Reacher (2022) - recenzja, opinia o serialu [Amazon]. Terminator też człowiek
Jack Reacher wpadł do Philly na cheesesteakai mecz baseballa, nie myśląc za wiele o niczym więcej. Lecz kiedy widzi w metrze kobietę przejawiającą wszelkie oznaki bycia zagrożeniem dla siebie i otoczenia, nie potrafi nie zareagować. Chwilę później jej nie ma już wśród żywych, a on zostaje z wyrzutami sumienia - czy mógł jej pomóc, czy to jego wina, co ją do tego pchnęło? Postanawia odnaleźć odpowiedzi na wszystkie te pytania.
Wstępnie o czwartym sezonie "Reachera" pisałem już miesiąc temu. Chwaliłem wtedy wciągającą intrygę oraz ciekawe, nowe postacie, narzekając przy tym na odrobinę naiwną narrację, proszącą widza trochę zbyt często żeby wyłączył mózg i po prostu dobrze się bawił. W tym tygodniu dojechaliśmy do końca sezonu i, cóż, wszystkie te wady i zalety są dalej aktualne. Czy to najlepszy sezon w historii serialu? Zdecydowanie nie - oryginał nadal niedościgniony. Jest jednak lepiej niż w drugim i trzecim, więc i tak solidny wynik. Uwaga: już jest po sezonie, więc będą spoilery.
Mam niewielki problem z tym, jak ludzki jest bohater Alana Ritchsona w tej opowieści. Z jednej strony to dobrze, a momenty takie jak finałowa scena sezonu i "jestem zmęczony" rzucone po długim i uciążliwym pościgu sprawiają, że widz ma szansę spojrzeć na postać w zupełnie innym świetle, dopełnić sobie jej obraz. Z drugiej zaś... Ja lubiłem to, jak niezniszczalny był Reacher w starciach z kolejnymi przeciwnikami. W pierwszym sezonie wymordował pół więzienia, samemu nie odnosząc przy tym większych strat, korzystając z bardzo brudnych taktyk. Jak było trzeba wypracować sobie przewagę żeby przeżyć, to po prostu to robił - oszukiwał, strzelał ludziom w plecy i co tam jeszcze. Ten tutejszy Reacher w większości sezonu walczy na pięści i do tego robi to znacznie bardziej technicznie i wyrównanie, samemu regularnie będąc rzucanym o ściany, ciętym i okładanym ciężkimi rzeczami. I niby bardziej to wiarygodne (minus to, że cały pocięty i podziurawiony może wciąż walczyć), ale ja tam wolałbym żeby nadal był tym pół-terminatorem, w którym publiczność zakochała się cztery lata temu.
Reacher (2022) - recenzja, opinia o serialu [Amazon]. Mocne postacie i wciągająca intryga
Świetną postacią ostatecznie okazał się być Jacob Merrick (Christopher Rodriguez Marquette). Widz od samego początku nie jest pewien, co ma o nim myśleć - przynajmniej ja nie byłem. Z jednej strony zatroskany brat i wujek, z drugiej jakaś ta jego rozpacz była taka... Potężna. Jakby odrobinę za bardzo wręcz. Później zaczynamy rozumieć, że on faktycznie po prostu aż tak bardzo przeżywa tę swoją stratę, więc z podejrzeń przechodzimy w tryb martwienia się o jego stan psychiczny, na którym jedziemy już praktycznie do końca sezonu, nigdy nie mogąc mieć pewności, jaki koniec ostatecznie go spotka. W moich oczach to bez dwóch zdań najbardziej zajmująca postać całego sezonu, choć i reszcie obsady niczego nie brakuje. Może jedynie nie do końca rozumiem skąd nagle wziął się w finale zalążek wątku romantycznego między Jacobem, a Tamarą (Sydelle Noel). Nie wiem, może coś przegapiłem, ale nigdy na przestrzeni całego sezonu nie czułem aby była między nimi jakąkolwiek chemia. Chyba że źle to odczytuję i chodziło jedynie o przyjacielskie pokazanie, że "jestem przy tobie w tej trudnej chwili", na co jednak nie do końca wskazuje fakt, że w kolejnym ujęciu odchodzą razem brzegiem plaży, wciąż trzymając się za ręce.
Rozśmieszył mnie natomiast odrobinę wątek Lili i Amishy (Agnez Mo i Anggun). Samo mącenie przez nie wody było fajne, ale już cały zwrot akcji z karambitem i fakt, że nikt z naszych bohaterów nie miał pojęcia co to takiego, gdzie każde dziecko w szkole podstawowej to ogarnia i zapewne ma drewniany albo nawet metalowy, tylko tępy, to trochę komedia. Nie do końca również podeszła mi finałowa potyczka sezonu. Była bardzo widowiskowa i, powiedzmy, że pełna napięcia - chociaż chyba nikt nie miał wątpliwości, że Reacher przeżyje - ale mam wrażenie, że twórcy serialu raz jeszcze postawili na spektakl, umniejszając przy tym postaci. Jack daje się zajść z dwóch stron, później cacka się i daje ciachać, zmniejszając swoje szanse na przetrwanie, zamiast czym prędzej wyeliminować jedno zagrożenie i skupić się w pełni na drugim. No, ale co by nie mówić, pod względem czysto rozrywkowym ogląda się to dobrze.
Reacher (2022) - recenzja, opinia o serialu [Amazon]. Spektakl ponad logikę
Czwarty sezon to jednak nie tylko łamanie kości i wybijanie zębów. To również pościgi i absolutnie odrealnione sekwencje, w których głównym bohater ponownie pokazuje, że jest istną maszyną - od zgniatania ludzi między regałami, przez przeciskanie czyjejś głowy przez kraty, na trzymaniu pancernych drzwi jako tarczy bez większego trudu kończąc. Jest widowiskowo jak zawsze, a przy tym twórcy nie bali się pobawić odrobinę konwencją, więc na przykład kiedy Reacher I spółka muszą zinfiltrować koncert muzyki filmowej, podczas akcji towarzyszy im główny motyw serii "Mission Impossible". Świetny, pomysłowy sposób na wykorzystanie pasującej muzyki autorstwa innego kompozytora w swoim filmie tak, aby nie było to chamskie kopiowanie. Niestety, jedna akcja drugiej nierówna, więc i kilka paździerzy się trafiło, z których chyba największym jest infilitracia budynku CIA przez Green. Nic w tej sekwencji nie ma sensu - od trudnego do przełknięcia faktu, że do tak ważnego, strzeżonego budynku może wejść każdy, kto ma jakąkolwiek pasującą legitymację (a czyje zdjęcie się na niej znajduje to już nieistotne, tak samo jak fakt, że "pracownik" nie ogarnia którą stroną ma ją włożyć do czytnika), przez fakt, że nora pracowniczka nic nie wie, nic nie ogarnia, nie ma swojego loginu, więc zalogujemy ją na stare dane naszej zmarłej koleżanki, po komicznie wręcz łatwą ucieczkę. Najwyraźniej włam do CIA jest najprostszą rzeczą na świecie.
Widać, że scenarzyści serialu poszli tym razem w widowisko. Nawet porównując z papierowym oryginałem, wychodzi na to, że tak jak bardzo ogólny szkielet opowieści został zachowany, tak poszczególne momenty, bity fabuły zostały odpowiednio podkręcone dla telewizji. Stawka poszła ostro w górę, wymieszana z fabułą innej książki. Czy wyszło to opowieści na zdrowie? Myślę, że tak. Zagrożenie płynące z samej tylko, pojedynczej organizacji terrorystycznej, w dużej mierze oparte na strachu wynikającym z samej jej nazwy jest już mocno nie na czasie i spora część widowni miałaby problem żeby wczuć się w tego typu intrygę. Dorzucono więc trochę dzisiejszej technologii i broń biologiczną, tworząc zagrożenie znacznie bardziej uniwersalne, jasne i zrozumiałe dla każdego. Fani książek mogą czuć pewien zawód, pewnie, choć ostatecznie i tak uważam, że scenarzyści czwartego sezonu dobrze wyczuli, w którą stronę warto podążyć.
Czwarty "Reacher" to istny rollercoaster emocji, historia w której każdy goni każdego, wygodne zbiegi okoliczności przydarzają się w hurtowych ilościach praktycznie co odcinek, a akcja nie pozwala powiekom opaść nawet podczas późnowieczornych seansów. To powiedziawszy, jest to również sezon wygładzający Reachera jako postać, pełen naiwności i raz za razem proszący by nie traktować go zbyt poważnie. Dobra opowieść, pełna dobrych postaci, ale mogło być lepiej.
Atuty
- Solidna poboczna obsada (czytaj: wszyscy poza Reacherem);
- Wciągająca, pełna zakrętów intryga;
- Zajmujący wątek Jacoba;
- Kilka naprawdę dobrych scen akcji;
- Alan Ritchson w tytułowej roli;
- Piękne zakończenie.
Wady
- Część zwrotów akcji przesadnie odklejona;
- Niektóre sekwencje do bólu wręcz naiwne.
"Reacher" zakończył kolejną sprawę i tak jak wciąż nie mam go w najmniejszym nawet stopniu dosyć, tak wydaje mi się, że twórcy serialu "poluzowali" w tym roku pasek trochę za bardzo.
Przeczytaj również
Komentarze (0)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych