Clive Barker’s Hellraiser: Revival – recenzja gry. Uzależniające do bólu

Clive Barker’s Hellraiser: Revival – recenzja i opinia o grze [PS5, XSX, NS2, PC] Uzależniające do bólu

Krzysztof Grabarczyk | Dzisiaj, 14:00
Google Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google? Dodaj do źródeł

Hellraiser to jedno z "najcięższych" i najciekawszych uniwersów zrodzonych w latach 80., złotej erze horroru. Clive Barker ożywił Cenobitów, piekielnych okrutników żywiących się męką upatrzonych ofiar. Współcześnie dostęp do filmoteki Hellraisera wymaga głębokich poszukiwań. Starsze filmy niełatwo odnaleźć, a zapewniam, że Wasz apetyt na twórczość Barkera wzrośnie po sprawdzeniu najnowszej produkcji autorstwa Saber Interactive. Zapraszam do recenzji.

Wszystko zaczyna się od właściwego wyboru koncepcji i co ważniejsze, odpowiedniej narracji. Przed przystąpieniem do prac nad recenzowanym Clive Barker's Hellraiser: Revival ludzie ze studia Saber zwrócili uwagę na to właśnie uniwersum, które medium gier omijało szerokim łukiem. Czas więc na małą lekcję historii. Pierwsze próby przeniesienia Hellraisera na język zer i jedynek pojawiły się na początku lat 90. Nieistniejący od dawna deweloper, Color Dreams wziął się za barki z grą na konsoli NES, lecz projekt ten nigdy oficjalnie nie pojawił się w sprzedaży. Można się domyślać, że zawarte w nim treści odstraszały restrykcyjnych konserwatystów z Nintendo. Hellraiser musiał czekać ponad trzy dekady, aby zjawić się w formie gry wideo. Clive Barker's Hellraiser: Revival jest plonem inspiracji z Resident Evil, Condemned: Criminal Origins i BioShock. Im więcej godzin spędziłem w tym obscenicznym i intrygującym świecie tym więcej zapożyczeń dostrzegłem. W tej produkcji jest nawet trochę elementów charakterystycznych dla Dying Light oraz Dishonored.

Dalsza część tekstu pod wideo

Clive Barker's Hellraiser: Revival intrygowało od pierwszych materiałów. Oto pojawiła się gra, która podejmuje kultową serię filmów grozy. Saber Interactive postawili na oryginalną historię serwując nowych bohaterów i otoczkę fabularną. Tę narrację oczywiście sprzężono z postaciami samych Cenobitów. Gdy zacząłem tę przygodę z miejsca postanowiłem odświeżyć sobie całe uniwersum. Aż dziw, że do tej pory nikt nie wpadł na pomysł, aby stworzyć interaktywny horror. Z Hellraisera od zawsze biła mroczna i okrutna stylistyka. Nie inaczej jest w recenzowanej grze, do której stworzenia zaprzęgnięto silnik Unreal Engine 5. Korzystając z okazji wspomnę, że deweloperzy bardzo dobrze okiełznali technologię Epic Games bowiem przez całą rozgrywkę nie spotkałem się choćby z pojedynczym zgrzytem animacji. Clive Barker's Hellraiser: Revival jest kolejnym dowodem na to, że Unreal Engine to tech stworzony do kreacji kameralnych obszarów. 

 Clive Barker's Hellraiser: Revival serwuje nową opowieść

undefined

Fabuła recenzowanej gry otwiera się dwadzieścia lat po wydarzeniach znanych z filmów. Główny bohater, Aidan, to w gruncie rzeczy gość pochodzący z dobrego domu, w którym niczego nie brakowało. Jak to zazwyczaj bywa w takich przypadkach - chłopak szukał wrażeń i chciał od życia coś więcej niż lukratywną posadkę analityka w korporacji. Wciągnął się w towarzystwo motocyklowego gangu i stał się egzekutorem długów. W trakcie tej niechlubnej wędrówki trafił na Sunny, kobietę, w której zakochał się z wzajemnością. Dziewczyna, podobnie jak Aidan, okazała się niestabilna emocjonalnie, więc para zaczęła nadawać na podobnych falach. Poznajemy ich w interesujących okolicznościach, gdy okazuje się, że Sunny weszła w posiadanie słynnej kostki Hellraisera znanej z filmów. Jest to artefakt przyzywający Cenobitów na czele z samym Hellraiserem. Wskutek tragicznych wydarzeń Sunny zostaje poddane brutalnej torturze, a zadaniem Aidana będzie uwolnienie jej z okowu cierpień. Clive Barker's Hellraiser: Revival to wizja bardzo prowokacyjna, obsceniczna i angażująca za sprawą kompleksowej rozgrywki. Trudno będzie zagrać w coś równie wyzywającego niż "growy" Hellraiser.

Aidan trafia jednak z deszczu pod rynnę, bo na jego trop wpadli fanatycy z sekty przewodzonej twardą ręką samozwańczego proroka, Marlowe'a, który czci Cenobitów i wierzy w rozkosze płynące z męczeństwa. W Clive Barker's Hellraiser: Revival widoki okaleczonych, pozszywanych i rozczłonkowanych ciał są na porządku dziennym. Pikanterii dodaje fakt, że to wszystko prezentuje się szalenie realistycznie dzięki sprawnemu wykorzystaniu technologii Unreal Engine. W grze świetnie wypadła narracja, ponieważ fabuła prezentuje nowy odłam w tym uniwersum, dzięki czemu zachęci wielu nowych graczy do zapoznania się z przeszłością marki na kartach popkultury. Saber Interactive wzorem z takich zespołów jak brytyjskie Rocksteady (seria Batman: Arkham), napisało własną opowieść wykorzystując filmowe uniwersum jako materiał referencyjny. Do współpracy zaangażowano aktora Douga Bradleya, wcielającego się w naczelnego Cenobitę (Pinhead) w aż ośmiu filmach spod znaku Hellraisera. Do gry aktorskiej nie mogę mieć większych zarzutów, ponieważ postacie głównego bohatera oraz antagonisty napisano bardzo dobrze. Cenobitów traktowałem jako swoistą nagrodę, jak gwóźdź programu, który podsumowuje dany fragment przygody. Poza tym cała reszta historii Clive Barker's Hellraiser: Revival sprawdziła się wybornie. Świetnym dopełnieniem są tekstu umieszczone w notkach, z nich dowiemu się licznych ciekawostek o zasadach rządzących sektą oraz ideologią stojącą za czczeniem Cenobitów. 

Clive Barker's Hellraiser bardzo dobrze rotuje znane rozwiązania

undefined

Recenzowana przygoda byłaby właściwie niczym bez udanej rozgrywki. Programiści z Sabera na szczęście stworzyli mój ulubiony rodzaj doświadczeń. W poprzedniej oraz bieżącej generacji dominowały horrory oparte na standardzie hide and seek, w których albo się przekradamy albo uciekamy. Clive Barker's Hellraiser: Revival wznosi się tutaj na wyższy poziom immersji. Po wyjątkowo brutalnym prologu startujemy z wieloma możliwościami prowadzenia działań. Aidan musi przeszukiwać okolice, aby zdobyć zasoby niezbędne do wytwarzania amunicji, naprawiania broni ręcznej i leczenia. W tej materii samo zbieractwo i konieczność zdobywania nowych informacji oraz sposobów zdobywania pozornie niedostępnych elementów wyposażenia (najczęściej kodów do sejfów lub drzwi) przypomniało mi świetne produkcje spod znaku Dishonored. Ba, to nie koniec porównań do serii nieodżałowanego zespołu z Arkane, ponieważ mamy możliwość eliminacji członków sekty z ukrycia lub bezpośredniej walki. Saber Interactivie zaprojektowali całkiem dobry system wymiany ognia a walka wręcz przypomina mi rodzime Dying Light (w dodatku w samej grze pojawiają się zombie). Trudno się do czegokolwiek doczepić i ta przecież niełatwa próba scalenia wielu elementów ze znanych produkcji zdała tutaj egzamin. Sekta to nie jedyny przeciwnik. Aidan okazjonalnie trafi do labiryntu i to w zasadzie jedyny obszar w całej grze polegający na sprawnej ucieczce przed zagrożeniami. Bohatera wyposażono w sprint, wślizg i uniki. Jak na kameralny horror nasza postać sporo potrafi.

Clive Barker's Hellraiser: Revival zachwyca mnogością rozwiązań systemowych. Czy jest to gra straszna? Trudno mi było się w niej lękać czegokolwiek, chociaż sam styl prezentacji i bardzo wysoka przemoc zaadaptowana do tego świata powodowały u mnie zdziwienie i jednoczesny szacunek wobec deweloperów za kreatywną śmiałość. W jednej z misji musiałem wyeksplorować klub nocny i zebrać trzy "zabawki" dla jednej ze stałych bywalczyń, aby zdobyć możliwość przejścia dalej. W tej grze nie ma chodzenia na skróty, jest to dzieło bardzo wyraziste i dla licznych odbiorców może okazać się nawet kontrowersyjne. Ale przecież właśnie taki był Hellraiser. Studio Saber należą się brawa za odwagę i wytrwałość w dążeniu do celu. W grze czekają nas zróżnicowane lokacje, od klubów nocnych po kanały wypełnione trupami po cmentarzyska i zaświaty. Wszystko za czym biegałby tutaj fan Hellraisera. I gwoli ścisłości: jest to gra całkiem wymagająca. Walki z ludzkimi przeciwnikami należą do tych bardziej wymagających i od nas zależy jaką taktykę obierzemy. Część szaleńców nosi ciężkie pancerze, które wpierw musimy rozbić ciężkim obuchem, samo strzelanie tutaj nie wystarczy lub pochłonie znaczną część amunicji. Druga sprawa, że SI wrogich jednostek nie grzeszy przenikliwością i łatwo przewidzieć ich zachowania. Przed większymi zaś poczwarami najlepiej brać nogi za pas, co zresztą w większości przypadków podyktowane jest przez scenariusz gry. 

