Fangtopia - recenzja i opinia o grze [PS5]. Strach ma niski budżet?
Na pierwszy rzut oka wygląda na city builder z domieszką strategii. I w sumie można powiedzieć, że tym właśnie jest – ale nie do końca. Bo Fangtopia rządzi się trochę innymi prawami. I nawet potrafi wciągnąć, ale niestety na krótko. Oto recenzja gry na PS5.
W tym intrygującym indorze od Absolutely Games mamy za zadanie wybudować upiorną krainę, w której zamieszkają różnej maści potwory – wilkołaki, wampiry, yeti i inne tego typu przyjemniaczki. Tyle że nie robimy tego tak, jak w klasycznych city builderach – zamiast tego gra podsuwa nam sześciokątne kafelki z konkretnymi elementami krajobrazu czy rzeźbami terenu, a my musimy dopasowywać je do już powstałej części świata zgodnie z obowiązującymi zasadami.
Za położenie kafla, którego ściana odpowiada konkretnej wytycznej na planszy, otrzymujemy dwa punkty, ale jeśli znajdziemy miejsce, gdzie heksagon pasuje bardziej, bo graniczy na przykład z dwoma wymaganymi elementami krajobrazu lub obiektami, tych punktów będzie (dużo) więcej. Oczywiście sami nie wybieramy kafelków – otrzymujemy je losowo. W ten sposób Fangtopia wymyka się zasadom klasycznych city builderów i mocno zbliża się do rozwiązań znanych z gier logicznych.
W międzyczasie produkcja nieśmiało podsuwa nam dodatkowe cele. I tak na przykład czasem z odmętów planszy wynurza się jakiś upiorny delikwent, którego trzeba osiedlić w krainie, obudowując go uprzednio ściśle określoną rzeźbą terenu (na przykład górami). Za wykonywanie tych dodatkowych celów otrzymujemy więcej kafelków i pomnożoną liczbę punktów. To gwarantuje szybszy progres, materializowany w postaci nowych upiornych obiektów oraz kolejnych elementów krajobrazu, które urozmaicają (i zarazem trochę bardziej komplikują) dalszą rozgrywkę.
Fangtopia nie ma jakiegoś określonego końca – budowanie kontynuujemy do momentu, gdy nam się znudzi albo po prostu zabraknie nam kafelków. Do nudy zaraz wrócimy; a co do wyczerpywania heksagonów, to zawsze mamy ich ograniczoną liczbę i jeśli nie będziemy przykładać się do osiągania wspomnianych celów, po prostu nie otrzymamy kolejnych kafli i zakończymy grę.
Fangtopia ma bardzo ciekawy styl artystyczny
Mamy tu trzy tryby rozgrywki. Pierwszy to budowanie, a drugi to też budowanie, tylko z możliwością dodawania rzek i zamiany miejscami dwóch kolejnych kafelków. To strasznie mała różnorodność. Dobrze, że chociaż trzeci tryb zapewnia trochę większe urozmaicenie: tu budujemy świat, łącząc wyspy za pomocą torów kolejowych.
Niemniej i tak trudno oprzeć się wrażeniu, że ktoś albo coś mocno pospieszyło twórców, by szybko sfinalizowali pracę nad grą – i po prostu nie zdążyli zrealizować wszystkich planów czy pomysłów, choć na pewno mieli ich więcej, niż wynika to z finalnej wersji ich dzieła. Nie wiem, czy był to niski budżet, czy ustalone z góry deadline'y – cokolwiek to nie było, pewne jest, że straszyło o wiele bardziej niż wszystkie sympatyczne maszkary z gry razem wzięte.
Generalnie gameplay przez pierwsze godziny bardzo wciąga – nie mówię, że nie. Rozgrywka jest niezwykle prosta, a jednocześnie angażująca i satysfakcjonująca. Niestety te trzy tryby, z których dodatkowo dwa prawie nie różnią się od siebie, to trochę za mało – przez tak niewielką różnorodność bardzo szybko można znudzić się całą grą.
Czasem coś chrupnie
Oprawa wizualna nie wywołuje opadu szczęki, ale trzeba pamiętać, że Fangtopia to rasowy indor i nic ponad to. I jeśli spojrzymy na recenzowaną grę z tej perspektywy, to już krótka droga do konkluzji, że pod względem wizualnym wyszło nieźle. Na pewno świetnie dobrano kolory – dominują tu różne odcienie różu i błękitu, które tworzą fajne kontrastowe tło dla zielonej poświaty przemykających po planszy duchów czy pociągów widmo.
Fangtopia może się podobać, chociaż nie trafi do każdego
Styl artystyczny produkcji może się podobać. Z jednej strony jest upiornie i strasznie: nie wiadomo do końca, jakie koszmarki kryją się za murami tych maleńkich, zakrzywionych chałupek, które tak ochoczo rozrzucaliśmy po całej krainie, albo co właściwie kieruje ponurymi pługami, grasującymi po zmroku po polach. Natomiast z drugiej strony, wykreowany przez nas świat prezentuje się po prostu uroczo – bardzo groteskowo i ogólnie całkiem przytulnie.
Całość wrażeń wizualnych nieco psuje fakt, że w intensywniejszych momentach (na przykład gdy podłączamy do krainy kilka kafelków jednocześnie) gra miewa problemy z płynnością. Poza tym Fangtopia oferuje polską wersję językową. I może będzie to szukanie dziury w całym, ale trochę nieładnie wyglądają różnice w kroju pisma pomiędzy polskimi znakami a tymi podstawowymi. Te litery wyraźnie różnią się między sobą – można było trochę się postarać i dorobić polskie literki, które nieco bardziej przypominałyby krojem oryginalne.
Sterowanie wyszło nieźle
Oprawa dźwiękowa w recenzowanym tytule jest chyba taka, jaka powinna być. W tle leci relaksująca muzyczka w klimatach zjawowo-upiornych. Soundtrack świetnie komponuje się z mroczno-cukierkową atmosferą budowanych światów. Do tego dorzucono fajne dźwięki środowiskowe (wycie upiorów, krakanie wron i jakieś pianie kuraka – czy cokolwiek to było). Oczywiście zadbano też o satysfakcjonujące dźwięki łączenia kafelków.
Sterowanie DualSense nie jeży włosów na głowie. Przeciwnie, jest ono proste i intuicyjne na tyle, by ogarnąć temat w ciągu kilku pierwszych minut i później już nie zaprzątać sobie głowy zastanawianiem się, co i kiedy wciskać. Mamy jeden przycisk do układania kafelków, dwa do ich obracania i jeszcze jeden do cofania ruchu w razie, gdybyśmy w międzyczasie się rozmyślili. I to w zasadzie byłoby na tyle.
Bardzo dobrze, że nie skomplikowano tutaj niczego na siłę (a wierzcie mi, da się). Jednocześnie trochę szkoda, że nie pokuszono się o dorzucenie jakichkolwiek efektów haptycznych. Tematyka i główne założenia gry aż się o to proszą – Fangtopia ma naprawdę spory potencjał w tym względzie.
Fangtopia – czy warto zagrać?
Fangtopia to jedna z łatwiejszych produkcji, jakie wpadły mi w ręce w ostatnim czasie. Gameplay jest prostolinijny i wdzięczny, co stanowi duży atut tego tytułu – nie każda gra musi być nie wiadomo jak złożona i skomplikowana. Jednocześnie trochę nie bardzo wyszły twórcom tryby rozgrywki – można było je urozmaicić i zróżnicować, dzięki czemu chciałoby się dalej w to grać i nie nudzilibyśmy się już po paru godzinach.
Czy warto sięgnąć po ten tytuł? Dużo zależy od ceny na premierę – w momencie pisania tego tekstu nie jest ona jeszcze widoczna w żadnym z internetowych sklepów. Jeśli cena wyniesie więcej niż kilkadziesiąt złotych, to osobiście poczekałabym na jakąś promocję – chyba że w międzyczasie będą dodane jakieś nowe tryby, ale na to na razie się nie zanosi. No, chyba że akurat nie macie w co grać na Halloween – bo trzeba przyznać, że z datą premiery trafiono celująco.
Ocena - recenzja gry Fangtopia
Atuty
- prosty i angażujący gameplay
- bezproblemowe sterowanie padem
- ciekawa, trochę groteskowa oprawa wizualna
- intrygujące dźwięki i muzyka
Wady
- mało zróżnicowane tryby
- szybko może się znudzi
- problemy z płynnością rozgrywki
Fangtopia to nietuzinkowa gra logiczna, w której budujemy urocze krainy dla delikwentów rodem z horrorów. Gameplay jest niezwykle prosty, przez co tytuł nie frustruje i nawet można przy nim odpocząć. Niestety brak zróżnicowanych trybów rozgrywki sprawia, że szybko zamiast grozą zaczyna wiać tu nudą.
Przeczytaj również
Komentarze (1)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych