Resident Evil Requiem - recenzja gry w wersji na Nintendo Switch 2. Nie wierzyłem

Resident Evil Requiem - recenzja i opinia o grze [Switch 2]. Nie wierzyłem

Wojciech Gruszczyk | Dzisiaj, 22:17

Od kilku dni Resident Evil Requiem podbija świat, a ja miałem okazję chwycić Nintendo Switcha 2 w dłonie i sprawdzić tę przygodę na małym ekranie. Czy warto zagrać w nową produkcję Capcomu na sprzęcie Nintendo? Poznajcie nasze wrażenia.

Już w zeszłym tygodniu na naszym portalu mogliście przeczytać kompletną, szczegółową recenzję Resident Evil Requiem autorstwa Mateusza, który testował wersję na PlayStation 5. Biorąc pod uwagę możliwości tej platformy, możemy śmiało uznać, że to jedno z najlepszych wydań najnowszej przygody Capcomu.

Dalsza część tekstu pod wideo

Ja jednak od początku wiedziałem, że chcę sprawdzić Resident Evil Requiem na Nintendo Switch 2. Już podczas pokazu Nintendo ta hybrydowa wersja zrobiła na mnie bardzo dobre wrażenie, ale zależało mi na tym, by przekonać się, jak cała przygoda prezentuje się w dłuższej perspektywie właśnie na ekranie konsoli Big N.

Z tego miejsca zachęcam Was do zapoznania się z dogłębną recenzją Mateusza, w której znajdziecie pełne omówienie gry i drugą perspektywę. Ja skupiam się przede wszystkim na wersji przygotowanej z myślą o hybrydowym sprzęcie Nintendo, choć nie ukrywam, że trudno mi całkowicie oddzielić kwestie techniczne od samej produkcji... bo szczerze mówiąc, Resident Evil Requiem to dla mnie bardzo duże (pozytywne!) zaskoczenie.

Dwóch bohaterów, jedna historia

Resident Evil Requiem - recenzja gry. Czy możemy porozmawiać
resize icon

Zanim w ogóle zacząłem analizować Resident Evil Requiem w wersji na Nintendo Switch 2, złapałem się na czymś zupełnie innym - dawno nie miałem tak mocne poczucia, że historia w horrorze odgrywa aż tak istotną rolę. Akcja Resident Evil Requiem rozgrywa się wiele lat po zniszczeniu Raccoon City, w świecie, który teoretycznie zdążył już zapomnieć o największym koszmarze Umbrelli… ale ludzie, którzy go przeżyli, wciąż ponoszą jego konsekwencje. Grace Ashcroft, analityczka i agentka FBI, zaczyna badać serię tajemniczych zgonów ocalałych z tamtej tragedii - ktoś bardzo metodycznie „zamyka” wszystkie niedomknięte rozdziały tej historii. Trop prowadzi ją do niewielkiego miasteczka i niepokojących eksperymentów, a równolegle do sprawy dołącza Leon S. Kennedy - weteran, który zbyt dobrze wie, czym kończy się bagatelizowanie takich sygnałów. Od tego momentu śledzimy wydarzenia z dwóch perspektyw i to właśnie ta konstrukcja narracyjna jest pierwszym elementem, który naprawdę zrobił na mnie wrażenie.

Capcom od początku konsekwentnie buduje opowieść wokół dwóch skrajnie różnych bohaterów. W pierwszych minutach to jednak nie akcja gra pierwsze skrzypce, lecz intryga i napięcie wynikające z odkrywania kolejnych faktów. Grace wchodzi w ten koszmar jako nowa twarz serii - świeża, bardziej analityczna, obciążona osobistą historią. Leon z kolei jest dla fanów kimś w rodzaju starego znajomego, symbolem przeszłości i bezpośrednim łącznikiem z dramatem Raccoon City. To zestawienie działa zaskakująco dobrze, bo daje jednocześnie poczucie nowego otwarcia i ciągłości uniwersum.

Najbardziej podoba mi się to, że scenariusz sprawia wrażenie świadomego swojej przeszłości. Jakby ktoś faktycznie usiadł i powiedział: „Mamy 30 lat Residenta – zróbmy coś nowego, ale nie odcinajmy się od korzeni”. Wątki Grace są wyraźnie bardziej śledcze i intymne, momentami bliższe klimatu Resident Evil VII  czy Resident Evil Village - przeglądamy następne notatki, analizujemy raporty, szukamy małych poszlak, by zrozumieć, co tutaj się tak naprawdę dzieje. Leon natomiast wnosi do historii ciężar doświadczenia i element akcji. To zderzenie świeżości i weterana od pierwszych scen buduje poczucie, że mamy do czynienia z pełnoprawną, przemyślaną odsłoną serii, a nie jedynie kolejnym odgrzewanym rozdziałem.

Resident Evil Requiem - recenzja gry. Mr. Raccoon
resize icon

To, co naprawdę mnie kupiło, to tempo podawania informacji. Gra bardzo sprawnie dawkuje kolejne tropy i pytania, przez co trudno znaleźć moment, w którym chciałoby się po prostu odłożyć konsolę i wrócić następnego dnia. Szybko pojawiają się konkretne wątpliwości: kim tak naprawdę jest Grace w szerszym kontekście uniwersum? Kto i z jakiego powodu eliminuje ocalałych po tylu latach? Jak daleko sięga nowy projekt powiązany z dziedzictwem Umbrelli? Każdy kolejny rozdział dokłada nową warstwę - raz dostajemy bardziej klaustrofobiczny, intymny horror w wątku Grace, innym razem sekwencję akcji z Leonem.

Dużym atutem jest też sposób, w jaki recenzowany Resident Evil Requiem wykorzystuje motyw dwóch perspektyw. To nie jest wyłącznie zabieg formalny polegający na zmianie punktu widzenia czy stylu prowadzenia postaci - narracyjnie te dwie ścieżki faktycznie opowiadają tę samą katastrofę z odmiennych, emocjonalnych punktów. Grace wchodzi w historię jako osoba, która dopiero odkrywa skalę zagrożenia i próbuje zrozumieć, w co została wciągnięta. Leon natomiast reprezentuje doświadczenie i ciężar przeszłości - on dosłownie zna najgorsze scenariusze.

W efekcie otrzymujemy interesujący dialog między „starym” a „nowym” Residentem. Elementy bardziej dynamiczne, kojarzące się z czwartą częścią, zderzają się z kameralnym, gęstym klimatem ostatnich odsłon. Ta równowaga działa zaskakująco dobrze, bo żadna z tych twarzy serii nie dominuje całkowicie – zamiast tego uzupełniają się i budują poczucie, że Resident Evil Requiem próbuje połączyć różne etapy rozwoju marki w jedną, spójną opowieść.

Dwóch bohaterów, dwie kamery

Resident Evil Requiem - recenzja gry. Leon kopie
resize icon

Rozgrywka w Resident Evil Requiem faktycznie bardzo mocno opiera się na dwóch perspektywach... i to nie tylko na poziomie fabularnym, ale przede wszystkim w samym rdzeniu gameplayu. Domyślnie Grace obserwujemy w widoku FPP, natomiast Leon działa w TPP. Ten podział ma wyraźny sens projektowy: sekcje z Grace są bardziej kameralne i nastawione na budowanie napięcia, więc pierwszoosobowa kamera potęguje wrażenie zagrożenia i ograniczenia pola widzenia. Z kolei Leon, jako postać bardziej bojowa, naturalnie „pasuje” do widoku zza pleców, który daje lepszą kontrolę nad przestrzenią i przeciwnikami.

Fragmenty z Grace rzeczywiście wpisują się w klasyczny survival horror. Tempo jest wolniejsze, eksploracja bardziej metodyczna, a zarządzanie zasobami odgrywa realną rolę - decyzja o oddaniu kilku strzałów może mieć konsekwencje w kolejnych pomieszczeniach. FPP wzmacnia klaustrofobię: wąskie korytarze, ograniczona widoczność i konieczność dokładnego obserwowania otoczenia sprawiają, że napięcie budowane jest bardziej przez atmosferę niż przez liczbę przeciwników. Eksploracja ma tu większe znaczenie - notatki, kody i detale środowiska są ważniejsze niż sama walka, co dobrze współgra z charakterem Grace jako postaci mniej „bojowej”.

Resident Evil Requiem - recenzja gry. Śpiewaczka
resize icon

W przypadku Leona ton wyraźnie się zmienia. TPP pozwala lepiej kontrolować sytuację w starciach z większą liczbą wrogów, szybciej reagować na zagrożenia z boków i sprawniej zarządzać polem walki. Jego sekcje są bardziej dynamiczne, z większym naciskiem na płynność, wykorzystanie arsenału i kontrolę tłumu przeciwników. Mechanicznie przypomina to nowocześniejsze odsłony serii, gdzie akcja jest intensywniejsza, ale nadal osadzona w survivalowych ramach.

Jednym z najmocniejszych elementów rozgrywki są zachowania zainfekowanych. To nie jest bezmyślna masa biegnąca w linii prostej w stronę gracza. W wielu momentach widać, że twórcy zadbali o detale sugerujące „resztki człowieczeństwa” - przeciwnicy potrafią się zawahać, szarpnąć za klamkę, próbują włączyć światło lub nawet... zajmują się „sprawami w kuchni”. Zdarza się, że zataczają się po korytarzu, reagują na dźwięk strzałów, potykają się o elementy otoczenia, by po chwili ruszyć z większą agresją. Te drobiazgi animacyjne i zachowania AI realnie wpływają na odbiór starć.

60 klatek na małym ekranie

Resident Evil Requiem - recenzja gry. Jesteśmy w punkcie wyjścia Leon
resize icon

Na Nintendo Switch 2 Resident Evil Requiem działa w jednym, z góry narzuconym trybie - Capcom nie oferuje klasycznego podziału na „wydajność” i „jakość”. Gra celuje w 60 klatek na sekundę z odblokowaną płynnością i... tu pojawia się pierwszy znak zapytania. Brakuje alternatywy w postaci stabilnego trybu 30 fps z twardym limitem, który dla części graczy mógłby być bardziej przewidywalnym wyborem. Zwłaszcza że pod względem czystej jakości obrazu i ogólnej oprawy mamy do czynienia z naprawdę solidnym portem.

W praktyce jednak sytuacja wygląda całkiem dobrze. Przez zdecydowaną większość czasu recenzowany Resident Evil Requiem faktycznie utrzymuje się bardzo blisko docelowych 60 fps... i w takiej sytuacji rozgrywka działa znakomicie - strzelanie ma odpowiednią płynność, reakcje są szybkie, a celowanie na ekranie Nintendo Switcha 2 pozostaje komfortowe. Największe spadki animacji nie zawsze pojawiają się w oczywistych momentach, takich jak duże przestrzenie czy intensywne starcia. Zdarza się, że chwilowe obniżenie płynności pojawia się przy przejściach między lokacjami czy nawet podczas poruszania się po schodach. To krótkie epizody, ale dla graczy przyzwyczajonych do stabilnych 60 fps będą zauważalne.

Resident Evil Requiem - recenzja gry. Podświetlony zombie
resize icon

Najważniejsze jest jednak to, że w normalnym przebiegu gry - podczas standardowych walk, eksploracji czy większości potyczek z większymi grupami - Resident Evil Requiem na Switchu 2 oferuje stabilną rozgrywkę. Wrażenie jest takie, że przez około 80-90% czasu gry animacja trzyma docelowy poziom, a spadki pojawiają się w wyjątkowych momentach. Nie zmienia to jednak faktu, że przy tak rozbudowanej grze szkoda braku dodatkowej opcji. Gdyby Capcom umożliwił włączenie stabilnych 30 klatek na sekundę z twardym limitem, część graczy zapewne bez wahania wybrałaby przewidywalność zamiast dynamicznego celowania w 60 fps z okazjonalnymi spadkami. Zwłaszcza na sprzęcie hybrydowym, gdzie komfort i stabilność często są ważniejsze niż maksymalna liczba klatek.

Muszę jednak podkreślić, ,że przy tej jakości grafiki i przy płynności utrzymywanej przez większość czasu naprawdę trudno mówić o rozczarowaniu. Resident Evil Requiem na Switchu 2 jest naprawdę dopracowany.

Graficzna niespodzianka

Resident Evil Requiem - recenzja gry. Nie trać głowy
resize icon

Pod względem grafiki Resident Evil Requiem na Nintendo Switch 2 faktycznie robi bardzo mocne pierwsze wrażenie. Capcom wyraźnie nie potraktował tej wersji jako „okrojonej alternatywy”, tylko jako pełnoprawnej wersji, która ma zachować charakter oprawy znanej z większych platform. Najlepiej widać to w oświetleniu - mroczne korytarze, migające lampy, reflektory przebijające się przez dym czy mgłę budują napięcie jeszcze zanim dojdzie do jakiejkolwiek konfrontacji. Lokacje takie jak szpital, Care Center czy zniszczone wnętrza wypadają bardzo przekonująco, a neonowe fragmenty miasta potrafią momentami wręcz przytłoczyć klimatem. W tym tytule światło i cień są kluczowymi narzędziami budowania atmosfery.

Istotnym szczegółem jest oczywiście zaplecze techniczne. W trybie zadokowanym gra działa rozdzielczości (około 600p), ale dzięki DLSS na telewizorze widzimy obraz w 1080p. W ruchu efekt jest lepszy, niż sugerowałyby same liczby - krawędzie są stosunkowo czyste, czytelność tekstów i detali otoczenia pozostaje dobra, a ogólny obraz nie sprawia wrażenia nadmiernie rozmytego. W trybie przenośnym początkowa rozdzielczość potrafi spaść jeszcze niżej (okolice 540p), jednak na mniejszym, ekranie kompromisy są mniej zauważalne. Z punktu widzenia użytkownika otrzymujemy obraz, który zarówno w docku, jak i w handheldzie prezentuje się bardzo solidnie jak na hybrydowy sprzęt.

Resident Evil Requiem - recenzja gry. Zombie
resize icon

Jeśli chodzi o projekt przeciwników i efekty wizualne, kompromisy są niewielkie. Zmutowani wrogowie zachowują detale - deformacje ciała, uszkodzenia skóry czy elementy gore, które stanowią istotny element estetyki serii. Efekty cząsteczkowe, takie jak dym, para czy unoszący się kurz, nadają scenom głębi, a kontrasty między światłem i cieniem dodatkowo wzmacniają klimat. W wąskich korytarzach czy nocnych sekwencjach zewnętrznych trudno uwierzyć, że mamy do czynienia z wersją, którą można w każdej chwili wyjąć z docka i kontynuować zabawę w trybie przenośnym.

Oczywiście nie obyło się bez kompromisów i tutaj Capcom ma jeden wyraźnie widoczny słabszy punkt: włosy. System fryzur, który na mocniejszych platformach potrafi wyglądać bardzo naturalnie, na Nintendo Switch 2 został zauważalnie uproszczony. W jaśniejszych scenach włosy Leona czy Grace potrafią sprawiać wrażenie spłaszczonych, z poszarpanymi krawędziami. To jeden z tych elementów, który najbardziej zdradza ograniczenia sprzętu. W niektórych lokacjach można też dostrzec niższą jakość tekstur (zwłaszcza na ścianach oraz wybranych elementach otoczenia oglądanych z bliska), a sporadycznie pojawia się delikatne rozpraszanie na granicach światła i cienia. Są to jednak detale, które w praktyce wychwycisz głównie wtedy, gdy analizujesz obraz klatka po klatce.

Całościowy odbiór oprawy pozostaje jednak bardzo pozytywny. Resident Evil Requiem na Nintendo Switch 2 w wielu momentach wygląda imponująco. Oświetlenie buduje klimat, lokacje są wypełnione szczegółami, projekty przeciwników zachowują swoją charakterystyczną brutalność, a dzięki DLSS całość prezentuje się zaskakująco ostro zarówno na telewizorze, jak i w trybie przenośnym.

Mały ekran, wielki horror

Resident Evil Requiem - recenzja gry. Krew na ścianie
resize icon

Najwięcej czasu z Resident Evil Requiem spędziłem w trybie przenośnym i muszę przyznać, że to jeden z tych horrorów, które wyjątkowo dobrze odnajdują się na małym ekranie. Trzymając Nintendo Switch 2 kilka centymetrów od twarzy, napięcie działa inaczej niż przed dużym telewizorem. Mroczne korytarze, ciasne pomieszczenia, powolne sprawdzanie każdego zakamarka z latarką w dłoni - w handheldzie wszystko wydaje się bardziej bezpośrednie i osobiste. Dźwięki dobiegające zza ściany, pojedyncze stęknięcia zainfekowanych czy nagłe zmiany oświetlenia potrafią realnie podnieść puls.

Ważne jest też to, że tryb przenośny nie oznacza tu kompromisu w samej strukturze doświadczenia. To nie jest uproszczona wersja - to pełnoprawna odsłona serii, z kompletną kampanią, rozbudowanymi lokacjami i wszystkimi systemami rozgrywki.

Dla fanów Nintendo to też symboliczny moment. Przez lata największe premiery Resident Evil były kojarzone głównie z PlayStation, Xboksem czy PC. Resident Evil Requiem na Switchu 2 pokazuje, że hybryda może bez kompleksów przyjąć dużą, głośną premierę Capcomu i dostarczyć pełnoprawny survival horror w solidnej jakości technicznej. Dobra oprawa, sensowna płynność i możliwość grania w dowolnym miejscu składają się na doświadczenie, które trudno zignorować.

Czy warto zgrać w Resident Evil Requiem na Nintendo Switch 2?

Odpowiedź jest prosta: zdecydowanie tak. To jedna z największych niespodzianek na konsoli Nintendo i tytuł, który pokazuje, że hybrydowy sprzęt może bez kompleksów przyjąć na pokład duży, wysokobudżetowy survival horror. Nie jest idealnie - brakuje sztywno zablokowanych 60 klatek, system włosów momentami wyraźnie odstaje od wersji z PS5, a niektóre tekstury w jasnych lokacjach przypominają o ograniczeniach sprzętu… ale w praktyce te kompromisy bardzo szybko schodzą na dalszy plan.

Najważniejsze jest to, że fundamenty są po prostu znakomite. Recenzowany Resident Evil Requiem wciąga świetnie poprowadzoną fabułą, dwoma odmiennymi perspektywami bohaterów, klimatycznymi lokacjami i bardzo dobrze wyważonym tempem rozgrywki, w którym kameralny horror Grace płynnie przeplata się z bardziej dynamicznymi sekwencjami Leona. Na Switchu 2 wszystko to działa zaskakująco dobrze – obraz dzięki DLSS jest dopracowany, oświetlenie buduje atmosferę, a animacja przez większość czasu utrzymuje bardzo komfortowy poziom. To nie jest „uboższy krewny” większych wersji, tylko pełnoprawny Resident Evil dostępny w trybie przenośnym od początku do końca.

Jeśli masz Nintendo Switch 2 i lubisz serię, to Resident Evil Requiem jest pozycją obowiązkową. Trzeba zaakceptować kilka technicznych niedoskonałości, ale w zamian dostajesz kompletne, znakomite doświadczenie - mocny horror i kolejny dowód na to, że gry AAA mogą równolegle debiutować także na sprzęcie Nintendo.

Interesuje Cię ten tytuł? Sprawdź nasz poradnik do Resident Evil Requiem.

Ocena - recenzja gry Resident Evil Requiem

Atuty

  • Świetnie poprowadzona fabuła z dwiema perspektywami (Grace i Leon) - historia mocno osadzona w uniwersum serii, z udanym połączeniem świeżości i nostalgii,
  • Kapitalny klimat horroru - mroczne korytarze, klaustrofobiczne wnętrza i neonowe fragmenty miasta budują napięcie praktycznie samym światłem,
  • Bardzo dobra jakość obrazu jak na konsolę hybrydową - DLSS skutecznie podnosi ostrość zarówno w docku, jak i w trybie przenośnym,
  • Znakomicie wyważony gameplay - udany balans między survival horrorem w FPP (Grace) a bardziej dynamiczną akcją w TPP (Leon), świetne tempo i dobrze zaprojektowane starcia,
  • Projekt potworów i efekty gore praktycznie bez kompromisów względem mocniejszych platform,
  • Świetne doświadczenie w handheldzie - horror „w dłoniach” działa wyjątkowo intensywnie i trudno oderwać się od konsoli.

Wady

  • Brak wyboru trybu graficznego - tylko odblokowane 60 fps, bez opcji stabilnych 30 klatek; zdarzają się okazjonalne spadki animacji.
  • Uproszczony system włosów - fryzury bohaterów są spłaszczone i wyraźnie odstają jakościowo od reszty oprawy,
  • Miejscami słabsze tekstury, szczególnie w jaśniejszych i bardziej otwartych lokacjach.

Resident Evil Requiem na Nintendo Switch 2 to imponująca produkcja z segmentu AAA – świetna fabuła, kapitalny klimat, mocna rozgrywka i bardzo dobra jakość obrazu dzięki DLSS sprawiają, że horror Capcomu aż chce się ogrywać w trybie przenośnym. Nie jest idealnie: zdarzają się spadki animacji, system włosów momentami wyraźnie odstaje od mocniejszych platform, a część tekstur przypomina o ograniczeniach sprzętu, ale są to kompromisy, które w trakcie zabawy szybko przestają mieć kluczowe znaczenie. Całościowo to zaskakująco solidny technicznie pakiet i jeden z pierwszych prawdziwych pokazów siły Nintendo Switch 2.
Graliśmy na: NS2

Wojciech Gruszczyk Strona autora
Miał przyjść do redakcji zrobić kilka turniejów, ale cytując klasyka „został na dłużej”. Szybko wykazał się pracowitością, dzięki której wyrobił sobie pozycję w redakcji i zajmuje się różnymi tematami. Najchętniej przedstawia wiadomości ze świat gier, rozrywki i technologii oraz przygotowuje recenzje gier i sprzętu. Jeśli jest zadanie – Wojtek na pewno się z nim zmierzy. 
cropper