Yoshi and the Mysterious Book - recenzja i opinia o grze [Switch2]. Ta przygoda Was zaskoczy
Po ważnej roli w najnowszym filmie Nintendo z Marianem w roli głównej, zielony dinozaur powraca z własną opowieścią. Czy jednak warto zainteresować się Yoshi and the Mysterious Book? Przeczytajcie naszą recenzję.
Nintendo od lat doskonale wie, jak rozwijać swoje światy oraz bohaterów. Mario, Link, Kirby czy Donkey Kong regularnie wracają w nowych odsłonach, ale firma coraz częściej pokazuje też, że potrafi mądrze przypominać o postaciach, które przez lata funkcjonowały trochę obok największych premier. Yoshi jest tutaj idealnym przykładem - bohater pojawił się w filmie „Super Mario Galaxy Film”, gdzie odegrał ważną rolę, a zaledwie kilka tygodni po premierze tej opowieści otrzymuje własną, pełnoprawną produkcję na Nintendo Switcha 2.
Yoshi and the Mysterious Book nie jest jednak zwykłą platformówką i właśnie to najbardziej zaskakuje już od pierwszych minut. Jeśli spodziewacie się prostej kontynuacji Yoshi’s Crafted World, w której ponownie będziemy po prostu biegać przez śliczne poziomy, zbierać znajdźki i zjadać przeciwników, to możecie być naprawdę zaskoczeni. Nintendo tym razem prowadzi Yoshiego w trochę innym kierunku - bardziej nastawionym na obserwowanie świata, eksperymentowanie, poznawanie zachowań i rozwiązywanie zagadek przez kombinowanie.
Yoshi and the Mysterious Book już na starcie zaskakuje. To nadal kolorowa, urocza i bardzo przystępna przygoda, ale pod tą sympatyczną warstwą kryje się pomysł. Co dokładnie proponują deweloperzy, czym jest tytułowa, tajemnicza księga i czy taka zmiana kierunku może spodobać się fanom? Zacznijmy od podstaw.
Opowieść Pana Encyklopedii

Fabuła recenzowanego Yoshi and the Mysterious Book zaczyna się bardzo niewinnie, dokładnie tak, jak można byłoby oczekiwać po tej serii. Zielony Yoshi spędza czas ze swoimi przyjaciółmi, czyli dinozaurami w różnych kolorach, odpoczywa, zajada się smakołykami i korzysta z uroków spokojnego dnia. Wtedy jednak z nieba spada… Pan Encyklopedia. Wielka, gadająca księga już na starcie prosi, by mówić do niej po prostu Mr. E, a chwilę później dosłownie otwiera się przed nowymi znajomymi i zaczyna prezentować zapiski znajdujące się na jej kartach. Jak na encyklopedię przystało, Mr. E posiada informacje o różnych miejscach, siedliskach i tajemniczych istotach, ale szybko okazuje się, że ta niezwykła księga nie jest jeszcze kompletna.
I tutaj zaczyna się zadanie Yoshiego oraz jego znajomych. Mr. E przekazuje bohaterowi specjalną lupę, dzięki której możemy przyglądać się kolejnym stronom-krainom, wypatrywać ukrytych stworzeń, a następnie wchodzić do wnętrza księgi, by poznawać ich zachowania. To bardzo fajny punkt wyjścia, bo fabuła nie próbuje udawać wielkiej, dramatycznej opowieści, ale od razu tłumaczy, dlaczego tym razem Yoshi nie będzie po prostu biegł przed siebie. Naszym celem nie jest klasyczne przejście z punktu A do punktu B, tylko odkrywanie, obserwowanie i uzupełnianie wiedzy o stworzeniach zamieszkujących kolejne strony tajemniczej encyklopedii.
Twórcy zdecydowali się więc na zupełnie inne podejście do platformówki 2D. W Yoshi and the Mysterious Book kluczowe jest wykonywanie zadań, które pozwalają lepiej zrozumieć konkretne istoty - ich zdolności, słabości, przyzwyczajenia i to, jak mogą wpłynąć na otoczenie. Dzięki temu Yoshi zyskuje dostęp do różnych możliwości, a gracz zaczyna patrzeć na poziomy bardziej jak na małe ekosystemy niż tradycyjne plansze do przebiegnięcia. Gra bardzo przyjemnie zaskakuje właśnie tym, że na naszych oczach Yoshi staje się małym przyrodnikiem: bada świat, dokumentuje stworzenia i odkrywa ich sekrety. To już nie jest tylko poboczna postać z przygód Mario, która biega, skacze i zjada wszystko na swojej drodze. Tutaj Yoshi jest prawdziwym odkrywcą.

Nie oczekujcie od Yoshi and the Mysterious Book zapadających w pamięć zwrotów akcji, wyjątkowo mocnych scen czy wielowątkowej opowieści, która będzie napędzać dyskusje po napisach końcowych. Fabuła jest tutaj bardzo lekka i pełni przede wszystkim rolę sympatycznego dodatku do głównej misji związanej z odkrywaniem kolejnych stron w towarzystwie Mr. E. To właśnie badanie stworzeń, poznawanie ich zachowań i uzupełnianie tajemniczej encyklopedii jest sercem całej przygody, a sama historia ma raczej nadać temu wszystkiemu przyjemny kontekst niż wychodzić na pierwszy plan.
Nie oznacza to jednak, że deweloperzy całkowicie odcięli Yoshi and the Mysterious Book od świata Mario. Wręcz przeciwnie - gra bardzo subtelnie przypomina, że Yoshi nadal funkcjonuje w tym samym uniwersum, a na jego drodze pojawiają się dobrze znane twarze. W przygodzie spotykamy między innymi Bowsera Jr. oraz Kameka, którzy wpływają na losy bohatera i wprowadzają do tej spokojnej, odkrywczej opowieści trochę zamieszania. Dzięki temu całość nie traci własnej, lekkiej tożsamości, ale jednocześnie pozostaje częścią większego świata Nintendo.
Yoshi and the Mysterious Book nie oferuje dziesiątek stron zapisków, nie zalewa gracza toną tekstu i nie jest produkcją, w której trzeba czytać ogromne dialogi, ale mimo wszystko to kolejna gra Nintendo, która na premierę nie otrzymała polskiej lokalizacji… a zdecydowanie powinna. Japończycy rozpoczęli już tłumaczenie swoich gier na nasz język, co oczywiście bardzo cieszy, ale nadal robią to zdecydowanie zbyt wolno. Przy tak rodzinnej, przystępnej i skierowanej również do młodszych odbiorców produkcji brak polskich napisów po prostu boli, bo Yoshi aż prosi się o to, by mógł bez żadnej bariery trafić do dzieciaków i całych rodzin w Polsce.
Yoshi and the Mysterious Book to niezwykła platformówka

Yoshi and the Mysterious Book od początku bardzo jasno pokazuje, że nie chce być klasyczną platformówką, w której po prostu biegniemy przez kolejne plansze i szukamy mety. Yoshi za sprawą specjalnej lupy obserwuje rozdziały-krainy ukryte w encyklopedii Mr. E, wypatruje tajemniczych stworzeń, a następnie przenosi się do siedlisk, by poznać ich zachowania oraz umiejętności. To właśnie ten element jest sercem całej rozgrywki - nie samo skakanie, nie typowe zbieractwo, ale odkrywanie, co potrafi dana istota i jak można wykorzystać jej możliwości do rozwiązania konkretnego zadania.
Bohater nadal korzysta z klasycznych ruchów, więc może skakać, wykonywać charakterystyczny flutter jumpy, zjadać przeciwników lub istoty i oczywiście tworzyć jajka, którymi później rzuca w wybrane miejsca. Twórcy szybko pokazują jednak, że samo połykanie stworzeń nie zawsze jest najlepszym rozwiązaniem. Bardzo często Yoshi nie zyskuje wtedy konkretnej mocy, tylko po prostu zamienia istotę w jajko. Znacznie ciekawiej robi się w momencie, gdy bohater wrzuca dane stworzenie na swoje plecy i dopiero wtedy zaczyna korzystać z jego zdolności. To mały, ale bardzo ważny zwrot w podejściu do rozgrywki, bo nagle nie patrzymy na mieszkańców świata jak na przeszkody lub „amunicję”, tylko jak na narzędzia do eksperymentowania.
I tych przykładów jest naprawdę sporo. Yoshi może wskoczyć na deskorolkę z oczami, która pozwala nie tylko szybko przemieszczać się po lądzie, ale także surfować po wodzie. Innym razem trafiamy na różowego ptaka kręcącego hula-hopem - jego zabawka świetnie sprawdza się do cięcia krzaków, ale może też posłużyć jako broń. Jest okrągłe, różowe stworzenie, które po dotknięciu pęka niczym guma balonowa, ptak z parasolem pozwalającym unosić się w powietrzu, żaba puszczająca bańki, do których Yoshi może wskakiwać, by dostać się w niedostępne wcześniej miejsca, czy ptak z dziobem idealnym do wystrzelenia w konkretny punkt. A gdy gra dorzuca rybę łowiącą inne ryby, to nagle okazuje się, że nawet tak prosta czynność jak wędkowanie może stać się elementem zabawy. W przygodzie nie brakuje wielkich ślimaków, przeciwnika-prześladowcę, gadającego bumeranga lub nawet… ośmiornicy, z której Yoshi korzysta jak z wodnego jetpacka. Kreatywności deweloperom naprawdę nie zabrakło.

Najlepsze jest to, że odkrycie podstawowej umiejętności każdej istoty trwa często dosłownie chwilę. Widzimy stworzenie, próbujemy je podnieść, zjeść, dosiąść albo wykorzystać w nietypowy sposób i po sekundzie rozumiemy, co mniej więcej potrafi. Ale prawdziwa zabawa zaczyna się dopiero wtedy, gdy musimy zastosować tę zdolność w praktyce. Twórcy nie prowadzą gracza za rękę i nie zasypują go komunikatami w stylu „teraz użyj tej mocy dokładnie tutaj”. Zamiast tego wrzucają nas do małej planszy i pozwalają kombinować. Czasami zadanie jest bardzo proste - znaleźć wszystkie postacie albo uratować konkretne przedmioty - ale sama droga do rozwiązania potrafi już wymagać naprawdę sprytnego wykorzystania nowych możliwości.
Właśnie dlatego Yoshi and the Mysterious Book tak dobrze działa jako gra nastawiona na odkrywanie. Nie ma tutaj licznika czasu, presji i klasycznego poczucia, że musimy jak najszybciej przejść do kolejnego etapu. Gameplay zachęca do spokojnego sprawdzania otoczenia, testowania stworzeń, wracania do tych samych miejsc i zadawania sobie prostego pytania: „a co się stanie, jeśli spróbuję tego?”. To bardzo przyjemna zmiana tempa, bo zamiast typowego platformowego biegu dostajemy coś bliższego małej, kolorowej łamigłówce środowiskowej. Plansze nie są wielkie, ale potrafią być gęste od drobnych pomysłów.
Muszę też podkreślić, że ta rozgrywka wcale nie zawsze jest banalnie prosta. Oczywiście Yoshi nadal pozostaje produkcją bardzo przystępną, rodzinną i przyjazną młodszym odbiorcom, ale kilka razy musiałem chwilę pokrążyć po planszy i zastanowić się, czego gra ode mnie oczekuje. Najzabawniejsze jest to, że czasami rozwiązanie wydawało się niemal absurdalne - jedna z domowniczek rzuciła mi pomysł, który na pierwszy rzut oka brzmiał jak kompletna abstrakcja, a po chwili okazywało się, że dokładnie o to chodziło. I to chyba najlepiej pokazuje siłę tej gry. Yoshi and the Mysterious Book nagradza nieszablonowe myślenie, a młodsi gracze, którzy często znacznie chętniej próbują dziwnych rozwiązań, mogą odnaleźć się tutaj zaskakująco dobrze.
Zabawa w odkrywanie

Rozgrywka w recenzowanym Yoshi and the Mysterious Book nie kończy się na szybkim wskoczeniu do lokacji, przebiegnięciu jej od lewej do prawej i „wyczyszczeniu” wszystkiego po drodze. W zasadzie bardzo często nie mamy tutaj jednego, jasno wyłożonego celu, który gra podaje nam na tacy. Zamiast tego trafiamy do siedliska konkretnego stworzenia i zaczynamy sprawdzać, co twórcy mogli ukryć w tej małej, kolorowej przestrzeni. Obserwujemy otoczenie, testujemy zdolności istot, próbujemy różnych rozwiązań i powoli odkrywamy, jakie atrakcje przygotowali dla nas deweloperzy. To trochę tak, jakby gra nie mówiła: „idź tutaj”, tylko pytała: „ciekawe, czy sam wpadniesz na to, co można tu zrobić?”.
Za wszystkie odkrycia otrzymujemy gwiazdki, które są niezbędne do odblokowywania kolejnych rozdziałów w encyklopedii Mr. E. Po wykonaniu głównego celu siedliska Yoshi opuszcza daną krainę, a zdobyta wiedza zostaje zapisana w księdze. Każda cecha stworzenia, którą udało nam się poznać, trafia na odpowiednią stronę, dzięki czemu encyklopedia naprawdę zaczyna wypełniać się informacjami. Jedno większe odkrycie jest nagradzane trzema gwiazdkami i zazwyczaj sygnalizuje zakończenie danego poziomu, ale jeśli chcemy wycisnąć z lokacji więcej, to bardzo często warto zostać dłużej i sprawdzić, co jeszcze da się tam znaleźć.

Bardzo podoba mi się też to, że po odkryciu stworzenia możemy nadać mu imię - albo zrobić to samodzielnie, albo pozwolić, by nazwał je Mr. E. To drobiazg, ale dobrze wzmacnia wrażenie, że Yoshi faktycznie prowadzi własne małe badania przyrodnicze, a nie tylko odhacza kolejne plansze. Każde stworzenie staje się częścią encyklopedii, a każda nowa informacja buduje poczucie postępu. Nie chodzi więc wyłącznie o zebranie odpowiedniej liczby gwiazdek do dalszej gry, ale też o tę przyjemność uzupełniania książki i odkrywania świata kawałek po kawałku.
Gra nie zostawia nas jednak całkowicie samych, jeśli gdzieś się zatniemy. Monety zbierane podczas poziomów można przeznaczać na wskazówki dotyczące odkryć, których jeszcze nie dokonaliśmy. Początkowo podpowiedź ujawnia jedynie sylwetkę danego odkrycia, ale jeśli wydamy więcej monet, otrzymujemy kolejne szczegóły. To bardzo dobre rozwiązanie, bo nie psuje przyjemności z samodzielnego kombinowania, a jednocześnie pomaga tym graczom, którzy nie chcą bez końca krążyć po małej planszy i szukać ostatniej brakującej gwiazdki. Dzięki temu Yoshi and the Mysterious Book pozostaje przystępne, ale nadal zachęca do uważnej, spokojnej eksploracji. Żałuję jedynie, że całość kończy się tak szybko - gdzieś po 6-7 godzinach zobaczyłem już pierwsze napisy końcowe, a później mogłem jeszcze sprawdzić kilka dodatkowych krain… jednak bez wątpienia nie jest to najbardziej rozbudowana gra. Oczywiście sporo zależy od samego podejścia - dosłownie do każdej misji możemy wrócić, by odkrywać kolejne sekrety, ale główny wątek kończy się szybko.
Ładnie, ale…

Yoshi and the Mysterious Book okazało się dla mnie naprawdę sporą niespodzianką. Podstawowe ukończenie poziomu zazwyczaj nie stanowi większego problemu, ale prawdziwa zabawa zaczyna się dopiero wtedy, gdy chcemy dokładnie poznać dane siedlisko i odkryć wszystkie sekrety przygotowane przez twórców. Wtedy trzeba już kombinować, testować różne pomysły i czasami naprawdę mocno zastanowić się, jak wykorzystać zdolność konkretnego stworzenia.
Nie będę jednak ukrywał, że w niektórych momentach brak faktycznych wyzwań trochę wpływa na odbiór rozgrywki. Yoshi and the Mysterious Book nie straszy śmiercią, nie każe liczyć żyć i bardzo rzadko stawia gracza w sytuacji realnego zagrożenia. To oczywiście pasuje do rodzinnego charakteru tej produkcji i na pewno sprawi, że młodsi gracze będą mogli spokojnie poznawać kolejne strony encyklopedii, ale starszym odbiorcom może czasami brakować napięcia. Nie nazwałbym tego dużą wadą, bo gra ma zupełnie inne cele, ale warto wiedzieć przed rozpoczęciem zabawy, że nie jest to platformówka nastawiona na mocniejsze wyzwania.
Pewnym rozczarowaniem jest za to brak kooperacji. W grze możemy wybrać jednego z dinozaurów, które różnią się tak naprawdę wyłącznie kolorem, ale sama przygoda pozostaje doświadczeniem wyłącznie dla pojedynczego gracza. Aż prosiło się tutaj o tryb dla dwóch osób, szczególnie że marka Yoshiego od lat kojarzy się z lekką, rodzinną rozgrywką, którą łatwo wyobrazić sobie na kanapie. Szkoda, bo wspólne odkrywanie siedlisk, kombinowanie z umiejętnościami stworzeń i szukanie sekretów mogłoby bardzo dobrze pasować do tej formuły.

Od strony wizualnej Yoshi and the Mysterious Book jest przyjemną, kolorową i bardzo sympatyczną przygodą. Wchodzenie do kolejnych krain wypada dobrze, lokacje są różnorodne, a całość ma urok dobrze namalowanej, dziecięcej opowieści. Trudno mi jednak powiedzieć, że to wyjątkowo piękna produkcja, która pokazuje pełnię możliwości Nintendo Switcha 2. Nowy sprzęt Nintendo udowodnił już kilka razy, że na małym ekranie potrafi naprawdę zachwycić, a tutaj dostajemy raczej bardzo ładną, ciepłą i spójną stylistykę niż technologiczną perełkę.
Twórcy nie wykorzystali też specjalnie unikalnych funkcji konsoli, choć akurat w tym przypadku trudno mieć o to wielkie pretensje. Sterowanie Joy-Conami jako myszką raczej nie pasowałoby do takiej rozgrywki, a sama gra została zbudowana wokół prostych, klasycznych akcji Yoshiego i eksperymentowania ze stworzeniami. Mimo to mam lekkie poczucie, że Nintendo mogło spróbować dorzucić choć jeden bardziej charakterystyczny element dla Switcha.
Czy warto zagrać w Yoshi and the Mysterious Book?
Nintendo od początku aktualnej generacji pokazuje, że nie chce zadowalać się prostymi kontynuacjami i bezpiecznym powtarzaniem tych samych schematów. Twórcy coraz chętniej biorą znanych bohaterów i wrzucają ich w trochę inne szaty, sprawdzając, czy stare marki mogą funkcjonować w nowych formułach. W zeszłym roku Donkey Kong otrzymał świetną, świeżą przygodę, a teraz podobną próbę przechodzi Yoshi - tylko zamiast kolejnej klasycznej platformówki dostaliśmy grę o odkrywaniu, obserwowaniu i kombinowaniu.
Yoshi and the Mysterious Book nie wykorzystuje całego potencjału tej koncepcji i trudno udawać, że wszystko tutaj działa idealnie. Brakuje kooperacji, poziom wyzwania jest bardzo łagodny, a oprawa - choć ładna i pełna uroku - nie jest pokazem możliwości Nintendo Switcha 2. Do tego dochodzi brak polskiej lokalizacji, który przy tak rodzinnej produkcji szczególnie mocno rzuca się w oczy.

Mimo tego trudno mi nie patrzeć na tę grę bardzo pozytywnie. Największą siłą Yoshi and the Mysterious Book jest sam pomysł na Yoshiego jako małego przyrodnika, który nie tylko biegnie przez plansze, ale bada stworzenia, poznaje ich umiejętności i wykorzystuje je do rozwiązywania kolejnych zagadek. To naprawdę fajnie odświeża formułę.
Ostatecznie Yoshi and the Mysterious Book to ciekawa propozycja, która pokazuje znanego dinozaura w zupełnie nowej roli… i dość niespodziewanie to naprawdę działa. To nie jest najważniejsza ani najbardziej efektowna gra w katalogu Switcha 2, ale ma własny charakter, sporo uroku i kilka naprawdę sprytnych pomysłów. Nintendo kolejny raz udowadnia, że nawet dobrze znanych bohaterów można jeszcze pokazać z innej strony.
Ocena - recenzja gry Yoshi and the Mysterious Book
Atuty
- Świetny pomysł na Yoshiego jako małego odkrywcę i przyrodnika,
- Rozgrywka nie polega tylko na przejściu z punktu A do punktu B,
- Bardzo przyjemne odkrywanie zdolności kolejnych stworzeń,
- Sprytne zagadki i zadania zachęcające do kombinowania,
- Dużo uroku, kolorowa oprawa i rodzinny klimat,
- System gwiazdek oraz uzupełniania encyklopedii dobrze napędza eksplorację.
Wady
- Brak kooperacji, mimo że formuła aż się o to prosi,
- Podstawowe ukończenie poziomów jest czasami za łatwe,
- Główny wątek kończy się trochę za szybko.
Yoshi and the Mysterious Book to bardzo przyjemna niespodzianka, która nie próbuje być kolejną klasyczną platformówką, tylko pokazuje Yoshiego w roli małego odkrywcy i przyrodnika. Gra jest lekka, kolorowa i bardzo przystępna, ale potrafi też zaskoczyć sprytnymi zagadkami oraz pomysłowym wykorzystaniem zdolności różnych stworzeń.
Graliśmy na:
NS2
Galeria
Przeczytaj również
Komentarze (6)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych