Star Trek Voyager: Across the Unknown – recenzja gry na PS5. O walorach pomidorówki
Star Trek Voyager: Across the Unknown to kolejna strategia o budowaniu i modernizacji bazy. Czy jest to przeciętniak, jakich wiele, czy jednak coś naprawdę wartego uwagi? Oto recenzja gry na PlayStation 5.
Produkcja od studia Gamexcite bazuje na serialu Star Trek Voyager. Tytuł podchodzi w sposób tradycyjny do tego uniwersum – mamy tych samych bohaterów, ale fabułę możemy w dużej mierze kształtować sami. Statek kosmiczny pod wodzą Kathryn Janeway ulega awarii i traci łączność ze światem. Naszym głównym zadaniem jest sprowadzenie załogi do domu. Jak się to wszystko skończy, zależy wyłącznie od nas – gra umożliwia podejmowanie decyzji, które mają wpływ na rozwój historii.
Fabuła ma mocne i intrygujące momenty – no i nie brakuje tu humoru. Tak jak miało to miejsce w serialu, członkowie załogi żywią się zupą pomidorową (w serialu było jej kilkanaście rodzajów), a osobniki spoza naszej cywilizacji pozostają pod wrażeniem jej konsystencji i walorów smakowych.
Jednak biorąc się za Star Trek Voyager: Across the Unknown, należy pamiętać, że strategia opowiada fabułę głównie poprzez bloki tekstu – no i przez dialogi, które również występują tu prawie wyłącznie w formie tekstowej (udostępniono polskie tłumaczenie). Na próżno tu szukać jakichś dłuższych cut-scenek, które pchałyby historię do przodu. Te, które są, pokazują głównie sekwencje podróży statku po przestrzeni kosmicznej i trwają po kilka sekund.
Dla mnie osobiście czytanie w grze nie stanowi przeszkody – zwłaszcza gdy mam do czynienia z naprawdę ciekawymi wątkami; jeśli jednak ktoś tego nie lubi, niech czuje się ostrzeżony. Warto też dodać, że w niektórych momentach tekst w naszym rodzimym języku brzmi lekko „nie po polskiemu”. Niektórzy twierdzą, że w tym przypadku do głosu doszło AI, ale deweloper nie wyjawił, czy i w jakim stopniu korzystał ze sztucznej inteligencji.
Star Trek Voyager: Across the Unknown – zarządzanie i eksploracja
Rozgrywka w Star Trek Voyager: Across the Unknown opiera się na dwóch głównych filarach: zarządzaniu statkiem i eksploracji. Na obydwie te rzeczy potrzeba czasu – tytuł mierzy go w turach. Jeśli chodzi o zarządzanie obiektem i załogą, to jest to dość rozbudowana kwestia, w którą jednak gra całkiem sprawnie nas wtajemnicza.
Chodzi tu po prostu o coś na kształt budowania i modernizacji bazy. W trybie zarządzania statkiem widzimy przekrój obiektu wraz sekcjami i pomieszczeniami. Najbardziej kluczowym elementem jest w tym przypadku rdzeń warp, który produkuje energię. Rdzeń trzeba nieustannie zaopatrywać w deuter, czyli rodzaj międzygwiezdnego paliwa – bez tego nasze postępy będą niemożliwe.
Energię z kolei przydzielamy umiejętnie do każdej z sekcji/pięter statku, umożliwiając ich działanie. Energia to mocno ograniczony zasób, więc czasem trzeba nieźle kombinować z gospodarowaniem nią, wyłączając mniej przydatną w danej chwili jednostkę. Zresztą cały czas coś nam się tu psuje i trzeba też poświęcać nasze ograniczone zasoby (ludzkie i materialne) na naprawę obiektu – inaczej gra się skończy. Poza tym mamy opcję rozbudowy poszczególnych elementów statku, do czego są potrzebne także inne niż deuter surowce.
Star Trek wygląda mocno retro
Do tego twórcy Star Trek Voyager: Across the Unknown dorzucają zaawansowane drzewko rozwoju badań. Dalsze odkrycia, na które również potrzeba czasu w postaci tur, odblokowują możliwość rozbudowy i ulepszania różnych elementów konstrukcji statku według własnego uznania.
Istotnym parametrem w recenzowanej strategii pozostaje także morale załogi. Gdy spadnie ono do zera, nasi podwładni zbuntują się i gra się skończy. O morale można dbać, budując kolejne kwatery dla zespołu i czyniąc je coraz bardziej luksusowymi – oraz zaopatrując ludzi w odpowiednie ilości jedzenia. Również nasze decyzje mają duże znaczenie dla tego parametru – jeśli na przykład nie wykonamy tego, co obiecaliśmy lub planowaliśmy, morale spadnie.
Naprawa, funkcjonowanie i rozbudowa głównego obiektu nie będzie możliwa, gdy równocześnie nie będziemy pozyskiwać wspomnianych surowców w trybie eksploracji. Tutaj wyświetla nam się galaktyka, w której obecnie się znajdujemy i te sąsiednie. Oczywiście im bardziej odległa planeta, tym więcej tur zajmuje dotarcie do niej. Generalnie należy zajmować się zarządzaniem na pokładzie i eksploracją jednocześnie.
Szansę powodzenia każdej misji eksploracyjnej i zwiadowczej gra określa w skali prawdopodobieństwa. Wyświetla nam się pasek, który ilustruje procentową sposobność powodzenia. Jeśli większość paska jest zielona, to istnieje duża szansa, że „wylosujemy” pozytywny rezultat misji.
Dobrze i trochę gorzej
Zarządzanie zasobami statku w połączeniu z eksploracją przestrzeni kosmicznej to bardzo absorbujące zajęcie. Oczywiście najpierw musimy poświęcić chwilę na rozeznanie się w temacie i odkrycie, co gdzie jest i do czego właściwie służy, ale gdy już zaczynamy wszystko ogarniać, gra wynagradza to wciągającym gameplayem i coraz ciekawszą historią.
Jedyne, co może irytować w tym przypadku, to brak balansu, który daje się we znaki na zaawansowanym etapie rozgrywki. W pewnym momencie wydaje się na przykład, że cały proces rozbudowy statku mamy już za sobą, gdy z pozostałymi rzeczami wciąż pozostajemy w tyle. Nie wiem, czy jest to odczuwalne także na najtrudniejszym poziomie trudności (gra ma ich trzy).
Najsłabszym i najmniej ciekawym elementem rozgrywki pozostają międzygalaktyczne starcia. Te ograniczają się jedynie do wyboru poleceń dotyczących defensywy i ofensywy z menu – z jakiegoś powodu nie dano nam chociażby możliwości sterowania statkiem podczas walk. Być może jakiś zręcznościowy element trochę ożywiłby te pojedynki, które bez tego pozostają z lekka płaskie i mało emocjonujące.
Recenzowany dzisiaj Star Trek to dużo czytania i zabawy z interfejsem
Jeśli chodzi o grafikę, niestety tutaj również szału nie ma. Przerywniki pokazujące podróż statku wyglądają jeszcze w miarę w porządku, natomiast to, co widzimy wewnątrz obiektu, prezentuje się o wiele gorzej. Szczególnie dotyczy to twarzy członków załogi – te podobały mi się zdecydowanie najmniej. Wyglądały jak z gry sprzed 20 lat. Na szczęście większość czasu i tak spędzamy tu w widoku bocznym, gdzie widzimy przekrój obiektu z pomieszczeniami i elementami interfejsu.
W Star Trek Voyager: Across the Unknown można bez najmniejszego problemu grać na padzie – ku mojemu zdziwieniu, bardzo szybko przywykłam do sterowania załogą i zasobami za pomocą kontrolera. Szkoda jednak, że nie wprowadzono tu żadnych efektów haptycznych. Niektóre strategie korzystają z takich rzeczy w wydaniu na PS5 i nieźle im to wychodzi. Dobrą wiadomością jest z kolei to, że tytuł działa płynnie na PS5 – nie doświadczyłam żadnych poważnych problemów technicznych.
Star Trek Voyager: Across the Unknown – czy warto kupić?
Myślę, że Star Trek Voyager: Across the Unknown to całkiem udana – i przede wszystkim wciągająca – strategia o rozbudowywaniu bazy. Owszem, nie wszystko (walka, balans) wyszło tu idealnie, ale tytuł opowiada ciekawą historię i jest w stanie zapewnić długie godziny pasjonującej rozrywki. Jeśli lubisz ten gatunek, to bez względu na to, czy jesteś fanem Star Treka, czy nie, powinieneś dobrze bawić się przy tej grze.
Ocena - recenzja gry Star Trek Voyager: Across the Unknown
Atuty
- stary, dobry Star Trek
- absorbujący gameplay
- intrygująca i wielowątkowa fabuła
- humor
- bezproblemowe sterowanie na padzie
Wady
- walka mogłaby być ciekawsza
- brak balansu rozgrywki
- błędy w polskim tłumaczeniu
- oprawa wizualna
Star Trek Voyager: Across the Unknown w porównaniu z innymi grami z gatunku wypada jak pomidorówka na tle krupników: jest konkretna, wyrazista i pełna smacznej treści. Myślę, że warto spróbować.
Przeczytaj również
Komentarze (1)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych