Directive 8020

Directive 8020 - recenzja gry. Najlepsze Dark Pictures, ale czy przebito Until Dawn?

Mateusz Wróbel | Dzisiaj, 20:30

Już na samym wstępie należy to ogłosić głośno i wyraźnie: recenzowane The Dark Pictures: Directive 8020 to bezapelacyjnie najlepsza odsłona całej antologii. Nowe dzieło studia Supermassive Games bez trudu zostawia w tyle swoich szacownych poprzedników, takich jak Man of Medan, The Devil in Me czy Little Hope, wznosząc całą serię na zupełnie nowy, dotąd nieosiągalny poziom realizacji oraz angażującej opowieści.

Seria interaktywnych horrorów od brytyjskiego dewelopera od lat przyzwyczajała nas do określonej, nieco skostniałej formuły kinowego doświadczenia. Choć poszczególne produkcje potrafiły skutecznie zaangażować gracza na jeden lub dwa wieczory, to często cierpiały na powtarzalne bolączki, schematyczne zwroty akcji oraz ograniczenia technologiczne. W przypadku najnowszego tytułu widać jednak gigantyczny skok jakościowy, który w pewnym stopniu redefiniuje strukturę i możliwości tej antologii.

Dalsza część tekstu pod wideo

Twórcy postanowili odważnie porzucić bezpieczne, klasyczne motywy nawiedzonych statków czy czarownic, rzucając wyzwanie wymagającemu gatunkowi science-fiction. Decyzja o przeniesieniu akcji w głęboki kosmos okazała się absolutnym strzałem w dziesiątkę, otwierając przed scenarzystami zupełnie nowe ścieżki narracyjne. Gra nie tylko rozwija dotychczasowe pomysły studia, ale wprowadza rozwiązania, które rewolucjonizują zarówno dynamikę opowiadania historii, jak i samą interakcję z otoczeniem.

Kosmiczny koszar i zagłada ludzkości

Fabuła gry przenosi nas w daleką, zatrważającą i niezwykle ponurą przyszłość, w której ludzkość staje na skraju ostatecznej zagłady. Ziemia, z racji ram czasowych, w których osadzono akcję opowieści, nie nadaje się już absolutnie do życia, stając się jedynie martwym, zrujnowanym wspomnieniem dawnej potęgi naszego gatunku. Człowiek zniszczył swoją kolebkę, a desperackie próby ratunku doprowadziły do przeniesienia resztek cywilizacji w inne rejony kosmosu.

Co gorsza, skolonizowany z wielkim trudem Mars ulega nagłemu, gwałtownemu zniszczeniu, co brutalnie grzebie ostatnie nadzieje na przetrwanie w obrębie znanego nam Układu Słonecznego. Zdesperowani ocalali, odcięci od jakichkolwiek zasobów i bezpiecznych przystani, zmuszeni są szukać nowego domu daleko poza granicami tego, co dotychczas zbadano. Przyszłość ludzkiego gatunku zawisła na skrajnie cienkiej nitce, zależnej od powodzenia jednej, kluczowej misji.

W tym celu w kierunku całkowicie obcego, niezbadanego układu gwiezdnego zostaje wysłana zaawansowana technologicznie misja ratunkowa, której celem jest obiecująca planeta Tau Ceti f. To właśnie tam, według wyliczeń astronomów, ma narodzić się nowa cywilizacja i schronienie dla ostatnich ludzi. Jednak kosmiczny los szybko i boleśnie weryfikuje ambitne plany ziemskich nawigatorów oraz naukowców podróżujących na pokładzie statku w recenzowanym Directive 8020.

Po dramatycznej i niespodziewanej awarii jednostki, załoga zostaje uwięziona w lodowatej pustce i odkrywa na miejscu dziwną, nieznaną dotąd naukowej myśli materię. Ta przedziwna substancja wkrótce okazuje się śmiertelnym zagrożeniem, zaczynając atakować zdezorientowanych bohaterów na najbardziej rozmaite, makabryczne i wyrafinowane sposoby. Kosmiczna anomalia bezlitośnie infiltruje statek, burząc integralność załogi i zmuszając ją do walki o każdą sekundę życia

Cała historia jest niezwykle ciekawa i daje głębokie refleksje na temat tego, jak może wyglądać świat oraz ludzkie relacje w tak dalekiej przyszłości. Scenariusz znakomicie trzyma w napięciu od pierwszych minut, umiejętnie dawkując tajemnicę i nie pozwalając na chwilę nudy. Opowieść angażuje emocjonalnie, stawiając pytania o granice człowieczeństwa w obliczu nieznanego i bezwzględnego zagrożenia ze strony obcej formy egzystencji.

Galeria postaci i ciężar decyzji

Tym, co najbardziej wyróżnia recenzowane Directive 8020 na tle wcześniejszych interaktywnych filmów SupermassiveGames, jest monumentalna wręcz masa unikalnych bohaterów. Łącznie w trakcie całej przygody poznajemyhistorie około dziesięciu postaci tworzących personel misji. Każda z tych osób posiada własną, wyraźnie zarysowaną przeszłość, odmienne motywacje oraz unikalne spojrzenie na tragiczne położenie, w jakim się znaleźli.

Spośród tej licznej i zróżnicowanej grupy, deweloperzy oddają w nasze ręce aż sześciu w pełni grywalnych bohaterów, którymi sterujemy na przemian w kluczowych momentach opowieści. Taka rotacja perspektyw pozwala nam dogłębnie zrozumieć dynamicznie zmieniające się relacje wewnątrz grupy oraz spojrzeć na narastający kryzys z różnych punktów widzenia.

Co niezwykle istotne i innowacyjne, pozostali członkowie załogi, mimo że nie są bezpośrednio sterowani przez gracza, również mogą bezpowrotnie zginąć. Ich przetrwanie zależy bezpośrednio od tego, jakie decyzje podejmiemy w skórze grywalnych postaci oraz jak potoczą się losy poszczególnych misji ratunkowych. Sprawia to, że każca sekwencja dialogowa i każdy wybór moralny zyskują gigantyczną wagę, determinując ostateczny kształt i liczebność personelu.

Relacje między kosmonautami zostały rozpisane z dużą dbałością o psychologiczne detale, dzięki czemu z łatwością przychodzi nam zżyć się z wirtualną załogą. Strata któregokolwiek z członków ekipy boli podwójnie, zwłaszcza gdy uświadomimy sobie, że za ich śmierć odpowiada nasza nieuwaga lub błędna ocena sytuacji. Buduje to niesamowite poczucie odpowiedzialności, które towarzyszy nam przez całą sześcio czy siedmiogodzinną podróż.

Nowa jakość animacji - twarzowy majstersztyk

Totalnie topowym elementem omawianego Directive 8020, który zasługuje na najwyższe uznanie i osobny, głośny aplauz, sąanimacje postaci, a zwłaszcza ich twarzy. Wygląd mimiki w najnowszym dziele studia to absolutna klasaświatowa, wyznaczająca zupełnie nowe, nieosiągalne dotąd standardy dla całej branży. Supermassive Gamesdokonało gigantycznego skoku technologicznego, który wprost deklasuje konkurencję pod względemfotorealizmu postaci.

Obserwowanie subtelnych zachowań gałek ocznych, mikroekspresji wyrażających skrajne emocje czy precyzyjnej pracy mięśni na policzkach wywołuje autentyczny zachwyt podczas seansu. Każdy grymas bólu, przerażenia czy niepewności wygląda niesamowicie naturalnie, pozwalając bezbłędnie odczytać stan emocjonalny bohatera jeszcze przed wypowiedzeniem przez niego kwestii. Prawdziwy realizm tkwi w detalach, takich jak rozszerzające się źrenice. I jest to naprawdę zauważalne gołym okiem gracza.

Co więcej, ten wizualny, twarzowy majstersztyk został zrealizowany bez jakichkolwiek widocznych błędów, nienaturalnych deformacji czy glitchy, które tak często trapiły poprzednie odsłony czy takie gry jak Mass Effect Andromeda. Silnik graficzny radzi sobie z renderowaniem detali skóry w sposób bezbłędny, co eliminuje nienaturalny efekt tzw. doliny niesamowitości.

Dzięki tak genialnej oprawie, postacie przestają być jedynie bezdusznymi, cyfrowymi modelami realizującymi zaprogramowane skrypty, a stają się autentycznymi, żywymi ludźmi z krwi i kości. Ich strach staje się namacalny, a my jako gracze znacznie silniej współodczuwamy ich dramatyczne położenie w klaustrofobicznych czy też bardziej otwartych korytarzach.

Swoboda eksploracji i nowości w ramach Directive 8020

A będąc właśnie przy korytarzach, w kwestii samej rozgrywki brytyjscy deweloperzy postawili na znacznie większą, wręcz rewolucyjną jak na tę serię swobodę eksploracji otoczenia. Choć samych unikalnych lokacji w grze nie ma spektakularnie dużo, to ich struktura i projekt diametralnie różnią się od dotychczasowych korytarzowych doświadczeń. Zamiast ciasnych, ściśle wyznaczonych ścieżek, gracz otrzymuje do dyspozycji znacznie bardziej otwarte i rozbudowane strefy.

Do niektórych z tych unikalnych obszarów regularnie i celowo powracamy w ramach świetnie usytuowanych ośmiu rozdziałów całej historii. Te powroty nie nużą, ponieważ dają nam idealną okazję do zdobycia nowych, wcześniej niedostępnych znajdziek oraz wykonania zróżnicowanych aktywności. Taka konstrukcja świata gry zachęca do dokładnego myszkowania i sprawia, że badane lokacje wydają się autentycznym, spójnym miejscem dramatycznych wydarzeń.

Większa swoboda w zabawie przejawia się również w bogatszym, znacznie bardziej responsywnym wachlarzu ruchów, jakimi dysponują nasi podopieczni podczas przemierzania pokładu. Kierowanymi przez nas bohaterami możemy teraz nie tylko wolno spacerować, ale również swobodnie biegać, kucać oraz sprawnie chować się za elementami otoczenia. Te z pozoru proste zmiany fundamentalnie zmieniają dynamikę obcowania z grą i kontroli nad postacią.

Wprowadzenie tych mechanik w Directive 8020 umożliwiło projektantom zaimplementowanie pełnoprawnych sekwencji skradankowych, w których musimy aktywnie unikać patrolujących teren stworów i kosmicznych zagrożeń. Co więcej, w sytuacji, gdy popełnimy błąd i zostaniemy wykryci przez oponenta, gra pozwala na podjęcie bezpośredniej walki w zwarciu. Sprawia to, że rozgrywka rzadziej polega wyłącznie na biernym oglądaniu przerywników filmowych i czekaniu na sekwencje QTE.

Otwarcie przestrzeni pozwoliło twórcom na znacznie ciekawsze i bardziej kreatywne rozmieszczenie na mapach różnego rodzaju ukrytych sekretów oraz fabularnych znajdziek. Eksploracja zakamarków statku nagradza dociekliwych graczy cennymi informacjami, notatkami oraz logami, które budują bogate tło historyczne całego uniwersum. Szukanie poukrywanych przedmiotów stało się dzięki temu angażującą i satysfakcjonującą częścią samej pętli rozgrywki, zważywszy na to, że wszystkie znajdźki i ich wstępne miejsce opisano w menu, więc kolekcjonerzy mają ułatwione - i bardzo dobrze - zadanie.

Projektanci pokusili się także o zaprojektowanie czegoś zupełnie nowego w formie prostych, aczkolwiek przyjemnych mini-gier, które urozmaicają czas spędzony przed ekranem. Regularnie przychodzi nam brać udział w sekwencjach przełączania zasilania w zniszczonych modułach oraz zbierania rozrzuconych baterii, które zasilają zablokowane drzwi.

Sztuczna inteligencja pod lupą

Niestety, w tej imponującej beczce miodu znajduje się również spory, niezwykle rzucający się w oczy minus, którym jest sztuczna inteligencja wrogów. AI oponentów jest nadal bardzo głupie, mało responsywne i kompletnie niedostosowane do nowoczesnych standards gier nastawionych na skradanie. Potwory przemierzające korytarze bazy zachowują się momentami całkowicie bezmyślnie, poruszając się po sztywno rozpisanych i łatwych do przewidzenia trasach.

W trakcie zabawy w recenzowanym Directive 8020 nagminnie dochodzi do wręcz absurdalnych sytuacji, w których możemy bezkarnie i swobodnie przechodzić niemalże między nogami wrogów, a i tak rzadko kiedy zostaniemy zauważeni. Brak czujności ze strony obcej materii drastycznie obniża poziom trudności sekwencji skradankowych i potrafi skutecznie zepsuć pieczołowicie budowaną atmosferę zaszczucia. Szkoda, że deweloperzy nie dopracowali tego elementu, gdyż psuje on ogólne wrażenie z nowo wprowadzonych mechanik.

Mimo wyraźnej ułomności systemów sztucznej inteligencji, cała przygoda rozpisana na osiem zwartych rozdziałów potrafi bez reszty pochłonąć gracza na około sześć do siedmiu godzin. To wręcz idealny czas trwania dla tego typu interaktywnej produkcji, który nie pozwala na znużenie, oferując przy tym masę niespodziewanych zwrotów fabularnych.

Dźwiękowe niedociągnięcia i znikoma atmosfera strachu

Mam jednak bardzo poważne i uzasadnione zastrzeżenie do sfery udźwiękowienia nowej produkcji Supermassive Games, która w mojej opinii wypada po prostu słabo. Ścieżka dźwiękowa jest zaskakująco uboga i rzadko kiedy w ogóle słyszymy w tle jakąkolwiek muzykę, która potrafiłaby skutecznie podbić emocje. Brakuje tu głębokich, niepokojących utworów orkiestrowych lub industrialnych brzmień, które byłyby w stanie dobitnie podkreślić grozę kosmicznej pustki.

Ogólnie rzecz biorąc, w Directive 8020 jest stosunkowo mało typowych momentów, w których możemy się realnie i z impaktem przestraszyć podczas grania. Twórcy wyraźnie i świadomie zrezygnowali z tanich sztuczek oraz wyskakujących zza rogu potworów na rzecz powolnego budowania intrygi. Dla fanów klasycznych, krwawych horrorów nastawionych na ciągłe krzyki i wysoki puls, taka powściągliwość deweloperów może okazać się sporym zawodem.

Technikalia, w tym DualSense w Directive 8020

Na ogromny plus należy zaliczyć rewelacyjne i niezwykle pomysłowe wykorzystanie unikalnych możliwości kontrolera DualSense na konsoli PlayStation 5. Deweloperzy zrobili wszystko, aby zaawansowane technologie haptyczne oraz głośnik pada służyły budowaniu immersji. Każda interakcja z kosmiczną technologią jest wyczuwalna na dłoniach gracza, co znacząco podnosi satysfakcję z wykonywania najprostszych czynności środowiskowych.

Świetnym tego przykładem z recenzowanego Directive 8020 jest sytuacja, gdy po założeniu przez bohatera hełmu, docierające do nas głosy innych członków załogi słyszymy zupełnie inaczej. Dźwięk ulega charakterystycznej modyfikacji, imitując radiowy, metaliczny pogłos, co brzmi niesamowicie realistycznie. Podobnie podczas korzystania z pokładowego komunikatora, na którym piszemy z innymi, z głośnika pada dobiegają unikalne piknięcia, budując wspaniałe wrażenie obcowania z prawdziwym sprzętem astronautów.

