Metal Gear Solid: Master Collection Vol.2 – recenzja i opinia o grze [PS5, XSX, NS2, PC]. Stare z nowym
Konami przybywa z drugim pakietem odświeżonych gier spod znaku Metal Gear Solid. Tym samym na świecznik powracają jedne z lepszych tytułów popularnego uniwersum. Na te remastery czekała większość fanów twórczości studia Kojima Productions z czasów, gdy funkcjonowało ono pod mecenatem tego wydawcy. W kontekście pierwszej kolekcji, wydanej przed dwoma laty, Metal Gear Solid Collection vol. 2 serwuje ciekawszą zawartość. Zapraszam do recenzji.
W skład recenzowanej Metal Gear Solid: Master Collection vol. 2 wchodzą trzy tytuły. Metal Gear Solid: Peace Walker, opowiadające o losach legendy, Big Bossa, który formuje własną armię „Żołnierzy bez granic” (Militaries San Frontieres). Kolejną grą jest Metal Gear Solid: Ghost Babel wydane w 2000 roku na Game Boy Color. Ostatnim i zarazem najbardziej przekonywującym do zakupu tytułem jest Metal Gear Solid 4: Guns of the Patriots, czyli gra, która po osiemnastu latach opuszcza granice konsoli PlayStation 3. Została opracowana jako tytuł na wyłączność i przez niemal dekady pozostawała niedostępna na inne platformy. Innymi słowy, gra stanowi główną kartę przetargową Metal Gear Solid Master Collection Vol. 2.
Czekałem na powrót Starego Węża. Metal Gear Solid 4: Guns of the Patriots w ciekawym stylu wieńczyło historię zapisaną w uniwersum Hideo Kojimy. Zanim jednak przystąpiłem do tej gry zwróciłem się w kierunku Peace Walker i choć to produkcja z rodowodem PlayStation Portable, oferuje jedno z najciekawszych doświadczeń w serii. Wprowadziła rozwiązania, które następnie rozwinięto w Metal Gear Solid V: The Phantom Pain. Po czasie spędzonym na przypomnieniu sobie jak dobre były i wciąż są to gry spieszę z informacją, że Metal Gear Solid: Master Collection Vol. 2 to interesujący zestaw, po który warto sięgnąć.
Metal Gear Solid: Master Collection Vol. 2 przywraca najlepsze wspomnienia

Metal Gear Solid: Peace Walker, w licznych aspektach oparto na historii napisanej w trzeciej części serii. Kilka lat wcześniej zrobiło to także Portable Ops. Tym razem twórcy postawili na stworzenie interesującego modelu rozgrywki, opartego na grindowaniu, który stał się esencjonalną częścią w Phantom Pain. W 1974 roku Snake, znany już jako legenda, Big Boss, wyrusza na tereny Kostaryki, aby powstrzymać militarny reżim dręczący okoliczną ludność. I choć była to, na pierwszy rzut oka, opowieść o człowieku, który chciał stworzyć niezależną armię, Peace Walker podejmował wątki polityczne i moralne. Oczywiście, duchy przeszłości dręczą głównego bohatera, lecz na pierwszym planie umieszczono wątek budowy bazy, Outer Heaven. Gra na dużym ekranie wypada całkiem dobrze. Sterowanie dostosowano do dwóch gałek analogowych. W wersji oryginalnej celowanie przypisywano do krzyżaka, bo PSP miało jeden płaski, analogowy grzybek.
Niezależnie od uruchomionej aplikacji na ekranie pojawia się informacja od twórców, że niektóre elementy mogą się wydawać już przestarzałe. Jakość odświeżenia nie zwala z nóg. Gracz musi się zadowolić rozdzielczością podbitą do 1080p. Z racji, że grę testowałem na konsoli PlayStation 5 Pro ostrość obrazu i tak była wyższa dzięki PSRR. W Metal Gear Solid: Peace Walker gra się wciąż dobrze, choć brak np. możliwości czołgania się jest odczuwalny. Rekrutowanie żołnierzy nadal cieszy podobnie jak zarządzenie bazą, lecz po 98 godzinach spędzonych z Phantom Pain trudno o większy zachwyt. Gra oczywiście działa znacznie szybciej niż oryginalne wydanie i ani razy nie doświadczyłem jakichkolwiek zrywów animacji. Poprawiono też oryginalny problem z detekcją obrażeń. Dzięki tym usprawnieniom właściwie przebiegłem przez tę historię. Jakość scen przerywnikowych ujętych w formie komiksów wyraźnie odstaje od rozgrywki w czasie rzeczywistym. Dla chętnych pozostaje Metal Gear Solid: Ghost Babel oparte na schemacie opracowanym w zamierzchłych czasach, gdy Hideo Kojima był młodym autorem i dopiero projektował klasyczne gry spod znaku Metal Gear na MSX. Tytuł sprawdzi się wyłącznie rozgrywka na platformie przenośnej (Switch 2, Steam Deck, itd.)
Metal Gear Solid: Master Collection Vol. 2 ma tego jednego asa w rękawie

Czas na danie główne. Czas na tytuł, który przekona wielu fanów cyklu do zakupu. Po osiemnastu z cienia PlayStation 3 wychodzi Metal Gear Solid 4: Guns of the Patriots. Przez wielu określona mianem gry kontrowersyjnej z uwagi na decyzje fabularne Kojimy oraz jego ówczesnego sztabu pisarzy. Solid Snake cierpi na przyspieszone starzenie i nikt nie potrafi ustalić dokładnej przyczyny. Jedyną nadzieją na rozpoznanie choroby byłoby odnalezienie starej znajomej, dr. Naomi Hunter. W międzyczasie do bohatera odzywa się stary znajomy, płk. Roy Campbell z propozycją nie do odrzucenia. Stary Wąż podejmuje się ostatniego zadania w karierze – powstrzymania Liquida. Metal Gear Solid 4 to gra bardzo wielowątkowa, złożona z dziesiątek scen przerywnikowych i rozmów przez Codec. To ostatni, tradycyjny Metal Gear Solid, nie licząc remake’u Snake Eatera. To także jedna z ciekawszych, postmodernistycznych gier, bo Kojima przewidział w niej wiele wydarzeń (prywatyzacja armii i digitalizacja danych).
Dzięki Metal Gear Solid: Master Collection Vol. 2 możemy rozegrać tę opowieść na nowo. Gra bardzo godnie się zestarzała, zupełnie jak je główny bohater. Już w 2008 roku oferowała patenty niedostępne nigdzie indziej. Rzeczą diametralnie wpływającą na jakość rozgrywki był specjalny kombinezon Old Snake’a, OctoCamo. Wystarczyło przylec do podłoża lub ściany, aby barwy stroju zmieniły kolor. Działa to niezawodnie po osiemnastu latach. Gra prezentuje się dużo lepiej niż w wersji PlayStation 3. Rozdzielczość została podbita i wreszcie, wyeliminowana jakiekolwiek instalacje. Była to największa zmora premierowego wydania. Teraz rozgrywka jest bardzo płynna i choć produkcja cierpi na archaizmy to uważam, że nadal warto ją sprawdzić. Oferuje mnogość interesujących rozwiązań a sceny przerywnikowe nie straciły na solidnej reżyserii. Oczywiście, przygotujcie się na więcej filmików a mniej gry, lecz taka już jest natura tej serii. Dla tej gry warto sięgnąć po Metal Gear Solid: Master Collection Vol. 2.
Metal Gear Solid: Master Collection Vol. 2 warte swojej ceny?
Docieramy do finałowego rozdziału niniejszej recenzji. Metal Gear Solid: Master Collection Vol. 2, jak wspomniałem we wstępie ma tę kartę przetargową, czyli Metal Gear Solid 4. W kolekcji zawarto dodatki jak Master Book, czyli zbiór informacji o wszystkich odsłonach cyklu. Pojawiła się również aplikacja znana wyłącznie z PlayStation 3, Metal Gear Solid 4: Data Base. Jak sama nazwa wskazuje, jest to baza danych nt. wszystkiego co związane z fabułą serii. Znajdziemy w niej informacje o postaciach, miejscach oraz wydarzeniach. Dla purystów to zawsze coś. Zapomnijcie jednak o polskiej wersji językowej. Całe wydanie jest w kilku językach oprócz naszego. Kolekcja oferuje jeszcze możliwość pobrania wersji japońskiej, gdyby ktoś chciał usłyszeć oryginalny dubbing, lecz David Haytera nie podrobi nikt. Metal Gear Solid: Master Collection Vol. 2 to interesujący zbiór, z czwartą częścią jako główną atrakcją. Niestety, aplikacje wymagają oddzielnego pobrania, więc nie mamy tej kolekcji od razu w pakiecie zbiorczym. To kusząca kolekcja dzięki jednej grze. Zdecydujcie, czy chcecie w nią zagrać. Uprzedzam, że wyciągnięcie wszystkich osiągnięć/trofeów w Metal Gear Solid 4 to żmudne i karkołomne zadanie. Tylko dla odważnych.
Ocena - recenzja gry Metal Gear Solid: Master Collection Vol. 2
Atuty
- Metal Gear Solid 4
- wciąż dobry Peace Walker
- dodatkowa zawartość
Wady
- brak wersji PL
- aplikacje trzeba pobrać oddzielnie
- ulepszeń powinno być więcej
Metal Gear Solid: Master Collection Vol. 2 kupuje uwagę dzięki Guns of the Patriots. Reszta to tak naprawdę ciekawostki. Peace Walker ma swoje momenty, lecz po Phantom Pain już nikgo nie zaskoczy. Reszta to zwykła kosmetyka i nostalgia. Pudełkowe wydania stają się pieśnią przeszłości, więc kupujcie póki są w ludzkiej cenie.
Graliśmy na:
PS5
Przeczytaj również
Komentarze (11)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych