Harry Hole (2026) - recenzja i opinia o 1 sezonie serialu [Netflix]. Piękno w sercu norweskiego mroku
W historii telewizji bywają momenty, gdy literacki mit po latach tułaczki wreszcie otrzymuje ekranowe ciało, na jakie zasługiwał od dekad. Przez lata kino traktowało twórczość Jo Nesbø, arcymistrza skandynawskiego kryminału, po macoszemu, aby nie rzec z karygodnym wręcz niedbalstwem. Z pewnością wielu z Was do dziś budzi się w nocy z krzykiem na wspomnienie „Pierwszego śniegu” z 2017 roku - filmu tak bolesnego w swojej narracyjnej nieporadności, że w kręgach krytyków stał się on niemal natychmiast synonimem adaptacyjnej katastrofy. Kiedy więc platforma Netflix ogłosiła, że bierze na warsztat kultowego detektywa z Oslo, a stery jako główny scenarzysta i showrunner przejmuje sam autor literackiego pierwowzoru, w sercach miłośników nordic noir takich jak ja zapłonęła nieśmiała iskra nadziei.
Dziś, po wnikliwym seansie dziewięciu odcinków pierwszego sezonu serialu „Harry Hole” (Jo Nesbø's Detective Hole), mogę z pełnym przekonaniem i nieskrywaną ulgą ogłosić, że zła klątwa została ostatecznie przełamana. Otrzymaliśmy bowiem dzieło dojrzałe, mięsiste, niesamowicie gęste od mroku, a jednocześnie pulsujące trudnym do zdefiniowania, szorstkim liryzmem. To nie jest po prostu kolejny taśmowo produkowany serial kryminalny przeznaczony do bezrefleksyjnego „binge-watchingu” przy niedzielnej kawie. To pełnokrwista telewizyjna psychomachia, która bezpardonowo wciąga widza w sam środek egzystencjalnego piekła głównego bohatera, nie oferując w zamian żadnej taryfy ulgowej. Zapnijcie pasy, ponieważ podróż do jądra ciemności ludzkiej natury jeszcze nigdy nie była tak fascynująca.
Harry Hole (2026) - recenzja i opinia o 1 sezonie serialu [Netflix]. Mrok skąpany w letnim słońcu Oslo
Twórcy serialu podjęli odważną, bezkompromisową, acz z perspektywy czasu niezwykle trafną decyzję, aby nie zaczynać tej rozbudowanej opowieści od pierwszego tomu cyklu. Zamiast tego rzucają nas na głęboką wodę, ekranizując „Pentagram” - jedną z najbardziej dusznych i skomplikowanych odsłon seryjnej sagi. Letnie Oslo w obiektywie znakomitych reżyserów - Øysteina Karlsena i Anny Zackrisson - dalekie jest od stereotypowych, pokrytych grubą warstwą szronu skandynawskich pejzaży, do których przyzwyczaił nas ten gatunek. Stolica Norwegii tonie w złocistym, jaskrawym słońcu i dusznym upale, co tworzy fascynujący, niemal surrealistyczny dysonans z makabrycznymi zbrodniami seryjnego mordercy, który pozostawia na okaleczonych ciałach swoich ofiar diamenty w kształcie pięcioramiennej gwiazdy.
Ten wizualny kontrast jest mistrzowskim pociągnięciem realizacyjnym. Zło w nowym „Harrym Hole’u” nie czai się wyłącznie w mrocznych, oślizgłych zaułkach. Ono spaceruje w biały dzień, poci się w nagrzanych do granic możliwości mieszkaniach i bezczelnie patrzy prosto w obiektyw kamery. Jo Nesbø, mając pełną i niepodważalną kontrolę nad scenariuszem, udowadnia, że absolutnie nikt nie rozumie stworzonego przez niego świata lepiej niż on sam. Fabuła jest misternie utkana z dbałością o najdrobniejszy detal, a proceduralne elementy śledztwa stanowią tutaj jedynie sprytny pretekst do znacznie głębszej wiwisekcji ludzkiej natury. Niezwykłym sprzymierzeńcem tego klaustrofobicznego klimatu jest warstwa audialna. Hipnotyzująca, rozedrgana i głęboko niepokojąca ścieżka dźwiękowa skomponowana przez wybitny duet - Nicka Cave'a i Warrena Ellisa - to absolutny majstersztyk, który z każdym odcinkiem coraz mocniej wżera się w podświadomość odbiorcy, perfekcyjnie odzwierciedlając stany lękowe bohaterów.
Harry Hole (2026) - recenzja i opinia o 1 sezonie serialu [Netflix]. Symfonia zepsucia na dwa rozstrojone głosy
Nie oszukujmy się - żaden współczesny kryminał, pretendujący do miana arcydzieła, nie ma prawa bytu bez fenomenalnego obsadzenia głównych ról. To, co wyczyniają na ekranie Tobias Santelmann i Joel Kinnaman, z pewnością przejdzie do chlubnej historii telewizyjnych pojedynków. Santelmann nie tyle gra Harry'ego Hole'a, co po prostu, na poziomie iście molekularnym, się nim staje. Jego wielowymiarowa interpretacja to ekranowa rewelacja sezonu. Widzimy w jego zgarbionej sylwetce cały potworny ciężar dekad uzależnienia, tragicznie zniszczone relacje, permanentne wyobcowanie i ten specyficzny rodzaj cynizmu, który jest w rzeczywistości kruchą tarczą obronną przed nadmiarem destrukcyjnej empatii.
Aktor z chirurgiczną precyzją oddaje fizyczny ból istnienia swojego bohatera - jego ociężały chód, puste, przekrwione spojrzenie, w którym mimo litrów wypitego alkoholu wciąż tli się iskra detektywistycznego geniuszu. Kiedy jego burzliwa i skomplikowana relacja z Rakel (w tej roli niesamowicie autentyczna Pia Tjelta) napotyka kolejne dramatyczne przeszkody, wierzymy w każdy ułamek jego cichego cierpienia. Z kolei Joel Kinnaman jako Tom Waaler to absolutne, perfekcyjne przeciwieństwo Hole'a, a zarazem jego mroczne, wypaczone lustrzane odbicie. Kinnaman gra na niezwykle subtelnych, niepokojąco chłodnych nutach. Jego Waaler jest metodyczny, chorobliwie pedantyczny, obdarzony mrożącym krew w żyłach magnetyzmem i czysto socjopatycznym wdziękiem. Napięcie emocjonalne między tą dwójką - rzekomymi kolegami ze stołecznej komendy, a w rzeczywistości śmiertelnymi wrogami - jest tak obezwładniająco gęste, że można by je kroić nożem rzeźnickim. To właśnie ten cichy, wyniszczający konflikt, toczący się na ledwo widzialnej granicy prawa, stanowi prawdziwe, bijące serce całego serialu.
Harry Hole (2026) - recenzja i opinia o 1 sezonie serialu [Netflix]. Zmęczenie materiału czy celowy test cierpliwości?
Bądźmy jednak wobec tego dzieła brutalnie szczerzy. Żadna produkcja nie jest całkowicie wolna od rys, a dzieło duetu Nesbø-Karlsen posiada pewne mankamenty, o których muszę i chcę wspomnieć. Rozciągnięcie tak intymnej i hermetycznej narracji na aż dziewięć długich odcinków wiąże się z ogromnym ryzykiem, które, niestety, w środkowej partii sezonu daje o sobie wyraźnie znać. Gdzieś pomiędzy czwartym a szóstym epizodem misternie budowana fabuła łapie niepotrzebną zadyszkę. Śledztwo zaczyna niebezpiecznie krążyć w kółko, a kompulsywne mnożenie fałszywych tropów, zamiast potęgować naszą ciekawość, momentami budzi lekką irytację i znużenie. Wydaje się, że twórcy tak bardzo zakochali się w drobiazgowej, wręcz klinicznej ekspozycji psychologicznej swoich postaci, że na moment stracili z oczu konieczność utrzymania równego rytmu głównej intrygi.
Dla wielu współczesnych widzów, przyzwyczajonych do błyskawicznego tempa i natychmiastowych rozwiązań, ta artystyczna powolność może okazać się barierą trudną do przeskoczenia. Ponadto, serial ten absolutnie nie bierze jeńców, jeśli chodzi o ukazywanie przemocy. Brutalność zbrodni jest tu podana w sposób niezwykle surowy i naturalistyczny, co miejscami ociera się o niepotrzebną frenezję, mocno testując wytrzymałość żołądka odbiorcy. Jednakże, z ręką na sercu obiecuję, że jeśli przetrwamy ten przejściowy, fabularny marazm, dwa finałowe akty wynagrodzą naszą cierpliwość z nawiązką. Zakończenie jest bezbłędne - ostre jak brzytwa, satysfakcjonujące i uderzające z siłą rozpędzonego pociągu, przypominając nam brutalnie, dlaczego tak bardzo uwielbiamy historie z dreszczykiem.
Harry Hole (2026) - recenzja i opinia o 1 sezonie serialu [Netflix]. Podsumowanie
„Harry Hole” w potężnym wydaniu Netflixa z 2026 roku to bezapelacyjnie triumfalny powrót króla skandynawskiego kryminału na właściwe mu zaszczytne miejsce na tronie. To produkcja mroczna, bezkompromisowa i szorstka w obyciu, w której melancholijna zaduma nieustannie miesza się z metalicznym zapachem krwi i wonią najtańszego alkoholu. Pomimo pewnych wyraźnych potknięć w prowadzeniu narracyjnego tempa, serial oferuje doświadczenie niezwykle, głęboko immersyjne, oprawione w genialną oprawę muzyczną i wybitne kreacje aktorskie duetu Santelmann-Kinnaman.
Jo Nesbø ostatecznie udowodnił całemu światu, że wzięcie spraw we własne ręce było nie tylko odważną, ale przede wszystkim jedyną słuszną drogą. To nie jest po prostu kolejna adaptacja znanej książki. To autorskie, pełne szacunku rozszerzenie literackiego uniwersum, które zadowoli zarówno najbardziej ortodoksyjnych fanów papierowych wydań, jak i zupełnych nowicjuszy pragnących solidnej, inteligentnej dawki telewizyjnego mroku. Z zapartym tchem i niekłamaną ekscytacją czekam na zapowiedź kolejnego sezonu, mając szczerą nadzieję, że ten gęsty mrok z ulic Oslo zagości na naszych ekranach na znacznie, znacznie dłużej.
Atuty
- Wybitne aktorstwo - znakomite kreacje Santelmann i Kinnaman
- Świetny gęsty klimat
- Mistrzowskie budowanie nastroju
- Szacunek dla literackiego pierwowzoru
Wady
- Nierówne tempo - rozkręca się powoli
- Wątki poboczne, których czasami jest zbyt dużo
Dla miłośników skandynawskich kryminałów to obowiązkowa pozycja. Dla wszystkich pozostałych przynajmniej warta spróbowania, aby sprawdzić, czy mroczny urok nordic noir przypadnie im do gustu. Ale szczerze naprawdę warto go obejrzeć - nie będziecie żałować.
Przeczytaj również
Komentarze (3)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych