SKLEP
Wojciech Gruszczyk 26.05.2018
Detroit: Become Human – recenzja gry. Najlepszy świat Davida Cage’a
5865V

Detroit: Become Human – recenzja gry. Najlepszy świat Davida Cage’a

Świat każdego dnia się rozwija, postęp technologiczny rozkwita, nieustannie dążymy do perfekcji, na naszym oczach powstają urządzenia zmieniające rzeczywistość, kreowane są sprzęty mające wyłącznie jedno zadanie – ułatwienie naszej egzystencji. To wszystko zmierza do bardzo niebezpiecznej sytuacji, gdy to maszyny mogą zająć nasze miejsce przejmując nasze role. Właśnie o tym opowiada najnowsze opowieść Davida Cage’a, któremu udało się stworzyć zniewalający świat. Z Detroit nie chce się wracać.

Detroit: Become Human
  • Platformy:  PS4 
  • Data premiery - Polska: 25.05.2018
  • Pełna
  • od lat 18 wulgarny język dyskryminacja używki seks przemoc

Akcja Detroit: Become Human została umiejscowiona w stosunkowo niedalekiej przyszłości. Francuskie Quantic Dream zaprasza graczy do 2038 roku, w którym na ulicach tytułowego miasta zdecydowanie częściej od psa, kota, czy innego szczura dostrzeżecie oschłych i niemal totalnie posłusznych androidów. To maszyny pomagają ludziom w codziennych obowiązkach zajmując się opieką nad dziećmi, odbierają zakupy zabieganych Amerykanów, pomagają chorym czy po prostu wykonują najróżniejsze prace remontowe. Roboty wyciągając pomocną rękę do ludzi, przejęły jednocześnie ich obowiązki, zajęły miejsca w pracy, a tym samym zrujnowały niejedną karierę. Świat przedstawiony przez Davida Cage’a to przerażająca wizja współczesności, która może już niedługo nadejść i pewnie właśnie dlatego z takim zaciekawieniem łapałem najmniejsze smaczki pozostawione przez deweloperów w formie cyfrowych gazet, jednocześnie chętniej poznawałem historię trzech androidów.

„Seks z androidami jest oficjalnie lepszy! Przykro nam, drogie panie, nic nie pokona plastiku!”

Quantic Dream zdecydowało się na oryginalny ruch. Firma jednocześnie przedstawia trzy z pozoru niepołączone ze sobą opowieści, które poznajemy w formie krótkich epizodów. Historie trwają od kilku do maksymalnie 25 minut, systematycznie pozwalają poznawać nowe wątki, czasami są ze sobą połączone i potrafią piekielnie zaangażować, bo główny wątek jest tym razem naprawdę dobrze zrealizowany i co najważniejsze ciekawy. Bez wchodzenia w psujące zabawę szczegóły – do niedawna maszyny były niczym mikrofalówki i wypełniały wszystkie nawet te najgorsze polecenia. Sytuacja zmienia się już na początku wydarzeń, gdy poznajemy robota, który się buntuje i postanawia podnieść rękę na swoich panów. Taki problem nie ma miejsca pierwszy raz, ale defekty – bo tak określa się wadliwe egzemplarze – do niedawna pojawiały się bardzo rzadko, jednak jak pewnie już się domyślacie… Androidy zaczynają coraz częściej pokazywać swój charakter. Ludzie tłumaczą niedogodności problemem w kodzie, ale sprawa jest znacznie bardziej rozbudowana i szczerze mówiąc, do samego końca akcji nie miałem pojęcia jak wszystko zostanie zakończone.

Trzy opowieści to również trójka bohaterów. Twórcy postawili oczywiście na humanoidalne roboty, które mają zupełnie inne przeznaczenie – Connor to najnowocześniejsza maszyna zajmująca się rozwikłaniem sprawy defektów, Marcus staje na czele wielkiej rewolucji, a Kara opiekuje się domem pewnej rodziny. Nie zamierzam zepsuć nikomu tej przyjemności, więc wspomnę tylko, że trzy charaktery oferują bardzo zróżnicowany gameplay, ponieważ każda z postaci w różny sposób zostanie wplątana w problem wadliwych obiektów. Cage wpadł w tym wypadku na bardzo dobry pomysł i choć zawodzi w niektórych momentach realizacja tego misternego planu, bo w pierwszych godzinach miałem wrażenie, że kilka wątków kończy się za szybko, inne są niepotrzebnie wydłużone, to nadal mam w pamięci trzy nieudane sceny, gdzie pojawia się pewna niedogodność – w pierwszej fazie gry prawie każdy „odcinek” rozpoczyna się w niemrawy sposób, by na końcu rzucić w gracza małą atomówką emocji. Gdy w błogim stanie chciałem poznawać dalsze losy przykładowo Marcusa, musiałem zrzucić z siebie pozytywne wrażenia, poznając kolejny fragment historii Kary.

Ten rollercoaster nie psuje ogólnych wrażeń, bo od razu po zakończeniu gry postanowiłem powrócić do tytułu, sprawdzić kilka wątków, a nawet teraz – na kilka dni po zakończeniu rozgrywki – mogę Wam dokładnie streścić tę ośmiogodzinną historię. Niektóre sceny mają czasami sztywne początki, ale kolejne minuty rozgrywki wynagradzają sporo. Kapitalnym patentem jest również możliwość dokładnego podsumowania „odcinków” – po zakończeniu każdego z fragmentów pojawia się drzewko decyzji, które pokazuje skomplikowanie scenariusza i zachęca do kolejnej rozgrywki. Nie widzimy oczywiście szczegółów dodatkowych dróg, ale zdajemy sobie sprawę, że mogliśmy coś zrobić inaczej, opowieść mogła zostać pchnięta w innym kierunku i w rezultacie czasami scena kończy się na jeden z nawet czterech unikalnych sposobów. To nie jest oczywiście tak, że Detroit: Become Human to kilka totalnie niepowiązanych ze sobą przygód, które mamy okazję poznać, ale Quantic Dream wskoczyło na nowy poziom w tworzeniu relacji wydarzeń i to na pewno nie jest tytuł na jeden raz.

David Cage bawi się emocjami gracza do tego stopnia, że dopiero na ostatniej prostej zdecydowałem „jak ta historia ma wyglądać”, wcześniej kilkukrotnie miotając się z decyzjami. W Detroit: Become Human nie ma dobrych lub złych wyborów, ale w trakcie wydarzeń czasami łatwo zrozumieć, w którą stronę podążą zdarzenia, gdy wybierzemy jedną z opcji dialogowych lub też zdecydujemy się na jedną z akcji. Nie jest to zawsze oczywiste, jednak właśnie w takich smaczkach kryje się siła tytułu, bo czasami na wykonanie ruchu mamy zdecydowanie za mało czasu, a wciąż za plecami czai się niepewność, że dokonując złych wyborów możemy nawet nie poznać odpowiedzi na pytanie główne zadane przez scenariusz. W rezultacie gra jest przepełniona emocjami i trudnymi wyborami faktycznie wpływającymi na scenariusz.

Tagi: detroit: become human playstation 4 quantic dream recenzja

Oceń recenzję
+ +53 -
Przejdź do strony