Tytułowe Overwatch to nic innego jak straż, która przez lata pilnowała porządku i pokoju na świecie. Po jakimś czasie nasi bohaterowie zaczęli być postrzegani jako niebezpieczni i zostali odsunięci od swoich obowiązków, jednak okoliczności zmusiły ich powtórnego zebrania się. Strażnicy starają się powstrzymać chaos i nie dopuścić do wojny, która wisi na włosku. Tak w skrócie prezentuje się tło fabularne Overwatch (PS4), jednak nie trzeba się w nie szczególnie zagłębiać, gdyż nie ma ono żadnego wpływu na samą zabawę.

Rdzeń rozgrywki w strzelance od Blizzarda to starcia dwóch sześcioosobowych zespołów, które walczą ze sobą na jednej z 12 map. Do dyspozycji mamy 21 różnorodnych i unikalnych bohaterów, z których każdy ma własną historię, charakter oraz, co najważniejsze, broń i umiejętności. To zadziwiające jak diametralnie zmienia się nasz odbiór gry wraz z wyborem innej postaci. Jeżeli usłyszeliście gdzieś, że OOverwatch (PS4) jest MOBĄ i na starcie Was to odstraszyło, to możecie być spokojni. Ta gra całkowicie różni się od Battleborne i innych produkcji wyżej wymienionego gatunku. Jedyną wspólną cechą tych tytułów jest wyraźny podział na klasy bohaterów i konieczność kooperacji w drużynie.

Co ciekawe, jeśli znudzi nam się nasza postać, lub po prostu chcemy nieco lepiej dostosować nasz zespół do obecnej sytuacji, to w każdej chwili możemy zmienić bohatera. Jest to świetny pomysł, gdyż balans w Overwatch (PS4) został stworzony na podstawie systemu „kamień, papier, nożyce”, czyli każdy walczący jest bardzo skuteczny w starciu z kilkoma wybranymi postaciami, lecz może nie sprawdzać się w starciu z innymi. Właśnie to żonglowanie bohaterami jest główną cechą gry, dzięki której każdy mecz wydaje się być całkowicie inny od poprzedniego, pomimo, że mamy do dyspozycji niewiele i do tego mało zróżnicowanych trybów zabawy. Wśród trybów wyróżnić możemy Eskortę, w której musimy przeprowadzić pojazd przez kilka punktów kontrolnych, Szturm, czyli atak na dwa punkty chronione przez przeciwników, Kontrolę, która wymaga przejęcia określonych lokacji a także misję łączącą warunki wygranej ze Szturmu i Eskorty. Aby każdy miał równe szanse twórcy zdecydowali udostępnić każdą postać od samego początku, więc nie musimy się bawić w żmudne nabijanie doświadczenia czy wykonywanie zadań by zagrać którąś z nich.

Na osobny akapit zasługuje matchmaking, który działa po prostu idealnie. Już po kilku sekundach czekania trafimy do wyboru postaci, a chwilę później na teren walki. Jeśli ktoś zdecyduje się opuścić drużynę, to po chwili jego miejsce zostanie wypełnione inną osobą. Wszystko działa błyskawicznie i jest bardzo wygodne. Jeżeli zdecydujemy się zagrać wspólnie ze znajomymi, to być może będziemy musieli poczekać nieco dłużej, jednak zarówno my, jak i nasi przyjaciele, zostaniemy wynagrodzeni dodatkowymi punktami doświadczenia.

Przy Overwatch (PS4) nawet takie zręcznościowe strzelanki jak Call of Duty czy Counter Strike wydają się wolne i monotonne. Tutaj co chwile strzelamy do teleportujących się, skaczących na ogromne odległości czy biegających z ogromną prędkością celów, unikamy potężnych umiejętności i koordynujemy nasze działania z resztą drużyny. Dynamika zabawy potrafi na początku przytłoczyć, jednak po paru godzinach bez problemu można się do tego przyzwyczaić, a z każdą kolejną grą coraz bardziej będziemy rozkoszowali się wszechobecnym chaosem.

Największym fenomenem Overwatch (PS4) jest fakt, że pomimo tak szybkiej rozgrywki to nie refleks i celne strzały, lecz umiejętność kooperacji, stworzenia odpowiedniej drużyny i strategia wygrywają gry. Ogromne znaczenie ma konstrukcja map, gdyż to właśnie do lokacji w której się znajdujemy musimy dostosować naszą taktykę. Niektóre miejscówki nagradzają walczących z ogromnych dystansów, inne premiują postacie unoszące się w powietrzu, a jeszcze inne skupiają się na błyskawicznych starciach na bliskich odległościach.

Aby jeszcze bardziej zachęcić nas do ciągłego grania, co każdy poziom doświadczenia zostajemy nagradzani skrzynką, w której znajdziemy kilka z całej masy przedmiotów do kolekcjonowania. Wśród nich pojawiają się skórki do postaci, nowe pozy, głosy i wiele innych drobiazgów. Takie skrzynki możemy dokupić w PlayStation Store, jednak ich zawartość nie ma żadnego wpływu na samą rozgrywkę, więc wydawanie dodatkowych pieniędzy nie postawi nikogo w lepszej sytuacji.

Zarówno oprawa graficzna jak i dźwiękowa stoją na bardzo wysokim poziomie i osobiście nie mam im kompletnie nic do zarzucenia. Modele postaci są szczegółowe, świetnie animowane, lokacje pełne detali i smaczków, a efekty umiejętności i niektórych broni robią ogromne wrażenie. Niestety kopia przeznaczona do recenzji nie pozwoliła na wybranie naszego ojczystego języka, jednak porównując angielski dubbing do tego, który miałem okazję usłyszeć podczas otwartej bety muszę przyznać, że ekipa Overwatch (PS4) brzmi po polsku lepiej, niż w oryginale.

Czy Blizzard dokonał niemożliwego i stworzył sieciową strzelaninę bez wad? Cóż, wychodzi na to, że tak. Oczywiście nie każdy polubi tak szybką i miejscami chaotyczną zabawę, jednak każdy aspekt gry został dopracowany do perfekcji i nie udało mi się znaleźć niczego, co popsułoby to wrażenie. Nie doskwierał mi również brak kampanii dla pojedynczego gracza, gdyż wiem, jak duże środki są potrzebne by takową stworzyć i cieszę się, że twórcy postanowili skupić się na innych elementach rozgrywki, zamiast wpychać misje fabularne na siłę. Jedyną bolączką jest ciągły brak gier rankingowych, jednak te mają pojawić się w ciągu najbliższego miesiąca.