Zwierzęta (2026) - recenzja, opinia o filmie [Netflix]. Affleck kseruje Kurosawę
Kandydat na burmistrza Los Angeles musi zmierzyć się ze swoimi przekonaniami i znaleźć odpowiedź na pytanie ile jest w stanie poświęcić aby odzyskać z rąk porywaczy niewinne dziecko.
Kiedy Ben Affleck siada za kamerą, to wiedz, że coś się dzieje. Praktycznie wszystkie jego filmy robiły bardzo dobrą robotę, niezależnie od tego, czy mówimy o "Gone baby gone", "the Town", "Argo" czy "Air". Tym razem jednak sytuacja jest o tyle ciekawa, że zrobił on nową wersję klasycznego hitu Akiry Kurosawy, pod tytułem "Niebo i piekło". Chociaż w sumie to nie! W wywiadzie udzielonym Entertainment Weekly Ben przyznał, że nigdy nie widział oryginalnego filmu ani nie czytał książki, na której był on wzorowany, "King's Ransom" z 1959. Czyli to kompletny przepadek, że cała intryga jest niemal kropka w kropkę taka sama, wymieniając jedynie miasto i wielkie wydarzenie, na którym próbuje skupić się główny bohater. Dobra, jasne. Jak więc wyszła ta zupełnie nowa i oryginalna produkcja?
Affleck i jego współscenarzyści postanowili wrzucić w swój film wątek imigrantów i walki o dobrą prasę. Ten pierwszy mógłby być ciekawy, gdyby faktycznie zrobić z nim coś poza odnotowaniem faktu, że imigranci w Stanach istnieją, czasami nielegalnie, kiedy indziej legalnie. Ale jeśli filmowcy próbowali edukować widza to mogli pójść trochę głębiej, pokazać ich potrzeby, różnice i podobieństwa do reszty społeczeństwa - tak naprawdę cokolwiek. Pogoń za wynikami sondaży, tym o czym i jak informują media, przedstawia się już natomiast znacznie ciekawiej. Mark Kimball (Affleck) stara się zostać burmistrzem, więc mierzy każdy krok, waży każde słowo. Z pomocą swojego szefa sztabu, Sama Allisona (Steven Yeun) radzi sobie całkiem dobrze, choć na ostatniej prostej, aby zapewnić sobie zwycięstwo, będzie musiał zrobić coś, czego robić nie chce. To jednak nic w porównaniu z kataklizmem wywołanym porwaniem jego syna, Denny'ego (Christopher Woodley), przez nieznanych sprawców. Kimball i jego żona (Kerry Washington) na własnej skórze przekonają się, że aby chronić swoje dziecko, są w stanie zrobić dosłownie wszystko.
Zwierzęta (2026) - recenzja, opinia o filmie [Netflix]. Sztampowy film o porwaniu
Sam hak brzmi naprawdę zachęcająco. Widz zaczyna zastanawiać się kto i dlaczego porwał dziecko, jak daleko będą musieli się posunąć bohaterowie filmu aby je odzyskać, czy będą musieli poświęcić swoje przekonania aby to osiągnąć, co stanie się, kiedy na wierzch wyjdą ich sekrety. Rzecz w tym, że odpowiedzi na niemal wszystkie te pytania są piekielnie wręcz niesatysfakcjonujące. Zacznijmy od samej intrygi - nie ma jej. Dziecko zostaje porwane nie wiadomo przez kogo, trzeba je odzyskać. Nie powiem tutaj czy to się uda czy nie, ale wspomnę, że jeśli liczyć na jakiś ciekawy rozwój tego wątku, to srogo się zawiedziesz. Jeden, dosyć wczesny zwrot akcji interesująco zmienia dalszy tor rozwoju fabuły, ale prócz tego nie zmienia się już nic, a tożsamość porywaczy ostatecznie nie ma najmniejszego znaczenia.
Może więc aktorsko jest na co popatrzeć? Można tak powiedzieć. Affleck jako panikujący, pełen złości i innych emocji, które wreszcie mogą znaleźć ujście ojciec i polityk jest zajmujący i całkiem przekonujący. Szczególnie spodobał mi się dualizm jego postaci - ja naprawdę wierzę, że on chce dobrze i ma się za wzór cnót, ale jednocześnie widzę też siedzący tuż pod powierzchnią rasizm i, że tak to ujmę, niechęć do wydawania pieniędzy. Przez większą część seansu widz zastanawia się więc, która strona jego natury ostatecznie zwycięży, jakim człowiekiem się okaże. Scenariusz skonstruowany został na tyle zmyślnie, że w ostatnich minutach nasza opinia o nim zmienia się w dosłownie kilkuminutowych odstępach, z finałem tyleż trudnym do przełknięcia, co bardzo ludzkim, dobrze grającym z tytułem filmu.
Zwierzęta (2026) - recenzja, opinia o filmie [Netflix]. Znana obsada to jedno, ale scenariusz musi też dać jej coś do roboty
Dalej jest już, niestety, tylko słabiej. Jeszcze tak jak Gillian Anderson potrafi sprawić, że nawet względnie sztampowo napisana postać staje się ciekawa, bo to ona ją gra, nadaje jej odpowiedni ton i aurę, tak o reszcie tego samego powiedzieć się nie da. Kerry Washington w teorii gra postać nieoczywistą, z którą trudno jest sympatyzować, ale scenariusz jednocześnie próbuje sprawić abyśmy jej współczuli, abyśmy zrozumieli jej punkt widzenia, co nie udaje mu się absolutnie spektakularnie. Praktycznie wszystko, co z nią związane, od pewnego momentu najzwyczajniej w świecie działało mi na nerwy, było płaskie, banalne albo wręcz głupie. Yeun miał zadatki na taką szarą eminencję, fixera od wszystkiego, może lekko szemranego, lecz scenariusz praktycznie zapomina o nim po pierwszych 25 minutach. Kręci się cały czas w tle, coś tam się odezwie, ale nie wnosi już nic. Postacie imigrantów, pokojówki Cecilii (Adriana Paz) oraz jej partnera, Ramona (Luis Gerardo Mendez) działają natomiast odwrotnie - dużo robią, ale postacie są z nich żadne. Prawie nic o nich nie wiemy i mają skandalicznie mało dialogów.
Sam nie wiem, co w "Zwierzętach" zawiodło mnie najbardziej, fakt, że to pierwszy prawdziwie byle jaki film w reżyserii Bena Afflecka, jego powierzchowne omówienie zagadnień socjoekonomicznych w Stanach Zjednoczonych, czy może to, jak skandalicznie pusty narracyjnie i kiepsko napisany jest jako całość. Aktorzy zrobili co mogli, zdjęcia i muzyka nie są złe, ale co komu po ładnej skorupce, skoro jajko w środku zaczyna śmierdzieć. To po prostu kolejny nijaki film, jakich wychodzą obecnie dziesiątki miesięcznie. Szkoda na niego czasu.
Atuty
- Ciekawa, pełna sprzeczności postać Marka Kimballa;
- Gillian Anderson podbija stawkę samą swoją obecnością;
- Ma kilka ciekawych pomysłów...
Wady
- ...ale nie potrafi ich w pełni zrealizować;
- Mało satysfakcjonująca, trochę pusta fabuła;
- Masa komicznych skrótów fabularnych i niewyjaśnionych elementów;
- Niewykorzystany potencjał reszty obsady.
"Zwierzęta" to ciekawa koncepcja, pogrążona byle jakim wykonaniem. Od Bena Afflecka oczekiwałem znacznie więcej.
Przeczytaj również
Komentarze (2)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych