Pokemon Pokopia - recenzja gry. Zabawa w odkrywanie

Pokemon Pokopia - recenzja i opinia o grze [Switch2]. Zabawa w odkrywanie

Wojciech Gruszczyk | Dzisiaj, 14:00

Po niezliczonych pojedynkach, kolejnych zdobytych odznakach i rywalizacji z legendami nadszedł czas na najbardziej spokojną i relaksującą grę z tego uniwersum. Czy jednak warto zainteresować się Pokemon Pokopia? Przeczytajcie naszą recenzję.

Od 30 lat gracze poznają świat Pokemonów: łapią kolejne stworki, walczą z innymi trenerami, uczą swoje okazy nowych ruchów i kompletują ulubieńców. Ale czy zastanawialiście się kiedyś, jak wyglądałaby ta kraina bez ludzi? Co robiłyby Pokemony, gdyby zostały same... bez trenerów, aren i całej tej rywalizacyjnej otoczki?

Dalsza część tekstu pod wideo

W pewien sposób próbuje odpowiedzieć na to Pokemon Pokopia. Koei Tecmo wraz z Game Freak i The Pokémon Company przygotowały spin-off, który nie kręci się wokół dziesiątek bitew, levelowania i kolejnych odznak. Zamiast tego dostajemy zaskakująco przyjemny cozy symulator życia, w którym sednem jest codzienność, rozwijanie miejsca i dbanie o to, by świat wokół w końcu znów zaczął tętnić życiem.

Nie oczekujcie jednak kompletnego relaksu. Pokemon Pokopia potrafi wciągnąć - to angażująca opowieść o relacjach, budowaniu zaufania i tworzeniu lokalnej społeczności, krok po kroku, Pokemon po Pokemonie. Ta zabawa jest na swój sposób wymagająca, bo bardzo szybko złapiecie się na tym, że chcecie... ugościć je wszystkie.

Złap je wszystkie? Nie tym razem

Pokemon Pokopia - recenzja gry. Główna ekipa
resize icon

Głównym bohaterem recenzowanego Pokemon Pokopia jest Ditto, który już na samym początku przygody postanawia wcielić się w człowieka. W rezultacie gracz otrzymuje prosty edytor postaci, a chwilę później rusza wielka wyprawa małego, fioletowego Pokemona. W pierwszej minucie Ditto spotyka Tangrowtha, który bardzo szybko zostaje nazwany „profesorem” - to właśnie on wydaje kolejne polecenia protagoniście, uczy go podstaw świata i wspólnie z nim próbuje odbudować krainę.

I właśnie na tym opiera się fundament Pokemon Pokopia. Ditto wychodzi z jaskini i od razu widzi, że otaczający go świat jest dosłownie zniszczony: porzucone ścieżki, ruiny, ślady dawnego życia. Gdzie są wszyscy ludzie? Na to pytanie odpowiada fabuła, bo choć gracz odwiedza pozostałości miast i natrafia na pozostawioną technologię, to jednocześnie... tylko Ditto przybiera ludzką postać, co od razu buduje lekko niepokojącą tajemnicę. Historia nie jest tu głównym punktem zabawy, ale działa jak bardzo przyjemna zachęta do tego, żeby iść dalej i odkrywać kolejne fragmenty świata.

Pokemon Pokopia nie udaje, że scenariusz jest najważniejszy, a mimo to warstwa fabularna potrafi pozytywnie zaskoczyć. Cały czas natrafiamy na „resztki” cywilizacji, odbudowujemy kolejne budynki, zbieramy wiadomości, a nawet fragmenty ludzkiej technologii... i małymi krokami dostajemy wskazówki, co tak naprawdę wydarzyło się w tym miejscu. To wszystko jest podane na spokojnie, bez nachalnego tłumaczenia, ale na tyle konsekwentnie, że trudno nie poczuć chęci, by w końcu poznać odpowiedzi.

Pokemon Pokopia - recenzja gry. Tworzymy roślinki
resize icon

Początkowo nie sądziłem, że ten wątek będzie aż tak rozbudowany (a nawet, na swój sposób, ciekawy), ale faktycznie Pokemon Pokopia w bardzo przyjemny sposób pokazuje świat, w którym coś się wydarzyło. I... nie mogę napisać za wiele, żeby nie zepsuć Wam zabawy, jednak scenarzyści potrafią intrygująco budować napięcie, podsuwać tropy i co jakiś czas po prostu zaskoczyć.

Ditto nie zajmuje się jednak wyłącznie odrestaurowywaniem świata przedstawionego i próbą zrozumienia wydarzeń z przeszłości. Bohater, wychodząc z jaskini, dostrzega zmęczonego Squirtle’a - spragnionego, osłabionego i wyraźnie potrzebującego pomocy. Ditto dwa razy się nie zastanawia: wykorzystuje swoją moc, by częściowo upodobnić się do stworka, „dostaje” ogon i nagle zyskuje dostęp do umiejętności Water Gun. Wystarczy podlać zmęczonego, niebieskiego żółwia, by ten doszedł do siebie, wstał... i ostatecznie stał się naszym nowym przyjacielem.

Ucz się wszystkiego

Pokemon Pokopia - recenzja gry. Główny bohater
resize icon

I tutaj tak naprawdę zaczyna się prawdziwa zabawa w recenzowanym Pokemon Pokopia. Ditto, po uratowaniu Squirtle’a, za pomocą Water Guna podlewa trawę i tworzy pierwsze siedlisko. Po chwili w tej małej lokacji pojawia się Bulbasaur i to on uczy bohatera „wyciągać” roślinność z ziemi - Ditto dosłownie zamienia swoje ręce w pnącza zielonego Pokemona. Umiejętność Leafage jest fundamentem rozgrywki przez kilka pierwszych godzin, ponieważ ta zdolność okazuje się absolutnie niezbędna do tworzenia kolejnych lokacji: miejsc, w których pojawiają się nowe stworki i które później stają się ich domem.

Pokemon Pokopia właśnie na tym polega. Wątek poznawania historii świata i dawnych wydarzeń dość szybko schodzi na drugi plan, bo najważniejsze jest wyszukiwanie kolejnych Pokemonów. Tyle że tutaj nikt nie staje do walki, nikt nie rzuca Pokeballami i nie goni za kolejnymi punktami doświadczenia - w tym przypadku kluczowe jest budowanie małych środowisk, które przyciągają do naszej krainy nowe okazy.

Ditto ma nawet własny Habitat Dex, w którym dokładnie widzimy, jakie układy działają najlepiej. Ustawienie czterech Tall Grass obok siebie może sprawić, że w tym miejscu pojawi się na przykład Charmander. Dołożenie elementów obok dużego drzewa potrafi z kolei zainteresować naszym światem Scythera... albo zupełnie inne stworki. Wiele siedlisk może mieć różnych „domowników”, więc część miejsc opłaca się tworzyć nawet kilkukrotnie - za każdym razem testując inne połączenia i sprawdzając, kto jeszcze da się skusić na nowy kawałek terenu.

Pokemon Pokopia - recenzja gry. Spotkanie z Charmanderem
resize icon

Jednocześnie szybko okazuje się, że sama zabawa roślinami nie wystarcza. Ditto może zbierać surowce, żeby następnie tworzyć z nich konstrukcje przy stole rzemieślnika. W praktyce oznacza to bieganie za kamieniami, drewnem czy liśćmi, a potem przerabianie części materiałów na komponenty potrzebne do budowy kolejnych elementów otoczenia. Dopiero z tym „zapleczem” możemy tworzyć następne miejscówki... i tym samym przygotowywać nowe lokacje dla kolejnych Pokemonów.

I to jest tak naprawdę rdzeń zabawy w Pokemon Pokopia. Gracz przemierza świat, szuka surowców, a czasami także przedmiotów pozostawionych przez ludzi, układa je w odpowiedni sposób i później obserwuje, jak w tej okolicy pojawia się nowy Pokemon. Szczerze podejrzewam, że na papierze takie założenia nie brzmią jak wielka przygoda, ale uwierzcie mi na słowo: to po prostu działa. Bardzo szybko zaczynasz myśleć jak odkrywca: kombinujesz z układami, próbujesz nowych konfiguracji, testujesz kolejne „formuły” siedlisk, a dobrym sposobem na odkrywanie świeżych pomysłów jest zwykłe bieganie po świecie i odnajdywanie kolejnych „przepisów”.

Habitat Dex rośnie z każdą godziną, a nasza mała osada zmienia się w coraz większe miasteczko. Pokemony ze sobą rozmawiają, wykonują proste czynności, reagują na otoczenie i nagle okazuje się, że ta okolica dosłownie zaczyna żyć. To ciekawe doświadczenie, bo w pewnym momencie naprawdę czujesz, że stajesz się częścią społeczności: realizujesz kolejne zadania, dbasz o rozwój miejsca i jednocześnie polujesz na następne okazy, żeby podnosić komfort życia wszystkich „mieszkańców” tej krainy.

Odkrywaj je wszystkie

Pokemon Pokopia - recenzja gry. Scyther
resize icon

Świat byłby jednak zbyt łatwy, gdyby Pokemony były całkowicie samowystarczalne. Ditto szybko przekonuje się, że jego goście potrzebują realnego wsparcia: czasami trzeba zadbać o zabawki, innym razem stworzyć łóżko, a nie brakuje momentów, gdy nasza społeczność jest po prostu głodna. Wtedy bohater uderza głową w drzewo, żeby spadły z niego owoce, a następnie rozdaje smakołyki głodomorom, by wszyscy mogli wrócić do swoich zajęć w lepszych humorach.

Szybko okazuje się, że Ditto jako gospodarz musi dbać nie tylko o siedliska, ale przede wszystkim o samych mieszkańców, więc zaczynamy planować „zaplecze” dla całej osady. Tworzymy spory sad, żeby mieć stały dostęp do owoców dla wszystkich zainteresowanych, później dochodzi nawet farma i... w zasadzie cały czas coś powstaje: budujemy, ulepszamy, rozbudowujemy i realizujemy kolejne potrzeby społeczności. To jest ta część gry, w której naprawdę czuć, że nie chodzi wyłącznie o „łapanie” nowych Pokemonów, ale o utrzymanie i rozwój miejsca, które ma działać jak żywy organizm.

Pokemon Pokopia - recenzja gry. Budowanie domku
resize icon

Ditto musi też tworzyć małe gniazda i większe budynki, do których można wejść... i w tym momencie Pokemon Pokopia bardzo mocno skręca w stronę Animal Crossing. Każdą lokację trzeba odpowiednio umeblować oraz upiększyć: łóżko, półki, może stolik, a do tego kilka dodatków, które nadają wnętrzu charakter. Gracz dostaje kolejną przestrzeń do zagospodarowania i szybko łapie się na tym, że zamiast „jeszcze jednej misji” woli dopieścić detale, bo to właśnie one budują klimat całej osady.

Jednocześnie szybko wychodzi na jaw, że w Pokemon Pokopia”niezbędne jest też terraformowanie okolicy. Ditto (niczym rasowy bohater z Minecrafta) może kopać ziemię i niszczyć głazy (oczywiście za sprawą umiejętności jednego z Pokemonów), żeby przebudowywać teren pod własne potrzeby. Twórcy pozwalają nam stawiać i układać elementy w formie bloków (dosłownie jak w serii Microsoftu), więc nic nie stoi na przeszkodzie, by wyrównać większy plac, a potem urządzić wszystko po swojemu. Są oczywiście pewne przeszkody, bo nie każdy fragment otoczenia da się zniszczyć, ale ostatecznie nie mogę napisać, żeby te ograniczenia psuły zabawę.

Zadbaj o wszystkich

Pokemon Pokopia - recenzja gry. Pokecenter
resize icon

W recenzowanym Pokemon Pokopia tworzymy tak naprawdę cały świat. Urządzamy własną okolicę, więc czasami niezbędne jest usunięcie wielu skał, innym razem doprowadzenie wody z jeziora znajdującego się w oddali, dorzucenie odpowiednich elementów otoczenia, by w tym miejscu mogły pojawić się nowe, wodne okazy Pokemonów, a później posadzenie drzew i ułożenie chodników, żeby ostatecznie zrealizować nawet całe domki. Ditto nie jest więc wyłącznie „przyjacielem” nowych stworków - z czasem staje się również (a może nawet przede wszystkim!) zarządcą okolicy, który planuje przestrzeń i dba o to, by wszystko miało sens nie tylko wizualnie, ale też „pod siedliska”.

A gdzie w tym całym szaleństwie jest główna misja? Profesor Tangrowth cały czas podsuwa Ditto kolejne wyzwania w wątku głównym - czasami musimy coś zbudować, innym razem zadbać o odpowiedni poziom wioski... i łatwo wyczuć elementy nastawione na czysty grind. Równolegle Ditto korzysta z Pokedexa, gdzie obok listy Pokemonów znajduje się zakładka „Request” i właśnie tam dostajemy całą tonę próśb od naszych sąsiadów: raz trzeba coś skonstruować, innym razem zapewnić konkretne udogodnienia, a nie brakuje nawet zleceń związanych z rozbudową „chaty” czy dopieszczeniem wnętrz. Do tego dochodzą zadania od profesora, które pchają fabułę do przodu, w grze pojawiają się też wyzwania poboczne - i to wszystko razem odblokowuje kolejne elementy w Habitat Dexie, więc cały system jest ze sobą mocno spięty.

Grind jest jednak odczuwalny... szczególnie w momencie, gdy profesor prosi nas o podbicie poziomu naszej przestrzeni. W takiej sytuacji trzeba biegać od Pokemona do Pokemona, wykonywać dla nich drobne zlecenia i krok po kroku dobijać do wymaganego progu, żeby dopiero wtedy cieszyć się nowymi siedliskami i polowaniem na kolejne stworki. To samonapędzająca się machina? Trochę tak, ale sporo zależy od tego, jak podejdziecie do tej powtarzalności. Jeśli samo odkrywanie „przepisów” na siedliska i obserwowanie, jak świat ożywa, będzie dawało Wam satysfakcję, to ten gameplay raczej nie będzie przeszkadzał. Jeśli jednak szybko męczy Was robienie małych zadań „dla punktów”, to w pewnym momencie można poczuć, że gra mocno opiera się na pętli obowiązków.

To nie jest jeden świat

Pokemon Pokopia - recenzja gry. Wszyscy śpią
resize icon

Tak jak wspomniałem, Habitat Dex zapełnia się z każdą kolejną godziną, ale nie myślcie, że przez całą grę będziecie układać jedynie kolejne krzewy obok siebie. Szybko okazuje się, że Pokemony potrzebują zaskakujących przestrzeni, by w ogóle trafić do naszej krainy - czasami trzeba wykorzystać kubeł na śmieci, innym razem wędkę, a po drodze pojawiają się szafy, lustra, stoliki, sprzęty medyczne i... nie będę zdradzał za wiele, ale kreatywności deweloperom zdecydowanie nie brakowało podczas projektowania kolejnych siedlisk. To nie są tylko „ładne dekoracje”, bo często właśnie ten jeden, dziwny element robi różnicę między martwą miejscówką a miejscem, które nagle zaczyna przyciągać konkretne okazy.

Gracz może jednocześnie zdobywać kolejne zapiski ze świata ludzi, odbudowywać elementy „starego świata”, a czasami nawet... trafiać do nowych miasteczek. Profesor Tangrowth pojawia się w kolejnych lokacjach i rzuca nam następne zadania, więc nie tylko rozwijamy jedną przestrzeń, ale stopniowo przerzucamy się między różnymi obszarami... i szczerze mówiąc, w pewnym momencie tych wszystkich obowiązków robi się naprawdę sporo. Z jednej strony to fajne, bo gra nie zamyka nas w jednej „wiosce” i nie każe w kółko oglądać tego samego podwórka, ale z drugiej łatwo poczuć, że lista zadań zaczyna rosnąć szybciej niż czas, który mamy, by je spokojnie ogarnąć.

Interesującym pomysłem jest też kwestia czasu, bo stworzenie zwykłej norki dla Pokemonów zajmuje około 15 minut, ale gdy chcemy postawić większy budynek, gra potrafi wyświetlić komunikat, że musimy poczekać do dnia następnego - w realnym świecie. Pokemon Pokopia wymaga cierpliwości, bo nawet przygotowanie części elementów otoczenia zajmuje czas: proste przerobienie znalezionego drewna na deski przez jednego z Pokemonów nie odbywa się automatycznie, tylko widzimy, jak stworek faktycznie pracuje na naszym surowcu. Gracz musi też sensownie zarządzać kompanami, bo podczas budowania większych struktur prosimy Pokemony o pomoc - jeśli wyślemy do budowy na przykład Machopa, to nie możemy wykorzystać go do innych zadań, przynajmniej do momentu ukończenia projektu. I to jest o tyle istotne, że część Pokemonów ma konkretne specjalizacje, które trzeba umiejętnie wykorzystywać w odpowiednich sytuacjach, inaczej zaczyna się robić korek w „produkcji” i wszystko trwa dłużej, niż powinno.

Pokemon Pokopia - recenzja gry. Budowanie
resize icon

Pokemon Pokopia to jednak nie wyłącznie produkcja single-player. W grze możemy tworzyć światy online i zapraszać do zabawy innych graczy - założenia się nie zmieniają, ale wszystko dzieje się szybciej, bo po prostu współpracujemy i dzielimy się obowiązkami. W tym wariancie nie przebudowujemy naszej głównej krainy, tylko trafiamy do osobnego świata stworzonego pod wspólną sesję, co pozwala spokojnie eksperymentować bez obaw, że ktoś „przestawi” nam całe miasteczko. Szczerze mówiąc, w trackie testów do recenzji nie mogłem tej funkcji porządnie sprawdzić, ale miałem okazję grać z innymi osobami na pokazie Nintendo i już wtedy było widać, że wiele ekip będzie z dużą przyjemnością wspólnie budować kolejne lokacje, ustawiać siedliska pod konkretne Pokemony i dzielić się rolami: jeden zbiera surowce, drugi terraformuje, trzeci szuka przepisów.

W przypadku Pokemon Pokopia ciekawym tematem jest również sama grafika. To oczywiście nadal nie jest next-genowa oprawa, która prezentuje zupełnie nową jakość, ale twórcy ewidentnie potrafili wykorzystać potencjał sprzętu, dostarczając bardzo kolorową i przyjemną dla oka produkcję. Kapitalnie wypada Ditto i jego przemiany, świetnie prezentują się kolejne stworki, a całość jest czytelna nawet wtedy, gdy na ekranie dzieje się sporo... i powiem to wprost: ta gra po prostu wygląda bardzo sympatycznie. Szczególnie na małym ekranie, gdzie styl i barwy robią świetną robotę, ale z racji „rodzinnej rozgrywki” (wspólnie szukaliśmy nowych siedlisk i kolejnych okazów) spędziłem wiele godzin także na telewizorze i nadal nie mam do czego się przyczepić, jeśli chodzi o stronę wizualną.

Muszę jednak wspomnieć o jednym istotnym elemencie: Pokemon Pokopia powinno otrzymać polską lokalizację. Nintendo zaczęło już tłumaczyć swoje gry, a najnowsza produkcja The Pokémon Company wygląda jak tytuł wręcz stworzony dla młodszych graczy - zamiast kolejnych bitew mamy tu szukanie przyjaciół, budowanie siedlisk, karmienie, dbanie o komfort społeczności i spokojne odkrywanie świata. Na papierze to idealna gra „dla całej rodziny”, ale brak polskich napisów realnie obniża komfort najmłodszych: Ditto chętnie rozmawia z kolejnymi Pokemonami, polecenia i dialogi są co prawda dość proste, jednak szkoda, że nie zdecydowano się na pełną lokalizację, bo to właśnie w takiej, przytulnej produkcji język ma ogromne znaczenie dla odbioru.

Coś nowego, coś świeżego?

Pokemon Pokopia - recenzja gry. Mały sad
resize icon

Pokemon Pokopia nie jest kolejną grą z serii, w której za sprawą nowych Pokemonów walczymy z kolejnymi rywalami, wbijamy poziomy, rozwijamy punkty doświadczenia i uczymy stworki następnych ruchów. To zupełnie inne doświadczenie, ale szczerze mówiąc nie mogę napisać, żeby taka zabawa nie była przyjemna. To wręcz odświeżające podejście, bo twórcy połączyli kilka koncepcji - łatwo dostrzec tu elementy Minecrafta, Animal Crossing czy nawet Viva Piñata.

Deweloperzy proponują ciekawy miks znanych pomysłów, a wszystko ubierają w szaty Pokemonów. I co najważniejsze: to naprawdę działa - nawet jeśli w pewnych momentach czujemy, że gra narzuca na gracza trochę zbyt duże wymagania. W Pokemon Pokopia grind jest odczuwalny, ale czy faktycznie problematyczny? Dużo zależy od Waszego podejścia: jeśli samo szukanie kolejnych stworków, tworzenie siedlisk i dbanie o relacje nie będą dla Was męczące, to nie odczujecie tak mocno ograniczeń wynikających z narzuconych wymogów.

Najnowsze Pokemony nie są jednak produkcją dla graczy liczących na klasyczną rywalizację. To gra w całości nastawiona na spokojne odkrywanie, eksperymentowanie z formułą, budowanie krainy, odświeżanie kolejnych elementów świata i dopasowywanie okolic do własnych preferencji oraz oczekiwań. W tym świecie można się zatracić na dziesiątki godzin, a... mam przeczucie, że wielu z Was po prostu będzie chciało tylko więcej i więcej.

Czy warto zagrać w Pokemon Pokopia?

„Zaskakujące doświadczenie” - te słowa cały czas siedzą mi w głowie, gdy piszę o Pokemon Pokopia. Nie jest sekretem, że to odświeżający spin-off, ale szczerze mówiąc spodziewałem się zupełnie innych emocji: liczyłem na relaksującą zabawę, spokojne „klikanko” na wieczór i gameplay, który po godzinie zacznie się trochę nudzić. Tymczasem dostałem grę w odkrywanie - taką, która wciąga nie dlatego, że coś wybucha, tylko dlatego, że co chwilę pojawia się nowy pomysł, nowa zależność i nowe „a co, jeśli...”.

Największą frajdę daje tu samo szukanie kolejnych siedlisk: kombinowanie z elementami otoczenia, odnajdywanie przepisów, testowanie układów i patrzenie, jak nagle w naszej okolicy pojawia się kolejny Pokemon. Do tego dochodzi budowanie konstrukcji, meblowanie przestrzeni i integracja z małą społecznością, która naprawdę zaczyna żyć - stworki rozmawiają, proszą o rzeczy, mają swoje potrzeby, a my przestajemy być „graczem”, a stajemy się gospodarzem i organizatorem tego całego, uroczego chaosu. Jasne, fabularnie nie ma tu wielkich fajerwerków, a mechanicznie całość potrafi być mocno nastawiona na grind, ale zaskakująco często łapałem się na tym, że robię „jeszcze jedno zadanie”, „jeszcze jedno siedlisko” i nagle mija kolejna godzina.

Jeśli więc szukacie spin-offu Pokemonów, który czerpie garściami z Animal Crossing i Minecrafta, to będziecie zadowoleni - pod warunkiem, że zaakceptujecie, iż to nie jest gra o walce, poziomach i rywalizacji. Pokemon Pokopia buduje emocje inaczej: przez ciekawość, przez satysfakcję z odkrywania i przez poczucie, że Twoja kraina rośnie, zmienia się i nabiera charakteru. Przygotujcie się na zupełnie inne tempo i inny rodzaj frajdy... mniej adrenaliny, więcej „jeszcze chwila, bo chcę zobaczyć, kto tu zamieszka”.

Ocena - recenzja gry Pokemon Pokopia

Atuty

  • Świeże, odważne podejście do marki Pokemon – pełnoprawny cozy spin-off,
  • Wciągająca pętla odkrywania siedlisk i eksperymentowania z „przepisami”,
  • Rozbudowane budowanie, craftowanie i terraformowanie świata,
  • Żyjąca społeczność Pokemonów i przyjemny klimat rozgrywki,
  • Ciekawy wątek tajemnicy zniknięcia ludzi,
  • Udany styl graficzny i bardzo dobre udźwiękowienie.

Wady

  • Wyraźnie odczuwalny grind w późniejszych etapach,
  • Momentami zbyt sztywne wymagania związane z poziomem wioski,
  • Brak polskiej lokalizacji (szczególnie dotkliwy dla młodszych graczy).

Pokemon Pokopia to zaskakująco wciągający spin-off, który zamiast walk stawia na odkrywanie, budowanie siedlisk i rozwijanie własnej, żyjącej społeczności Pokemonów. Największą frajdę daje kombinowanie z „przepisami” na nowe środowiska, craftowanie i terraformowanie, choć z czasem mocniej czuć grind oraz wymagania narzucane przez zadania. Jeśli szukacie spokojnej gry w stylu Animal Crossing + Minecraft w pokemonowej skórze, to traficie idealnie – ale musicie zaakceptować, że to zupełnie inne emocje niż w klasycznych odsłonach serii.
Graliśmy na: NS2

Wojciech Gruszczyk Strona autora
Miał przyjść do redakcji zrobić kilka turniejów, ale cytując klasyka „został na dłużej”. Szybko wykazał się pracowitością, dzięki której wyrobił sobie pozycję w redakcji i zajmuje się różnymi tematami. Najchętniej przedstawia wiadomości ze świat gier, rozrywki i technologii oraz przygotowuje recenzje gier i sprzętu. Jeśli jest zadanie – Wojtek na pewno się z nim zmierzy. 
cropper