Oparte o nordyckie legendy Brothers: A Tale of Two Sons wydaje się najlepszym tego przykładem. Fabularnie opowiada historię rodzeństwa żyjącego wraz z ojcem we wczesnośredniowiecznej wiosce. Życie całej rodziny nie było niestety zbyt szczęśliwe, gdyż spotkała ją przerażająca tragedia w postaci śmierci matki chłopców. Mimo wszystko świat się nie zatrzymał i trzeba było żyć dalej. Pewnego dnia ojciec dwójki ciężko zachorował, a jedyne lekarstwo można było znaleźć w okolicach tajemniczego drzewa rosnącego w odległej krainie. Brzmi trochę jak baśń, prawda?

Nie bez powodu, bo twórcy właśnie takie wrażenie chcieli stworzyć. Graficznie świat z początku przypomina nam właściwie Fable. Jest piękny, kolorowy, niemalże wyrwany z jakiejś legendy czy baśni. Im dalej jednak będziemy się w niego zagłębiali, tym bardziej zaczniemy zauważać, że w rzeczywistości jest to niezwykle mroczne miejsce, a cała opowieść z bajkowego świata zacznie przemieniać się w koszmar. Całość doprowadzi nas do momentu, w którym spokojnie mógłbym zarzucić twórcom emocjonalny sadyzm.

Ciekawym konceptem jest także to, że w Brothers: A Tale of Two Sons nie uświadczymy dialogów. To znaczy… są, ale bohaterowie mówią niezrozumiałym językiem, który przypomina „simlish” znany z serii The Sims. Jest to zabieg celowy, gdyż tytuł ma tak dobrze poprowadzoną narrację, że dialogi są po prostu zbędne. Otoczenie samo opowiada nam swoją baśń, ale nie jest to w żadnym wypadku coś niejasnego. Wystarczy rozejrzeć się, aby błyskawicznie pojąć historię danej lokacji.

W tych będziemy rozwiązywali proste zagadki logiczne. Nie oczekujcie niczego, co zatrzyma Was na dłużej niż minutę, ale przyznam szczerze, że mam wrażenie, iż tak właśnie miało być. Zagadki są w tej grze dodatkiem mającym urozmaicić rozgrywkę, a nie spowodować, że będziemy przez wiele godzin główkowali nad ich rozwiązaniem. Nie są może innowacyjne, ale muszę przyznać, że ich różnorodność jest naprawdę na dobrym poziomie. Cały czas napotykamy coś nowego, co powoduje, że nawet na chwilę do gry nie wkradnie się nuda. Czasami jest to zwykłe przesuwanie dźwigni, a innym razem skradanie się, ujeżdżanie kóz czy wykorzystywanie otoczenia, aby pokonać przykładowo niewidzialnego potwora. Czuć, że włożono w ten aspekt masę kreatywności, która nieustannie zaskakuje grającego.

Cechą najbardziej wyróżniającą Brothers: A Tale of Two Sons jest dosyć nietypowe sterowanie. Kontrolujemy obu braci… jednocześnie. Lewa gałka i lewy spust sterują jednym, a prawa gałka i prawy spust - drugim. Aby pokonywać kolejne przeszkody, musimy koordynować ze sobą rodzeństwo. Z jednej strony koncept jest ciekawy, z drugiej jednak zmusza nas do nieustannego wytężania uwagi. Sprawdza się to niestety różnie. Czasami pojawiają się lekkie błędy powodujące, że bracia rozchodzą się w różne strony, ale bardziej przeszkadza fakt, iż do samego końca tej krótkiej, bo trwającej zaledwie 2,5 godziny gry, nie mogłem się przyzwyczaić do tego elementu rozgrywki.

Jest to pewna wada, ale pozostałe plusy ją przytłaczają. Brothers: A Tale of Two Sons zaoferuje nam wspaniałą opowieść oraz na tyle zróżnicowaną rozgrywkę, że nie powinniśmy się nudzić nawet przez chwilę. Całości dopełnia stojąca na naprawdę porządnym poziomie grafika i muzyka. Gra prawie idealna? Jest jeden szkopuł. Wydanie na PlayStation 4 nie różni się absolutnie niczym od tego, co zobaczyliśmy na PS3 dwa lata temu. Żadnych nowych poziomów, nic. Biorąc pod uwagę, że wersja na PS4 jest dwukrotnie droższa (124 złote), to po co przepłacać? Jeśli do tej pory nie mieliście możliwości ograć, polecam zakupić grę na PlayStation 3. Różnic nie uświadczycie. Jeśli nie macie takiej możliwości, proponuję trochę poczekać. Chyba że nie macie problemów, aby zapłacić 124 złote za naprawdę dobrą, ale wciąż trwającą tylko 2,5 godziny grę.