki, który w japońskim wydaniu wydawał mi się zbyt przyjazny i niewinny.

Na koniec pozostaje kwestia poziomu trudności i czasu, w jakim da się ukończyć produkcję. Ucieszyła mnie swoboda w doborze wyzwania, dzięki czemu gra może być przystępna dla kogoś niemającego doświadczenia z podobnymi produkcjami, ale fani wyzwań też znajdą coś dla siebie. Najwyższy poziom trudności wymaga od gracza perfekcyjnej znajomości gry, bo po otrzymaniu jakichkolwiek obrażeń następuje jej koniec. Z kolei najłatwiejszy oferuje możliwość zainstalowania specjalnych umiejętności, które automatyzują walkę. Sam grałem na poziomie średnim i zdarzyło mi się zginąć jakieś dziesięć razy, z czego kilka zgonów wynikało z nadmiernego szperania po mapie i trafiania na zbyt silnych przeciwników. Gra nie jest zbyt trudna, bo tak mało śmierci na blisko czterdzieści godzin gry to praktycznie nic. Na szczęście można sobie ją utrudnić lub ułatwić w niemal każdym momencie.

NieR Automata to tytuł idealny. Spędziłem z nim wiele godzin i wciąż mi mało. Wiem też, że niejednokrotnie powrócę do tej wyjątkowej produkcji, bo takich jest naprawdę niewiele. To piękna i epicka przygoda, która nie pozwoliła mi się oderwać od konsoli i totalnie mną zawładnęła. Jedyne, do czego mógłbym się przyczepić, to bardzo rzadkie i niewielkie spadki animacji. Jednak przy fakcie, że gra działa w stabilnych 60 klatkach na sekundę prawie przez cały czas, nie ma to wielkiego znaczenia. NieR Automata zachwyca nie tylko wykreowanym światem i piękną muzyką, ale też perfekcyjnym połączeniem kilku gatunków, przez co na nudę i monotonię nie ma miejsca.