Gothic: Remake - recenzja gry. Górnicza Dolina zachwyca wieloma rozwiązaniami, chociaż wzbudza skrajne emocje

Gothic: Remake - recenzja gry. Górnicza Dolina zachwyca wieloma rozwiązaniami, chociaż wzbudza skrajne emocje

Maciej Zabłocki | 05.06, 19:00
Google Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google? Dodaj do źrodeł Google

Wreszcie skończyłem Gothic Remake i mogę podzielić się z Wami pełną recenzją tego tytułu. Jestem o wiele bardziej zachwycony, niż byłem po kilku pierwszych godzinach gry. Im dalej, tym lepiej. Gdy Bezimienny potrafi więcej, a my zaczynamy odkrywać nowości i smaczki przygotowane przez twórców, wówczas staje się jasne, że ten Remake zasługuje na bardzo wysokie noty. Ale przejdźmy do rzeczy. 

W 2004 roku pierwszy Gothic zabił mi ćwieka i od tamtej pory przechodzę go regularnie co roku. Dołączony był wówczas do płytki z CD Action i okazało się, że to jedno z największych i najbardziej pozytywnych zaskoczeń mojego życia. Już po instalacji, uwielbiałem to oryginalne intro, bo budowało niesamowity klimat. To nowe jest w moim odczuciu dużo gorsze, przekombinowane i totalnie mi nie siadło. Zresztą nagrałem je dla was, więc sami zobaczcie w załączonym materiale wideo, jak to wygląda - aż do momentu przywitania się z Diego. Zderzenie z nową wizją twórców bywa bolesne.

Dalsza część tekstu pod wideo

Odpalam tytuł na najmocniejszej konsoli na rynku i tutaj już mam pierwszy zgrzyt, bo gra działa wyłącznie w 30 klatkach na sekundę. Brak trybu wydajności w dzisiejszych realiach to dla mnie całkowity absurd, bo chociaż Gothic nie jest szybką grą, to jest przez to wszystko straszliwie ociężały. Owszem, spadków płynności na ten moment nie uświadczyłem. Ale do samej grafiki odniosę się już niżej. Zobaczycie tam również galerię i kilkadziesiąt zdjęć z Górniczej Doliny. Niestety, te 30 klatek boli najbardziej, bo mam wrażenie, ze przez to cała gra działa jakby... wolniej. Na PC, gdy wykręcimy 60, 100, albo nawet i 150 klatek, wszystko robi się dużo łatwiej i przyjemniej, a nawet dialogi są jakieś takie szybsze. To jedna z tych gier, w której 30 klatek odbiera nam sporo funu i przyjemności z rozgrywki, znacznie też utrudniając samą walkę (która im dalej, tym bardziej jest złożona i ciekawa). 

Zacznę od grafiki, bo ta zmieniła się najbardziej

Technologicznie widać potężny skok, bo świat wypchano detalami po same brzegi. Górnicza Dolina odczuwalnie urosła, deweloperzy powiększyli mapę, dodali nowe ścieżki i mocno podkręcili znane lokacje. Można godzinami biegać i z czystą ciekawością porównywać stare, kanciaste kąty z ich nowymi odpowiednikami na Unreal Engine 5. Kolonia Karna prezentuje się niekiedy oszałamiająco, a świat jest najlepszym, co w Gothic Remake zobaczycie. Po ukończeniu gry jeszcze bardziej utwierdziłem się w tym przekonaniu. Niektóre modele potworów są zachwycające, podobnie jak wszelkie efekty czarów. W ogóle zabawa magiem przynosi ogromne korzyści (jeśli tylko nie skończy nam się mana). Przyzywanie golemów, atakowanie lodową wichurą czy strzelanie kulami ognia nigdy jeszcze nie było dla mnie tak satysfakcjonujące, a przy tym tak potężne. 

Niestety graficzna rewolucja przyniosła ogromne problemy z czytelnością. Świat jest wręcz przebajerowany, a twórcy w wielu miejscach przesadzili z gęstością otoczenia. Obóz Bractwa na bagnach to dżungla, w której bez ciągłego zerkania na mapę nie da się normalnie poruszać. Aleje zlewają się w jedną całość, wszystko przykrywają liście, a drogowskazy zamiast tekstów mają tylko mało intuicyjne obrazki, zmuszając do zgadywania. Jasne, jak już pobiegamy trochę po tym miejscu, to możemy się go nauczyć, ale wymaga to czasu. Gdyby ktoś pytał, o co chodzi z oznaczeniem "SsBilQ", które widzicie na każdym zdjęciu, to w ten sposób twórcy przypisali wersje testowe do konkretnych osób przed premierą gry. Bardzo doceniam dziesiątki smaczków, które twórcy zaserwowali w tym odświeżeniu. Jednym z nich jest zatopiony na dnie jeziora stary model Bezimiennego, który mogliśmy zobaczyć w pierwszym demie Gothic Remake wydanym lata temu. Symboliczne i świetne podkreślenie tego nieudanego projektu. 

Znakomicie wyglądają wszelkie pancerze i świetnie zrealizowano nowy system ich ulepszeń. W oryginale mieliśmy po prostu kilka różnych wersji danego pancerza do wyboru. Tutaj z kolei możemy udać się np. do Fiska w Starym Obozie, który pozwoli nam ulepszyć nie tylko górę naszego ubioru, ale też pas czy spodnie. Niezależnie od siebie. A uwierzcie mi, te ulepszenia dają bardzo dużo i sprawiają, że warto w nie zainwestować. Nie są tanie, lecz tak, jak na początku nie mogłem poradzić sobie ze zdobyciem cennych bryłek rudy, tak później nie stanowiło to już żadnego problemu. 

W oryginale każda roślinka czy grzyb wyraźnie odznaczały się od tekstur podłoża, co ułatwiało czyszczenie mapy. Teraz cenne zioła toną w gęstym poszyciu, a ja regularnie łapałem się na tym, że podbiegałem do krzaka, którego finalnie nie dało się zebrać. Da się to jednak przezwyciężyć i po spędzeniu w tym świecie kilkudziesięciu godzin przyznaje, że nauczyłem się już, co można zebrać. Niestety dla mnie sporym zawodem w kwestii oprawy są twarze postaci. Model samego Bezimiennego na początku zupełnie mi nie leżał, ale potem odpaliłem te grę na PC i było już sporo lepiej. Ma więcej detali i mimo że nadal za nim nie przepadam, to jakoś z czasem przyzwyczaiłem się do tego wyglądu. W opcjach do wyboru mamy kamerę klasyczną lub nowoczesną, z postacią ulokowaną centralnie lub do lewej - jak w Wiedźminie 3 po aktualizacjach. Niestety, wielu NPC ma dziwne wytrzeszcze oczu, którymi w ogóle nie ruszają. Kiedy rozmawiam z Diego, a ten nie patrzy w moją stronę, mocno psuje to całą immersję. 

Wyraźną zmianą jest zupełnie nowe podejście do postaci kobiecych. W oryginale stanowiły one zaledwie milczące tło, natomiast tutaj zyskały imiona, unikalny wygląd, własne drzewka dialogowe i realną sprawczość. Dzięki temu cała społeczność zamknięta pod barierą wydaje się bardziej wiarygodna. Poważnej rozbudowie ulegli również orkowie, którzy funkcjonują teraz jako pełnoprawna, zorganizowana frakcja. Dostaliśmy nawet możliwość nauki ich języka, co otwiera dostęp do zupełnie nowych ścieżek fabularnych. To wszystko doskonale wypełnia mapę, która według deklaracji twórców została powiększona o blisko 20% (co, rzecz jasna, widać od razu, gdy chwilkę po tej mapie pobiegamy). 

Drewniany rodowód pierwowzoru powrócił, ale w nowym wydaniu mocno daje się we znaki. Wspomniane 30 klatek potęguje uczucie powolności, postać reaguje z opóźnieniem, a same animacje bywają sztywne. Nawet dialogi są wypowiadane w ociężałym, ślimaczym tempie, co z czasem zaczyna po prostu irytować podczas dłuższych posiedzeń. Z gry wyparował też gdzieś ten specyficzny humor i luz. Wiele wypowiedzi postaci niezależnych straciło swój dawny pazur, a część tekstów najwyraźniej ucięto. Wrzód nadal irytuje, choć wygląda zupełnie inaczej, ale to marne pocieszenie. Jacek Mikołajczak wraca jako Bezimienny, co oczywiście cieszy, ale mówi wolniej i w jego głosie brakuje mi tej kultowej iskry z oryginału. Nie potrafię się jeszcze w pełni przestawić na to nowe tempo. Nie można go także wyregulować w opcjach, choćby delikatnie tych dialogów przyspieszyć. No i oglądanie drętwej mimiki twarzy przy wszystkich tych bardzo długich kwestiach jest po prostu dużo bardziej męczące, niż w oryginale. 

Szkoda, że niektóre kwestie przeniesiono praktycznie w całości, ale aktorzy głosowi wypowiadają je z kompletnie inną intonacją i w zupełnie inny sposób, niemal burząc klimat danego tekstu. Coś też poszło nie tak w studiu nagraniowym, bo Jacek Mikołajczak ma często dziwny głos, stłumiony, jakby mówił wprost z jakiegoś bardzo małego pomieszczenia, które zostało zbyt mocno wyciszone. Zdarzają się też błędy. Niektóre kwestie nie dostały tłumaczenia, a niektórych zabrakło. Raz nawet zdarzyło mi się, że zamiast polskiego dubbingu wyskoczył angielski zwrot. 

Sterowanie jest znacznie lepsze, ale grajcie w to na PC

Mechaniki poboczne również przeszły metamorfozę. Otwieranie zamków to teraz skomplikowana minigra z zapadkami i pękającymi wytrychami, wymagająca nauki systemu prób i błędów. Początkowo oceniłem to bardzo negatywnie, jako przekombinowane, ale z czasem zacząłem doceniać. System jest dużo łatwiejszy, niż myślałem, a samo otwarcie zamka dostarcza po prostu więcej satysfakcji. Rozumiem też wypowiedź twórców, którzy zasugerowali, żeby nauczyć się otwierania zamków i zainwestować w to punkty umiejętności. To wiele zmienia.

Z kolei rzemiosło, jak choćby kowalstwo, to w dużej mierze tylko wciskanie przycisku interakcji i oglądanie przygotowanych wcześniej animacji pracy przy kowadle. Doceniam nowe systemy ulepszania przedmiotów czy smażenia czegoś na ognisku. Niezależnie od ilości rzeczy do wytworzenia, trwa to też kilka chwil i w tym czasie oglądamy po prostu szybki wzrost paska postępu. Patrząc na oryginał, to niebo, a ziemia. Kapitalnym pomysłem jest również wzbogacenie gry o możliwość zdobycia... wierzchowca! Nie chcę Wam odbierać przyjemności, musicie to sami zobaczyć.

Gra nadal nie prowadzi za rączkę, co zapisuję na ogromny plus. Nie ma tu znaczników pokazujących dokładny cel podróży, trzeba polegać na wskazówkach od postaci i zakupionych mapach. Progresja jest organiczna - wykonanie drobnego zadania dla kucharza zapewnia nam codzienne racje żywnościowe, a zdobywanie punktów nauki wymaga znalezienia odpowiedniego nauczyciela w obozie. Co istotne, tuż przed rozpoczęciem zabawy możemy wybrać jeden z czterech poziomów trudności. Nie odważyłem się zagrać na tym najwyższym, wybrałem po prostu poziom "Gothic". Co natomiast bardzo doceniam. Twórcom udało się w jeszcze lepszy sposób podkreślić rozwój postaci. Sam początek gry jest okrutny, gdy męczymy się, żeby pokonać Kretoszczura czy Młodego Ścierwojada (to też fajny podział, że jest więcej rodzajów tych samych stworów).