Równie pozytywnie odebrałem same animacje poruszania się bohaterami pod naszą bezpośrednią kontrolą, gdyż czuć w nich odpowiedni ciężar kombinezonów oraz grawitację. Niestety, ta technologiczna i immersyjna sielanka została kilkukrotnie zachwiana przez zauważalne i irytujące problemy z optymalizacją kodu gry. Produkcja testowana na standardowym PlayStation 5 miewała momenty, w których widocznie gubiła stałą liczbę klatek na sekundę.

Kilka razy wyraźnie czułem gorszą optymalizację, gdy na ekranie pojawiały się zaawansowane, specjalne elementy graficzne generowane przez silnik. Wylewająca się wartkim strumieniem niebieska maź, wybuchająca nagle wokół nas kosmiczna pleśń czy eksplodujące z impaktem beczki potrafiły zauważalnie dławić konsolę. Te chwilowe spadki płynności potrafiły wybić z rytmu, ale nie było to nic poważnego.

Werdykt nad Directive 8020

Na sam koniec muszę zgłosić pewne zastrzeżenie do ogólnej liczby kluczowych wyborów, których w mojej opinii było dość mało jak na produkcję tego typu. Gra rzadziej niż starsze hity studia stawia nas przed prawdziwymi dylematami, które diametralnie zmieniałyby strukturę kolejnych scen. W bezpośrednim porównaniu z kultowym i niedoścignym pod tym względem Until Dawn, system przyczynowo-skutkowy wydaje się uproszczony i mniej rozgałęziony.

Co więcej, same śmierci poszczególnych bohaterów również nie były jakieś spektakularne, widowiskowe czy przerażające, do czego przyzwyczaiła nas ta seria. Momentami sceny zgonów kosmonautów bywały wręcz na swój sposób mimowolnie zabawne i groteskowe. Ogromna w tym wina wspomnianego już wcześniej, fatalnego braku jakiejkolwiek dynamicznej muzyki, która nadałaby tym tragicznym i ostatecznym momentom odpowiedniego, dramatycznego tonu. W takich grach to podstawa!

Jednakże pomimo tych wszystkich wspomnianych wad, gorszej optymalizacji i ułomnej SI, Directive 8020 oceniam na jedną z lepszych gier z wyborami, bo dała nam w końcu swobodę, której ciężko szukać w innych grach tego typu.. To krok w doskonałym kierunku dla całej antologii, oferujący rewelacyjną historię, obłędną oprawę wizualną twarzy oraz upragnioną swobodę, która bawi od początku do końca, a nie sprawia, że czujemy się jak w klatce, oglądając 20 minut przerywnika, potem wybierając dialog, a na końcu wciskając jakieś przyciski. Tutaj mamy do roboty o wiele więcej!

Interesuje Cię ten tytuł? Sprawdź nasz poradnik do Directive 8020.

Advertisement

Ocena - recenzja gry Directive 8020

Atuty

  • Świetna historia fabularna i ciekawe zakończenie
  • Mistrzowska animacja twarzy
  • Większa swoboda i eksploracja
  • Smaczki w postaci mini-gierek czy komunikatora
  • Dobry projekt lokacji
  • Dark Pictures w końcu po polsku!

Wady

  • Śmierci bohaterów nie są tak efektowne jak w Until Dawn
  • Nie każdy się zgodzi, ale dla mnie zabrakło elementów grozy (ciężko się przestraszyć)
  • Słabe udźwiękowienie

Directive 8020 to bezapelacyjnie najlepsza gra z antologii The Dark Pictures, jednakże fenomenu Until Dawn dalej nie przebito...
Graliśmy na: PS5

Mateusz Wróbel Strona autora
Na pokładzie PPE od połowy 2019 roku. Wielki miłośnik gier wideo oraz Formuły 1, czasami zdarzy mu się sięgnąć również po jakiś serial. Uwielbia gry stawiające największy nacisk na emocjonalną, pełną zwrotów akcji fabułę i jest zdania, że Mass Effect to najlepsza trylogia, jaka kiedykolwiek powstała.
cropper