Jeśli dobrze się bawiliście kontrolując kończyny Octodada i myślicie, że podobna zabawa z koślawym wykonywaniem codziennych czynności czeka Was tutaj – dajcie sobie spokój. Surgeon Simulator jest brutalny, mało wybacza i wymaga od gracza tak precyzyjnych operacji, jak usuwanie i wstawianie nowych zębów. Po jednej sztuce. Młotkiem. Chyba że nie zależy Wam na odblokowywaniu kolejnych transplantacji i chcecie się tylko pośmiać.

Nie zrozumcie mnie źle – Symulator Chirurga to przezabawny tytuł, niezależnie czy gracie sami, w kooperacji z kumplem (wyłącznie na PS4) czy patrzycie na czyjeś zmagania. Kontrolujemy tu ręką specjalisty, z tym że brakuje nam lat praktyki i koordynacji ruchowej. Do dyspozycji mamy takie czynności, jak łapanie przedmiotów kciukiem i palcem wskazującym, zaciskanie reszty dłoni, poruszanie całą ręką, opuszczanie jej i wychylenia nadgarstka (korzystając z żyroskopu pada lub prawego analoga).

Czy właśnie niepotrzebnie skomplikowanie opisałem „poruszanie ręką”? Trochę tak, ale na tym polega cała rozgrywka. W Symulatorze czeka nas seria przeszczepów, wśród których wstawimy nowe oczy, mózg czy nerki, a wszystko to zrobimy poprzez torowanie sobie drogi do celu, wyjęcie starego i beztroskie wrzucenie nowego organu, mniej więcej w to samo miejsce. Haczyk? Pacjent ma tylko 5,6 litra krwi, a ta przy nieostrożnych ruchach ucieka bardzo szybko.

Typowa transplantacja serca – walimy młotkiem po mostku, aż te ulegną i odsłonią płuca. Teraz czas się ich pozbyć, koniecznie rzucając bez ładu w przestrzeń, i zająć się odcinaniem serca od żył i tętnic. Skalpel? Dajcie spokój – wiertarka! Na rozległy krwotok wewnętrzny aplikujemy magiczny zastrzyk, usuwamy starą pikawę, montujemy nową i proszę bardzo – pacjent jak nowy!

Odmiennych transplantacji jest łącznie tylko sześć, lecz w kilku różnych sceneriach – na sali operacyjnej lub jadąc do niej po korytarzu, w ambulansie (który czasem wjedzie w dziurę i delikatne odcinanie tętnicy serca zamienia się w festiwal krwotoków wewnętrznych), a nawet w kosmosie. Wywalenie protez drobnych ząbków w zerowej grawitacji potrafi człowieka wyprowadzić z równowagi...

Oczywiście wszystko jest tu umowne, a przenikanie się obiektów jest tutaj na porządku dziennym - to mogę zaakceptować. Inną sprawą są okazyjne bugi, kiedy przedmioty zaczynają własnym życiem lub nie można ich w ogóle złapać. Zwyczajnie gra nie chce współpracować, przez co staranie się o całkiem wymagające trofea staje się głupią walką z wymagającym szlifu, ale też przecież domyślnie nieprecyzyjnym sterowaniem.

Cieszą także easter-eggi, stanowiące podziękowanie dla użytkowników YouTube’a, którzy w dużej mierze przyczynili się w do popularności oryginału. W Anniversary Edition ukryto specjalny tryb, gdzie operacje wykonujemy na obcej formie życia, a wymieniane u niego organy ochrzczone zostały imionami YouTube’owych chirurgów. Nawet piosenka growego rapera Dana Bulla się znalazła. Duży plus, Bossa Studios!

Surgeon Simulator: Anniversary Edition (PS4) jest ambitniejszym niż Octodad: Dadliest Catch (PS4) przedstawicielem gatunku (z braku lepszego określenia) nieprecyzyjnych gier imprezowych, chociaż walka z niektórymi wyzwaniami to męka, a w Sieci piszą, że wymagania najtrudniejszych trofeów nie do końca działają jak powinny. Na to się nie porwałem, chociaż myślę, że miałbym szansę na pececie. PS4 dostało wersję nieco uproszczoną i nastawioną bardziej na zabawnie głupawe potknięcia z niewiele pomagającym i czasem niedziałającym, acz przezabawnym co-opem dla dwóch rąk naraz. Jeśli macie kamerkę, używanie analogów zupełnie przestaje być potrzebne, ale równie dobrze gra się bez niej. Produkcja-ciekawostka, na którą pewnie nie wydacie pełnej sumy, ale jak już się znajdzie na Waszej konsoli, będzie niezastąpiona na krótką sesję rozbawienia wszystkich przed ekranem.