Wielkie kłamstwo obecnej generacji. Gracze odwracają się od PlayStation i Xboksa, bo mają wyraźny powód

Wielkie kłamstwo obecnej generacji. Gracze odwracają się od PlayStation i Xboksa, bo mają wyraźny powód

Łukasz Musialik | Dzisiaj, 10:00
Google Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google? Dodaj do źródeł

Jeszcze dekadę temu wojenki konsolowe budziły autentyczne emocje, a wybór między niebieskim a zielonym obozem był dla graczy czymś więcej niż zakupem sprzętu - stanowił deklarację tożsamości i wiarę w konkretną filozofię grania. Dziś ten dawny spór brzmi jak echo naiwnej przeszłości.

Na placu boju nie ma już bohaterów, którym warto bezkrytycznie kibicować. PlayStation i Xbox, zamiast rywalizować o nasze serca innowacją i szacunkiem do portfela, zjednoczyły się w czymś zgoła innym, a mianowicie w metodycznym niszczeniu zaufania budowanego przez pokolenia. Gracze nie odwracają się od konsol z kaprysu. Przestaliśmy wierzyć obietnicom obu gigantów, ponieważ krok po kroku złamali niepisaną umowę społeczną, zamieniając pasję w chłodną, korporacyjną kalkulację zysków.

Dalsza część tekstu pod wideo

PlayStation / płyty z grami
resize icon

Arogancja lidera, czyli przypadek PlayStation

Początek końca złudzeń wobec PlayStation nastąpił w chwili, gdy z japońskiego giganta opadła maska mecenasa ambitnych gier, a na wierzch wyszła niczym nieposkromiona arogancja rynkowego dominatora. Kiedy Sony promowało PS4 hasłem „For the Players”, uwierzyliśmy, że ktoś w Tokio naprawdę rozumie naszą pasję. Dziś z tamtej empatii nie zostało nic. Symbolem obecnej generacji stała się premiera PlayStation 5 Pro - sprzętu wycenionego na zaporowym pułapie, z którego bezczelnie wycięto napęd na płyty oraz podstawkę pionową, każąc sobie za te podstawowe elementy słono dopłacać. To jawny komunikat, aby zapłacić fortunę za skromny skok technologiczny, a jeśli macie fizyczną kolekcję gier, zapłacicie podwójnie.

Równolegle korporacja ugrzęzła w obsesyjnym poszukiwaniu sieciowych hitów-usług, topiąc setki milionów dolarów w projekty, których nikt nie chciał. Spektakularna klęska strzelanki „Concord”, wyłączonej zaledwie dwa tygodnie po premierze i po 8 latach kosztownej produkcji, obnażyła kompletne oderwanie zarządu od rzeczywistości. Zamiast wybitnych nowości definiujących generację, otrzymaliśmy zalew zbędnych remasterów gier sprzed kilku lat, ciche podwyżki cen kontrolerów DualSense oraz agresywne wymuszanie kont PSN na rynku PC. To ostatnie doprowadziło zresztą do buntu przy „Helldivers 2” i zablokowania sprzedaży gry w ponad stu krajach. Sony uznało po prostu, że pozycję monopolisty można bezkarnie monetyzować kosztem godności najwierniejszych fanów.

Xbox Game Pass logo
resize icon

Chaos i zdrada zielonego obozu

O ile grzechy PlayStation wynikają z pychy lidera, o tyle przypadek Xboksa to podręcznikowy przykład tożsamościowego bankructwa i niekończącego się chaosu. Phil Spencer przez lata budował wizerunek przyjaznego gracza, obiecując pod szyldem Game Passa demokratyczną oazę taniej rozrywki. Społeczność zaufała tej wizji i kupowała konsole Series X oraz S, wierząc, że po gigantycznych zakupach wydawców takich jak ZeniMax czy Activision Blizzard, nadejdzie złoty wiek platformy. Zamiast tego zafundowano nam festiwal bezradności, a Asha Sharma musi ten cały burdel nie tyle posprzątać co ogarnąć. Microsoft bez wahania zamknął uwielbiane studio Tango Gameworks, twórców obsypanego nagrodami „Hi-Fi Rush”, a tysiące deweloperów zwolniono w imię księgowych optymalizacji - setki poszło na „przymusowy urlop” całkiem niedawno podczas trwającej ciągle reorganizacji.

