Nocny lot aeroplanem (2026) – recenzja filmu [Apple]. John Travolta o sobie

Nocny lot aeroplanem (2026) – recenzja, opinia o filmie [Apple]. John Travolta o sobie

Piotrek Kamiński | Dzisiaj, 21:00

Kilku, może kilkunastoletni chłopiec zostaje poinformowany, że za chwilę odbędzie swój pierwszy lot w życiu. Magia aeronautyki natychmiast robi na nim wrażenie i trzyma go... przez co najmniej sześćdziesiąt minut, które spędzimy oglądając film Johna Travolty, pod tytułem „Nocny lot aeroplanem”.

John Travolta wypłynął rolą w „Chłopcu w plastikowej bańce” z 1976, który to film kochałem całą sobą, oglądając go z mamą w latach dziewięćdziesiątych. Prawdziwą sławę przyniosła mu jednak dopiero „Gorączka sobotniej nocy”, absolutny gigant świata musicali – a coś o tym wiem, w końcu dałem „Kotom” 8/10... Tak. Później przyszły absolutnie świetne w swoich kategoriach „Grease” oraz „I kto to mówi”, ale dopiero Quentin Tarantino spojrzał na niego i stwierdził, że oto stoi przed nim facet z potencjałem. Dał mu w „Pulp Fiction” rolę Vincenta Vegi, brata Vica, lubiącego ucinać ludziom uszy gangstera ze „Wściekłych psów”. Natychmiast po tym, jego kariera eksplodowała i eksplozja ta nieprzerwanie trwała dwadzieścia lat. Plus minus. Koktajl złożony z kiepskich decyzji, osobistych tragedii i bycia jedną z głów prominentnej sekty sprawił jednak, że ostatecznie przestał on być jednym z „tych” aktorów, do których dzwoni się, kiedy chce się zapewnić filmowi żwawe, kinowe życie.

Dalsza część tekstu pod wideo

Czy „Nocny lot aeroplanem” będzie jego powrotną trampoliną w sam środek śmietanki Hollywood? Raczej nie. Nie powiedziałbym jednak, że jest to zły film – a już na pewno nie gorszy niż jakiś „Cash out”. To film bardzo prywatny, skupiający się na osobistych przeżyciach autora i jego miłości do całej idei lotnictwa. Problem z tego typu produkcjami jest jednak taki, że są to filmy zrobione przez autora... często dla autora. Czyli pełne emocji, które być może (choć nie można mieć żadnej pewności) będą zrozumiałe dla widza. Taka sobie perspektywa.

Nocny lot aeroplanem (2026) – recenzja, opinia o filmie [Apple]. John o Travolcie. Bez Nicolasa Cage'a

To będzie bardzo krótki tekst, bo i cały film trwa ledwie sześćdziesiąt minut i praktycznie w całości poświęcony jest jednej rzeczy – przebywaniu na pokładzie samolotu. I bezapelacyjnie czuć tutaj, że jest to absolutny konik Travolty. Sam reżyser, scenarzysta i głos narratora w jednej osobie zrobił swoją licencję pilota w roku 1978, w wieku zaledwie 22 lat. Boeingi, Lufthanse, American Airlinesy, silniki, ciąg i wszystko pomiędzy korciły go od najmłodszych lat, wcale nie mniej niż aktorstwo. Mam wręcz tekst o nim jako pilocie w jednym ze swoich podręczników do języka angielskiego. I miłość ta promieniuje w stronę widza z każdego jednego ujęcia tego filmu.

Travolta zastosował kilka sztuczek, dzięki którym planował rozkochać nas w lotnictwie. Pierwszym, co rzuca się w oczy, jest ciepła, przytulna atmosfera zdjęć kręconych wewnątrz samolotu. Jest coś szalenie przyjemnego w tym, jak nostalgiczne, babciowe firanki osłaniają okna, za którymi szaleje śnieżyca. Całe oświetlenie jest żółte, ciepłe, relaksujące. Nawet pokazując nam odrobinę ciaśniejsze, bardziej ekskluzywne przestrzenie, jak kokpit, pamięta aby pokazać pilotów jako ludzi przyjaznych, pogodnych i pomocnych. Po pokładzie poruszają się natomiast stewardessy. Dzisiaj już się tak nie mówi. Ktoś obraził się, stwierdzając, że określenie to jest uwłaczające, więc obecnie mówi się, że wchodzimy w interakcję z obsługą lotu. Tak, czy inaczej, obsługa lotów młodego chłopca, Jeffa (Clark Shotwell), który jak nic jest awatarem samego Travolty, to sami najlepsi specjaliści w swojej branży. Każda z dziewczyn jest ładna, nieskazitelnie profesjonalna i aż bije od nich matczyną troską, w której nie sposób się nie zakochać. Co jest o tyle problematyczne, że jedna z nich, piękna Doris (Ella Bleu Travolta), zostanie pierwszą miłością naszego dziesięć lat młodszego bohatera. Czysto powierzchownie, ich relacja jest urocza, czysta i piękna, ale staje się lekko dziwna, kiedy zacząć o niej myśleć. To właśnie ten problem robienia filmu „dla siebie”, o którym mówiłem wcześniej. Jestem pewien, że John, pisząc te słowa, czuł gigantyczną falę nostalgii i potężnych, rozbrajających wręcz uczuć. Widz? Już niekoniecznie.

Nocny lot aeroplanem (2026) – recenzja, opinia o filmie [Apple]. No to lecimy

Samej fabuły jest tu tyle, co nic. Jeff i jego mama, Helen (Kelly B. Eviston) lecą w jedno miejsce, ponieważ ona – być może – dostanie rolę w jakimś filmie. Raczej nie z Paulem Newmanem – jej ulubionym aktorem wszech czasów – ale będzie to okazja do pokazania się na ekranie i, kto wie, może również sposób na obrócenie całego swojego życia o sto osiemdziesiąt stopni? Na ten moment, Helen i Jeff mieszkają sami. Ona kocha jego, a on uwielbia ją, ale dobrze byłoby mieć kogoś więcej w życiu. Rzecz w tym, że zarówno ona nie umie powiedzieć nie, jak i on nie wie, kiedy kłamstwo przestaje być pochlebstwem, a staje się, cóż... zwykłym kłamstwem. Najważniejsze pozostaje jednak to, że cały czas szczerze kochają się nawzajem. Tak właśnie działa cały ten film – dzieją się różne, nie zawsze świetne rzeczy, lecz nasi bohaterowie cały czas patrzą na nie względnie pozytywnie, wznosząc się – jak ten samolot – ponad ciemne chmury. Jeff upuścił piękny model samolotu? No to trzeba go kupić. A może pan kapitan pomoże mu go naprawić? To jedna z tych produkcji, które nie pozwalają choćby przez pół sekundy poczuć się gorzej. I wydaje mi się, że jest w tym coś pięknego.

Trzeba jednak przyznać, że „Nocny lot aeroplanem” nie jest filmem wybitnym, pod żadnym względem. Młody Jeff jest zdecydowanie sympatycznym dzieciakiem, choć nie wróżyłbym mu Oscara w najbliższej przyszłości, co jest o tyle problematyczne, że praktycznie cała fabuła i większość dialogów kręcą się wokół niego. Na szczęście, samą narracją zajął się Travolta, dzięki czemu możemy poczuć, że po prostu oglądamy jego wspomnienia. Część scen, jak spotkanie z trzymetrowym mężczyzną, choć uroczo dziecinne i dobrze pokazujące tę kilkuletnią perspektywę, jest zupełnie niepotrzebna, co jest o tyle bolesne, że nawet z nimi film trwa tylko dwa mrugnięcia okiem ponad godzinę. To zdecydowanie laurka wystawiona awionice jako takiej, lecz nie uważam aby było w niej wystarczająco dużo materiału, aby zachęcić przeciętnego widza do seansu. I weź tu to teraz oceń!

Advertisement

Atuty

  • Nostalgiczny, przyjemny klimat;
  • Kilka uroczych momentów;
  • Dobra scenografia i kostiumy.

Wady

  • To właściwie opowieść, jaką ojciec mógłby opowiedzieć swoim dzieciom, bardzo prywatna, przez co mało atrakcyjna dla szerszego widza;
  • Młody aktor w roli Jeffa nie zawsze radzi sobie z materiałem.

„Nocny lot aeroplanem” to bardzo osobista, pełna uroku historia, która jednak powstała z jednym widzem na myśli – Johnem Travoltą. Jeśli masz akurat chęć na takie ciepłe kluchy i nostalgię, to możesz całkiem dobrze się na nim bawić, ale w innym wypadku raczej nie ma co liczyć na to, że cię porwie.

5,5
Piotrek Kamiński Strona autora
Z wykształcenia filolog, z zamiłowania gracz i kinoman pochłaniający popkulturę od przeszło 30 lat. O filmach na PPE pisze od 2019. Zarówno w grach, jak i filmach najbardziej ceni sobie dobrą fabułę. W wolnych chwilach lubi poczytać, pójść na koncert albo rodzinny spacer z psem.
cropper