To może zniechęcić niektóre osoby do zabawy, ale gdy tylko poświęcimy wystarczająco dużo czasu, rozwiniemy postać, dołączymy do któregoś z obozów, dostaniemy lepszy pancerz i nauczymy się lepiej walczyć mieczem albo strzelać z łuku, gra staje się DUŻO przyjemniejsza. To niebywałe, jak bardzo czujemy wpływ naszych działań na możliwości Bezimiennego. To dostarcza bardzo dużej satysfakcji. Animacje niektórych stworów są przy tym kapitalne, a gdy zmierzymy się z Wielkim Cieniostworem na dalszych etapach gry... tego się nie zapomina. To już nie jest oryginał, gdzie mogliśmy często wykorzystywać błędy mechanik czy posiłkować się sztuczką z machaniem mieczem na lewo i prawo. Tutaj trzeba sprytnie operować blokiem (nie trzymać go cały czas) i wyprowadzeniem ataku w odpowiednim momencie, robiąc przy tym uniki, niczym w soulsach. No mówię, im dalej, tym lepiej. 

Sterowanie na padzie wypada poprawnie, choć wibracje są znikome. Magia sprawia dużo więcej frajdy, niż w oryginale, a granie w tego Gothica na klawiaturze i myszce jest znacznie łatwiejsze i szybsze, niż na kontrolerze. Mam zresztą wrażenie, że faktycznie dużo lepiej ograć ten tytuł na PC. Szkoda, że twórcy nie przewidzieli czegoś takiego, jak cross-save, bo niektórzy z Was pewnie mogliby przeskoczyć na wersję komputerową i odczuwalnie zwiększyć sobie przyjemność z przemierzania Górniczej Doliny. 

Błędów technicznych na samym początku było mnóstwo, ale twórcy z każdym kolejnym dniem wypuszczali nową aktualizację. Postać potrafiła mi się zablokować w przejściu, raz zapadła się pod ziemię, a gra dwukrotnie wyrzuciła mnie do menu konsoli. Opcje na panelu nawigacyjnym skaczą w losowe miejsca. Strzelanie z łuku zrobiono nowocześnie, widać liczbę strzał w kołczanie, ale samo trafianie w cel jest dla mnie całkowitą loterią. System zbrodni zrealizowano bardzo podstawowo. Jeśli dacie się złapać na kradzieży, strażnicy zrobią się agresywni, obiją wam twarz i zabiorą trochę cennych przedmiotów. Niby, jak w starym Gothicu, ale w żaden sposób tego nie usprawniono. Nie ma jakichś nowoczesnych rozwiązań. To będzie dla niektórych z Was spory plus, bo gra autentycznie nie prowadzi za rączkę. 

Początkowo narzekałem na menu, ale potem zdążyłem się już do niego przyzwyczaić, a im dalej rozwijamy postać, tym więcej danych o Bezimiennym widzimy, co przedstawiono w bardzo fajny i czytelny sposób. Ekwipunek jest czytelny, gdy przeskoczymy sobie do odpowiednich zakładek. Szkoda, że nie mogę, dla przykładu, porównać noszonej już broni z tą z ekwipunku by ocenić, która wypadnie lepiej. Ale i do tego zdołałem przywyknąć. Świetnie też, że mamy zwykły bieg i sprint, a po zażyciu mikstury prędkości, biegamy jeszcze szybciej. W oryginale mieliśmy możliwość po prostu biec lekkim truchtem, co bez odpowiedniej mikstury zajmowało mnóstwo czasu. 

Absolutnym hitem jest warstwa muzyczna. Nowe i odświeżone kawałki brzmią rewelacyjnie, idealnie budują mroczny klimat Kolonii. Zatrzymywałem się czasem tylko po to, żeby posłuchać ścieżki dźwiękowej. To zdecydowanie najmocniejszy i najbardziej dopracowany punkt tego odświeżenia. Chociaż i tu mam parę zastrzeżeń, bo domyślnie muzyka jest ustawiona zbyt głośno względem dialogów. Trzeba ją ręcznie przyciszyć. Samych opcji w menu jest bardzo mało. W niewielkim zakresie można te grę dostosować pod siebie. Ale możemy, dla przykładu, całkowicie wyłączyć wyostrzenie obrazu (bo ten jest szalenie ostry i niektórym może to przeszkadzać, wcale nie byłbym zaskoczony). Na konsolach bardzo brakuje mi tych 60 klatek, nawet kosztem grafiki. No mówię Wam, Gothic Remake jest DUŻO lepszy, gdy działa płynniej. 

Rozwój oparty na sile, zręczności i punktach nauki działa jak dawniej, doszły nowe postacie, a świat żyje własnym rytmem. Mamy też wiele nowych postaci, które dają nam nowe zadania, a i obecne już wcześniej postacie serwują nowe questy (choćby Ryżowy Książe z Nowego Obozu - btw, to najładniejszy obóz w grze!). Fajnie, bo część tych zadań pozwala nam lepiej poznać kolonię karną, zrozumieć jej funkcjonowanie i przeżyć jeszcze fajniejszą przygodę. Uczucie strachu i odrzucenia, które odczuwałem w oryginale, tutaj także wystąpiło, gdy wreszcie przedostałem się do orków. Wyprawa na ich cmentarzysko na długo zostanie w mojej głowie, a zdobycie Ulu-Mulu... to wypada jeszcze trudniej, niż wcześniej. Polecam, podobnie jak w oryginale, pozyskiwanie jak największej ilości punktów doświadczenia, bo te okażą się potem niezbędne. 

Pierwotnie napisałem, że wystawiłbym Gothic Remake ocenę 6/10, ale muszę to mocno zrewidować. Im dalej, tym lepiej. Gra potrafi zachwycić na wiele sposobów, serwując nam niezapomniane przygody, nowe questy, postacie, nowy i wciągający system walki, a przy tym nie zgubiła gdzieś wcale tego niesamowitego klimatu. Oczywiście, nadal występują błędy techniczne, postacie zapadające się pod ziemie (lub znikające) czy zbugowane questy, ale czym byłby Gothic, gdyby nie to? Najważniejsze, że twórcy słuchają graczy i bardzo szybko dostarczają kolejne poprawki. Gdy włączyłem Gothica na PC, miałem dużo lepsze wrażenia. Brakuje trybu 60 klatek na konsoli i mocno trzymam kciuki, że twórcy dostarczą go w przyszłości. Dziś, po przejściu tej gry, mogę z czystym sumieniem wystawić wyższą notę. 

Co ja Wam będę mówić - jeżeli kochaliście oryginał, to pokochacie też Remake. Im dalej, tym lepiej - to powinno być napisane na pudełku, bo łatwo się do tej gry zniechęcić na początku, ale później aż nie sposób odejść od ekranu. Ostatnie dni regularnie chodziłem spać w środku nocy, bo w głowie miałem tylko jeszcze jeden quest. Zasypiałem z myślą "no, to jutro idziemy dalej, czas zrobić to czy tamto". Zrobiłem też setki zapisów i mimo, że występuje tu autozapis, to polecam często zapisywać, bo chwila nieuwagi sprawi, że stracimy 20-30 minut gry, a czasem nawet i więcej. No i błędy... mimo wszystko lepiej mieć jakiś backup. Jeżeli na te różne techniczne aspekty przymkniecie oko i wkroczycie do drugiego rozdziału, to Gothic Remake potem staje się tylko lepszy. 

Interesuje Cię ten tytuł? Sprawdź nasz poradnik do Gothic 1 Remake.

Google Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google? Dodaj do źrodeł Google
Advertisement

Ocena - recenzja gry Gothic 1 Remake

Atuty

  • Bardzo fajny system rozwoju postaci, gdzie na początku gra niemal odpycha, bo tak jesteśmy słabi, a po czasie nie pozwala się oderwać, bo czerpiemy ogromną satysfakcję z walki i przechodzenia kolejnych questów, gdy już rozwiniemy Bezimiennego
  • Świetny nowy system ulepszeń ekwipunku
  • Znakomita grafika, niektóre widoki zapierają dech w piersiach
  • Kapitalne nowe modele i rodzaje potworów
  • Fantastycznie zrealizowania magia, która daje ogromnie dużo radości, a przy tym wygląda spektakularnie
  • Górnicza Dolina powiększona o jakieś 20% względem oryginału - nowe miejscówki wypadają świetnie
  • Muzyka i nowe utwory, które idealnie trafiają w klimat
  • Mnóstwo nowych questów, także u postaci, które znaliśmy z oryginalnej wersji gry
  • Polski dubbing wypada bardzo dobrze (z wyjątkiem, niestety, Bezimiennego)
  • Niska cena (wersję na PC można kupić już za ok. 140 zł)

Wady

  • Słaba warstwa techniczna. Chociaż twórcy regularnie dostarczają nowe ulepszenia i eliminują błędy, gra potrafi się wykrzaczyć do menu konsoli czy pulpitu, skasować zapisy, postacie niekiedy znikają, questy się bugują... no trochę tego jest, chociaż nie na wszystkie problemy musimy trafić
  • Tylko 30 klatek na konsolach (nawet na PS5 Pro). To bardzo duży problem, bo Gothic wiele zyskuje, gdy działa płynniej
  • Niekiedy grafika jest nieczytelna, bo tak dużo dzieje się na ekranie
  • Chociaż machanie mieczem pozwala nam trafiać więcej, niż jednego przeciwnika w jednym momencie, zrozumienie podstaw i zasad walki wymaga czasu, a mam wrażenie, że nawet i to nie sprawi, że gra dobrze odczyta nasze zamiary (na konsolach w 30 klatkach jest wolniej i przez to trudniej)
  • Drobne błędy z polskim dubbingiem
  • Gra wciąga jak chodzenie po bagnach, nie pamiętam już, kiedy przy którymś tytule zarwałem tak wiele nocek, potem człowiek chodzi wykończony

Chociaż na początku nie było mi łatwo grać w Gothic Remake, to im dalej w las, tym lepiej. Produkcja niesamowicie się rozkręca, oferując nowe rozwiązania i możliwości, które twórcy zaimplementowali z dużym wyczuciem i rozwagą. Świetnie wypada magia, Górnicza Dolina, powiększona o 20%, zachwyca widokami, a oprawa graficzna niekiedy wbija mocno w fotel. Świetne są efekty deszczu, niektóre modele stworów czy satysfakcja płynąca z rozwijania Bezimiennego. Jasne, nadal występują błędy techniczne, ale twórcy bardzo szybko je łatają. Gra nie prowadzi za rączkę, nie podpowiada, co należy zrobić. Jest dokładnie tym, czego najwięksi fani mogą oczekiwać. Tutaj sami musimy zrozumieć, co, gdzie i jak. Szukać, kombinować, analizować. To jest kapitalne i cieszę się, że twórcy zdołali zachować tego ducha oryginału.

Maciej Zabłocki Strona autora
Swoją przygodę z recenzowaniem gier rozpoczął w 2005 roku. Z wykształcenia dziennikarz, ale zawodowo pracujący też w marketingu. Na PPE odpowiada głównie za testy sprzętów i dział tech. Gatunkowo uwielbia RPG, strategie i wyścigi. Uzależniony od codziennego czytania newsów i oglądania konferencji.
cropper