Co gorsza, najnowsze działania marketingowe, w tym kampania „This is an Xbox”, unieważniły sens zakupu dedykowanego sprzętu. Przerzucenie kluczowych, dotychczas ekskluzywnych marek - od „Sea of Thieves” po „Indiana Jones” - na konkurencyjne PlayStation 5 dowiodło, że własna konsola stała się dla firmy zbędnym balastem. Gdy dodamy do tego drastyczne podwyżki cen abonamentu i wycięcie gier premierowych z tańszych progów usługi, wprowadzone limity na granie w chmurze, to obraz staje się przerażająco jednoznaczny. Posiadacze Xboksa poczuli się jak naiwni fundatorzy cudzej ekspansji. Zainwestowali w sprzęt, którego producent sam przestał bronić, redukując ich lojalność do roli zwykłej aplikacji w chmurze i kolejnej rubryki w Excelu.

Assassin's Creed Shadows PS5 Pro PSSR
resize icon

Bańka AAA pękła na naszych oczach

U podłoża tego podwójnego kryzysu leży jednak zjawisko znacznie szersze - definitywne pęknięcie bańki segmentu wysokobudżetowych gier AAA, w którym koszty produkcji urosły do absurdalnych rozmiarów, zabijając jakąkolwiek kreatywność i odwagę. Prace nad pojedynczym tytułem trwają dziś po sześć czy siedem lat i pochłaniają astronomiczne kwoty, co doprowadziło do wszechobecnego paraliżu wydawniczego. Gry stały się sterylnymi, bezpiecznymi produktami korporacyjnymi, za które żąda się od nas już niemal 300-350 złotych, a w środku i tak upycha się mikrotransakcje oraz przepustki sezonowe rodem z darmowych aplikacji na telefony.

Ta generacja konsol miała być technologicznym skokiem w przyszłość, a stała się erą bolesnych kompromisów, sztucznego skalowania obrazu i walki o utrzymanie płynności. Metodyczny odwrót wydawców od płyt obnażył przy okazji iluzję cyfrowej własności - płacimy pełną cenę za tymczasowe licencje, które można w każdej chwili zmodyfikować lub skasować z serwerów. W tym samym czasie pecetowy renesans, triumfy konsol przenośnych typu Steam Deck oraz spektakularne sukcesy tytułów niezależnych pokroju „Balatro” udowodniły, że autentyczna innowacja nie potrzebuje budżetów z Hollywood. Obaj konsolowi giganci zapomnieli o najważniejszym - technologia pozbawiona szacunku dla odbiorcy staje się jedynie drogim plastikiem kurzącym się pod domowym telewizorem.

Horizon
resize icon

Koniec iluzji

Utrata wiary w PlayStation i Xboksa nie wynika z chwilowej nostalgii ani internetowego malkontenctwa. To w pełni racjonalna reakcja obronna dojrzałej społeczności na zerwanie umowy, która przez dekady napędzała tę branżę. Kupowaliśmy konsole w oparciu o zaufanie, że stojące za nimi korporacje szanują naszą pasję i traktują nas jak partnerów, a nie tylko rekordy w tabelkach przychodów.

Dziś to poczucie bezpowrotnie stopniało pod naporem chciwości, masowych zwolnień i dyktatu giełdowych wskaźników. Jako gracze wciąż bezgranicznie kochamy wirtualne światy, lecz przestaliśmy wielbić platformy, które widzą w nas wyłącznie dojne krowy. Nie odwróciliśmy się od konsol z braku miłości do gier - to PlayStation i Xbox odwróciły się od nas, brutalnie zamieniając pasję w kolejny, comiesięczny rachunek do zapłacenia.

Google Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google? Dodaj do źródeł
Łukasz Musialik Strona autora
Dla niego gry to nie tylko piksele na ekranie, ale przede wszystkim emocje i historie, które zostają w głowie na lata. Kolekcjoner wspomnień, który potrafi docenić zarówno wysokobudżetowe hity, jak i niszowe perełki od twórców niezależnych. Wierzy w ideę „gaming łączy, a nie dzieli”, dlatego z równym entuzjazmem podchodzi do każdej platformy, która ma do zaoferowania coś ciekawego. Gdy nie trzyma pada w dłoniach, pewnie planuje, w jaki sposób zmieścić na dysku kolejną wielką produkcję, obiecując sobie, że tym razem na pewno ją ukończy.
cropper