Clive Barker's Hellraiser: Revival nie ma sobie równych poziomem szczegółów

I choć recenzowany tytuł powstał z technologii Unreal Engine, całość należycie dopracowano. Takie poziomu szczegółów w postaci tkanek mięśniowych, oświetlenia i jakości tekstur nie widziałem w grach od dawna. Clive Barker's Hellraiser: Revival wprawdzie skupia się na zawężonych lokacjach, lecz nie jest do końca grą czysto linearną. W zależności od progresu gry do większości pomieszczeń można wrócić, aby zdobywać nowe przedmioty. W produkcji zaimplementowano również ciekawe zagadki, najczęściej wiążące się z odgadnięciem kodu lub odnalezieniem brakującego elementu zamku w drzwiach. Całość dopełnia solidna ścieżka dźwiękowa. Gra oferuje dwa tryby działania: wydajności oraz jakości. Z racji, że dla mnie oprawa to zazwyczaj kwestia drugorzędna w grach zdecydowałem się na zwiększoną ilość klatek na sekundę. Nawet przy konfiguracji redukującej rozdzielczość i poziom niektórych detali całość robiła wrażenie na konsoli PlayStation 5 Pro (dzięki PSSR). Gra nie miała żadnych problemów ze spadkami animacji, co nierzadko zdarza się przecież w produkcjach zasilanych licencją od Epic Games. Satysfakcjonujący okazał się czas trwania przygody (średnio 8-10 zależnie od stylu naszej rozgrywki). Postanowiłem uruchomić całość raz jeszcze na wyższym poziomie trudności i rozgrywka diametralnie zmieniła się w walkę o przeżycie. Postać gracza jest dwa razy słabsza a przeciwnicy są o wiele zacieklejsi. 

Clive Barker's Hellraiser: Revival to imponująca przygoda w kultowym uniwersum. Nie jest pozbawiona wad, bo nie wnosi żadnych nowatorskich rozwiązań i w zasadzie oferuje cały czas podobną narrację. Swoboda po stronie gracza jest trochę iluzoryczna, bo nawet jeśli już przekradniemy się przez sforę wroga to i tak wydarzy się coś co triggeruje nieświadomych przeciwników, aby ci rzucili się na Aidena. Z kolej sekcje w labiryncie i walki z bossami lecą wspólnym schematem: byle zdążyć do najbliższych drzwi i wklepać QTE. Jak na pierwszą grę spod znaku Hellraiser wyszło szalenie dobrze. Jest to historia dosadna (dla części widowni pewnie będzie zbyt szczera) i podana we współczesny, przystępny sposób korzystając z ciekawych, długo nieobecnych w gatunku patentów. Bardzo korzystnie wypada cena gry, bo wyrwać ją można już teraz za niemal połowę nowej gry AAA. Clive Barker's Hellraiser to jedno z moich największych, tegorocznych zaskoczeń. Mocne i porywające.

Google Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google? Dodaj do źródeł
Advertisement

Ocena - recenzja gry Clive Barker's Hellraiser: Revival

Atuty

  • Oprawa
  • Dźwięk
  • Rozgrywka
  • Historia

Wady

  • Nie straszy
  • Może okazać się zbyt kontrowersyjna w treści
  • Niskie SI jednostek wroga

Hellraiser z przytupem przenika do świata elektronicznej rozrywki. To gra obsceniczna, wyzywająca i poprawnie złożona mechanicznie. Jest horrorem, który może nie straszy tak bardzo jak reszta za to powoduje zdziwienie przy większości scen. Najsilniejszą stroną gry jest jej bezpośredniość przekazu i styl. Reszta to fuzja patentów nieobecnych w gatunku od lat. Ja to kupuję.

Krzysztof Grabarczyk Strona autora
Weteran ze starej szkoły grania, zapalony samouk, entuzjasta retro. Pasjonat sportów siłowych, grozy lat 80., kultury gier wideo. Pisać zaczął od małego, gdy tylko udało mu się dotrwać do napisów końcowych Resident Evil 2. Na PPE dostarcza weekendowej lektury, czasem strzeli recenzję, a ostatnio zasmakował w poradnikach. Lubi zaskakiwać.
cropper