Portobello (2026) - recenzja serialu [HBO Max]. Telewizyjna gilotyna w blasku fleszy

Portobello (2026) - recenzja i opinia o serialu [HBO Max]. Telewizyjna gilotyna w blasku fleszy

Łukasz Musialik | Wczoraj, 22:30

W historii telewizji są momenty, które definiują epokę. We Włoszech lat 80. takim momentem był piątkowy wieczór, kiedy miliony ludzi zasiadały przed ekranami, aby oglądać „Portobello” - program, w którym gadająca papuga miała więcej charyzmy niż większość ówczesnych polityków.

Marco Bellocchio, mistrz włoskiego kina, który z chirurgiczną precyzją od lat dokonuje wiwisekcji narodowych traum, powraca z sześcioodcinkową miniserią dla HBO Max. I robi to w sposób absolutnie miażdżący. „Portobello” to nie jest kolejna biografia czy typowy dramat sądowy. To duszny, operowy i przerażająco aktualny traktat o tym, jak łatwo machina państwowa i medialna może zmielić jednostkę na pył, a wszystko to przy akompaniamencie radosnych jgli z telewizyjnego show. Bellocchio zabiera nas w podróż do jądra ciemności, które paradoksalnie, jest oświetlone najjaśniejszymi reflektorami studia RAI.

Dalsza część tekstu pod wideo

Portobello / HBO Max
resize icon

Portobello (2026) - recenzja i opinia o serialu [HBO Max]. Wielki Teatr Telewizji i cienie rzucane przez reflektory

Bellocchio rozpoczyna swoją opowieść nie od więziennej celi, ale od feerii barw i kiczu, które zdefiniowały włoską popkulturę tamtych lat. Widzimy Enzo Tortore (w tej roli hipnotyzujący Fabrizio Gifuni, stały współpracownik reżysera) jako króla telewizji. Jest elegancki, elokwentny, ucieleśnia ten rodzaj staroświeckiej kultury, która w zderzeniu z nadchodzącą erą Berlusconiego wydaje się być ostatnim bastionem przyzwoitości. Reżyser genialnie buduje kontrast. Z jednej strony mamy studio „Portobello” - miejsce, gdzie zwykli Włosi przychodzili ze swoimi wynalazkami, problemami i marzeniami, szukając chwili uwagi. Z drugiej - widzimy Włochy trawione przez korupcję, strach przed terroryzmem i rosnącą w siłę Camorrę.

Serial mistrzowsko oddaje atmosferę tamtych lat, którą można by nazwać „toksyczną i beztroską”. Bellocchio, co zauważyli krytycy po premierze w Wenecji, nie traktuje programu telewizyjnego jedynie jako tła. „Portobello” staje się tu metaforą całego kraju - głośnego, chaotycznego targu, na którym można kupić i sprzedać wszystko, łącznie z czyjąś godnością. Scenografia jest duszna, kadry często ciasne, nawet gdy akcja dzieje się na otwartej przestrzeni. Czujemy, że pętla zaciska się na szyi bohatera na długo przed tym, zanim o świcie do jego drzwi zapukają karabinierzy. To właśnie w tym pierwszym akcie reżyser zasiewa ziarno niepokoju - ten radosny, kolorowy świat telewizji jest tylko cienką fasadą, za którą kryje się moralna zgnilizna gotowa pochłonąć każdego, kto stanie się niewygodny lub po prostu... pechowy.

Portobello / HBO Max
resize icon

Portobello (2026) - recenzja i opinia o serialu [HBO Max]. Kłamstwo powtarzane tysiąc razy

Centralną osią serialu jest aresztowanie Tortory w 1983 roku pod zarzutem współpracy z Nuova Camorra Organizzata i handlu narkotykami. To, co następuje później, to kafkowski koszmar w najczystszej postaci, rozpisany na sześć godzin wybitnego kina. Bellocchio, analizując anatomię tego skandalu, jest bezlitosny dla włoskiego wymiaru sprawiedliwości. Pokazuje system, który nie szuka prawdy, lecz „pentiti” (skruszonych mafiosów), których zeznania - choćby najbardziej absurdalne - stają się nową ewangelią.

Reżyser unika prostego dydaktyzmu. Nie robi z Tortory świętego, ale pokazuje go jako człowieka, który w zderzeniu z absurdem oskarżeń (opartych na błędnie odczytanym nazwisku w notesie i zeznaniach szaleńców) traci wszystko poza godnością. Sceny przesłuchań i konfrontacji sądowych są majstersztykiem napięcia. Nie ma tu amerykańskiego patosu znanego z dramatów prawniczych. Jest za to brud, biurokratyczna obojętność i przerażająca łatwość, z jaką prokuratorzy niszczą życie człowieka, byle tylko nakarmić opinię publiczną sukcesem w walce z mafią. Bellocchio dekonstruuje mechanizm kozła ofiarnego. Pokazuje, jak media - te same, które wyniosły Tortore na szczyt - z dnia na dzień zamieniają się w stado hien. To ostrzeżenie, które w erze „cancel culture” i procesów na X / Twitterze rezonuje z podwójną siłą. Widzimy, jak słowo staje się bronią, a domniemanie niewinności jedynie pustym frazesem.

Portobello / HBO Max
resize icon

Portobello (2026) - recenzja i opinia o serialu [HBO Max]. Człowiek w żelaznej masce uprzejmości

Nie sposób pisać o „Portobello” bez pochylenia się nad kreacją Fabrizio Gifuniego. To rola totalna. Gifuni nie gra Tortory poprzez prostą imitację, a oddaje jego wewnętrzne drżenie, tłumiony krzyk człowieka, który wie, że jest niewinny, a jednocześnie widzi, że dla świata nie ma to żadnego znaczenia. Jego Tortora jest postacią tragiczną w antycznym wymiarze - człowiekiem kultury wrzuconym do dołu z wapnem.

Szczególnie poruszające są sekwencje więzienne, gdzie Bellocchio pozwala sobie na charakterystyczne dla siebie oniryczne wtręty. Sny bohatera mieszają się z rzeczywistością, papuga z programu telewizyjnego skrzeczy wyroki, a cele zamieniają się w studio nagrań. To w tych momentach serial HBO Max wznosi się ponad poziom rzetelnej rekonstrukcji historycznej i staje się dziełem sztuki. Reżyser pokazuje psychiczną destrukcję bohatera z poczuciem niesprawiedliwości, który do końca próbuje zachować twarz. A kiedy wraca do telewizji, aby wypowiedzieć swoje słynne słowa, to pojawia się ten magiczny moment. To nie jest triumf, to gorzkie epitafium.

Portobello (2026) - recenzja i opinia o serialu [HBO Max]. Podsumowanie

„Portobello” w reżyserii Marco Bellocchio to arcydzieło telewizyjne, które udowadnia, że ten format może służyć nie tylko rozrywce, ale i głębokiej narodowej introspekcji. To serial trudny, bolesny i wymagający, ale niezbędny. Bellocchio, podobnie jak w „Esterno Notte”, bierze konkretny wycinek włoskiej historii i czyni go uniwersalną przypowieścią o relacji jednostki z władzą. Technicznie bezbłędny, z duszną, ziarnistą estetyką lat 80. i wybitnym aktorstwem, „Portobello” zostaje z widzem na długo po napisach końcowych. To oskarżenie rzucone w twarz systemowi, który w imię walki ze złem sam staje się potworem.

Atuty

  • Znakomita gra aktorska (Fabrizio Gifuni)
  • Mistrzowska narracja
  • Gęsta atmosfera
  • Reżyserska wirtuozeria

Wady

  • Momentami można przysnąć
  • Powolne tempo
  • Ciężka tematyka

Pozycja obowiązkowa dla każdego, kto ceni kino zaangażowane, mądre i bezkompromisowe.

7,0
Łukasz Musialik Strona autora
Pasjonat gier od samego dzieciństwa, kiedy to swoją pierwszą konsolę dostał od rodziców. Od tamtej pory zafascynowany grami i ich światem, ponieważ jako dorosły uważa, że to nie tylko rozrywka, ale także sztuka, która może nas uczyć, inspirować i poruszać emocje. Nieustannie poszerza swoją wiedzę i doświadczenie w dziedzinie gier i konsol, aby móc dostarczać innym jak najbardziej wartościowe treści.
cropper