Hawk (2026) - recenzja, opinia o serialu [Netflix]. Ale ten Will Ferrell jest głośny
Lonnie "the Hawk" Hawkins dwadzieścia lat temu był bogiem pola golfowego. I tak jak on nigdy o tym nie zapomniał, tak świat zapomniał trochę o nim. No i wiadomo, że gwiazda takiego kalibru tak tego po prostu nie zostawi, prawda?!
Mój problem z produkcjami Willa Ferrella jest taki, że tak jak w ogólnym rozrachunku raczej go lubię, tak jego komediowy styl może się bardzo łatwo przejeść. Istnieje bardzo cienka granica między "idealnym Wolałem", a "kompletnie wkurzającym Willem". "Eurowizja" była super, kawał świetnego filmu i doskonały poziom dziwnego Ferrella. "Holmes i Watson"? Nie dało się tego oglądać. Mam natomiast wrażenie, że w dzisiejszym serialu Will i jego współscenarzyści postanowili zobaczyć ile razy uda im się przekroczyć tę granicę i czy ostatecznie dadzą radę sprawić żeby widownia polubiła Hawka.
Ponieważ Lonnie Hawkins (Ferrell) przez większość czasu nie jest zbyt sympatycznym człowiekiem. Kiedy go poznajemy, krzyczy właśnie na swojego kijkowego, że przez niego są spóźnieni. Chwilę później kijkowy umiera, a Hawk naprawdę nie chce wycofać się z meczu, bo dobrze mu szło, po czym ściąga ze zwłok swój zegarek, bo "zawsze mu go dawał na przetrzymanie podczas gry". Trzeba przyznać serialowi, że bardzo szybko i bardzo skutecznie przedstawia nam sylwetkę głównego bohatera. A to jeszcze nawet nie wszystko. Do tego dochodzi dziwna relacja z byłą żoną (Molly Shannon), totalna rywalizacja z synem (Jimmy Tatro), który miał czelność przyćmić blask gwiazdy ojca i jeszcze kilka innych, naprawdę trudnych do usprawiedliwienia rzeczy. Ale hej, skoro zaczynamy na dnie, to przynajmniej jest sporo opcji pójścia w górę!
Hawk (2026) - recenzja, opinia o serialu [Netflix]. To nie jest śmieszne, a okrutne
Cała fabuła serialu kręci się wokół faktu, że Lonnie nigdy nie wygrał golfowego Wielkiego Szlema - złota we wszystkich czterech najważniejszych turniejach w jednym roku. Coś, na co ma obecnie szansę jego syn, Lance. Na prawdziwy szlem jest już za późno, ale może jeszcze zdobyć "karierowego wielkiego szlema", czyli zwyciężyć na wszystkich czterech polach łącznie, przez całą karierę. Brakuje mu tylko PGA Tour. Po drodze będzie musiał znaleźć i dotrzeć się z nowym kijkowym - w tej roli szczerze zabawna Fortune Feimster - przepracować trochę dawnych traum, posprzeczać z bliskimi. Kolejne odcinki dają radę zachować świeżość, bo tak jak cały czas mamy na horyzoncie ten tytuł golfowy, tak droga do niego jest bardzo kręta, co pozwala na duże zróżnicowanie poszczególnych odcinków.
Myślę, że moim największym problemem z "Hawkiem" jest to, jak strasznie złośliwa jest to produkcja. Jasne, swoje momenty też ma, ale tak w gruncie rzeczy to oglądamy po prostu popsutych z różnego względu ludzi, którzy robią okropne rzeczy. Ojciec nie potrafiący zapamiętać imienia dziewczyny swojego syna. Matka i była żona, która otwarcie gardzi nimi oboma i przez prawie cały serial kombinuje tylko jakby tu się wzbogacić. Syn uzależniony od hazardu, co i raz podkreślający jak to nienawidzi swojego ojca, choć w gruncie rzeczy najbardziej na świecie pragnie jego uznania. To nie są postacie, które dobrze się ogląda, zwłaszcza kiedy naprawdę bardzo rzadko scenariusz wykorzystuje te ich negatywne cechy aby dać im nauczkę, aby stali się lepszymi ludźmi.
Hawk (2026) - recenzja, opinia o serialu [Netflix]. Happy spuściłby mu lanie
Ta moralna huśtawka, na której znajdują się nasi bohaterowie, oznacza również, że skuteczność poszczególnych gagów zależy w znacznej mierze od naszej własnej tolerancji n to, co wypada, a co nie. Zazwyczaj nie przeszkadza mi rynsztokowy humor, ale nawet ja w paru momentach kręciłem już nosem, że to nie jest śmieszne, tylko okrutne i złośliwe. Na szczęście, nie cały serial jest taki. Nie AŻ taki. Ogólne niezrozumienie gry przez nową kijkową regularnie wywołuje uśmiech widza, frywolny sposób w jaki Lonnie opowiada ludziom o swoich podbojach miłosnych potrafi rozśmieszyć tym, jak niezręczna jest cała sytuacja, a i część jego tekstów jest może i głupia i nieśmieszna, ale powtarzana z uporem maniaka w końcu zaczyna działać. Co jeszcze? W sumie to nic. Nie jest to jakoś bardzo zabawna produkcja.
Biorąc pod uwagę tematykę i gwiazdę w roli głównej, oczywiste wydają się porównania "Hawka" do "Happy'ego Gilmore'a". Spieszę jednak donieść, że są to dwie bardzo, ale to bardzo różne produkcje, ich bohaterowie są do siebie kompletnie niepodobni, a założenia fabularne zupełnie odmienne. Tak jak film Sandlera opowiadał o nerwowym hokeiście, który odkrywa, że jest dobry w golfa, traci swojego mentora i na koniec rywalizuje o złoto aby uratować dom swojej babci, tak "Hawk" jest o golfiście z przerośniętym ego, który w nosie ma swoich przyjaciół i na koniec rywalizuje z własnym dzieckiem o odrobinę poklasku. Próbuję przez to powiedzieć, że chociaż "Happy Gilmore" jest co najwyżej średnio udaną komedią, to i tak w zestawieniu z "Hawkiem" wybiorę go dziesięć na dziesięć razy.
Najlepszym elementem nowego serialu Netflixa jest... Jego ścieżka dźwiękowa, przepełniona bangerami lat minionych, z dużą ilością rocka i glamu. Myślałby kto, że skoro lata świetności Hawkinsa przypadały na początek 21 wieku, to muzyka będzie to odzwierciedlać, ale nie! Nikomu nie chciało się tak długo nad tym myśleć. Bezpieczniej jest wziąć Claptona, Styx czy Aerosmith i mieć z głowy. I taki jest właśnie cały "Hawk" - niechlujny i zrobiony po łebkach.
Atuty
- Relacja Lonnie'ego i jego kijkowej potrafi być całkiem urocza;
- Okazjonalnie można się zaśmiać;
- Solidna ścieżka dźwiękowa.
Wady
- Wylewający się z praktycznie każdej postaci jad i złośliwość;
- Cała masa okrutnego, kompletnie nieśmiesznego humoru;
- Część wątków drobi w miejscu bez ładu i składu;
- Niektóre sceny zdecydowanie za długie, męczące, pozbawione tempa, tak przecież potrzebnego w produkcjach o charakterze komediowym.
"Hawk" pięknie szybuje... Przez przysłowiowe pięć minut. Później dostaje piłeczką golfową w głowę i upada półżywy na trawę. Najwięksi fani Ferrella mogą sprawdzić, ale generalnie nie polecam.
Przeczytaj również
Komentarze (1)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych