Dragonkin: The Banished (PS5) - recenzja gry. Jak wytrenować smoka
Eko Software polubiło się z gatunkiem hack n’ slashy. Po wypuszczeniu na rynek Warhammer: Chaosbane, studio postanowiło wrócić do gatunku wraz z Dragonkin: The Banished. Tym razem jednak zaczęli od wczesnego dostępu na pecetach, by wraz z głosami społeczności kształtować swoją najnowszą produkcję. W teorii powinno wyjść to grze na dobre i w naszych rękach powinniśmy otrzymać produkt znacznie lepszy niż Warhammer: Chaosbane, prawda? Cóż, nie do końca.
W dobie ogromnej konkurencji na rynku nie tylko ze strony największych marek pokroju Diablo czy Path of Exile, ale Titan Quest i Last Epoch, nie wystarczy interesujący na papierze pomysł na siebie. Potrzebne, w moim odczuciu, jest to coś, co sprawia, że chce nam się grać w dany tytuł i nie czujemy znudzenia przy dłuższych sesjach. Z Dragonkin: The Banished niestety tak nie miałem i kończyłem grę z jeszcze większym poczuciem zmęczenia aniżeli przy Warhammer: Chaosbane, którego nie wspominam zbyt dobrze.
Mnóstwo eksperymentów, a jak z wykonaniem?
W kwestii absolutnych podstaw gatunku Dragonkin: The Banished nie sili się na jakąś większą oryginalność. Do zaliczenia kampanii dostajemy jedną z czterech nadzwyczaj podstawowych klas postaci (Rycerz, Łuczniczka, Mag i odgrywający rolę tanka Berserker), różniących się między sobą rodzajami ataków, statystykami i wyglądem. Wypisz wymaluj to, co dostaliśmy w ich poprzedniej produkcji. Na początek czeka na nas kampania dla jednego gracza, którą możemy rozegrać sami lub w trybie kooperacji oraz późniejszy endgame, który w wielu aspektach przypomina to, co mieliśmy w Warhammerze. Albo szybkie wypady z polowaniem na poważnych przeciwników, albo nieco dłuższe bieganie po poziomach wykonując pomniejsze czynności, by w ostatecznych rozrachunku sklepać bossa. Dołożono, by urozmaicić nieco zabawę pseudo tryb hordy, ale to nie wpływa jakoś szczególnie na odbiór całej zawartości. Jak to zwykle w takich grach bywa, endgame to sól zabawy, a żeby do niego dotrzeć, to musimy przebrnąć przez absolutnie nijaką kampanię na mniej więcej 10 godzin (o fabule w grze nieco później).
Jeśli rozdawano by nagrody za chęci, to Eko Software parę by zgarnęło. Bo ciężko im odmówić prób eksperymentowania z systemami w grze. Może na początek to, co mi przypadło do gustu najbardziej, czyli miasto będące naszą bazą wypadową. Pokonując potężnych przeciwników, znajdując relikty na mapie i odkrywając punkty zainteresowania, zbieramy punkty doświadczenia pozwalające nam rozwijać miasto, budując przydatne budynki i je ulepszając. Ba, gdy gramy online, możemy zapraszać do ludzi, by nas odwiedzali. Prosty, nieinwazyjny pomysł, który w jakimś stopniu nagradza dodatkową eksplorację map. Te bez tego byłyby okropnie nudne i biegalibyśmy po nich od punktu A do B, byleby pchnąć zadania dalej.
Dosyć dobrze wypada także podejście do umiejętności klas postaci. Dostajemy pole podzielone na pięciokąty, gdzie możemy umieszczać umiejętności wraz z przypisanymi do nich modyfikatorami. Im wyższy poziom, tym więcej możemy wrzucić. Cała sztuka polega na tym, by odpowiednio dopasować ze sobą umiejętności postaci z umiejętnościami towarzyszącego nam smoka oraz dołożyć do tego modyfikatory, które wykazują synergię zgodnie z właściwościami danej umiejętności. Podobnie jak przy rozdawanych statystykach, mamy tutaj pełną dowolność i w dowolnym momencie możemy kompletnie przebudować naszą postać bez ponoszenia jakichkolwiek kosztów w zasobach. Dzięki temu prostemu zabiegowi nie jesteśmy zdani na jeden build przez całą grę i gra aktywnie zachęca nas do eksperymentowania.
To w czym moim odczuciu Dragonkin: The Banished jest najsłabsze, to szeroko pojęty loot, który, mam wrażenie, jest żywcem przeniesiony z Warhammera: Chaosebane, a już tam był wyjątkowo nijaki. Tutaj powtarza się ten sam schemat. W pewnym momencie przestają nam wypadać przedmioty oferujące sensowne ulepszenie tego, co mamy. Rozwiązaniem jest skok na wyższy poziom trudności, jednak w pewnym momencie jest za trudno, a bez przedmiotów dostępnych wyłącznie na tym poziomie, przyjemna rozgrywka jest niemożliwa. Więc przez jakiś czas biegamy jak kurczak bez głowy, giniemy wyjątkowo często, licząc, że wreszcie wypadnie nam coś, co w faktyczny sposób wzmocni naszą postać. Miałem nadzieję, że drugi raz z czymś takim po Chaosbane się nie spotkam. Jednak wyjątkowo się myliłem.
Fabuła? Jak to często bywa, mogłoby jej nie być
W tym gatunku dla niektórych graczy warstwa fabularna jest najmniej ważnym aspektem w grze. W moim wypadku jest zgoła inaczej. Skoro gra chce, bym przebrnął przez jej kampanię, zanim odblokuję całą dostępną zawartość, powinna mnie przynajmniej zaciekawić na tyle, bym nie odczuwał znużenia na samą myśl oglądania kolejnych scenek przerywnikowych. Z Dragonkin: The Banished niestety nie za bardzo jest mi po drodze. Nasz bohater, niezależnie od wybranej klasy, wypija krew smoka, nabywając tajemne, smocze moce, dzięki czemu jest w stanie stawić czoła potężnym, skrzydlatym kreaturom. Fabuła pcha nas w kolejne rejony, gdzie musimy zabić wybranego smoka, jego kultystów oraz smokunów, czyli zmutowane przez smoczy wpływ jednostki.
Biegamy więc między lokacjami, oglądamy kolejne scenki, które w teorii mają nas zaangażować i wzbudzić przeróżne emocje, a w praktyce po krótkim czasie zaczynamy lekko przysypiać, widząc te same schematy z innymi aktorami na scenie. Nawet zwroty akcji, których scenarzyści nam nie oszczędzili, są tak bardzo oklepane, jak tylko może Wam się wydawać. Paradoksalnie lepiej w tym aspekcie wypadał nawet Warhammer: Chaosbane, który również historią nie grzeszył, jednak znana marka nieco poprawiała odbiór wątku fabularnego.
Plusem dla kogoś może być obecność polskiej wersji językowej w formie napisów, bo łatwiej zrozumieć obecne w grze dialogi. Choć same w sobie nie są jakoś ciężko napisane i nawet po angielsku większość nie powinna mieć problemów ze zrozumieniem. Niemniej, napisy są, większych błędów w nich nie zauważyłem i to warto odnotować, bo z tym aspektem nawet w 2026 roku czasami jest ciężko.
Dla kogo? Nie wiem, nikogo?
Nie wspominałem jeszcze nic o warstwie technicznej, więc poświęcę jej kilka słów na koniec. Wizualnie produkcja niczym się nie wyróżnia. Czasami lokacje zachwycą rozmachem i designem, w większości wypadków mamy jednak bezpieczne zagrywki umiejscowienia akcji w standardowych biomach. Modele postaci i potworów na zbliżeniach wyglądają ok, choć nikt na tak blisko ustawionej kamerze nie będzie grał. Gorzej wypada płynność rozgrywki. Tytuł oferuje dwa tryby na konsolach — jakość i wydajność. W tym pierwszym w teorii mamy 30 klatek na sekundę i lepszą grafikę, w drugim kosztem jakości obrazu dostajemy teoretyczne 60 FPS. Większość czasu gra stara się trzymać docelowy klatkaż, jednakże przy nieco większych grupach wrogów (co jest często w drugiej połowie gry), płynność leci na łeb na szyję, ryjąc nawet kilkukrotnie w pokazie slajdów (co oznacza raptem parę klatek na sekundę). Łatka, która pojawiła się przed premierą, w trakcie ogrywania, niestety niczego w tym aspekcie nie zmieniła.
Dragonkin: The Banished jawi mi się jako gra, którą raczej ludzie będą wrzucać do pudełka z opisem „gry do zapomnienia”. Mimo pewnych nawet udanych eksperymentów z systemami, nazwijmy to około hack n’ slashowymi, rdzeń rozgrywki pozostaje wyjątkowo nijaki i niebudzący większych emocji. Ani to przesadnie złe, ani nadmiarowo dobre. Być może kogoś skusi względnie rozsądna cena (169 złotych na konsolach, 115 zł na PC) i głód gatunkowy, choć przy takiej konkurencji, nawet ze strony starszych gier, jakoś tego nie widzę. Z drugiej strony, czasami nawet nijaki średniak potrafi dać komuś nieco uciechy, więc… gracie na własne ryzyko.
Ocena - recenzja gry Dragonkin: The Banished
Atuty
- Ciekawy pomysł umiejętności postaci i bezkosztowy respec w dowolnym momencie
- System rozwoju zamku wypada interesująco
- Sensowny endgame, ale trzeba do niego dotrwać...
Wady
- Częste spadki płynności
- Nijaka warstwa fabularna
- Bylejaki system lootu
Kolejna nijaka gra od Eko Software. Ani przesadnie dobra, ani jakoś bardzo zła. Dla mocno wyposzczonych fanów gatunku, którzy autentycznie nie mają już w co grać.
Graliśmy na:
PS5
Przeczytaj również
Komentarze (5)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych