Sprawiedliwość owiec (2026) – recenzja, opinia o filmie [UIP]. Kryminał dla najmłodszych
George Hardy wiódł proste życie ze swoimi kochanymi owcami. Mieszkał w przyczepie kempingowej, nie wywyższał się, a najbardziej na świecie lubił czytać swoim zwierzakom powieści kryminalne. One natomiast lubiły go słuchać. Tak więc, kiedy pewnego dnia George ginie w niewyjaśnionych okolicznościach, a policja jest zbyt niekompetentna, by w ogóle zauważyć, że to morderstwo, jego owce postanawiają wziąć sprawy w swoje ręce!
„Eh, kolejny infantylny film o gadających zwierzętach”, można sobie pomyśleć widząc plakat „Sprawiedliwości owiec”. Bardziej wnikliwy obserwator zauważy jednak twarz Hugh Jackmana, który zwykle nie gra przecież w kiepskich filmach. Młodociani detektywi, dla których film będzie absolutną gratką, zauważą jeszcze dodatkowe szczegóły, takie jak nazwiska Bryana Cranstona, Reginy Hall, Chrisa O'Dowda i Patricka Stewarta w rolach owiec, czy stojącą obok Jackmana Emmę Thompson. To jest zdecydowanie zbyt mocna obsada, aby można było przejść obok niej obojętnie.
Już zwiastun pokazuje, że w scenariuszu Craiga Mazina, napisanym na podstawie powieści Leonie Swann, drzemie niemały potencjał, co, mam nadzieję, zaprezentowałem we wstępie do tego tekstu. Pomysł na kryminał z perspektywy zwierząt hodowlanych jest cudownie absurdalny, ale jeśli zrobić go względnie na poważnie, tyle że z solidną dozą gagów i lżejszych tematycznie scen, może okazać się, że jest to jeden z bardziej oryginalnych, lepszych filmów familijnych ostatnich lat. Czy tak właśnie się stało? Przekonajmy się razem!
Sprawiedliwość owiec (2026) – recenzja, opinia o filmie [UIP]. Dobry wstęp do tematu kryminałów dla młodego widza
Główną bohaterką filmu jest Lily, ulubiona owca George'a, o bardzo bystrym umyśle, zwykle potrafiąca rozwiązywać zagadki z czytanych przez niego książek na długo przed oficjalnym rozwiązaniem. Kiedy jej pan został zamordowany, za namową pozostałych owiec oraz prostego faktu, że nie potrafi ścierpieć tego, jak niekompetentnie działa lokalna policja, a właściwie to jeden, jedyny policjant, oficer Derry (Nicholas Braun), postanawia spróbować ustalić prawdę na własną racicę. Pomogą jej w tym inne owce, z najlepszym przyjacielem, Mopple'em, oraz przygarniętym nie tak dawno temu z cyrku baranem, Sebastianem, na czele.
Sama zagadka nie należy do najtrudniejszych do rozwiązania – przynajmniej dla starych koni (baranów?), jak ja – ale wypada przyznać, że została poprowadzona bardzo uczciwie i z głową. Film regularnie podrzuca widzowi kolejne poszlaki, a jeśli dobrze wsłuchać się w dialogi i przedstawione przez owce zasady powieści kryminalnej, to można wręcz powiedzieć, że film już prawie na samym początku jasno i wyraźnie komunikuje kto odpowiada za śmierć George'a. Następnie jednak, przez blisko dwie godziny myli tropy, podrzuca potencjalnych podejrzanych, dorzuca poboczne wątki i robi wszystko, byle nie być zbyt oczywistym. Byłem pozytywnie zaskoczony tym, jak bardzo ostatecznie podobała mi się ta intryga. To napisawszy, wypada również przyznać, że pewne jej elementy są dosyć naiwne i w prawdziwym życiu plan mordercy nie miałby zbyt wielkich szans na powodzenie.
Sprawiedliwość owiec (2026) – recenzja, opinia o filmie [UIP]. Humor i łzy
Film Kyle'a Baldy ma również zaskakująco dużo serca. Historie owiec i ich ludzkich sąsiadów pełne są mądrych morałów i poruszających lekcji. Nawet pozornie niewinna wiara owiec w to, że w gruncie rzeczy to one nie umierają, tylko kiedy przychodzi ich czas, zamieniają się w chmurki i na zawsze latają po niebie, sprowadzając deszcz dla wszystkich innych, ostatecznie rozwija się w nawet nie jeden, a kilka wątków, które bardziej wrażliwym widzom bez trudu wycisną łzy z oczu. Ja już pod koniec ledwie nad sobą panowałem, ledwie uspokajając się po jednej scenie i za moment już dając się porwać kolejnej.
„Sprawiedliwość owiec” to również szczerze zabawny i dobrze wyglądający film. Jasne, o jakimś przesadnym artyzmie nie ma co mówić – to w końcu film dla maluchów, więc reżyser i jego operator, George Steel, zastosowali raczej mocno wyrazistą, zwykle ciepłą paletę barw i prosty sposób świecenia, dzięki czemu nawet nocne sceny są bardzo czytelne i nie powinny przyprawić nikogo o koszmary. Podoba mi się natomiast patent (co do którego nie mam absolutnie żadnej pewności, ale wydaje mi się, że tak jest), że owce są odrobinę bardziej zwierzęce, mniej ekspresyjne, kiedy patrzymy na nie z perspektywy ludzi i nabierają dużo bardziej ludzkich cech – co widać zwłaszcza po ich oczach – kiedy rozmawiają między sobą. To delikatna zmiana, ale dzięki niej film jest jeszcze bardziej zabawny, gdzie i tak nie brakuje w nim gagów sprawiających, że śmiejemy się pełnym głosem na sali kinowej.
„Sprawiedliwość owiec” to jeden z tych filmów familijnych, które z całego serca mogę polecić zarówno dzieciom, jak i dorosłym i gwarantuję, że nikt nie będzie się nudził, ani czuł, że filmowcy robią z niego debila. Interesujący koncept, wciągająca intryga, urocze postacie (nie mogę się doczekać, aż zobaczę go w streamingu w oryginalnej wersji językowej), a przy tym masa dobrego humoru i emocji. Polecam serdecznie.
Atuty
- Uczciwie zrobiona zagadka kryminalna;
- Masa świetnego humoru;
- Strzela pięknymi morałami jak z rękawa;
- Żywe emocje;
- Bardzo mocna obsada;
- The Proclaimers – I'm Gonna be to absolutnie natchniony wybór piosenki do tego tematu.
Wady
- Jeden z wątków pobocznych mógłby zostać rozwiązany odrobinę szybciej;
- Może odrobinę zbyt naciągany plan mordercy?
Zagadkowe morderstwo, emocje i zabawne zwierzaki – czego chcieć więcej? Kyle Balda i Craig Mazin wysmażyli film familijny, który gwarantuje widzom w każdym wieku świetną zabawę.
Przeczytaj również
Komentarze (0)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych