Odpalając szybki mecz, pierwsze, co rzuca się w oczy, to przebudowane reversale (kontry, wyrwania z chwytów). Każdy z zawodników posiada ich określoną liczbę do wykorzystania. Niektórzy mają więcej reversali, co odbywa się kosztem innych atrybutów. Te z czasem się regenerują, ale trwa to dość długo. Zmienia to podejście gracza, bo nierzadko trzeba odpuścić kontrowanie, aby szansę spożytkować nieco później. Reversal próbujemy wykonać, gdy nad naszym zawodnikiem wyświetla się wirtualny przycisk R2. Okienko tego QTE jest cholernie krótkie. Wyuczenie nawyku trzymania palca na triggerze zajęło mi bardzo dużo czasu, a i tak moja „ultraszybka” reakcja gwarantowała mi jakieś cztery udane akcje na dziesięć prób. Widząc po raz setny napis „too fast/too late”, chciałem dosłownie pogryźć pada.

Nabiera to sensu w grze online, bo do tej pory nie trafił mi się przeciwnik, który nie popełniałby błędów. Liczcie się jednak z tym, że pojedynki sieciowe to często festiwale pomyłek. Uważam to za zaletę, bo traktując WWE jako odskocznię od FIFY i Battlefielda, mogę z biegu rozegrać walkę i jest duża szansa, że będę miał w niej coś do powiedzenia. Tym razem komponent wieloosobowy działa sprawnie. Możemy toczyć walki w wielu trybach z singla (o tym dalej), więc nikt nie powinien się nudzić. Nie zaobserwowałem żadnych lagów ani błędów. Jedyny zgrzyt to zbyt długie wyszukiwanie zawodników. Czasem trzeba spędzić parę minut w sparingowym pojedynku, zanim system znajdzie chętnego do gry.

W 2K15 mieliśmy 67 grywalnych zawodników, a w edycji 2K16 jest ich aż 120! To największa obsada wśród gier serii WWE w historii. Obok ikonicznych postaci nie mogło zabraknąć pięknych div. Ilość kosztem jakości? Bynajmniej. Zadbano o jak największą liczbę charakterystycznych ruchów i ciosów dla danego wrestlera. Niestety modele nie idą w parze z tym zróżnicowaniem. Naturalnie każdy z zawodników dba, aby jego wygląd nie mógł być pomylony z nikim innym. To pomaga programistom stworzyć iluzję idealnego odwzorowania postaci. Gdy pominiemy dziwne ochraniacze, kosmiczne okulary i badziewne makijaże, to zobaczymy twarze pozbawione szczegółów, podobne zupełnie do nikogo. Spójrzcie, jak wygląda The Rock, i wszystko stanie się jasne.

Ogólne prezencja WWE 2K16 to w dalszym ciągu średnia półka. Szybko zauważycie, że wnętrza hal są przeraźliwe puste i każda walka odbywa się w niemalże identycznym otoczeniu. Kibice oczywiście są, mają transparenty i banery, ale gdyby do tego dodać więcej szczegółów otoczenia, to nie miałbym zastrzeżeń. Weźmy takie NBA 2K, gdzie transmisja telewizyjna przełożona jest praktycznie 1:1. Prezentacja zawodnika wypada całkiem fajnie, lecz gdy ten rusza w stronę ringu przez pusty plac, gdzie jedynymi obiektami są barierki, klimat momentalnie pryska.

Tryby gry doczekały się rozbudowania. Pojedyncze starcie każe wybierać nam z kilku rodzajów - jeden na jednego, dwóch na dwóch, trzech na jednego, różne konfiguracje walk w klatce oraz totalny chaos w postaci sześciu zawodników walczących każdy z każdym w stylu Battle Royale. Wybór ogromny. Jest jeszcze WWE Universe, gdzie bierzemy udział w różnych galach stylizowanych na transmisję telewizyjną. Dostajemy program na dany wieczór i wybieramy sobie walkę. Pojedynki można konfigurować według własnych upodobań, co jeszcze bardziej zwiększa wachlarz możliwości.

Dopieszczono tryb kariery, gdzie rozwijamy stworzonego przez siebie zawodnika. Trenujemy, walczymy o pasy federacji, a po walkach udzielamy bliźniaczo podobnych wywiadów. Podczas kariery zdobywamy punkty umiejętności (SP), aby później zainwestować je w rozwój naszego zawodnika. Punkty mogą rozwijać każdą z kilkudziesięciu cech, co jest wręcz przytłaczające. Dla laika stworzenie sensownej postaci stanowi nie lada wyzwanie i przydałby się tutaj jakiś opcjonalny automat nakierowujący nas na z góry ustalony schemat rozwoju.

Najlepiej bawiłem się za to w powracającym trybie 2K Showcase. Nieprzypadkowo na okładce znajduje się Stone Cold Steve Austin, ponieważ to w niego się tam wcielamy. Mamy okazje rozegrać ikoniczne pojedynki z całej kariery legendarnego wrestlera i całość zaprezentowana jest w formie filmu dokumentalnego, do czego wykorzystano mnóstwo archiwalnych filmów i komentarzy. Same walki posiadają też cele, które musimy wykonać, aby pchnąć wszystko do przodu. Raz jest to proste spuszczenie łomotu, innym razem trzeba zakończyć walkę określonym atakiem. Archiwalne walki zaprezentowane są z filtrem nawiązującym do starych telewizorów i aż szkoda, że nie pokuszono się o tryb obrazu 4:3 dla tych wydarzeń.

WWE 2K16 zalicza duży progres względem zeszłorocznej odsłony. Poprawiono praktycznie wszystko, na co narzekali gracze. Mamy multum zawodników, widowiskowe walki, ulepszony system reversali i bardzo dużo trybów gry. Gdyby nie warstwa wizualna, byłoby bardzo dobrze.