Za wszelką cenę (2026) - recenzja, opinia o serialu [Netflix]. Dla swoich dzieci robi się wszystko
David Burroughs został skazany na dożywocie za brutalne zamordowanie swojego własnego syna. Pięć lat później widzi przypadkowo zrobione zdjęcie dziecka, które jest w odpowiednim wieku i ma takie samo znamię, jak jego Matthew. Postanawia rzucić na szalę wszystko i dowiedzieć się, co naprawdę stało się z jego dzieckiem.
Oryginalny tytuł książki Harlana Cobena brzmi "I will find you", co dobrze, krótko i zwięźle oddaje o czym jest cała opowieść. Co więc ten tytuł zawinił naszemu tłumaczowi - Robertowi Walisiowi - że postanowił go zmienić na generyczne "Za wszelką cenę"? Przecież "Odnajdę cię" ma tysiąc razy więcej mocy i po prostu lepiej pasuje. Ten tytuł to obietnica pokazująca upór rodzica, który dla swojego dziecka nie cofnie się przed niczym. Można powiedzieć, że to taki ciąg dalszy ten samej myśli - odnajdę cię za wszelką cenę. Ale biorąc pod uwagę główną tematykę, taką myśl przewodnią serialu, oficjalny polski tytuł jest po prostu słabszy.
A jest to serial o rodzicach i ich dzieciach. O tej szczególnej, łączącej ich więzi, która sprawia, że jedno jak i drugie nie cofnie się przed niczym, byle pomóc temu drugiemu. Widzimy to nie tylko w postaci głównego bohatera, który brawurowo ucieka z więzienia, bo szczerze wierzy, że jego syn żyje i czeka na niego, ale również w niemal całej reszcie obsady - jego ojciec gotów jest oddać za niego życie. Gangster zmienił całą trajektorię ich losów ze względu na swoje dziecko. Gdzie indziej mamy chłopaka, który odrzucił całą swoją godność, aby ratować ojca, matkę, która dopuściła się zbrodni, aby pomóc swojej latorośli. W kontrze do tego mamy również tych, którzy nie są zdolni do takiego poświęcenia - epizodyczne postacie, zwykle kończące szybko i źle, ale wciąż dokładające swoją cegiełkę do głównego tematu.
Za wszelką cenę (2026) - recenzja, opinia o serialu [Netflix]. Nie myśl, tylko konsumuj
Chciałbym już teraz jasno zaznaczyć dwie rzeczy. Po pierwsze, nowy serial Netflixa wciąga. Akcja leci szybko, kolejne zwrotu akcji pojawiają się często i zdrowo mylą tropy, dzięki czemu chce się włączyć kolejny odcinek, by widzieć, co dalej. Aktorzy skutecznie sprzedają dramaturgię sytuacji, a reżyseria jest skupiona, w połączeniu z ciasnym montażem i odpowiednio zrobioną ścieżką dźwiękową. To jest po prostu skuteczny thriller akcji.
Niestety, jest jeszcze druga strona medalu. Mianowicie - ta fabuła nie ma sensu. To znaczy, niby jakiś tam ma, kolejne wątki całkiem dobrze się wzajemnie zazębiają i zawsze da się odpowiedzieć na pytanie dlaczego ktoś coś zrobił. Ale są to zwykle odpowiedzi bardzo krótkowzroczne, omijające całą masę znacznie lepszych rozwiązań, dziur w logice, które miejscami są tak potężne, że wykolejają dosłownie całą fabułę. Jeden, bardzo ogólny, ale chyba najważniejszy przykład - motorem napędowym całej fabuły jest zdjęcie dziecka, które wygląda tak jak syn Davida (Sam Worthington). Nie wiadomo jednak skąd się tam wziął, z kim przyszedł i tak dalej. Dosłownie całej fabuły można by uniknąć, gdyby dziennikarka i była szwagierka Davida, Rachel (Britt Lowell), od razu zrobiła dokładnie to, co i tak robi pod koniec serialu - użyła swoich umiejętności i koneksji, aby odnaleźć pozostałe zdjęcia i rozwiązać całą sprawę po cichu, bez fanfar. Dużo mniej osób musiało być zginąć. No, ale wtedy nie mielibyśmy serialu...
Za wszelką cenę (2026) - recenzja, opinia o serialu [Netflix]. Mięśnie mimiczne też trzeba ćwiczyć
Zaskakująco podobała mi się gra Sama Worthingtona w tym serialu - przynajmniej przez większość czasu. Granie skupionego zadaniowca wychodzi mu bardzo dobrze, jest wiarygodnie kompetentny, jak na byłego prawnika, który od pięciu lat siedzi w pierdlu. Trochę gorzej wypada natomiast w scenach bardziej emocjonalnych, gdzie wychodzi na wierzch jego nieumiejętność przekazywania uczuć twarzą. A może to nie jego wina, a reżyserów? W końcu większość sytuacji, gdzie trzeba pokazać coś więcej niż gniew i determinację wypada raczej blado - próbująca podstępem załatwić przeciwnika Rachel jest tak niesamowicie sztuczna, że nie rozumiem, jak ktokolwiek miałby się dać nabrać na jej słowa. Całe rozwiązanie sytuacji nagrane jest tak jakby o ludzkich uczuciach cała ekipa filmowa najwyżej czytała na wikipedii - prawie nic tu nie działa tak, jak powinno. Na szczęście znakomita większość serialu to akcja, a nie krokodyle łzy, a z nią twórcy radzą sobie znacznie lepiej.
Od ucieczki z więzienia, przez kolejne strzelaniny, po pościgi i wszystko pomiędzy - "Za wszelką cenę" jest serialem, który po prostu dobrze się ogląda. Kolejne sekwencje nakręcone są odpowiednio szeroko i bez cięć co pół sekundy, dzięki czemu zawsze jesteśmy w stanie dobrze zmapować sobie sytuację, wyobrazić sobie, co i jak, dzięki czemu nie czujemy się zagubieni. Same pomysły na akcję nie są jakoś specjalnie nowatorskie - to raczej po prostu dobrze zrealizowana klasyka gatunku - ale w tym wypadku nie powiedziałbym, aby był to jakiś duży problem, bo jednak głównym daniem ma być intryga.
"Za wszelką cenę" to całkiem skuteczna produkcja, trzymająca uwagę widza i wciągająca od początku do końca, rozpadająca się jednak całkiem szybko, kiedy zacząć trochę myśleć o sensie tego, co oglądamy. To taki typowy thriller, gdzie odbiorca ma być w kółko zaskakiwany, a akcja nigdy nie odpuszczać. Telewizyjny analog słodyczy albo happy meala - wartość żadna, ale smakować smakuje.
Atuty
- Solidnie zrealizowana akcja;
- W większości dobrze dobrana obsada;
- Spójny tematycznie;
- Wciągająca intryga.
Wady
- Pod kątem emocji mocno drewniany;
- Cała tona absurdów i dziur logicznych.
"To nie ja zabiłem swojego syna" - krzyknąć mógłby tutejszy Harrison Ford. "Nie obchodzi mnie to", równie dobrze mógłby okrzyknąć ekwiwalent Tommy'ego Lee Jonesa. Ale "Ścigany" był jednak lepszy.
Przeczytaj również
Komentarze (5)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych