Drop Duchy - recenzja i opinia o grze [PS5, Xbox, Switch, PC]. Buduj, licz i walcz
W świecie coraz to większych światów, kolejnych odświeżeń, dążenia do realizmu, na rynku nadal pojawiają się mniejsze gry, które za sprawą rozgrywki potrafią dosłownie zachwycić. Jedną z takich produkcji jest Drop Duchy - przeczytajcie naszą recenzję.
Gry wideo bardzo często kojarzą się z czystą, bezpośrednią rozrywką. Wskakujemy w skórę kolejnych bohaterów, strzelamy, eliminujemy przeciwników, pędzimy przez wielkie światy albo próbujemy uratować galaktykę przed kolejnym końcem wszystkiego. I nie ma w tym nic złego… czasami właśnie tego oczekujemy od elektronicznej rozgrywki. Są jednak też takie produkcje, które podchodzą do tematu znacznie spokojniej, nie próbują podnosić adrenaliny co pięć sekund, a zamiast tego stawiają na planowanie, analizowanie i satysfakcję z dobrze podjętej decyzji.
Właśnie taką grę przygotowało Sleepy Mill Studio. Drop Duchy nie jest pozycją, która trafiła na pierwsze strony branżowych serwisów, nie była wielkim hitem największych pokazów i raczej nie należy do tytułów, o których od miesięcy dyskutowała cała społeczność. A jednak wystarczy kilka rund, by zrozumieć, że mamy tutaj do czynienia z czymś wartym uwagi. Twórcy połączyli bardzo znajome układanie bloków z taktyką, deckbuildingiem i roguelite’ową strukturą, tworząc gameplay zaskakująco przyjemny, spokojny, ale jednocześnie potrafiący bardzo skutecznie wciągnąć.
Drop Duchy to produkcja dość nietypowa i właśnie dlatego od razu trzeba uczciwie zaznaczyć, że nie trafi do każdego. To jedna z tych gier, przy których albo wpadniecie po uszy i zaczniecie tracić dziesiątki godzin na kolejne podejścia, albo odbijecie się po kilku minutach i nigdy więcej jej nie włączycie. Jeśli jednak lubicie spokojniejsze, bardziej taktyczne doświadczenia, w których każda decyzja może mieć znaczenie, to ta dziwna mieszanka potrafi naprawdę pozytywnie zaskoczyć.
Na czym polega Drop Duchy?
Na pierwszy rzut oka recenzowany Drop Duchy wygląda jak kolejna wariacja na temat Tetrisa, ale bardzo szybko okazuje się, że podobieństwo jest tutaj tylko punktem wyjścia. Na planszę trafiają kolejne klocki o różnych kształtach, które obracamy i ustawiamy w wybranym miejscu, ale tym razem nie chodzi o błyskawiczne kasowanie linii czy ratowanie się przed coraz szybszym tempem spadających elementów. Każdy klocek to fragment naszego małego księstwa: teren, budynek, pole, las, rzeka, fortyfikacja albo element infrastruktury, który później będzie pracował na naszą korzyść. I szczerze mówiąc bardzo szybko zorientowałem się, że właśnie z tego powodu w tym wypadku nie gramy w kolejną produkcję nastawioną na dynamiczną akcję - tutaj liczy się bardzo spokojna, ale zaskakująco angażująca strategia.
Najważniejsze w Drop Duchy jest odpowiednie planowanie przestrzeni. Łąki, lasy, rzeki, farmy, wieże czy budynki militarne nie istnieją w próżni - każdy element może wpływać na kolejny, a dobre sąsiedztwo potrafi znacząco zwiększyć nasze zyski. Farma ustawiona przy zielonych terenach może zapewnić więcej jedzenia, lasy i odpowiednio połączone fragmenty terenu pomagają w produkcji surowców, a militarne konstrukcje pozwalają budować armię potrzebną do starć z przeciwnikami. Nagle zwykłe obrócenie klocka o jeden bok zaczyna mieć znaczenie. Czy lepiej zamknąć lukę i od razu zgarnąć pewny zysk? A może zostawić przestrzeń pod lepsze połączenie za dwa ruchy? Drop Duchy cały czas zadaje takie małe pytania i właśnie z nich buduje swoją największą siłę.
Największą różnicą względem klasycznego Tetrisa jest jednak to, że wypełnione linie tutaj nie znikają. To bardzo ważny detal, który całkowicie zmienia sposób myślenia o planszy. W Tetrisie czyścimy rzędy, robimy miejsce i walczymy o przetrwanie, natomiast w Drop Duchy pełny rząd nie jest końcem problemu, tylko sposobem na wzmocnienie. Plansza nie służy więc do „sprzątania”, ale do budowania coraz sprawniej działającego organizmu. Każdy kolejny klocek to inwestycja, a nie chwilowy ratunek.
Bardzo dobrze wypada też to, jak gra zmusza do balansowania między różnymi potrzebami. Nie możemy myśleć wyłącznie o jedzeniu, bo bez wojska szybko polegniemy w walce. Nie możemy stawiać tylko na armię, bo zabraknie nam surowców do dalszego rozwoju. Nie wystarczy też układać klocków „ładnie”, bo czasami najbardziej estetyczne rozwiązanie jest jednocześnie najmniej opłacalne. Trzeba patrzeć kilka ruchów do przodu, analizować kształty, przewidywać, gdzie zmieści się kolejny element i cały czas pytać samego siebie: co ta decyzja da mi teraz, a co może zablokować później?
Drop Duchy dobrze działa, ale tylko i wyłącznie w momencie, gdy zaakceptujecie jego rytm. To nie jest propozycja dla graczy, którzy szukają szybkiej akcji, efektownego chaosu i nieustannego bombardowania bodźcami. Cała zabawa polega tutaj na układaniu, myśleniu, analizowaniu i budowaniu przewagi kawałek po kawałku. Dla jednych będzie to zbyt spokojne i zbyt „matematyczne”, ale dla innych może okazać się dokładnie tym, czego szukali. Bo gdy uda się dobrze połączyć teren, ustawić farmę w idealnym miejscu, wygenerować potrzebne surowce, postawić wieżę i przygotować armię na kolejne starcie, satysfakcja jest naprawdę duża. Nie będę ukrywał, że Drop Duchy nie wygląda jak produkcja, która potrafi wciągnąć na długie godziny... ale wystarczy kilka dobrze rozegranych plansz, by zrozumieć, jak sprytny i przyjemny system przygotowało Sleepy Mill Studio.
Walka w Drop Duchy?
Cała rozgrywka w Drop Duchy została zbudowana jak roguelite’owa wyprawa, w której nie przechodzimy po prostu jednej planszy za drugą, ale wybieramy własną ścieżkę przez kolejne wydarzenia. Trafiamy na mapę, patrzymy na dostępne drogi i decydujemy, czy chcemy najpierw zebrać surowce, wejść w mniejsze starcie, skorzystać z dodatkowej okazji, czy może od razu przygotowywać się pod mocniejszy pojedynek z „szefem”. Każda decyzja ma znaczenie, bo po drodze rozwijamy talię, dokładamy nowe karty, ulepszamy wcześniej zdobyte i stopniowo przygotowujemy się na finał.
Drop Duchy cały czas stawia przed nami krótkoterminowe i długoterminowe decyzje: czy teraz ustawić klocek tak, żeby od razu zdobyć potrzebne drewno albo złoto czy może poświęcić bieżący zysk, bo za kilka ruchów uda się przygotować dużo lepsze połączenie? Czy warto zablokować fragment planszy dla szybkiego bonusu, czy lepiej zostawić miejsce pod późniejszą farmę, wieżę albo budynek militarny? Gra wygląda lekko i bardzo przystępnie, ale pod spodem szybko zmienia się w pełnoprawną łamigłówkę strategiczną, w której jeden źle ułożony element może popsuć plan na kilka kolejnych tur.
Walka również jest zaskakująco ciekawa, bo nie sprowadza się do prostego porównania cyferek. Na planszy pojawiają się wrogie garnizony, przeszkody albo bazy, a naszym zadaniem jest takie ustawienie budowli i terenów, by wygenerować odpowiednie jednostki oraz przygotować armię do końcowego rozliczenia. Najpierw więc układamy, kombinujemy i próbujemy wyprodukować jak najwięcej właściwych zasobów, a dopiero później nasze jednostki ruszają do akcji. Trzeba pilnować, kogo wystawiamy, jak przekształcamy zebrane siły i czy faktycznie mamy odpowiednie narzędzia do pokonania tego, co znajduje się po drugiej stronie. Na koniec mamy jeszcze okazję zarządzać ruchami armii i tutaj także pojawia się ciekawa zabawa, ponieważ łączenie jednostek pozwala nam na tworzenie odpowiednich kombinacji lub nawet wykorzystywanie problemów przeciwników - standardowo czasami lepiej wykorzystać łuczników, a innym razem wysłać do walki klasycznych rycerzy.
Najlepsze jest to, że poszczególne starcia nie są identyczne. Gra dorzuca różne przeszkody, odmienne układy plansz i kolejne warunki, przez które musimy zmieniać podejście. Czasami łatwiej skupić się na ekonomii i przygotować większą armię, innym razem trzeba szybko reagować, bo przeciwnik lub układ terenu ogranicza najlepsze miejsca pod budowę. Na końcu danej ścieżki czekają bossowie, którzy sprawdzają, czy nasza talia, decyzje i cała strategia faktycznie miały sens.
Warto jednak zaznaczyć, że choć pojedyncze plansze i decyzje są stosunkowo krótkie, cała wyprawa potrafi potrwać naprawdę długo. Czasami nawet zbyt długo, bo Drop Duchy ma w sobie tę pułapkę gatunku: zaczynasz od jednej krótkiej sesji, a po chwili orientujesz się, że siedzisz przy konsoli trzy godziny. Na szczęście gra pozwala zapisać postęp pomiędzy etapami, więc nie trzeba od razu kończyć całej kampanii za jednym posiedzeniem. To bardzo ważne, bo dzięki temu produkcja świetnie sprawdza się zarówno jako szybka taktyczna zabawa na kilkanaście minut, jak i jako dłuższe, bardziej angażujące posiedzenie dla osób, które chcą naprawdę wejść głębiej w budowanie talii i optymalizowanie każdego ruchu.
Komu spodoba się Drop Duchy?
Drop Duchy nie rzuca gracza od razu na głęboką wodę i to jest jedna z większych zalet tej produkcji. Początek jest dość spokojny - uczymy się układania klocków, sprawdzamy, jak działają podstawowe surowce, jak zachowują się budynki i dlaczego samo „dopasowanie kształtu” nie wystarczy, by wygrać kolejne starcie. Twórcy bardzo rozsądnie dokładają następne warstwy: najpierw proste decyzje przestrzenne, później bardziej zaawansowane karty, przeciwnicy, bossowie, klasy, modyfikatory i dodatkowe mechaniki, które zaczynają zmieniać rytm całej wyprawy. Dzięki temu gra nie przytłacza w pierwszych minutach, ale też bardzo szybko daje do zrozumienia, że za jej sympatyczną oprawą kryje się naprawdę wymagająca strategia.
Po pierwszych godzinach recenzowany Drop Duchy przestaje być przyjemnym układaniem bloczków, a zaczyna przypominać czystą, taktyczną matematykę. Tutaj naprawdę nie ma miejsca na przypadkowe ruchy, bo jeden źle położony klocek potrafi zablokować najlepsze miejsce pod farmę, zepsuć produkcję surowców albo całkowicie rozbić plan budowania armii. Każdy element trzeba obracać z głową, analizować sąsiedztwo, liczyć potencjalny zysk i cały czas myśleć nie tylko o obecnym ruchu, ale też o tym, co może pojawić się za chwilę.
I muszę to zaznaczyć: poziom trudności w tym tytule potrafi zaskoczyć. Nie od razu, bo pierwsze plansze zachęcają i tłumaczą zasady, ale im dłużej grałem, tym bardziej czułem, że Drop Duchy zaczyna wymagać pełnej koncentracji. Walka, optymalizacja produkcji i zarządzanie talią sprawiają, że często trzeba porównywać wartości, liczyć jednostki, sprawdzać, czy stać nas na konkretny ruch i czy nasza armia faktycznie poradzi sobie z kolejnym zagrożeniem. Dla jednych będzie to największy atut gry, bo satysfakcja z dobrze rozegranego etapu jest naprawdę duża. Dla innych może to być moment, w którym produkcja stanie się zbyt męcząca, zbyt matematyczna i po prostu zbyt wymagająca.
Mam też wrażenie, że nie każdemu spodoba się sama czytelność zabawy. Elementy na planszy bywają małe, niektóre łatwo ze sobą pomylić, a przy bardziej rozbudowanej mapie trzeba naprawdę mocno pilnować, co gdzie leży i jakie bonusy daje. A ponieważ gra ma też roguelite’ową losowość, czasami potrafi dodatkowo ukarać niekorzystnym zestawem kart lub sytuacją, na którą nie jesteśmy jeszcze gotowi. Twórcy nie postawili także na szereg zróżnicowanych trybów - tutaj mamy prostą kampanię, gramy kolejne misje, rozbudowujemy swoją talię, otrzymujemy kolejne karty i… w zasadzie cały czas „robimy to samo”. Dla jednych będzie to plus, a niektórym będzie brakować większej różnorodności.
Nie traktuję tego jednak jako wielkiej wady, tylko jako naturalną część charakteru Drop Duchy. To produkcja, która wygląda lekko i przyjaźnie, ale pod spodem jest naprawdę wymagającą strategią dla osób lubiących analizować, planować i poprawiać swoje decyzje z podejścia na podejście. Jeśli ktoś będzie układał klocki przypadkowo, szybko odbije się od ściany. Jeśli jednak wejdzie w ten rytm, zacznie liczyć, przewidywać i budować planszę z myślą o kolejnych ruchach, to właśnie wtedy Drop Duchy pokazuje najwięcej jakości. Dla niektórych złą informacją będzie także brak polskiej lokalizacji - choć tekst są raczej bardzo proste.
Konsolowe wydanie Drop Duchy ma jeszcze jeden duży atut: od razu oferuje komplet wcześniej wydanych dodatków - The Tribe oraz The North. Pierwszy z nich dorzuca frakcję inspirowaną druidami, starożytnymi monumentami i kamiennymi kręgami, a więc mocniej stawia na przemyślane układanie terenu, eksplorację oraz synergie między kolejnymi elementami planszy. „The North” idzie w zupełnie inną stronę... to frakcja inspirowana wikingami, nastawiona na bardziej agresywną walkę, łupienie budynków, ryzykowne decyzje i mechanikę furii, która wynagradza gracza za przetrwanie trudnych sytuacji. W praktyce oznacza to, że na konsolach nie dostajemy „gołej” podstawki, ale znacznie bogatszy pakiet z dodatkowymi frakcjami, kartami, wyzwaniami i nowymi sposobami prowadzenia wyprawy.
Czy warto zagrać w Drop Duchy?
Recenzowany Drop Duchy to jedna z tych gier, które na papierze brzmią jak dziwny eksperyment, ale w praktyce bardzo szybko pokazują, że za tym pomysłem stoi naprawdę świetnie przemyślany system. Taktyczna rozgrywka, układanie klocków, rozwijanie talii, walka o surowce i przygotowywanie armii tworzą zaskakująco uzależniającą pętlę, w której każda decyzja ma znaczenie. To nie jest zwykłe „jeszcze jedna plansza”, tylko raczej „jeszcze jedna wyprawa, bo teraz już wiem, co mogłem zrobić lepiej”.
Jednocześnie muszę jasno podkreślić, że Drop Duchy zdecydowanie nie jest produkcją dla każdego. To gra spokojna, mocno analityczna i momentami wręcz matematyczna, więc jeśli ktoś szuka wybuchowej akcji albo klasycznej rozrywki bez większego kombinowania, może bardzo szybko się od niej odbić. Tutaj trzeba myśleć, planować, liczyć, przewidywać i pogodzić się z tym, że jeden źle położony klocek potrafi zepsuć cały pomysł na daną planszę.
Dla mnie to jednak świetna „dodatkowa gra” na wieczory, gdy od rozgrywki potrzebuję czegoś więcej niż prostego resetu po dniu. Drop Duchy nie próbuje krzyczeć, nie zasypuje efektami i nie udaje wielkiego hitu, ale potrafi dać ogrom satysfakcji, gdy dobrze zaplanujemy kilka ruchów i cała strategia zaczyna działać. To bardzo ciekawa, wymagająca i zaskakująco wciągająca produkcja, do której chętnie będę wracał wtedy, gdy będę miał ochotę na spokojniejszą, ale naprawdę angażującą zabawę.
Ocena - recenzja gry Drop Duchy
Atuty
- Świetne połączenie układania klocków, strategii, roguelite’a i deckbuildingu,
- Bardzo angażujący system planowania planszy i produkcji surowców,
- Każdy ruch ma znaczenie i potrafi realnie wpłynąć na całą wyprawę,
- Satysfakcjonująca pętla „jeszcze jedna próba”,
- Dobrze stopniowany poziom trudności.
Wady
- Jeden źle ustawiony klocek może zepsuć cały plan,
- Elementy na planszy mogą być czasami zbyt małe lub mało czytelne.
- Roguelite’owa losowość potrafi mocno ukarać.
Drop Duchy to bardzo sprytne połączenie Tetrisa, strategii, roguelite’a i deckbuildingu, które potrafi wciągnąć znacznie mocniej, niż sugeruje pierwszy kontakt z grą. To produkcja wymagająca skupienia, planowania i analizowania każdego ruchu, więc zdecydowanie nie trafi do wszystkich, ale fani taktycznego kombinowania mogą przepaść na długie wieczory. Jeśli szukacie spokojniejszej, ale naprawdę angażującej „dodatkowej gry” między większymi premierami, warto dać Drop Duchy szansę.
Graliśmy na:
NS
Galeria
Przeczytaj również
Komentarze (3)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych