Aktualna generacja jest przesiąknięta najróżniejszymi kotletami, ale tylko nieliczne gry prezentują oczekiwaną jakość. Jedną z takich produkcji jest bez wątpienia Crash Bandicoot N-Sane Trilogy, który w ubiegłym roku trafił na PlayStation 4, a kilka dni temu wylądował na Xboksie One, Nintendo Switch i komputerach osobistych. W ostatnich dniach miałem okazję sprawdzić wersję na sprzęt Microsoft i ponownie zostałem pozytywnie zaskoczony jakością produkcji.

Znana zawartość z małą aktualizacją

Activision nie postanowiło wyróżnić posiadaczy jakiejkolwiek platformy, więc Crash Bandicoot N-Sane Trilogy posiada na wszystkich urządzeniach standardową zawartość – gracze otrzymują Crash Bandicoot, Crash Bandicoot 2: Cortex Strikes Back i Crash Bandicoot 3: Warped, czyli trzy przygody znanego bohatera, których poznanie zajmie zainteresowanym od 12 do 17 godzin, ale chcąc wycisnąć z tych przygód pełnie radości, musicie przygotować około 40-43 godziny. Wśród skromnych nowości można wyróżnić dwa dodatkowe poziomy – pierwszy Stormy Ascent pochodzi jeszcze z oryginalnego Crasha, bowiem deweloperzy zadecydowali się ukończyć lokację porzuconą przez Naughty Dog, a druga Future Tense to pierwszy od 20 lat zupełnie nowy poziom w historii Crasha. Szczególnie przypadła mi do gustu ta druga lokacja, która oferuje spore wyzwania, a jednocześnie pozwala wykorzystać wszystkie zdobyte wcześniej umiejętności głównego bohatera – to w zasadzie dobre podsumowanie całej trylogii, która mam wrażenie nie pojawia się w grze bez przyczyny.

Crash N Xbox One 1

Crash N Xbox One 1

Gameplay to w zasadzie „stary, dobry Crash”, którego wielu mogło poznać już w ubiegłym roku. Jeśli jednak nie mieliście nigdy okazji zagrać w N-Sane Trilogy, to na pewno warto wspomnieć, że Naughty Dog na przestrzeni 1996-1998 roku zaoferowało graczom trzy przygody rudego jamraja, który na zawsze odmienił życie wielu fanów elektronicznej rozgrywki. Te trójwymiarowe platformówki, w których przemierzamy kolejne światy, biegamy za owocami wumpa, eliminujemy kolejnych wrogów, mamy okazję omijać tonę zagrożeń, wskakujemy na motocykl, pływamy, latamy, a nawet od czasu do czasu bawimy się z przydużym kotkiem. Gameplay to sama esencja lat 90-tych, bo gry ponownie stanowią wyzwanie i szczerze mówiąc, należę do tej grupy, która chwali sobie umieranie – czasami jest za trudno? Zdecydowanie nie. Vicarious Visions odwaliło kawał dobrej roboty, bo deweloperzy wyeliminowali liczne błędy nagromadzone w oryginalnym kodzie, a jednocześnie nie bali się tknąć „legendy”, więc w każdej z trzech przygód pojawiają się drobne zmiany. Niektórzy chwalą, inni narzekają, ale takie poprawki jak lepszy save, usprawnione latanie jet-packiem czy też dopieszczone jeżdżenie motocyklem, to bez wątpienia zmiany na plus, choć ponownie nie potrafię zrozumieć, po co ekipa zdecydowała się tak mocno ingerować w kod podczas pływania na skuterze Coco.

Płynnie, pięknie i sentymentalnie

Na szczęście Crash Bandicoot N-Sane Trilogy nie zawodzi w najważniejszym – kolekcja ponownie pobudza wiele przyjemnych wspomnień z dzieciństwa i kolejny raz chętnie cieszyłem się każdym z tytułów. Gry sprawiają tonę frajdy – identycznie jak ogrywana przeze ze mnie w ubiegłym roku wersja na PlayStation 4 Pro. Teraz sięgnąłem po propozycję na Xboksa One X i… To nadal produkcje, którym warto dać szasnę, ale przygotujcie się jednocześnie na maraton, bo od Crasha wciąż trudno się opędzić. Twórcy niestety nie zajęli się poprawieniem wszystkich niedociągnięć i nadal pojawiają się miejsca z nie do końca dopracowaną detekcją kolizji, ale na szczęście nowa wersja posiada wszystkie poprawki wprowadzone przez deweloperów na przestrzeni ostatniego roku, więc jest znacznie lepiej niż w przypadku ubiegłorocznej premiery.

Tytuły na Xboksie One X działają w płynnych 30 klatkach na sekundę, a jednocześnie potrafią oczarować oprawą. Już na PlayStation 4 Pro przygody Crasha wyglądają kapitalnie, ale podczas porównań odniosłem wrażenie, że konsola Microsoftu może pochwalić się ostrzejszymi teksturami. Dodatkowo twórcy zapewnili wsparcie HDR i przygody wyglądają teraz jeszcze lepiej – edycja na sprzęt Sony otrzymała stosowną aktualizację. Zdaję sobie sprawę, że do pełnego efektu niezbędny jest odpowiedni odbiornik, jednak Crash Bandicoot N-Sane Trilogy to bez wątpienia paka, dla której warto zmienić TV. Trudno przy tym oczywiście narzekać na jakość trylogii na japońskiej lub amerykańskiej konsoli, bo Vicarious Visions nie zawiodło odświeżając pakiet w zasadzie od podstaw. Nadal nieczęsto mamy okazję zapoznać się z tak dobrze odrestaurowanymi produkcjami, ale mam nadzieję, że w przyszłości częściej będziemy otrzymywać podobne perełki.

Crash N Xbox One 1

Crash N Xbox One 1

Komu kilogram wumpa?

Crash Bandicoot N-Sane Trilogy nie zostało w wybitny sposób rozwinięte względem wersji na PlayStation 4, ale twórcy portu nie zawiedli. Gry na Xboksie One X wyglądają i działają świetnie, więc gracze, którzy nie mieli okazji zapoznać się z pakietem na japońskiej konsoli, nie powinni się nawet zastanawiać – w tę trylogię po prostu TRZEBA zagrać. Czy posiadacze edycji na konsolę Sony mają szykować gotówkę? Raczej nie… Chyba, że jesteście fanatykami jamraja lub łowcami osiągnięć (3000!).

Ja bawiłem się świetnie, ale nie będę przy tym ukrywał, że czeka mnie jeszcze poznanie gry na Nintendo Switch, bo należę do grona ludzi, którzy wychowali się na tym rudzielcu i czekam na zdecydowanie więcej. Dwukrotnie w tekście podkreśliłem, że twórcy nie bez powodu w skromny sposób rozszerzyli, a nawet nie bali się zmian w N-Sane Trilogy, bo możemy się spodziewać, że Activision nie powiedziało ostatniego słowa w temacie tego uniwersum. Nowa odsłona? Pewnie tak, szkoda jedynie, że Vicarious Visions nie postanowiło zapowiedzieć nowych przyjemności i nie dodało do pakietu kilku dodatkowych lokacji… Dwie to stanowczo za mało!