Ojczyzna (2026) - recenzja filmu [Kino Świat]. Gdzie światło jest najjaśniejsze, cień jest najmocniejszy

Ojczyzna (2026) - recenzja, opinia o filmie [Kino Świat]. Gdzie światło jest najjaśniejsze...

Piotrek Kamiński | Dzisiaj, 21:00

Wojna się skończyła, ale walka wciąż trwa. Niemcy znajdują się na progu rozłamu, który podzieli ich kraj na cztery, długie dekady. Przygląda się temu pisarz, Thomas Mann, który wraca do kraju po latach spędzonych na wygnaniu, by przemawiać przed inteligencją zarówno strony zachodniej, jak i wschodniej, starając się swoją erudycją zjednoczyć kraj.

Paweł Pawlikowski kończy swoją nieoficjalną trylogię powojennej, skąpanej w czerni i bieli Europy nie z wykrzyknikiem, a znakiem zapytania na końcu. To nie jest tradycyjna narracja, z jasnym celem, tak fabularnym, jak i ideologicznym. Reżyser zafascynował się postacią Thomasa Manna jako wielkiego autora, myśliciela tworzącego w ciekawych czasach, więc postanowił skonstruować wokół niego opowieść, która może poruszyć widza, która zmusi go do zauważenia pewnych paraleli i zachęci do wysnucia własnych wniosków na temat wojny, Niemiec, patriotyzmu, propagandy i kilku innych rzeczy. To z jednej strony podejście bardzo ciekawe, nie narzucające się, z drugiej zaś podatne na oskarżenia o lenistwa i fałszywą głębię. 

Dalsza część tekstu pod wideo

Sam Pawlikowski nie uważa, aby jego najnowszy film był jakoś bardzo głęboki czy nawet historycznie prawdziwy. Z premedytacją zestawił ze sobą wydarzenia i postacie, które w rzeczywistości nie były wtedy nigdzie blisko siebie, a wszystko po to, by zbudować pewien kontrast, by poprzez te zestawienia wejść z widzem w pewną polemikę. Osobiście w ogóle mi to nie przeszkadza, ponieważ wiem, że oglądam film fabularny, a nie dokument, ale rozumiem, że komuś takie mieszanie w ustalonej historii może być irytujące. Mi bardziej przeszkadza fakt, że ten film, w całym tym swoim zamyśle, jest strasznie... Nijaki. 

Ojczyzna (2026) - recenzja, opinia o filmie [Kino Świat]. Luźna obserwacja

Reżyser kontrastuje w "Ojczyźnie" spojrzenie Niemiec zachodnich z myślą wschodnią, bolszewicką, spoglądając na całość przez pryzmat osoby starającej się stać ponad wszystkimi tymi podziałami. Dostajemy więc bardzo różne przemowy, skierowane do bardzo różnych ludzi, zupełnie inną muzykę ludową, której przyświecają inne ideały. Obserwujemy zgoła innych ludzi, z jednej strony post-faszystowski zachód (czasami wcale nie taki znowu "post"), a później komunistyczny wschód. Ale ponieważ Pawlikowski nie zamierza prawić nikomu morałów, to po prostu pokazuje nam te na wskroś odmienne światy i prosi abyśmy sami sobie o nich dyskutowali. Prawie jak nauczyciel historii, stawiający problem i domagający się debaty miedzy uczniami.

Prócz tego szerokiego wątku, mamy też bardziej prywatną historię rodziny Manna. W trakcie swojego tournee po Niemczech, Thomas i Erika (Hanns Zischler i Sandra Huller) dowiadują się o śmierci jej brata, a jego syna, Klausa. Oboje mają zgoła inne podejście do tematu żałoby. Dla żadnego z nich nie jest to jednak temat "na pierwszą stronę", przez co raz jeszcze pozostawieni zostajemy z workiem pytań i domysłów, na które reżyser nigdy nie zamierza odpowiadać ani nawet poświęcać im jakoś więcej czasu. Żeby jednak nie było - ostatnia, skądinąd piękna, scena w całym filmie podejmuje ten i inne dotąd traktowane po macoszemu tematy (choć wciąż w ten taki swój, zawoalowany sposób), więc to nie tak, że widz zostaje zupełnie z niczym. "Prawie z niczym" byłoby bardziej odpowiednim stwierdzeniem. 

Ojczyzna (2026) - recenzja, opinia o filmie [Kino Świat]. Jak z obrazka 

Tak jak fabularnie jestem najwyraźniej za głupi na ten film, bo wymęczył mnie okrutnie, tak oczy mam wciąż całkiem sprawne i mogę śmiało powiedzieć, że wygląda on wprost obłędnie. Kadry autorstwa Łukasza Żala imponują za każdym jednym razem. Czarno-biała kompozycja pozwoliła mu na zabawę kontrastem, jakiej kolorowe zdjęcia zwyczajnie by nie udźwignęły, jak kiedy Erika siedzi w nocy przy oknie - centralnie widzimy jej postać, całą prawą stronę zajmuje framuga okna, podczas gdy lewa byłaby skąpana w mroku, gdyby nie jedna, stanowiąca kontrapunkt lampka nocna. Znakomita większość kadrów jest nienagannie symetryczna, z centralnie ulokowanymi budynkami, od linijki rozplanowanymi krawędziami, i geometrią niczym z podręcznika do matematyki. Bardzo często jednak prócz tych doskonale równych linii mamy jeszcze jakiś element asymetrii - lekko bardziej na lewo wysuniętą, nieczynną fontannę, wystającą tylko z jednej strony, czyjąś głowę i tak dalej. Jakby reżyser chciał w ten sposób pokazać, że miejsca, które odwiedzamy są w jakiś sposób zepsute albo chociaż niekompletne.

To napisawszy, trudno nie zauważyć, że część ujęć niczemu tak naprawdę nie służy i wypełnia jedynie i tak już raczej krótki czas projekcji. W drodze do Weimaru, Mann i jego towarzysze zatrzymują się nad jeziorem. Stoją tam chwilę bez słowa, być może kontemplując śmierć Klausa, po czym jadą dalej. Później widzimy ich auto przejeżdżające wiejską drogą, między wysokimi, starymi drzewami. To ładne obrazki, jasne, ale czy w jakikolwiek sposób służące narracji? Nie powiedziałbym. I teraz czy to dobrze czy źle zależeć będzie już wyłącznie od osobistych preferencji widza. Jedni powiedzą, że takie piękne obrazki w niczym nie przeszkadzają, skoro film i tak nie trwa nawet 90 minut. Inni z kolei stwierdzą, że bardzo niespieszne tempo i ta otwartość fabuły stają się przez nie wręcz nieznośnie powolne. Sam siebie widzę raczej w tej drugiej grupie. 

"Ojczyzna" to film wybitnie festiwalowy - piękne obrazy, aktorstwo polegające w znacznej mierze na długich spojrzeniach, tłumionych emocjach, które czekają tylko by wybuchnąć, znikoma, acz bardzo podatna na interpretację fabuła. Aktorzy wypadają w swoich rolach solidnie - choć nie do końca rozumiem czym miałbym się zachwycać - a finałowa scena w kościele potrafi szczerze poruszyć, ale dla mnie to mało. Nie kupiła mnie ta nowa wizja pana Pawlikowskiego.

Advertisement

Atuty

  • Piękne zdjęcia;
  • Porządne aktorstwo;
  • Scena w zrujnowanym kościele.

Wady

  • To film-pocztówka: oferujący piękne wizualia, coś o czym można podyskutować i nic ponad to;
  • Część scen służy chyba wyłącznie dociągnięciu do tych 80 minut.

"Ojczyzna" to najdłuższych 80 minut, jakieś spędzisz w kinowym fotelu. Piękna wizualnie opowieść... Trochę o niczym. Zahaczająca o tematy nazizmu, holokaustu, czy zmian ustrojowych, ale nigdy nie oferująca niczego więcej - po prostu akceptująca ich istnienie.

5,0
Piotrek Kamiński Strona autora
Z wykształcenia filolog, z zamiłowania gracz i kinoman pochłaniający popkulturę od przeszło 30 lat. O filmach na PPE pisze od 2019. Zarówno w grach, jak i filmach najbardziej ceni sobie dobrą fabułę. W wolnych chwilach lubi poczytać, pójść na koncert albo rodzinny spacer z psem.
cropper