Cthulhu: The Cosmic Abyss - recenzja gry. Zło czai się w głębinach

Cthulhu: The Cosmic Abyss - recenzja i opinia o grze [PS5, PC, XSX|S]

Patryk Dzięglewicz | 16.04, 10:00

Piękno mitologii Cthulhu i mrocznych motywów grozy twórczości H.P. Lovecrafta czyni je tak popularnymi, że można je adaptować na wiele sposobów, tworząc przy okazji niemal osobny gatunek horroru. Francuskie studio Big Bad Wolf i wydawca Nacon postanowili stworzyć własną interpretację dzieł wspomnianego już pisarza pod postacią gry Cthulhu: The Cosmic Abyss. Czy im się udało odpowiednio uhonorować dzieła mistrza? O tym wszystkim w naszej recenzji.

Cthulhu: The Cosmic Abyss łączy w sobie dwa gatunki: horror i przygodówkę śledczą. Akcja gry toczy się w stosunkowo bliskiej przyszłości. Jest rok 2053. Światowe zasoby surowców są na wyczerpaniu, co zmusiło ludzkość do bardziej intensywnej eksploracji morskich głębin. Odmęty oceanów skrywają jednak swoje zagrożenia, o których świat do tej pory nie zdawał sobie sprawy. Jest to jednak czas, kiedy technologia niebywale ruszyła do przodu, zwłaszcza w kwestii sztucznej inteligencji. O dziwo futurystyczne klimaty w żadne sposób nie gryzą się z wizjami Lovecrafta, a nawet wynoszą je na wyższy poziom, wciąż zachowując ich świeżość. 

Dalsza część tekstu pod wideo

Futurystyczny Lovecraft 

Wcielamy się w Noaha Williamsa, agenta Ancile - międzynarodowej organizacji badającej anomalie paranormalne i eliminującej zagrożenia z nimi związane. W różnorodnych śledztwach wspierają go: jego mentorka Elsa oraz sztuczna inteligencja Klucz (będę używał żeńskiej formy). Obie „panie” nie za bardzo za sobą przepadają, ale Noah jakimś cudem potrafi współdziałać z obiema. Cóż, jak widać niechęć do AI nie wygaśnie nawet za pół wieku. Jedno z jego śledztw kończy się katastrofą, ale co ma wisieć, nie utonie. Porażka jednego zadania staje się przyczynkiem drugiej sprawy, która wymaga zejścia w głębiny do podwodnej bazy pewnej  potężnej, górniczej korporacji. Oczywiście od samego początku nic nie idzie według planu. Horror w recenzowanym Cthulhu: The Cosmic Abyss jest dokładnie taki, jakiego się należało się spodziewać – z mnóstwem obślizgłych koszmarów rodem z powieści Lovecrafta, gotowych porządnie nas nastraszyć, aż do pobrudzenia bielizny. Tajemnica goni tajemnicę, a fabuła stosunkowo rzadko przestawiana jest w formie dialogów, ale zmusza nas do śledzenia poszlak, czytania licznych zapisków i wyciągania wniosków z tego co widzimy. Rzecz jasna kult Ctulhu gra tu pierwsze skrzypce, więc fani tejże mitologii narzekać nie będą.

Cała historia wprawdzie nie jest w żaden sposób wyjątkowa, ale jest wystarczająco intrygująca i sprawnie przedstawiona, by czerpać przyjemność z jej odkrywania. Pomimo oprawy horroru Cthulhu: The Cosmic Abyss to jednak typowa przygodówka śledcza wymagająca od gracza eksploracji otoczenia, poszukiwania wskazówek, wyciągania wniosków i rozwiązywania zagadek, by posuwać fabułę naprzód. Środowisko gry pełne jest przedmiotów, z którymi możemy wejść w interakcje, ale nie wszystkie zawierają poszlaki posuwające śledztwo naprzód. Macanie wszystkiego, co wpadnie w ręce, niesie pewne konsekwencje opisane niżej w recenzji, więc trzeba wybierać mądrze czego dotykamy. Trzeba przyznać, że poziom zagadek jest w recenzowanej grze całkiem wysoki, przez co w kilku momentach odczuwałem frustrację nie mogąc znaleźć rozwiązania, ponadto liczba przedmiotów, które jesteśmy w stanie nosić jest ograniczona do zaledwie czterech. Na szczęście twórcy zaimplementowali nieco ciekawych pomysłów nadających głębi i ułatwiających rozgrywkę.

Na granicy szaleństwa w Cthulhu: The Cosmic Abyss

Jednym z nich jest wspomniana wcześniej w recenzji sztuczna inteligencja - Klucz. Wszczepiona do mózgu bohatera pomaga mu między innymi poprzez analizę wskazówek i sprawdzanie, czy w pobliżu nie ma podobnych. Służy do tego umiejętność sonaru, pomagającego lokalizować przedmioty z wybranej przez nas kategorii. Klucz także archiwizuje zdobyte informacje, byśmy mogli z nich wyłuskać coś cennego. Z tym związana jest inna funkcja wrzucona do gry - tak zwana Krypta w umyśle bohatera. Wchodząc tam rozgrywamy swoistą grę detektywistyczną, zresztą w stylu spotykanym w innych przygodówkach śledczych. Tworzymy po prostu sieć powiązań pomiędzy posiadanymi poszlakami, co otwiera nam drogę do nowych informacji oraz wniosków potrzebnych do rozwiązania napotkanych problemów. Co ciekawe metoda prób i błędów jest jak najbardziej wskazana, bo nawet jeśli nasz tok myślenia okaże się nie właściwy to też jest ważna informacja. W każdym razie Krypta okazała się całkiem przyjemną minigrą nie tylko układającą śledztwo w sensowną całość, ale też wywołującą spore emocje, co też nowego i zaskakującego się dowiemy. Ostatecznie, jeśli dedukcja nie jest naszą mocną stroną, warto zaglądać we wszelkie zakamarki dostępnych, bo często twórcy zostawili odpowiedź, tyle że dobrze ukrytą. Ponadto recenzowana produkcja pozwala już na samym początku wyłączyć część mechanik rozgrywki dostosowując poziom wyzwania do własnych oczekiwań, o czym jeszcze będzie w recenzji.

W grze napotykamy wrogie nam istoty i chociaż fizycznych walk nie toczymy, to jednak kontakt z grozą Ctulhu ma wpływ na bohatera, wywołując coraz większe spaczenie jego umysłu (corruption). Skrótowo rzecz ujmując popadamy w coraz głębszy obłęd, co zresztą  jest charakterystyczne dla tego uniwersum. Zresztą nie tylko obecność obślizgłych maszkar wpycha w nas w coraz większe szaleństwo, ale również sposób, w jaki wykonujemy naszą misję. Jedne sposoby pokonywania napotkanych problemów będą stanowić większe obciążenie dla naszego umysłu inne, chociaż bardziej czasochłonne, mniejsze. Spaczenie ma wpływ na naszą energię psychiczną, a ta jest potrzebna do odkrywania nowych poszlak i kojarzenia faktów. Im większe, tym mniej wskazówek odkryjemy i coraz częściej będziemy wyciągać błędne wnioski w Krypcie. To ważne, ponieważ podejmowane wybory są ostateczne mając duży wpływ na fabułę (oraz jej zakończeń) a nawet na nasze ciało i nie ma sejwowania w dowolnym momencie (tylko autosave), więc nie wrócimy, by naprawić sytuację, gdy coś pójdzie nie tak. 

Nieziemska metropolia na dnie oceanu

Ponadto coraz ciężej będzie nam skupić uwagę na czymkolwiek, utrudniając eksplorację. Nie jesteśmy jednak bezbronni, ponieważ w trakcie przygody znajdziemy artefakty poprawiające stan naszego zdrowia psychicznego. Ponadto też rozwijając umiejętności Klucz jesteśmy w stanie ograniczyć wpływ spaczenia na mózg Noaha, a nawet rozwijać inne przydatne zdolności. Możemy też pozyskiwać pewne porosty z otoczenia i robić z nich zastrzyk, co przywraca energię psychiczną. Cthulhu: The Cosmic Abyss wprawdzie pozwala wyłączyć ten element zabawy przed rozpoczęciem gry, ale mimo wszystko warto pozostawić go aktywnym dla mocniejszych doznań.

Działając na silniku Unreal Engine 5, wersja PS5 Cthulhu: The Cosmic Abyss prezentuje się znakomicie, z zachwycającymi podwodnymi krajobrazami i świetnym oświetleniem. Szczególnie imponujące są efekty wizualne wykorzystywane w momentach zaburzeń psychicznych bohatera, subtelnie zniekształcając otoczenie, tworząc niepokojącą, często psychodeliczną atmosferę. Niesamowicie efektowne są oceaniczne głębiny oferujące ogromne spektrum różnych widoków oglądane przez okna obserwacyjne w pomieszczeniach i tunelach odpornych na ciśnienie. Świat oglądamy z pierwszoosobowego widoku napawając się cudami morskiego dna ale głównym daniem jest niesamowita, obca naszemu światu, cyklopowa, podwodna metropolia R’lyeh. Gigantyczne konstrukcje sięgają w górę pod niemożliwymi kątami, a ich architektura opiera się na obcej matematyce, która przekracza ludzkie pojęcie. Bez wahania należy przyznać, że jest to zdecydowanie jedno z najbardziej zapadających w pamięć środowisk w grze. Oprawa dźwiękowa za to, nie licząc dialogów, jest minimalistyczna do bólu, co paradoksalnie wychodzi na plus, bo często cisza przeraża bardziej niż hałas. 

Cthulhu: The Cosmic Abyss nie zawsze przyjazne dla gracza

Niestety nie ma róży bez kolców, a recenzowana kopia gry grając na zwykłym PlayStation 5 miała pewne problemy z płynnością, nawet w trybie wydajności. Najbardziej jednak drażniła mnie w grze interakcja z przedmiotami. By cokolwiek podnieść i się temu przyjrzeć lub wykonać jakąś czynność potrzeba nacisnąć przycisk akcji dwa razy, albo mocno go przydusić, kiedy spokojnie wystarczyłoby jedno przyciśnięcie. Można się śmiać, ale po setnym razie człowiek zaczyna zgrzytać zębami. Podobnie jest z dialogami prowadzonymi z Klucz, w czym dodatkowo przeszkadza prawie niewidoczna ikonka, gdy chce ona z nami pogadać i zbyt szybko upływający czas niepozwalający na namysł nad odpowiedzią. Polonizacja na chwilę obecną też nie jest idealna, co potrafiło wprowadzać w błąd w trakcie zagadek i dopiero przerzucenie się na język angielski nadawało im sens.

Cthulhu: The Cosmic Abyss pomimo pewnych problemów technicznych, które pewnie zlikwiduje w przyszłości jakaś łatka jest tytułem po prostu dobrym, z ambicjami na coś lepszego. Wprawdzie efekt spaczenia umysłu jest tu czymś stosunkowo świeżym nie wnosi jednak nowej jakości do gatunku przygodówek grozy. Tym niemniej dla miłośników powieści grozy autorstwa Lovecrafta, nietuzinkowych horrorów i przygodówek detektywistycznych tytuł jest wart zakupu, zwłaszcza że gra jest całkiem długa, a jej zaliczenie może zająć nawet 15 godzin. 

Advertisement

Ocena - recenzja gry Cthulhu: The Cosmic Abyss

Atuty

  • Długa, pełna grozy przygoda
  • Duża liczba zagadek i wymagające śledztwo
  • Oprawa audiowizualna pod względem koncepcyjnym
  • System spaczenia umysłu
  • Możliwość doboru stopnia wyzwania

Wady

  • Zdarzające się spadki animacji
  • Interakcje z przedmiotami potrafią irytować
  • Polskiemu tłumaczeniu przydałyby się poprawki
  • Brak czegoś naprawdę oryginalnego

Twórczość H.P. Lovecrafta ma wciąż rzesze oddanych fanów także w środowisku gamingowym. Ucieszą się więc z Cthulhu: The Cosmic Abyss, która nie tylko ich wystraszy ale da sporo eksploratorskiego zajęcia. Mądrze rozwija wspomniane uniwersum o futurystyczne klimaty, aczkolwiek na chwilę obecną nie udało się uniknąć pewnych technicznych potknięć.
Graliśmy na: PS5

Patryk Dzięglewicz Strona autora
Były recenzent na PS Site, obecnie pisze dla PPE.pl. Uwielbia japońskie gry RPG, japońską animację, strategie i książkową fantastykę. Interesuje się historią, geopolityką oraz kolekcjonuje figurki i anime. Z wykształcenia technik ochrony środowiska oraz laborant. Tworzy teksty o grach od ponad 15 lat z dorobkiem ponad setki recenzji.
cropper