Girl Taken (2026) - recenzja i opinia o serialu [SkyShowtime]. Anatomia zła w cieniu brytyjskiej prowincji
Żyjemy w czasach, w których współczesna popkultura z makabryczną wręcz, niegasnącą fascynacją konsumuje opowieści o uprowadzeniach, dusznych piwnicach i zbrodniach skrywanych za równo przystrzyżonymi żywopłotami. Kiedy więc platforma SkyShowtime (Paramount+) ogłosiła premierę sześcioodcinkowego thrillera „Laleczka” (oryg. „Girl Taken”), stanowiącego luźną adaptację motywów z bestsellerowych dreszczowców, można było odczuć uzasadnione znużenie materią. Znowu zaginiona nastolatka? Znowu mroczny sekret małego, dusznego miasteczka i lokalna społeczność pogrążona w paranoi? Otóż i tak, i nie.
Twórczynie serialu, Laura Way i Bindu de Stoppani, biorą na warsztat wyeksploatowany do cna, skandynawsko-brytyjski schemat, aby bezceremonialnie wywrócić go na lewą stronę. Zamiast fetyszyzować sam akt przemocy i zamieniać śledztwo w tanią rozrywkę z cotygodniowym cliffhangerem, „Laleczka” skupia się na tym, co następuje, gdy opadnie kurz, a straumatyzowana ofiara wraca do świata, który zdążył o niej zapomnieć. To nie jest po prostu kolejna sztampowa historia o porwaniu, wpisująca się w modny nurt true crime. To duszne, gęste od emocji, psychologiczne studium przetrwania, które - choć nie ustrzegło się kilku boleśnie odczuwalnych potknięć fabularnych - potrafi złapać widza za gardło i trzymać w napięciu aż do finałowych, wybrzmiewających grozą napisów.
Girl Taken (2026) - recenzja i opinia o serialu [SkyShowtime]. Świat po końcu świata, czyli wiwisekcja traumy i złamanych więzi
Większość telewizyjnych thrillerów kończy się w momencie, gdy zaginiona ofiara odzyskuje wolność, a na dłoniach sprawcy z satysfakcjonującym trzaskiem zaciskają się kajdanki. W „Laleczce” ten punkt kulminacyjny stanowi zaledwie preludium do właściwego, znacznie bardziej przerażającego koszmaru. Nastoletnia Lily (w tej roli absolutnie magnetyczna, oszczędna w środkach wyrazu Tallulah Evans), po prawie pięciu latach spędzonych w klaustrofobicznej niewoli - w tytułowym „domku dla lalek” swojego oprawcy - ucieka i wraca do domu. Jej powrót na łono rodziny nie przypomina jednak hollywoodzkiego, słodkiego happy endu przerywanego radosnymi łzami. Świat poszedł naprzód, nie czekając na jej ocalenie. Jej siostra bliźniaczka, Abby (fenomenalnie partnerująca jej Delphi Evans), dorosła bez niej, budując własną tożsamość na gruzach dawnego życia, a matka, Eve (niezawodna i boleśnie autentyczna Jill Halfpenny), z uporem maniaka próbująca posklejać rozbitą przed laty rodzinę, dusi się w ciasnym gorsecie własnego, matczynego poczucia winy.
Twórcy z bezlitosną wręcz, chirurgiczną precyzją, a zarazem wielką reżyserską empatią, portretują wieloetapowy proces rekonwalescencji, który w istocie przypomina chodzenie po polu minowym. Nie ma tu krztyny taniej sentymentalności ani prób upiększania bólu. Otrzymujemy za to gorzki, szalenie niepokojący obraz tego, jak głęboko przemoc infekuje tkankę rodzinną i jak tytanicznym wysiłkiem jest odzyskanie kontroli nad własnym ciałem, umysłem i sprawczością po latach całkowitego ubezwłasnowolnienia. Serial lśni najjaśniej właśnie w tych cichych, na pozór prozaicznych momentach, gdy Lily próbuje odnaleźć się w nowej, przerażającej dla niej, zdominowanej przez technologię rzeczywistości, a każde nieuważne słowo wypowiedziane przez domowników wydaje się ranić niczym sterylne ostrze skalpela. To telewizja, która wymaga od widza ogromnego zaangażowania emocjonalnego, nie dając w zamian łatwych odpowiedzi.
Girl Taken (2026) - recenzja i opinia o serialu [SkyShowtime]. Potwór z sąsiedztwa i przerażający teatr sądowej manipulacji
Jednak tym, co ostatecznie definiuje „Laleczkę” jako pozycję absolutnie obowiązkową dla miłośników mrocznego gatunku, jest wybitna kreacja Alfiego Allena w roli Ricka Hansena - szanowanego, uwielbianego przez lokalną społeczność nauczyciela, który pod maską autorytetu skrywa oblicze socjopatycznego drapieżnika. Allen, uwolniony wreszcie od ciążącego nad nim przez lata ciężaru roli Theona Greyjoya z kultowej „Gry o tron”, dostarcza tu bodaj najlepszą, najbardziej zniuansowaną kreację w swojej dotychczasowej karierze. Jego Rick nie jest przerysowanym, groteskowym potworem wyciągniętym z najtańszych horrorów. To zło przerażająco banalne, codzienne, kryjące się za ujmującym uśmiechem, nienagannymi manierami i fasadą obywatelskiej poprawności. Aktor gra niezwykle subtelnie, operując mikrogrymasami, tonem głosu i pustym spojrzeniem, od którego dosłownie cierpnie skóra na karku.
Co więcej, scenariusz inteligentnie pozwala mu na pełne rozwinięcie skrzydeł w drugiej połowie sezonu, gdy środek ciężkości fabuły przenosi się na salę sądową i do dusznych policyjnych pokojów przesłuchań. Rick, z determinacją godną wytrawnego szachisty, próbuje przejąć kontrolę nad narracją, cynicznie grając na nosie wymiarowi sprawiedliwości i bezbłędnie manipulując opinią publiczną oraz mediami. To właśnie tutaj „Laleczka” serwuje najbardziej jadowity i celny komentarz społeczny. Twórcy bezlitośnie obnażają słabości systemu prawnego, w którym sprawca - biały, wykształcony, elokwentny i charyzmatyczny mężczyzna - z taką zatrważającą łatwością potrafi podważyć wiarygodność swojej zrujnowanej psychicznie ofiary, stosując klasyczny gaslighting i rzucając cień wątpliwości na jej zeznania. Werbalne starcia między Rickiem a zdeterminowaną, choć wciąż kruchą Lily, to absolutny aktorski tour de force, przypominający swoją intensywnością i dusznością najbardziej klaustrofobiczne pojedynki z filmów Davida Finchera.
Girl Taken (2026) - recenzja i opinia o serialu [SkyShowtime]. Grzechy główne scenariusza, czyli gdzie gubi się wypracowane napięcie
Nie oznacza to bynajmniej, że dzieło dostępne na SkyShowtime jest telewizyjnym ideałem, pozbawionym realizacyjnych skaz. Choć pierwsze dwa odcinki budują fenomenalne, niemal fizycznie namacalne napięcie, w okolicach trzeciego epizodu narracja zaczyna niebezpiecznie osiadać na scenariuszowych mieliznach. Zjawisko to wynika z kilku grzechów głównych trawiących współczesny streaming. Przede wszystkim, produkcja cierpi na chorobę „narracyjnego rozwodnienia” - intrygujący materiał, który wprost idealnie sprawdziłby się jako zwarty, kipiący od adrenaliny, trzygodzinny miniserial lub długi metraż, został tu nieco sztucznie rozciągnięty do sześciu pełnych godzin. To z kolei nieuchronnie prowadzi do momentami nużących dłużyzn i wymusza na scenarzystach wprowadzanie zapychaczy w postaci irracjonalnych rozwiązań fabularnych.
Najbardziej irytująca w tym wszystkim jest jednak kuriozalna niekompetencja brytyjskich służb śledczych. Działania mundurowych, z nieporadnym, pozbawionym charyzmy inspektorem Tommym Shah (w tej roli zagubiony Vikash Bhai) na czele, bywają momentami tak naiwne i pozbawione logiki, że graniczą wręcz z niezamierzoną autoparodią, skutecznie wybijając zaintrygowanego widza z rytmu i rujnując starannie budowany w innych scenach klimat grozy. Dodajmy do tego kilka potężnych dziur logicznych wielkości leja po bombie oraz osobliwe decyzje scenograficzne - lokacje, które w założeniu miały imitować posępną, wiecznie deszczową i depresyjną północną Anglię, na ekranie prezentują się momentami nienaturalnie słonecznie, niemal sterylnie. To detale, które u bardziej obeznanego z gatunkiem widza wywołają z pewnością zgrzytanie zębów. Gdyby na etapie postprodukcji wykazano się większą dyscypliną montażową i bardziej realistycznie poprowadzono policyjne wątki kryminalne, mówilibyśmy o arcydziele.
Girl Taken (2026) - recenzja i opinia o serialu [SkyShowtime]. Podsumowanie
Ostatecznie jednak „Laleczka” skutecznie broni się jako dojrzały, stawiający trudne pytania thriller psychologiczny, który odważnie eksploruje to, co rozrywkowe kino gatunkowe zazwyczaj woli zostawić w bezpiecznej strefie cienia. To produkcja ewidentnie nierówna, momentami bardzo frustrująca w swoich uproszczeniach fabularnych, ale zarazem niesamowicie angażująca emocjonalnie i zapadająca w pamięć.
Ogląda się ją nie dla tanich pościgów, wybuchów czy spektakularnych zwrotów akcji na miarę opery mydlanej, lecz dla znakomicie i wiarygodnie zarysowanych portretów psychologicznych ofiar oraz dla absolutnie fenomenalnej, przerażająco lodowatej kreacji Alfiego Allena, która z pewnością przyniesie mu nominacje do najważniejszych nagród telewizyjnych. Dla tych widzów, którzy we współczesnych opowieściach o zbrodni szukają czegoś znacznie więcej niż tylko prostej i wygodnej odpowiedzi na banalne pytanie „kto zabił?”, nowa propozycja od SkyShowtime okaże się pozycją bezwzględnie wartą każdego zarwanego wieczoru.
Atuty
- Magnetyczny Alfie Allen
- Wiwisekcja traumy
- Duszny i czasami mroczny klimat
- Muzyka budująca napięcie
Wady
- Scenariuszowe dłużyzny
- Widoczna niekompetencja policji
- Sztuczne rozciągnięcie serialu (mógłby być nieco krótszy)
To wyjątkowo ciężki kaliber telewizji. To seans uwierający, zmuszający do wyjścia ze strefy komfortu, ale też skłaniający do bardzo głębokiej refleksji nad prawdziwą, nierzadko ukrytą ceną przetrwania.
Przeczytaj również
Komentarze (1)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych