Planted! - recenzja gry. Moving Out ale to Stardew Valley?

Planted! - recenzja gry. Moving Out ale to Stardew Valley?

Kajetan Węsierski | Dzisiaj, 21:30
Google Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google? Dodaj do źródeł

Wszyscy znamy gry, w których sadzenie marchewki oznacza spokojny wieczór, kubek herbaty i doglądanie swojej farmy. Planted!, które dziś dla Was zrecenzuję, działa inaczej. Ogród zamienia się w arenę, warzywa w amunicję (poniekąd), a człowiek bardzo szybko odkrywa, że największym zagrożeniem dla plonów wcale nie są mszyce.

Już sam pomysł brzmi jak żart rozciągnięty do rozmiarów całej gry, ale właśnie w tym siedzi największy urok Planted!. Cloth Cat Games miesza party game, trochę sportowej rywalizacji i ogrodniczego absurdu, pozwalając siać, nawozić, zbierać, kraść i rzucać wszystkim, co akurat wyrosło pod ręką. Po kilku minutach przestaje mieć znaczenie, kto miał najlepszy plan na własną grządkę. Zaczyna się jeden wielki sajgon… Ale od początku! 

Dalsza część tekstu pod wideo

Czym jest Planted!? 

Planted! - recenzja gry. Samouczek
resize icon

Recenzowane Planted! bierze coś, co kojarzy się ze spokojem, ciszą i podlewaniem grządek, a potem wywraca ten obraz do góry nogami. To imprezowa produkcja dla maksymalnie czterech osób, w której ogród staje się areną. Trzeba więc w praktyce zdobywać punkty, zanim ktoś zrobi dokładnie to samo naszym kosztem.

Planted w zasadzie blisko do szalonej gry imprezowej, w której plan potrafi rozsypać się po kilku sekundach, bo ktoś ukradł marchewkę, inny odpalił power-up, a pół areny właśnie zamieniło się w jeden wielki warzywny chaos. Twórcy dali nam osiem różnych środowisk z własnymi zasadami i przeszkodami, rozgrywkę lokalnę oraz sieciową, a także możliwość zabawy solo. I niestety nie wszystko tu zagrało.

Co się udało? 

Planted! - recenzja gry. Ranking
resize icon

Może powinienem to zaznaczyć wcześniej, ale jestem ogromnym fanem imprezówek, które bawią się fizyką - wymaksowałem z moją obecną żoną wszystkie produkcje spod szyldu Overcooked, obie części Moving Out! i kilka innych pozycji opartych o podobne schematy. W przypadku Planted! szczerze liczyłem na podobny zachwyt i początkowo zapowiadało się dobrze.

Już po samym wejściu do menu widzimy dwie opcje rozgrywki - Tryb Przygody, a także rozgrywkę wieloosobową (którą to z kolei możemy realizować na jednym ekranie (ze znajomymi lub botami) albo online. Ta druga opcja “ogranicza się” do zaoferowania nam typowego core rozgrywki, gdzie… Przekopujemy ziemię na ograniczonym polu, sadzimy nasiona, podlewamy, opcjonalnie nawozimy, a potem wyrywamy i wrzucamy do dostawczaka, co zapewnia nam punkty. 

Proste? Proste. Jeśli natomiast chodzi o Tryb Przygody, to tutaj - muszę przyznać - już na etapie samouczka byłem pozytywnie zaskoczony. I z pełnym przekonaniem mogę napisać, że zostało to zrealizowane naprawdę dobrze. Wiecie, nawet takie “smaczki” jak rzucanie warzywami i owocami do celu, które ma nas przygotować na późniejsze rzucanie ich do ciężarówki wypada fajnie. 

A to wszystko urozmaicone o biegi z przeszkodami i labirynty! W to mi graj! Produkcje tego typu mają to do siebie, że z czasem mogą się wydawać wtórne (do tego jeszcze, niestety, wrócę). Dzięki takim małym “przerywnikom” w postaci małej zmiany rozgrywki i dowożonych mechanik dużo łatwiej jest utrzymać uwagę gracza. I - co za tym idzie - zatrzymać go na dłużej. 

A co nie zagrało? 

Planted! - recenzja gry. Walka
resize icon

No i wpada tu ten słoń w składzie porcelany - wtórność. Tryb dla jednego gracza jest spoko, ale nie jest specjalnie długi. No i to nie on miał być przecież podstawą tej produkcji. Ba, może i by był, gdybyśmy mieli możliwość realizowania go w kooperacji. W innym wypadku jest po prostu zbyt… Zwyczajny. 

Jeśli chodzi więc o zabawę multiplayer - wszak gra promowana jest jako chaotyczna “nawalanka” dla kilku graczy - szybko robi się dość powtarzalnie. Tak, mamy kilka aren (od zwykłego ogrodu aż po wulkan ze skwierczącą lawą), ale to wszystko nie wystarczy, bo sama rozgrywka jest po prostu zbyt ograniczona. Stosunkowo niewiele zmiennych, choć rozumiem, jaka idea stała za samym Planted! 

Dodatkowo, nie ma co się oszukiwać, gra tego typu nie jest prosta dla kogoś, kto wcześniej nie trzymał pada. Ba, pokuszę się o stwierdzenie, że łatwiej nowej osobie podsunąć pod nos Mario Kart, niż recenzowany projekt. Tam dostajemy intuicyjność - tutaj nieco jej zabrakło. Tak, ograniczamy się w zasadzie do analoga i dwóch guzików, ale podkręcona fizyka sprawia, że niełatwo jest trafić z daleka do ciężarówki, albo dokładnie i szybko zaorać wszystkie kwadraciki na naszym polu uprawnym. 

Podsumowując…

Planted! nie jest grą złą. Jest swego rodzaju listem miłosnym do chaotycznych “nawalanek” i zdecydowanie kryje się za tym pewien pomysł, ale do mnie na dłuższą metę nie trafił. Bawiłem się nieźle przez pierwszą godzinkę? Może dwie? Później zacząłem się łapać na tym, że brakuje mi motywacji. Nie było tego elementu, który wzbudziłby we mnie chęć zagrania jeszcze raz. I jeszcze raz. I jeszcze… 

Czy wrócę jeszcze do recenzowanego Planted!? Jest taka szansa. Nie w najbliższym czasie i na pewno nie ze znajomymi, którzy wpadną na Sylwestra, ale… Może po jakiejś większej aktualizacji? Może gdy dostanę tryb, gdzie będę mógł z partnerką walczyć w jednej drużynie? Opcji jest sporo, potencjał się tam kryje, ale na tym etapie zdaje się zakopany pod warstwą ziemi i nawozu. 

Google Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google? Dodaj do źródeł

Ocena - recenzja gry Planted!

Atuty

  • - Kolorowa, przyciągająca wzrok warstwa wizualna;
  • - Zaskakująco urozmaicona kampania dla jednego gracza;
  • - Bardzo dobrze zrealizowany samouczek;

Wady

  • - Rozgrywka, która dość szybko robi się wtórna;
  • - Stosunkowo niewielka liczba elementów, które wpływałyby na rozgrywkę;
  • - Duży chaos momentami działa odwrotnie, niż powinien;

Planted! zdecydowanie ma na siebie pomysł, ale finalnie ginie on gdzieś w dość powtarzalnej formule rozgrywki. Na ten moment wydaje się to przyjemną opcją na 1-2 godzinki zabawy, ale szybko zaczyna tu brakować elementu, który wzbudzałby we mnie chęć "jeszcze jednej rundy".
Graliśmy na: PS5

Kajetan Węsierski Strona autora
Gry są z nim od zawsze! Z racji młodego wieku, dojrzewał, gdy zdążyły już zalać rynek. Poszło więc naturalnie z masą gatunków, a dziś najlepiej bawi się w FIFIE, produkcjach pełnych akcji oraz przygód, a także dziełach na bazie anime i komiksów Marvela. Najlepsza gra? Minecraft. No i Pajączek od Insomniac Games.
cropper